Do góry

Czas na Włochy: Spacer po Rzymie

Jeżeli chcecie odwiedzić Egipt, zagospodarujcie sobie czas na nurkowanie, jazdę na wielbłądach i zobaczenie piramid. Podczas wycieczki do Norwegii szykujcie się na Oslo, Trondheim i fiordy. Jeśli zaś wybieracie się na objazdówkę po Włoszech i na trasie jest Rzym, cóż... nie planujcie na razie nic więcej.

Państwo w państwie

Fontanna Di Trevi

To, co mówi się o Paryżu, że trzeba przyjechać dwa razy: pierwszy, żeby zwiedzić miasto, drugi na sam Luwr, tyczy się też Włoch i Rzymu. Miłośnicy śródziemnomorskich, ciepłych klimatów, historii, sztuki i starożytnej architektury mają w wiecznym mieście niewiele czasu na sen. Wierni z całego świata przyjeżdżają, by zobaczyć papieża i zwiedzić państwo biskupa Rzymu. Ale nie tylko.

Pozostaje jeszcze cała masa kościołów, na które można się natknąć niespodziewanie klucząc wąskimi uliczkami. Niektóre ze świątyń są niejako wbudowane w kamienice, nie mają własnych ogrodów i odseparowanej plebanii, lecz wkomponowane są w sąsiednie budynki. Trudno się temu dziwić, gdyż w stolicy Włoch jest ich ponad dziewięćset. Każda uliczka i każdy zaułek pamięta czasy rzymskich legionistów, cesarzy i formowania się jednego z ważniejszych ośrodków powstania cywilizacji, częścią której jesteśmy.

Patrząc z opustoszałego placu Świętego Piotra na zalaną porannym słońcem bazylikę, jedna rzecz przychodzi na myśl: jest ogromna. Stojąca u szczytu schodów niczym na podwyższeniu budowla o prostych liniach z wysokimi kondygnacjami i wielkimi oknami wyglądałaby surowo, gdyby nie zdobiące ją niewielkie balkony, masywne kolumny i rzeźby Jezusa, Jana Chrzciciela i jedenastu apostołów wieńczące fasadę, nad którą góruje imponująca kopuła projektu Michała Anioła.

Bazylika Św. Piotra Rzym fot. Emilio Garcia / Wikipedia

Jednak to nie dzieła Michała Anioła, twórcy słynnej piety i malowideł na suficie kaplicy sykstyńskiej spotkamy najczęściej podczas zwiedzania Rzymu. Nie jest nim także Leonardo da Vinci czy Rafael Santi, lecz Giovanni Lorenzo Bernini. Jego dziełem jest kolumnada na placu Świętego Piotra i słynny baldachim ze spiralnymi kolumnami nad ołtarzem i grobem pierwszego papieża.

Zwiedzając bazylikę warto zacząć od krypty. Z samego rana zwykle nie ma tłumów i można bez stresu chodzić wąskimi korytarzami i zatrzymać się nad grobami papieży. Po wyjściu z krypty najlepiej przejść do kolejki po bilet wstępu na kopułę. Można kupić droższy bilet i skorzystać z windy, bądź też zaufać nogom i spróbować wejść o własnych siłach. Warto zwrócić uwagę na fakt, że winda nie wiedzie na sam szczyt i dużą część trzeba i tak przejść. Wysiłek zostanie jednak wynagrodzony niesamowitym widokiem na Rzym po jednej i ogrody watykańskie po drugiej stronie.

Ogrody są również otwarte dla zwiedzających, jednak można to zrobić wyłącznie z wynajętym przewodnikiem. W samej bazylice jest dużo do zobaczenia, nie może się to jednak równać z ilością dzieł w muzeach watykańskich, na które niestety należy również przeznaczyć jeden dzień. Po wytrwałym czekaniu w długiej kolejce możemy podziwiać dzieła wielkich mistrzów, wybitnych rzeźbiarzy i malarzy, ale także sztukę, pamiętającą jeszcze czasy starożytne. Od niewielkich rzeźb małpek i wiewiórek, przez dostojne podobizny greckich i rzymskich bogów, sceny z życia świętych, aż po Kaplicę Sykstyńską. Muzea mają do zaoferowania tyle, że w jej murach nie czuje się upływającego czasu.

Pod znakiem anioła

Wychodząc z Watykanu kierujemy się prosto, szeroką Via della Conziliazione i dochodzimy do Zamku Świętego Anioła. Budowla warowna wzniesiona przez cesarza Hadriana miała służyć jego rodzinie za mauzoleum. To jego posąg widniał u szczytu zamku, zanim zastąpiono go figurą anioła z mieczem. Imponujące mury na schemacie kwadratu, na których wzniesiono koliste mauzoleum sprawiają wrażenie fortecy nie do zdobycia.

Mauzoleum Hadriana, Zamek św. Anioła, fot. Andreas Tille / Wikipedia

Trudno się więc dziwić, że budowla pełniła funkcję schronienia nie tylko dla starożytnych, lecz po połączeniu zamku z Watykanem tunelem przez papieża Mikołaja III-go, zamek stał się w czasach niepokoju azylem dla kolejnych biskupów Rzymu.

Vis a vis zamku znajduje się most Świętego Anioła. Ustawione z początku figury przedstawiające świętych, apostołów i postacie biblijne zostały z czasem zastąpione dziesięcioma rzeźbami aniołów projektu Berniniego, z których dwa wykonał on sam. Warto zwrócić uwagę na ujednoliconą tematykę rzeźb - każdy z aniołów trzyma przedmiot związany z męką Chrystusa.

Słodka beztroska

Klucząc uliczkami Rzymu nigdy nie nadrabia się drogi. Mniej czasu zajmie przejście prostą trasą od jednego zabytku do drugiego, jednak prawdziwą przygodą jest poszukiwanie, nie znalezienie. Zgubić się w wiecznym mieście jest rzeczą piękną; nie wiedzieć, gdzie się idzie, napotkać na swojej drodze rzeczy, o których nie ma słowa w przewodnikach, takie jak małe restauracje, ukwiecone balkony a nawet drzewa pomarańczowe na podwórkach wewnątrz kamienic. Schowajmy więc mapę do plecaka, wyłączmy telefon i nie patrzmy na zegarek, aż dojdziemy do Piazza Navona.

Piękny plac, którego kształt zachował się po istniejącym tu wcześniej, znanym z wyścigów rydwanów amfiteatrze tętni życiem zarówno za dnia, kiedy malarze przychodzą tworzyć i sprzedawać dzieła, jak i w nocy, gdy ciepłe oświetlenia w połączeniu z gwarem spacerowiczów i występami rzymskiej bohemy wręcz zapraszają do pozostania tu do rana. Plac ozdabiają trzy fontanny.

Piazza Navona, fot. Franciszek Czarnikowski / Wikipedia

Największa z nich, fontanna Czterech Rzek dłuta Berniniego, znajduje się na środku placu dokładnie przed kościołem Świętej Agnieszki z jego imponującą kopułą. Fontanna, powstała wokół umieszczonego wcześniej potężnego obelisku zadziwia wielością rzeźb, symbolizujących wielkie rzeki: Dunaj, Nil, Ganges i Rio de la plata, z których każda reprezentuje inny kontynent.

Pod znakiem śmierci

Błądząc labiryntem ulic, po których z niezwykłą zręcznością obok oczywistych skuterów poruszają się nawet samochody dostawcze, moglibyśmy także natrafić na Campo de’ Fiori, gdzie posąg Giordano Bruna przypomina o inkwizycji i stosie, na którym filozof spłonął. Nieopodal znajdziemy prostokątny plac, miejsce zwane Area Sacra Argentina. To tu właśnie zamordowany został Juliusz Cezar.

Patrząc z podwyższenia na starożytne pozostałości doświadczamy dziwnego wrażenia. Zdaje się, że kątem oka widzimy jak to raz z jednej, raz z drugiej strony poruszają się mury. Płynnie poruszające się cienie okazują się być niczym innym jak... kotami. Area Sacra Argentina jest bowiem niepisanym azylem dla bezdomnych kotów.

W okolicy znajduje się wybijający się spośród innych budowli Panteon. Współgrając z otaczającymi go w ścisku kamienicami portykiem na planie prostokąta zaburza nieco porządek otoczenia kolistym kształtem rotundy. Również kopuły oddzielonych od siebie ulicą niewielkich bliźniaczych kościołów przy Piazza del Popolo górują nad resztą budynków w okolicy. Dorównuje im jedynie wieża położonego w przeciwległej części placu kościoła Santa Maria del Popolo, który nazwę swą zawdzięcza swoim fundatorom – ludowi rzymskiemu.

Piazza del Popolo widziany za szczytu schodów umieszczonych na wschodnim jego krańcu jest niczym więcej niż tylko owalnym placem z monumentalnym obeliskiem pośrodku, zdaje się nie pamiętać czasów, kiedy był miejscem wielu publicznych egzekucji. Dziś zdaje się o tym zapomnieć, i nosi ludzi jak gdyby nigdy nic. Sięgając dalej wzrokiem widzimy panoramę Rzymu wraz z odległą bazyliką Świętego Piotra czy Ołtarz Ojczyzny, masywną budowlę z charakterystyczną kolumnadą. To właśnie tam znajduje się słynna kolumna z Romulusem i Remusem, karmionych przez wilczycę.

Piazza del Popolo, fot. Wolfgang Manousek / Wikipedia

Tropem relikwii

Idąc na południe z tarasu nad Piazza del Popolo mijamy schody hiszpańskie, na których wieczorami przesiadują pary zakochanych, i zmierzając dalej Via Sistina dochodzimy do Piazza Barberini. W centralnej części znajduje się fontanna Trytona dłuta Berniniego, jednak obchodząc plac natkniemy się także na drugie jego dzieło, mniej znane, a zdaniem wielu o wiele bardziej interesujące. Niewielka fontanna w jednym z rogów placu charakteryzuje się nietypowym tematem. Widniejące na fontannie pszczoły to symbol rodziny Berniniego, którego mistrz nie omieszkał użyć w wielu swych dziełach.

Kontynuując wycieczkę zbliżamy się do murów Pałacu Kwirynalskiego, położonej na wzgórzu Kwirynał siedziby prezydenta Republiki Włoch. Stąd niedaleko do cudownej fontanny di Trevi, której szum niesie się pomiędzy pobliskimi kamienicami. Do ściany jednej z nich fontanna przylega. To, co wprawia turystów w zachwyt musi być więc dla mieszkańców niczym klątwa.

My wracamy jednak na wcześniej obraną drogę i dochodzimy prosto do jednej z czterech bazylik rzymskich: bazyliki Santa Maria Maggiore. Legenda głosi, że papieżowi Liberiuszowi ukazała się we śnie Matka Boska i nakazała budowę nowego kościoła w miejscu, w którym w środku lata spadnie śnieg. Anomalia ta miała miejsce właśnie w obszarze, w którym dziś znajduje się skrywająca relikwie żłóbka świętego bazylika.

Santa Maria Maggiore tworzy trójkąt z bazyliką Świętego Krzyża w Jerozolimie, która spośród wielu relikwii najbardziej szczyci się pozostałościami krzyża Chrystusa i Lateranem, zbudowanym przez cesarza Konstantyna. Przy lateranie znajdują się święte schody, przywiezione z Jerozolimy, podobnie jak kawałki krzyża, przez matkę cesarza, Helenę. To właśnie po tych schodach Jezus miał być prowadzony do Poncjusza Piłata i z tego względu schody można przejść jedynie na kolanach.

Bazylika Santa Maria Maggiore, Watykan, Rzym, fot. Tango7174 / Wikipedia

Przez dziurkę od klucza

Z Lateranu udajmy się do symbolu Rzymu – Koloseum. Ogrom budowli w połączeniu ze znajomością jej krwawej historii łatwo wprawia w zdumienie. Patrząc jednak na cały obrazek: błękitne niebo, śródziemnomorską roślinność, starożytną architekturę, trwającą przez wieki i samochody, okrążające amfiteatr jak pszczoły ul nasze zdziwienie zaczyna graniczyć z niejakim oburzeniem. Dla wszystkich tych ludzi, spieszących autami z pracy, do szkoły czy na zakupy, widok ten jest jak najbardziej oczywisty. Jak wygląda takie życie w centrum historii?

Jak to jest przejść obok Koloseum obojętnie, jak zwykliśmy przechodzić koło zabytków w naszym mieście? Rzymianie to mają na co dzień. Nam pozostaje tylko robić zdjęcia, filmować i starać się każdym oddechem zapamiętać zapach gorącego włoskiego powietrza. Idąc ogromnym placem zieleni tudzież szarości, bo wyschnięta, wyrosła na miejscu stadionu Circus Maximus trawa przybiera właśnie taki kolor w suche, letnie dni, dochodzimy do kościoła Santa Maria in Cosmedin, przed wejściem której pod arkadami znajdują się słynne usta prawdy. Idąc dalej mijamy Cloaca Maxima.

Podobieństwo do języka polskiego nie jest tu ani przyjemne, ani przypadkowe. Miejsce to swą nazwę wzięło bowiem od głównego kanału ściekowego w starożytnym Rzymie. Idąc dalej dochodzimy do brzegu Tybru. Na rzece widzimy dużą wyspę z mieszczącym się na niej szpitalem, dalej zauważymy charakterystyczną kopułę synagogi, a odwracając się w drugą stronę, w kierunku południowym oczom naszym ukaże się wzgórze Awentyn, z którego rozciąga się widok na Zatybrze i Watykan.

Piękne chwile można spędzić siedząc na tarasie pomiędzy drzewami pomarańczowymi, wsłuchując się w odległy szum Tybru i podziwiając panoramę. Jednak na wzgórzu poza oranżerią czeka nas jeszcze jedna niespodzianka. Mijając bramę kawalerów maltańskich trzeba się przy niej koniecznie zatrzymać. Po zajrzeniu przez jej dziurkę od klucza naszym oczom okaże się niesamowity widok: pomiędzy dwoma rzędami żywopłotu widnieje kopuła bazyliki Świętego Piotra na Watykanie.

Koloseum fot. Diliff / Wikipedia

Pożegnanie

Po przekroczeniu Tybru napotykamy bazylikę Najświętszej Marii Panny na Zatybrzu, której obecnym kardynałem-prezbiterem jest Józef Glemp, a jego poprzednikiem był kardynał Stefan Wyszyński. Po przejściu nietypowego dla nas parku z palmami wdrapujemy się na Janiculum, jedno z najwyższych wzgórz Rzymu.

Warto zostawić je sobie na koniec, gdyż z żadnego miejsca nie ma takiego widoku na całą stolicę Włoch. Wszystkie miejsca, które obejrzeliśmy, każdą kopułę, wieżę, widać jak na dłoni. Siedząc przy pomniku Garibaldiego można jeszcze raz wspomnieć wszystkie przygody, wszystkie doświadczenia zdobyte podczas pobytu w wiecznym mieście.

Niezliczone labirynty uliczek zdają się z daleka zapraszać do ich ukojnego cienia w upalne letnie dni. A my tylko wzdychamy i już zaczynamy tęsknić. Tęsknić i planować kolejny przyjazd do Rzymu.

Komentarze 45

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#118.12.2011, 10:34

ja jestem oczarowana Rzymem i na pewno tam wrócę jeszcze

cropas
5 522
cropas 5 522
#218.12.2011, 11:46

nie wiem co w tej sytuacji powiedziec. moze jeszcze zmienisz zdanie. wszak tyle pieknych miast na ziemi.

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#318.12.2011, 12:03

co polecasz?

Mazio
10 188 1
Mazio 10 188 1
#418.12.2011, 13:54

Ale tylko jeden Rzym. Problem z nim niestety taki, że już nie ma tam Rzymian. A Włosi. ;) Ja też tam jeszcze wrócę.

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#518.12.2011, 14:04

współcześni Rzymianie to mieszkańcy Rzymu

Mazio
10 188 1
Mazio 10 188 1
#618.12.2011, 14:10

Słowo współcześni nieco im ujmuje.
W Rzymie spotkałem się wśród ludzi w większości z cwaniactwem i chciwością, a ludzie widzieli we mnie głównie portfel.
Zachwycił mnie zaś Panteon. I wiele rzeczy, które zostały w artykule wymienione również. Szczególnie owo "zagubianie" się w uliczkach.

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#718.12.2011, 14:12

Szczególnie owo "zagubianie" się w uliczkach.

taak to prawda:D

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#818.12.2011, 14:13

zadna nowosc turysta w rzymie to frajer ktorego trzeba skubnac

Mazio
10 188 1
Mazio 10 188 1
#918.12.2011, 14:14

Znaleźliśmy przypadkiem taki świetny sklep gdzie ktoś ręcznie robi zabawki z drewna. Na ścianach wisi mnóstwo ruszających się zegarów i innych zabawek, wszystkie chodzą w tym samym rytmie. To było po prostu hipnotyzujące.

Mazio
10 188 1
Mazio 10 188 1
#1018.12.2011, 14:15

No właśnie o tym pisałem italianover - skala owego "skubania" im znacznie siadła. Kiedyś dominowali świat, a teraz mogą jedynie oszukać mnie na kawie. Frajerzy. :)

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#1118.12.2011, 14:17

ja byłam zaskoczona tym że nie chcieli rozmawiać po angielsku..bez włoskiego ani rusz:D

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#1218.12.2011, 14:19

ale takie waly to robia raczej w centrum gdzie jest duzo turystow poza scislym centrum nikt ci nie policzy wiecej za to ze sie kawe napijesz przy stoliku na zewnatrz

Vespa82
402
Vespa82 402
#1318.12.2011, 14:20

Mnie Rzym zmiażdżył, też muszę tam wrócić - po trzech dniach łażenia od rana do nocy ogarnęłam może z jedną piątą tego co chciałam zobaczyć :)
Fajne były stroje tubylców - marzec, słoneczko, 18 stopni, a ludność w puchówkach i czapkach :))

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#1418.12.2011, 14:20

ten sklep jest blisko penteonu z tymi zabawkami z drewna caly czas tam na zewnatrz stoi herley caly z drewna

Mazio
10 188 1
Mazio 10 188 1
#1518.12.2011, 14:21

Oni nie tyle nie chcieli co nie umieli. We Włoszech mieszka moja ciocia - teraz już ze czterdzieści lat. Ma męża Włocha i dwoje dorosłych dzieci. Marcello jest architektem - z bólem duka pojedyncze słowa, wujek jest na emeryturze - inżynier i kierownik dużej fabryki traktorów - prawie nie zna języka poza najprostszymi słowami. Siostra nie mówi po angielsku wcale. Dodam, że dzieci nie znają też polskiego. Oni po prostu nie lubią się uczyć obcych języków uwielbiając własny. Po każdym spotkaniu ja dukam lepiej po włosku niż oni po angielsku. Oczywiście nie twierdzę, że nikt tam nie zna języków tylko sugeruję, że jest to kwestia jakiejś postawy, która ma szersze podłoże.

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#1618.12.2011, 14:21

haha chabrowa nie ze nie chcili jak to robia francuzo ze wszyscy znaja francuski ale do turysty glupa pala ze nie rozumieja tylko wlosi naprawde nie umieja angielskiego

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#1718.12.2011, 14:22

Japońska para zapłaciła za kolację w rzymskiej restauracji niemal 700 euro. W Rzymie na turystów czeka wiele zasadzek, więc trzeba się mieć na baczności.

Japończycy stołowali się w znanej restauracji „Il Passetto” przy Via Zanardelli tuż koło Piazza Navona, w samym sercu historycznego centrum miasta. Jeśli wierzyć rachunkowi, zjedli 12 ostryg na przystawkę, kluski na pierwsze danie, a potem homara, krewetki, morskiego okonia, porcję prawdziwków, truflę i owoce, popijając wszystko białym winem. Menu bardzo wytworne, ale żeby to wszystko zjeść, potrzeba gargantuicznego apetytu, lub co najmniej czterech głodnych osób. Najbardziej zaskakująca była jednak wysokość rachunku: 579,50 euro plus 115,50 napiwku. Japończycy zapłacili, ukłonili się i popędzili na policję. Policjanci uznali, że właścicielowi restauracji trzeba również wystawić rachunek i najechali na „Il Passetto” w towarzystwie inspektora sanitarnego – postrachu wszystkich restauratorów. Naturalnie okazało się, że ceny na rachunku były sporo wyższe niż w jadłospisie, a napiwek wyłudzony bezprawnie. Inspektor sanitarny, co wobec surowości przepisów jest niesłychanie łatwe, stwierdził szereg nieprawidłowości i zamknął restaurację. Burmistrz Rzymu domaga się odebrania właścicielowi licencji.Ten na razie zwrócił już Japończykom napiwek, ale czeka go sprawa w sądzie.

Szalbierskie triki kelnera
Tym razem dla turystów sprawa zakończyła się w miarę szczęśliwie. Jednak podobne oszustwa, choć nie takiej skali, zdarzają się w Rzymie nagminnie. Zazwyczaj ofiary nie zdają sobie sprawy z szalbierstwa, a jeśli nawet się zorientują, nie chcą sobie psuć urlopu awanturą z udziałem policji. Zwłaszcza jeśli chodzi o 20-30 euro. Najczęściej jednak turyści padają ofiarą psychologicznej pułapki. Uśmiechnięty, rozśpiewany, rzucający komplementami i żartami kelner w jednej chwili staje się przyjacielem, a na dodatek na koniec częstuje darmową grappą i likierem. Większość turystów uznaje, że w takiej sytuacji przeciw wysokości rachunku protestować po prostu nie wypada.

Innym trikiem kelnera, na który nie można się skarżyć na policji, jest zatroskana twarz przy przyjmowaniu zamówienia. Ma z tego wynikać, że nasz wybór nie jest najlepszy, bo na przykład krewetki są mrożone, a nie świeże, argument, że „tego z tym się nie je”, albo że właśnie przyjechała dostawa świeżutkich, jeszcze ruszających się krewetek. To samo dotyczy win. Często bywa, że kelner nawet nie podaje menu z cenami, a reklamuje, co dziś najlepsze i najświeższe. Co najmniej połowa turystów daje się na to nabrać, nie pyta o cenę i zmienia zamówienie kierując się sugestiami kelnera. Zazwyczaj ułożony w ten sposób jadłospis kosztuje majątek. Dlatego zawsze trzeba te propozycje konfrontować z cenami w menu.

Osobnym polem oszustw są morskie stwory. Siłą rzeczy cena zależy od wagi ryby czy homara. Rzadko przestrzeganym obowiązkiem kelnera jest poinformowanie klienta po zważeniu, ile jego danie będzie go kosztować, więc warto się zawczasu spytać.

Do Koloseum tylko z kanapkami
Inną zasadzką są horrendalne ceny przekąsek i napojów w barach i restauracjach koło miejsc szczególnie nawiedzanych przez turystów, np. Koloseum czy Fontana di Trevi. Jedynym praktycznym wyjściem jest zwiedzanie Rzymu z własnym prowiantem. Mało kto wie, że w małych sklepach spożywczych można kazać sobie zrobić kanapki. Warto przy okazji kupić butelkę wody mineralnej. Inaczej, gdy strudzeni turyści zasiądą w ogródku baru na Piazza Navona albo przed Panteonem, a na dodatek nie spojrzą na ceny w menu, za dwie kawy espresso, wodę mineralną i porcję lodów z bitą śmietaną mogą zapłacić nawet 50 euro. Sam jeden półlitrowy kufel piwa kosztuje aż 9 euro. Jak ognia warto też unikać barów-furgonetek pod Koloseum czy na Placu św. Piotra. Tam wszystko jest 2-3 razy droższe niż w barze w nieco mniej atrakcyjnej turystycznie okolicy.

Nieuczciwi taksówkarze kontra kieszonkowcy
Osobnym rozdziałem są taksówki. Jadąc z lotniska trzeba przed podróżą koniecznie uzgodnić cenę, przynajmniej orientacyjnie. Ostatnio od włoskiego dziennikarza, który udawał Węgra, za kurs, który normalnie kosztuje 40 euro taksówkarz zażądał pięć razy więcej. Przeprowadzona dwa miesiące temu przez policję inspekcja wykazała, że co czwarty rzymski taksówkarz oszukuje. Lepiej więc korzystać z metra i autobusów. Tyle, że wtedy trzeba się trzymać za portfel, uważać na aparat czy kamerę (też na Placu św. Piotra), bo łatwo paść ofiarą kieszonkowców. A jeśli dojdzie do nieszczęścia, trzeba od razu głośno krzyczeć. Wśród kłębiącego się tłumu turystów są bardzo sprawni policjanci w cywilu. Poza tym Rzym to bardzo piękne i gościnne miasto. Jeśli zachować ostrożność, nie musi być bardzo drogi.

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#1818.12.2011, 14:24

ja mykam na swieta i nowy rok do rzymu, a co tu bede siedzial jak ten ciul we tej angli

Emigrant.
3 304 30
Emigrant. 3 304 30
#1918.12.2011, 14:33

"Podczas wycieczki do Norwegii szykujcie się na "
zabranie przez norewski urzad dzieci do rodziny zastepczej,na dlugoletnia walke o odzyskanie ich lub zlecenie Rutkowskiemu "odbicia "dzieci sorki tak mi sie skojarzylo :)

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#2018.12.2011, 14:35

tak to robia w italy

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#2118.12.2011, 16:24

chabrowa
#11 | Dziś - 14:17 .ja byłam zaskoczona tym że nie chcieli rozmawiać po angielsku..bez włoskiego ani rusz:D
=======================================

Ja myślę, że to nie kwestia "chcenia", tylko raczej brak znajomości tego języka, choć w drodze do Rzymu, gdy zatrzymaliśmy się na obiad w Bolonii, trafił się jeden włoch mówiący po angielsku na nasze szczęście, bo inaczej jedli byśmy specjały w bolońskich sosach rękoma.

cropas
5 522
cropas 5 522
#2218.12.2011, 16:52

Juz nie moge doczekac sie artykulu o Barcelonie i kolejnego spuszczania sie. Cos w stylu "Slicznie wygladasz na tym zdjeciu".

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#2318.12.2011, 17:01

Poki co przy tym artykule sie mozesz trzepac

Onieznajomy
7 377
Onieznajomy 7 377
#2418.12.2011, 17:35

#17- przeczytalem z ciekawoscia. Cropasem sie nieprzejmuj, tez mu sie pewnie podobalo, ale wiesz jaki on jest. Sam niech napisze cos ciekawego o jakim miescie i wszyscy poczytamy.
Dawaj cropas pewnie znasz jakies miasto ktore nie wszyscy znaja, bedzie milo.
A moze taki temat warto zelozyc gdzie bedziemy opisywali miasta i ich ciekawe (mozei nieciekawe tez) strony?

Profil nieaktywny
AgaRomka
#2518.12.2011, 21:13

Rzym miastem jest ale jakos nikt nie wspomnial o parkowaniu;niesamowite wrazenie;
rzym jest jednym wielki parking pod niebem.
Ponoc tyle samo mieszkancow co samochodow na ulicach, chodnikach, no wszedzie.
Makarony love cars , o miejsca parkingowe trzeba walczyc.
historyjki o parkowaniu mozna by pisac i pisac...
polecam

Profil nieaktywny
AgaRomka
#2618.12.2011, 21:22

dla uparych;
zeby za wszelka cene( a juz nie daj panie janek zle )gdzies zaparkowac to nie polecam. Znikaja tam samochody bez sladu a ichna sluzba miejska porywa cars z obcymi rejstracjami .....
a pozniej ponoc
pan zegarek wyznacza wysokosc mandatu a do tego jeszcze serwis wywozu 55 euro no i mandat 75 euro

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#2718.12.2011, 21:50

kto tam samochodem bedzie jechal nie ma szans peirwsza sprawa jak ktos nigdy po rzymie nie jezdzil to i zawalu moze dostac a jeszcze jak bedzie sie pelatal na obcych rejestracjach to juz ma pozamiatane

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#2818.12.2011, 21:51

a i ciekawostka we wloszech w mc donaldzie jest piwo lane pani sie pyta co do picia do zestawu cola sprite fanta czy piwo

Profil nieaktywny
AgaRomka
#2918.12.2011, 21:58

chyba pisze ze bylem-kazdy jedzie czym chce i kazdy szuka innych wrazen

Profil nieaktywny
AgaRomka
#3018.12.2011, 21:59

byc tam samochodem to lepsze niz skok naskok na bungee

Profil nieaktywny
AgaRomka
#3118.12.2011, 22:01

z pielgrzymka tam pojde jak moherem

Profil nieaktywny
AgaRomka
#3218.12.2011, 22:02

z pielgrzymka tam pojde jak bede moherem

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3318.12.2011, 22:53

spoko daj znac udziele ci blogoslawienstwa

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3418.12.2011, 23:02
Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3518.12.2011, 23:57

oczywiscie nie mozna przegapic jednego z najwiekszych bazarow w europie pod golym niebem w kazda niedziele nazywa sie Porta Portese

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3619.12.2011, 00:13

albo taka taksowka sie przejechac

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3719.12.2011, 00:24

a tak wyglada dzien na ulicach Rzymu, po 10 latach ktore tam spedzilem nie robi to na mnie wrazenia tymbardziej ze pracowalem jako kierowca i to byla codziennosc ale idzie sie przyzwyczaic
ale jak ktos jest przyjezdny i jeszcze na zagranicznych rejestracjach to ma problem

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3819.12.2011, 08:37

w rzymie na 100 mieszkancow przypada 70 samochodow

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#3919.12.2011, 12:02

ROMA e come una bella donna: s'ama pe' tutta la vita / znaczy Rzym jest jak piekna kobieta, kocha sie ja cale zycie

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#4019.12.2011, 18:23
Profil nieaktywny
AgaRomka
#4119.12.2011, 18:30

italianovero
przestan juz z tym miastem bo jak sie znerwuje to powiem wszystkim ze niektore posty dajesz na zasadzie wytnij wklej jako swoje osobiste i nie chodzi o te z youtuby .

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#4219.12.2011, 18:37

a czy ja gdziekolwiek przypislaem ktorys post ze to jest moj osobisty hello romek obudz sie

Profil nieaktywny
AgaRomka
#4319.12.2011, 18:58

a czy napisales gdzies z jakiego zrodla korzystales, heloo italiano

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#4419.12.2011, 21:27
Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#4501.01.2012, 05:22

5:20am... "Czas na Włochy"...
albo jakiegoś bobra

:P