Do góry

Grają w najlepszych londyńskich klubach. Wywiad z Gabinetem Looster

Na co dzień pracują po hurtowniach czy za kółkiem. W weekendy natomiast występują w najlepszych londyńskich klubach i jako support przed koncertami sław z Polski, m.in. takich zespołów Hey, Pidżama Porno, Strachy na Lachy czy Kult. Ich utwory można usłyszeć w Polsce w radiowej Trójce. O życiu, emigracji i pierwszej płycie, nagranej wspólnie z muzykami Kultu, opowiadają Adam, Piotrek, Rafał, Robert i Bartek z polskiej formacji z Londynu Gabinet Looster.

Gabinet Looster. Od lewej: Bartek, Rafał, Adam, Piotrek, Robert.

Jak to się stało, że grupa polskich imigrantów 6 lat temu w Londynie zaczęła ze sobą grać?

Piotrek (gitara solowa, harmonijka, melodyka): Zaczęło się chyba ode mnie. Jakieś 6 lat temu szukałem w internecie kogoś do wspólnego grania. Wcześniej mieszkałem i pogrywałem w USA, kiedy przyjechałem do Anglii zrezygnowałem z muzyki, zająłem się pracą, ale po jakimś czasie poczułem, że mi jej brakuje. W ten sposób poznaliśmy się z Rafałem. Rafał grał wtedy na gitarze akustycznej. Na początku chodziło nam o gitarowe jam sessions bez zobowiązań. Nie czułem się na tyle mocny, by zakładać własną kapelę. Ale zostaliśmy wciągnięci do projektu Koło Młodych Poetów przy Jazz Cafe w Londynie, poproszono nas o robienie podkładów muzycznych do spektakli teatralnych.

Z czasem zaczęło nam brakować pełnego składu i zaczęliśmy szukać nowych osób do zespołu: perkusja, bas, wokal. Najpierw przez ogłoszenie znaleźliśmy Roberta, perkusistę. Długo nie mogliśmy znaleźć dobrego wokalisty. Ruszyliśmy z takim składem, jaki był, zaczęliśmy grać i się nagrywać. Wtedy znalazł nas Adam. Zobaczył nas i stwierdził, że potrzebujemy jego pomocy. Potem dołączył do nas Bartek z pianinem i akordeonem.

W Londynie jest dużo zespołów aspirujących polskich muzyków. Jak to się stało, że właśnie wam udało się wyjść z podziemia, wydać płytę, nagrać teledysk?

Adam (śpiew): Przez parę lat bawiliśmy się graniem coverów, głównie polskich, ale czasem również angielskich. Zaczęliśmy występować na koncertach innych polskich kapel w Londynie jako support. Większość z tych zespołów już niestety nie istnieje. Byliśmy też, jak dużo innych polskich grup undergroundowych, proszeni o granie na polskich imprezach charytatywnych.

Piotrek: To Adam nas wyciągnął powoli do ludzi, do szerszej publiczności, na ulicę, na Camden. Zaczęliśmy też grać po małych barach. Zaczęło się od tego, że w pubie do którego chodziliśmy po próbach na piwo, White Lion, właściciel przyuważył któregoś razu nasz sprzęt. Spytał, dlaczego nie gramy u nich, odpowiedzieliśmy, że gramy piosenki po polsku. A on na to, że to nie ma znaczenia. To były nasze pierwsze koncerty dla szerokiej publiczności.

Bartek (pianino, akordeon): Wielkie znaczenie miała dla nas także współpraca z naszym managerem, Tomkiem Likusem z Buch Events. Tomek dwa lata temu zdecydował się nami zaopiekować. Znalazł nam świetne studio nagraniowe, zasponsorował teledysk, zajął się całą logistyką, a my mogliśmy skupić się na muzyce. I to dzięki niemu Kazik pojawił się na premierze naszej płyty, a część utworów nagraliśmy wspólnie z muzykami Kultu.

No właśnie. Możecie opowiedzieć o współpracy z Kultem?

Adam: To była naprawdę potężna petarda da nas. Nie sądziliśmy nigdy, że zajdziemy tak daleko. I nawet grając z nimi, do końca nie wierzyliśmy w to, co się działo. Wszyscy słuchaliśmy piosenek Kultu jako młodzież i myślę, że w najśmielszych wyobrażeniach nikt z nas nie sądził, że będzie nam dane ich spotkać, a co dopiero nagrać razem płytę. Próbujemy po prostu zachowywać równowagę, zachowywać się równie profesjonalnie jak oni i nie robić z tego sensacji.

Robert (perkusja): Ale już wcześniej mieliśmy z Kultem przygody supportowe. To profesjonaliści, ludzie, którzy od lat są na scenie. Byli tak zapracowani i zakoncertowani, że podczas nagrań mogli nam poświęcić tylko jeden dzień, to był nasz ostatni dzień w studio. Nie robiliśmy wcześniej wspólnych prób. Chłopaki przyjechali koło południa, o 5 byliśmy już na obiedzie, mieliśmy nagrane wszystkie planowane wspólnie 3 kawałki. Niesamowicie się patrzyło na tak zaprawionych muzyków, którzy mimo że grają już ze sobą tyle lat, to dalej są pełni pasji.

A skąd wy czerpiecie swoją pasę?

Bartek: Każdy z nas słucha innej muzyki i każdy próbuje ze swoich inspiracji stworzyć coś dla nas, tak powstaje muzyczny miks, który się w sumie sprawdza.

Rafał (gitara basowa): Punktem wyjścia jest nasza relacja. Dopóki między nami jest wszystko w porządku, to możemy grać i tworzyć. Najpierw zaczęliśmy się przyjaźnić, a dopiero potem tworzyć zespół. Muzyka przychodzi później. Ważne jest też to, że nigdy nie musieliśmy pisać na czas, tworzyliśmy teksty dla siebie.

Wasze teksty zapadają w pamięć. Zwróciłam uwagę m.in. na słowa piosenki „Ziemia”. Czy jest ona o emigracji?

Adam: Teksty, tak wyszło, że piszę ja. Zawsze miałem rzeczy w głowie, które próbowałem przelać na papier, ale nie byłem pewny, czy będę w stanie pisać teksty do muzyki; to chłopaki mnie do tego bardzo namawiali. Co do Ziemi… Wątpię. W moim odczuciu jest hołdem dla całego świata, a nie tylko dla ludzi, którzy wyjechali z rodzimych domów.

Czyli mimo że po polsku, to gracie nie tylko dla Polaków?

Adam: Mimo tego, że mieszkamy w Anglii, to śpiewamy po polsku, często o Polsce. Mówimy po polsku, myślimy po polsku, myślimy o Polsce. Brakuje w Anglii naszych lasów, łąk, Bieszczad i Bałtyku. Brakuje nam rodzin i przyjaciół. Wiemy na bieżąco, kto się z kim teraz kłóci, kogo się teraz nie lubi. Dostajemy sprawozdania o polityce, o kościele, o prawie. Ale materiał, który zarejestrowaliśmy w Gdańsku, opowiada nie tylko o Polsce. Czas, jaki spędziliśmy w Londynie, tryb życia i otaczająca nas mieszanka kulturowo-etniczna, w jakimś sensie odcina nas od tego, co się dzieje w rodzinnym kraju. Staramy się pisać po prostu o człowieku współczesnym, o życiu w biegu…

Jak reaguje obcojęzyczna publiczność w pubach i na ulicach na śpiewanie po polsku?

Piotrek: Bardzo entuzjastycznie i ciepło. Występy na ulicy dają nam bardzo dużo energii. Kiedy występujemy, wszystko dzieje się spontanicznie. Ludzie, którzy zatrzymują się na ulicy by nas posłuchać, nie są w żaden sposób z nami związani. Jeśli się zatrzymują i wsłuchują w naszą muzykę, to jest to bardzo szczera reakcja, co nas cieszy i ładuje nam baterie.

A jak reagują na waszą nazwę?

Adam: „Gabinet Looster” to trochę przypadek. Mieliśmy kiedyś taką salę prób, gdzie stało duże lustro. Szukając nazwy na zespół stwierdziliśmy, że może wykorzystamy je jako inspirację. Pamiętam, że jak pojechałem do domu, to pomyslalem, ze skoro lustra, to trzeba im stworzyć jakąś przestrzeń, na przykład gabinet, i tak już zostało.

Myślicie, że podbijecie Polskę? A może całe UK?

Piotrek: Nie myślimy o powrocie do Polski. Ja na przykład jestem związany z Londynem mocno, tutaj mieszka cała moja rodzina, rodzice też, córka, która ma już brytyjski paszport. Mam takie poczucie, że jest wiele pięknych miejsc na świecie, a Londyn akurat do nich nie należy, ale… Tu jest teraz mój dom.

Bartek: Przez to, że wszyscy mieszkamy w Londynie, tutaj jest nasza baza. Ale większa grupa naszych odbiorców jest w Polsce. Muzyka jest przez każdego odbierana indywidualnie, ale nasze teksty są po polsku, więc koncertujemy też w Polsce.

Rafał: Stąd niedawno mieliśmy pomysł, by pojechać na Woodstock. Była to nasza inicjatywa własna, by tam się pokazać, poznać, rozprowadzić wieść, że istniejemy.

Czy zespół pomaga Wam jakoś się odnaleźć w nowej emigracyjnej rzeczywistości?

Adam: Zespół pozwala nam się nawet czasem w niej zagubić. To świetna odskocznia od życia codziennego, ta przestrzeń, w której gramy, sprawia, że udaje nam się odciąć od trosk, gonitwy w pracy. Jest tylko nas pięcioro i jest muzyka. To jest dla nas rzecz bezcenna, nie bylibyśmy w stanie za żadne skarby tego oddać.


O rozmówcach

Gabinet Looster – polska formacja z Londynu, istnieje od 2011 roku. Zespół ma za sobą koncerty z największymi gwiazdami polskiej muzyki rockowej i alternatywnej, m.in. z takimi zespołami jak Hey, Pidżama Porno, Strachy na Lachy czy Kult. W kwietniu 2017 roku odbyła się premiera pierwszej płyty zespołu „Po Stu Laty”, nagrana wspólnie z muzykami Kultu w składzie Janusz Zdunek - trąbka, Tomasz Glazik - saksofon, Jarek Ważny - puzon. Płytę nagrano w jednym z najlepszych polskich studio Custom34 w Gdańsku pod okiem Piotra Łukaszewskiego (założyciel dawnej IRA). Mix i mastering płyty wykonał znany polski producent z Berlina Tom Horn. Na płycie wystąpiła gościnnie skrzypaczka Barbara Bartz. We wrześniu Gabinet Looster wystąpi na koncercie w Manchesterze wraz z Kultem.

Komentarze 2

Infidel
8 090
Infidel 8 090
#108.09.2017, 14:17

Hej Dorota! 'z udzialem muzykiem Kultu' :)

agii
55
agii 55
#208.09.2017, 15:09

Podoba mi sie :-)