Do góry

Idziemy z Mają na szczyt na Kilimandżaro

Decyzja została podjęta jednomyślnie, i być może też lekkomyślnie: Kilimandżaro, my dwie, 30ste urodziny, i jednocześnie zbiórka funduszy na tanzańska klinikę. Zaledwie 1 funt może uratować życie dziecka chorego na malarię!

W moje trzydzieste urodziny miałam to szczęście lub nieszczęście pracować w dość poważnej agencji projektowej, która właśnie dzięki moim szalonym pomysłom i staraniom wygrała kontrakt na bardzo dużą sumę. Należała mi się tzw. prowizja, i co ważniejsze wakacje za ciężko zarobioną godzinami pracy gotówkę. Moja dobra przyjaciółka pracowała wówczas jako lekarz-wolontariusz w klinice gdzieś na tanzańskim pustkowiu.

Brzmi odważnie, ale i dość stereotypowo: obecnie zdobywanie Kilimandżaro, najwyższej wolno-stojącej góry na świecie, jest dosyć popularne i wiele agencji organizuje wycieczki w trybie "last minute". Niektórzy nawet mówią, iż nie wymaga to wcale ciężkich godzin treningu – dwie z prowadzących na szczyt dróg należą do dość przystępnych, "spacerowych". Jedną nawet tubylcy nazywają "Ścieżką Coca Cola”, czyli: krok, łyk coli, krok... i tak do końca. Łatwizna!

Ja miałam zaledwie parę dni, nie tylko na zebranie odpowiedniego ekwipunku, ale i na rozpropagowanie wyprawy wśród znajomych, aby zebrać jak najwięcej dotacji. Mimo pośpiechu, wszystko przebiegało wg planu: odpowiednie rękawiczki na deszczową porę i niskie temperatury, buty, śpiwór, czytane w internecie porady dla wchodzących i informacje o zagrożeniach.

Doleciałam szczęśliwa w jednym kawałku i obie z J. rozpoczęłyśmy poszukiwania organizatora. I tu pojawił się problem. Moje urodziny przypadają na koniec marca, a wtedy w Tanzanii wokół Kilimandżaro jest bardzo, ale to bardzo deszczowo, a powyżej paru tysięcy metrów bardzo śnieżnie, widoczność jest minimalna i nie jest zimno, ale arktycznie! Ponad połowa operatorów nie miała żadnych wypraw w tym czasie.

Większość spotkanych potem osób, która weszła na szczyt zrobiła to miedzy listopadem a styczniem. Na szczęście, po paru godzinach udało nam się znaleźć biuro, które wydawało się przygotowane na wszystko. Powiedziano nam, że "wszystkie szlaki są w sumie takie same", a zatem możemy spokojnie rozpocząć wyprawę na jednym z najtrudniejszych, ale i najpiękniejszych zwanym "Machame". Teraz wiem, że gdyby nie pośpiech, zapewne zdecydowałybyśmy inaczej. Wtedy byłyśmy pełne energii, zapału i ochoty na przygodę. A przygoda na pewno była niezwykła!

Pierwszy dzień: radość z każdego kroku. Drugi dzień: deszcz leje całą noc. Trzeci dzień: czemu wydaję 150 funtów za dzień, żeby biegać z biegunką o 5 rano i spać w namiocie? Dlaczego nie jestem na plaży? Opłaty za każdy dzień pobytu w Narodowym Parku Kilimandżaro są bardzo duże i niestety, tylko nie wielu Tanzańczyków, poza pracownikami parku, dostaje z nich jakiś procent.

Dzień czwarty: Damy radę! Co prawda, ja ledwo chodzę - ponad 3 000 metrów nad poziomem morza i tzw. choroba wysokościowa daje o sobie znać, czasem nawet 100 metrów wspinaczki zajmuje pół godziny. Dzień piąty: no właśnie dzień piąty... Wg planów naszej wyprawy, po 9 godzinach ciężkiej wspinaczki, miałyśmy trzy (tak, trzy...) godziny snu, i następnie dwanaście godzin wchodzenia na szczyt. Pamiętam, że było chyba minus 30 stopni. Moje 3 pary specjalnych grubych rękawiczek jakby nie istniały, i bałam się, że stracę palce. Śniegu było do pasa i każdy metr zajmował więcej wysiłku, niż mogłam to sobie wyobrazić.

Zobacz także galerie zdjęć z podróży użytkowników Emito.net.

Moja kochana J. musi natychmiast schodzić na dół około 4 w nocy (obudzono nas na wejście o jedenastej w nocy, aby dojść na wschód słońca), ponieważ zaczęła nagle wymiotować, a wymioty to pewny znak choroby wysokościowej, która może zabić w pół godziny. Pamiętam, że płakałam myśląc, iż naprawdę stracę oba palce lewej reki. Mimo to szłam dalej, żeby udowodnić sobie i światu, iż mimo tylu porażek i bardzo trudnych dwóch lat, mogę i wejdę. Pamiętam także spokojny głos przewodnika, który spytał mnie trzy razy: czy chcesz iść dalej?

Byłam 200 metrów od szczytu. Po raz pierwszy w życiu wiedziałam, że ta decyzja może znaczyć: śmierć albo życie. Po raz pierwszy w życiu Maja - wojownik, która powtarza sobie "Poddać się? Po moim trupie!" prawie każdego dnia, zdała sobie sprawę, że tym razem, jeśli będę dalej walczyć to nie zemdleję, czy stracę pieniądze, czy nawet palce, ale... po prostu mogę nie wrócić. W tak ciężkich warunkach i przy takim wietrze, żaden helikopter nie wylądowałby, żeby mnie zabrać. Dwa razy nie odpowiedziałam nic, za trzecim cicho wyszeptałam "być może wejdę, ale nie wiem czy dam radę zejść". Przewodnik był bezwzględny: trzeba ratować życie, schodzimy.

Pamiętam, że płakałam na głos. Ktoś powiedział mi, że brak powietrza w mózgu powoduje, że emocje są na najwyższym poziomie i rzeczywistość staje się przejaskrawiona. Pamiętam najpiękniejszy wschód słońca, jaki widziałam w życiu. Oglądany nie, jak planowałyśmy ze szczytu, ale samotnie, ze zbocza. Pamiętam ciszę w namiocie – byłyśmy obie zdruzgotane i rozczarowane, ale żywe. Podczas zejścia do bazy, mgła pozwalała widzieć drogę ledwie dwa, trzy metry do przodu. Pełna złości i żalu, zaczęłam rzucać kamienie na drogę, chcąc podążyć ich śladem i schować się przed całym światem. Przewodnik nie pozwolił mi oddalić się nawet na metr, nic nie mówił, ale śledził każdy mój krok.

Kilimandżaro fot. Erik Cleves Kristensen

Dopiero później, kiedy się uspokoiłam, powiedział nam, jak bardzo bał się tamtej nocy. Ojciec w klasztorze, do którego dotarłyśmy po wyprawie, powiedział, że idąc na "Machame" w taka pogodę, sukcesem jest to, iż nie wróciłyśmy ranne i połamane następnego dnia. Jako nagrodę pocieszenia zorganizowano nam także krótką wycieczkę na lokalne safari. Nie zdobyłyśmy (jeszcze!) szczytu, ale wspomnienia, które obie mamy są bezcenne. Każda kropla potu, każdy wypad do toalety, każda łza, każdy posiłek na skałach były na wagę złota.

Żałuję decyzji podjętej zbyt szybko: jeden dzień więcej i wypoczęte weszłybyśmy na "Uhuru" (nazwa szczytu Kilimandżaro) bez problemu. Czy żałuję wyprawy? Nigdy. Choć nie udało mi się zebrać planowanych tysięcy, ponad trzysta funtów dotacji okazało się być ponad milionem w lokalnej walucie. Dzięki nim szkoła i szpital pomogą ratować życie dzieciom z okolic góry. Jakże mogłabym tego żałować?

Pozdrawiam - Maja Sz.

Nadal można wpłacać na pomoc tanzańskiej klinikę: www.justgiving.com/maja-szymczyk.

Komentarze 43

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#117.06.2012, 10:51

wiéc ekipa wydawala po 150 funtów na osobodobe przez kilkanascie dni i zebrali kilkaset funtow? Czyli wydali wiecej niz zebrali... Gratki
No ale teraz bedzie co opowiadac na bankietach koktailowych i bedzie co wklejac na facebooka. No i na emito :/
Podsumowujac - panienka pojechala na wyprawe na Kilimangaro w najgorszym okresie, bez przygotowania i wspinala sie do tego ciezka trasa... Pogratulowac inteligencji. Szczatki takich wlasnie medrców zasmiecaja wszystkie wazniejsze szczyty Ziemi...
Slowem, zenua

Poprawcie chociaz bledy.

Jakub
672 15
Jakub 672 15
#217.06.2012, 11:18

Właśnie Tomku, wybrały się za własne pieniądze na wyprawę (przygotowane czy nie), przy okazji zbierając pieniądze na klinikę dla dzieciaków (fundusze z JG są przekazywane w całości na cel). Godne potępienia.

win0
286
win0 286
#317.06.2012, 11:27

ja mysle ze tomek jest jednym z kolejnych emitowych, leniwych kretynow, ktory by tylko siedzial w domu i smial sie z innych za to ze uprawiaja sporty i maja rozrywki w zyciu

BD.K
20 493 1
BD.K 20 493 1
#417.06.2012, 11:56

ja mysle, ze Tomek ma racje

papIa
146
papIa 146
#517.06.2012, 12:28

Kolejny dowod, ze kopiety nie sa takie glupie jak myslimy. Sa o wiele glupsze.
Mezczyzna nigdy by nie zgorganizowal takiej wyprawy bez dokladnego rozeznania, i bylby przygotowany na wszystko. I na poczatek jako nowicjusz dowiedzial by sie na forach tematycznych o najlatwiejszych trasach radach dla nowicjuszy, itd...
Dobrze ze tam nie zginely... A moze szkoda...
Powinni wprowadzic jakies prawo ktore ubezwlasnowalnia kobiety.
Wszystko co robia winno byc najpierw zaprobowane przez meza, a jesli nie posiada, to ojca, i dalszych krewnych w wypadku brakow wyzej wymienionych.

Harpagon
828
Harpagon 828
#617.06.2012, 12:38

Odważna kobieta, że się zdecydowała wyjść z kuchni.......

pannikt
1 994
pannikt 1 994
#717.06.2012, 13:57

Musiałem Kilknąć lubię Tomkowi.
Niestety bardzo realistyczny post.

Ludzie. Bohaterstwo nie może całkiem mijać się z logiką.

pannikt
1 994
pannikt 1 994
#817.06.2012, 14:42

papIa
#5

"...Kolejny dowod, ze kopiety nie sa takie glupie jak myslimy. Sa o wiele glupsze. ...."

Za to zdanie masz minusa.

Przypomnę Ci np wyprawę morską na desce pana z Gdańska.
W dodatku sponsorowaną przez Pana Prezydenta Gdańska.

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#917.06.2012, 14:52

jak sie wchodzi na kilimandzaro to trzeba zdobywac od razu oba szczyty

ZeeN
1 180
ZeeN 1 180
#1017.06.2012, 15:05

Zaraz tam glupie , moze szalone, no ale wyglada ze po tej wyprawie wyciagnely wnioski, ze trzeba sie na przyszlosc przygotowac.
Glupota popisala sie para Polakow rok temu, co zreszta , niestety przyplacili zyciem. Wybrali sie na splyw Amazonka kajakiem bez przewodnika....http://wiadomosci.onet.pl/swiat/kto-zabil-dwoje-polakow-w-peru-indianie-nie-zabija,1,4787393,wiadomosc.html
Czytalam ich blog, oszczedzali na wszystkim, byle tylko za duzo nie wydac, i tylko ona znala troche hiszpanski....

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#1117.06.2012, 15:24

Gratulacje! niewiele osob zdecydowaloby sie podjecia proby zdobycia tego szczytu! (ja tez kiedys go zdobede)
Coz co do tego ze nie dotarlyscie na szczyt, nie zawsze wszystko sie udaje za pierwszym razem ale nie znaczy to ze nie mozna osiagnac celu za innym razem!
Zapewne wiele osob slyszalo o amerykanskim kolarzy Lance Armstrong ktory wygral walke z rakiem i siedmiokrotnie wygral najwiekszy wyscik kolarski na swiecie Tour De France :) ale niewiele osob wie o tym ze w pierwszym wyscigu TDF w ktorym wystartowal nie dojechal do konca bo nie dal sobie rady.
Zebrane przez was pieniadze uratuja istnienia wielu ludzi i niewielu ludzi byloby stac na takie poswiecenie Gratuluje jeszcze raz!

A.S.
106
A.S. 106
#1217.06.2012, 16:10

Smiechu warte. Wchodzić bez aklimatyzacji do tego nie znając tras. Miały i tak szczęście że się nie znalazły w nekrologu ngt.

Co do murzynów w Afryce to skoro od tysięcy lat żyją bez zmian to widocznie lubią tak żyć więc po co im się tam wtrącać na siłę ze swoimi pomysłami.

papIa
146
papIa 146
#1317.06.2012, 16:12

#8
Widac ze jestes kobieta. Nie potrafisz nawet analogi zastosowac.
Tan gdańszczanin, sportowiec, wielokrotny medalista Mistrzostw Polski, instruktor i sędzia. Propagator gdańskiego kitesurfingu oraz innych sportów wodnych. Organizator charytatywnych meetingów Cold Water Master Kiteboarding Meeting. Jest prekursorem pływania w zimnej wodzie – 3 stopnie C.

Przeplynol na takiej desce z zaglem morze baltyckie 207 km czym ustanowil rekord. Dystans na morzu czerwonym ktory sobie ustanowil do pokonania byl tylko o trzy kilometry dluzszy niz ten ktory juz zrobil.
Mial do tego nadajnik GPS polaczony z centrum ratunkowym.
Osiagnol by swoj cel gdyby nie rekiny. Ale obronil sie przed nimi.
Mozna smialo zakladac, ze wszystkie albo prawie wszystkie niebezpieczenstwa przewidzial. Rekin zdarzenie losowe mial pecha ale z niego wyszedl obronna reka. Gdybys to byla ty to juz by cie rekiny wpierdzielily dawno...
Tylko glowa by plywala na powierzchni jako ze pusta.

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#1417.06.2012, 16:21

A.S.
#12 | Dziś - 16:10

Wiesz Ty kolego co to jest aklimatyzacja :)???

co do znajomosci trasy to na Kilimandżaro nie wejdziesz bez wykupionego przewodnika (miejscowego) i pozwolen na wejscie do parku narodowego plus czarnoskorych ludzi ktorzy wnosza wiekszosc sprzetu.

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#1517.06.2012, 16:40

@2
moderatorze drogi - gdyby chciały tylko pomóc, mogłyby wpłacić tą kwotę którą wydały na podróż i pobyt na miejscu. z artykułu wynika jasno że byłaby to kwota kilkukrotnie wyższa niż ta przez nie zebrana. No ale odbyłoby się to bez rozgłosu i mentalnej masturbacji rzeczonej pani.
Wniosek - kilkaset dzieci mniej przeżyje teraz niż przeżyłoby, gdyby cała wydana na tą szopkę kasa zostałaby wydana na leki.

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#1617.06.2012, 16:51

Ja tam się nie znam, ale czytam, ze na Kilimandżaro włażą teraz emeryci, nawet tacy bez nóg, więc ok- rozumiem, przygoda życia, ale nie dopisujmy do tego jakiegoś męczeństwa. ;)

Zgadzam się zarówno z Tomkiem jak i Jakubem... ale nie chce mi się pisać, dlaczego. :)

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#1717.06.2012, 17:05

Jarosław Rola[edytuj]
Jarosław Rola (ur. 2 marca 1980) – polski sportowiec, paraolimpijczyk uprawiający narciarstwo alpejskie, uczestnik Paraolimpiady w Turynie. Projektuje i wykonuje sprzęt sportowy dla osób niepełnosprawnych ruchowo. Od 2007 bierze udział w rajdach przeprawowych samochodów terenowych. W roku 2010 będzie brał udział w Paraolimpiadzie w Vancouver , na którą zdobył już wymagane kwalifikacje. Jest konstruktorem m.in. trójkołowego handbike`a górskiego, którego konstrukcja pozwala na zdobywanie górskich szczytów. Jego amortyzowany handbike był pierwszą taką konstrukcją i zapoczątkował rozwój handbike`ów górskich na świecie. Na swoim rowerze Jarosław Rola zdobywał między innymi szczyt Śnieżki (1602 m n.p.m.) i Kilimandżaro (5895 m n.p.m.).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%...
i
http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/20...

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#1817.06.2012, 17:29

Tomek_L
#15 | Dziś - 16:40

a dzieki Tobie i Twojej pomocy ile dzieci przezylo???

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#1917.06.2012, 17:35

esha_
#16 | Dziś - 16:51

dziwne podejscie :0 wyobrazasz sobie emerytowanego czlowieka z polski ktory w wieku 67 lat wczodzi na prawie 6tys metrow przy temperaturze dochodzacej do ponad -50C Chlopie Ty pewnie bys tam nie wlazl wiec jak juz czytasz jakies glupoty to zatrzymaj je dla siebie a nie chwal sie nimi bo to wstyd :)

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#2017.06.2012, 17:38

@18
udzielam się w dobroczynności, regularnie, ale nie trąbię o tym na cały świat

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#2117.06.2012, 17:50

widocznie nie bylo to nic wielkiego skoro nie warto o tym powiedziec calemu swiatu

Ps: to ze wrzucisz do skarbonki na ratowanie chorych dzieci kilka funtow nie zmobilizowaloby innych osob do zrobienia tego samego- zas akcja dziewczyn pewnie skloni kilka osob do podobnych akcji!

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#2217.06.2012, 17:55

rafalmarrini, o moją kondycję się nie martw, prawdopodobnie mógłbyś mi jej pozazdrościć.

Gospodynie na Kilimandżaro
tekst Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska 12.10.2008 ,
"Mąż Joasi stwierdził: 'Nie uda wam się'. Mąż Ewy popatrzył na nią jak na kosmitkę. Najmłodszy syn spróbował szantażu: 'Oj, jedynki się posypią'

Na liście do wejścia na Kilimandżaro jest ich osiem: Prezeska Ewa, która przez 17 lat 'siedziała w domu'. Fotografka Jola, do niedawna niepracująca Matka Polka z piątką dzieci. Wiceprezeska Joasia z trójką. Montażystka Kaja z częściowo wyciętą tarczycą i pasją rowerową. Anna, która ma porządne wsparcie męża. Bożena i Katarzyna, które wciąż borykają się z rozwodami. I Marzena z 18-letnim koszmarem małżeństwa za sobą..."

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie...

Co do #18:
Dziś, podobnie jak każdej niedzieli (oraz w dwa inne dni tygodnia), spędziłem kilka godzin na wolontariacie. Nie trąbię o tym na cały świat.

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#2317.06.2012, 17:56

@21
na razie skłoniła paru czytelników emito do stuknięcia się w czoło

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#2417.06.2012, 17:59

Na Kilimandżaro każdego roku wchodzi kilkanaście tysięcy osób: jak widać są wśród nich kury domowe i niepełnosprawni. Rozumiem, ze jest to duża przygoda, rozumiem ekscytację, fajnie też, że coś tam zebrały przy okazji na jakiś szczytny cel, nie czyńmy ich jednak od razu jakimiś świętymi- akurat jeśli chodzi o UK MILIONY ludzi KAŻDEGO DNIA udzielają się społecznie w rozmaitych projektach charytatywnych.
Zresztą... z kim ja rozmawiam...

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#2517.06.2012, 18:10

Oczywiście nie znaczy to, że nie powinno się o tym pisać- sam wydźwięk tekstu jest pozytywny, fajnie, że PRZY OKAZJI dziewczynom udało się coś tam zebrać. Jednak nie widzę sensu, aby uciekać się do zbędnego rozdmuchiwania czyichś drobnych sukcesów do rozmiaru epopei.

bus_37
Dundee
23 994 114
bus_37 Dundee 23 994 114
#2617.06.2012, 18:14

Haha, pojechali dziewuchom :)

Wszystko fajnie tylko te 3 stowki na koncie to dosyc bieda. Tyle wyciagnal 2 latek co przeszedl Royal Mile z buta.

Wycieczka sama w sobie super, tylko albo wycieczka albo charity. Bylo glosno swego czasu o jakiejs tam lasce z BBC, ktora tez gdzies tam wlazla, tylko ze na sprzet claimowala 10 razy wiecej niz uzbierala na biedne dzieci.

Ale ja to przeciez jestem uprzedzony do BBC.

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#2717.06.2012, 18:17

esha_
#22 | Dziś - 17:55 Dziś,

podobnie jak każdej niedzieli (oraz w dwa inne dni tygodnia), spędziłem kilka godzin na wolontariacie. Nie trąbię o tym na cały świat.

JAK JUZ MOWILEM NIEMA O CZYM NATRABIC:) Poswiec swoje wakacje i wejdz na conajmniej jeden z 8tysiecznikow i wtedy bedziesz mogl natrabic o tym swiatu przy czym nazbierasz troszke kasy dla potrzebujacych a nie siedz w klimatyzowanej sami usmiechajac sie do ludzi z wyciagnieta reka by dali troche kasy do skarbonki :)

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#2817.06.2012, 18:21

chlopaki nie chodzi o to by swoje wlasne oszczednosci wydac na taka akcje ale o to by przy okazju spelniania swoich marzen probowac komus pomoc przy okazji :)

bus_37
Dundee
23 994 114
bus_37 Dundee 23 994 114
#2917.06.2012, 18:25

I dlaczego to bylo w 2010????

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#3017.06.2012, 18:26

Oczywiście Ty doskonale wiesz, czym się zajmuję. Widzisz... zbierać kasę do skarbonki czy też wrzucić do niej parę groszy to wbrew pozorom wcale nie jest taka wielka sztuka.
Tu, na emito, byli już tacy, co próbowali latać z puszką po Glasgow. :D

Myślę, ze każdego tygodnia moja zaangażowanie warte jest więcej niż te 300F , ale to już zupełnie inna bajka, której Ty nie jesteś w stanie ogarnąć... Czas wolny mam dla siebie- nie potrzebuję dopisywać do tego, jak go spędzam, jakichś dętych ideologii.

A co TY zrobiłeś dla zbawienia wszechświata? ;)

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#3117.06.2012, 18:36

rafalmarrini
#28 | Dziś - 18:21
chlopaki nie chodzi o to by swoje wlasne oszczednosci wydac na taka akcje ale o to by przy okazju spelniania swoich marzen probowac komus pomoc przy okazji :)
___________________________________

O tym również wspominałem. :)

Czego więc oczekujesz? Że podczas każdej wyprawy do sklepu będę podzwaniał puszką czy może spodziewasz się, że postawię ołtarzyk dziewczynom? :)
MILIONY ludzi pomagają KAŻDEGO dnia na rozmaite sposoby. Zbiórki pieniędzy, chociaż oczywiście są potrzebne, służą na ogół podreperowaniu ego tych, którzy do nich wrzucają pieniądze, jednak gdyby spróbować tych ludzi namówić do podjęcia jakichś innych działań wymagających osobistego zaangażowania a przede wszystkim poświęcenia własnego czasu, to nagle okazuje się, że wszyscy są niesamowicie zajęci. :)

Wlazły to wlazły, fajnie, w sumie jest to jakiś tam sukces dla nich, bardziej raczej przygoda, przy okazji zebrały trochę kaski- też fajnie. Mam nie spać z tego powodu? :)

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#3217.06.2012, 19:11

esha_
#31 | Dziś - 18:36

Wlazły to wlazły, fajnie, w sumie jest to jakiś tam sukces dla nich, bardziej raczej przygoda, przy okazji zebrały trochę kaski- też fajnie. Mam nie spać z tego powodu? :)

O to wlasnie chodzi wlazly, opowiedzialy o tym i wystarczy by poruszyc wyobraznie tych ktorzy tego nie zrobili z tych czy innych powodow :)
mnie rozbroilo tylko to ze wszystcy odrazu rzucili sie ze za malo kasy zebraly lub ze urwaly sie z kuchni itp
jesli ktos zrobil cos podobnego to niech opisze to na emito lub gdzie indziej lub da sobie spokoj i tyle;)

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#3317.06.2012, 19:15

jak uznam ze zrobie cos dla zbawienia wszechswiata o czym warto powiedziec to zrobie to osobiscie!
poki co bralem udziel w kilku akcjach pomocy dla potrzebujacych o ktorych bylo w mediach wiec zbedne byloby powtarzanie tego :)

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#3417.06.2012, 19:16

Po co ma to opisywać? Myślisz, ze każdy brendzluje się tym, co robi do tego stopnia, jak te dziewczyny? ;)

Spoko, myślę, że mimo wszystko rozumiem, o co Ci chodzi.
:)

Jakub
672 15
Jakub 672 15
#3517.06.2012, 19:16

#15 Odpowiadasz na post istniejący tylko w Twojej głowie. Wróć do #2 i przeczytaj dokładnie, zwracając szczególna uwagę na przy okazji. Jasne, mogły całą sumę wydaną na wyprawę wydać na dzieciaki, ale jechały tam na wyprawę, a dodatkowo wspomogły dzieciaki chorujące na malarię. Tyle.

Esha_
42 985
Esha_ 42 985
#3617.06.2012, 19:28

No... dlatego też napisałem, ze zgadzam się zarówno z Tomkiem jak i Jakubem- efektywniejsze ekonomicznie byłoby wpłacenie kasy wydanej na wyprawę na stosowne konto, jednak dziewczyny zajęły się zbiórką niejako PRZY OKAZJI. Dziewczyny jak to dziewczyny: cieszą się zarówno z przeżytej przygody jak i z tego, że coś tam udało im się zebrać przy okazji, możliwe, ze to i owo wyolbrzymiając.... każdy ma jakiś tam swój szczyt, swoje Kilimandżaro.
Przecież nie stało się w sumie nic złego, prawda?
:)

bus_37
Dundee
23 994 114
bus_37 Dundee 23 994 114
#3717.06.2012, 19:41

Dobra konic bo sie zagalopowaliscie troche. Artykul wezmy na luzie.

Pzdr.

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#3817.06.2012, 19:44

esha_
#34 | Dziś - 19:16

w internecie (takze na emito ) znajdziesz artykuly na wiele roznych tematow i proste jest jak dwa merty drutu w kieszeni ze na temat ktory niema sie kompletnego pojecia sie czlowiek nie wypowiada:) i tyle jak to sie mowi :)

gajasoh
78 444
gajasoh 78 444
#3917.06.2012, 19:50

#35
pff, kolejny moder z przerostem ego nad IQ.
dorośnij

Jakub
672 15
Jakub 672 15
#4017.06.2012, 20:01

#36 Exactamundo ;)
#39 Już, już, nie mazgaj się. Brakuje Ci argumentów i zaczynasz tupać nóżkami.

ZeeN
1 180
ZeeN 1 180
#4117.06.2012, 21:29

oj, jak zwykle niektorzy z kompleksow sie lecza na emito... hehe

yac.
3 302
yac. 3 302
#4217.06.2012, 23:49

Delikatna i drażliwa sprawa z firmami i akcjami charytatywnymi. Nie bardzo wierzę w skuteczność i trafność pomocy. Moim zdaniem lepiej jest udzielić pomocy na miejszą skalę ale bardziej bezpośrednio jak np: zaangażowanie się w wolontariat w lokalnym hospicjum czy coś podobnego. Cicho, bez rozgłosu.
A tak, to nie ma pewności, czy dając pieniądze nie spełnia się zachcianek pojedyńczych osób dając się nabrać na rzekomą pomoc jakimś biednym dzieciom, na których jak by nie było najlepiej się zarabia.

rafalmarrini
285 1
rafalmarrini 285 1
#4318.06.2012, 00:06

yac.

nop niestety takie jest niebezpieczenstwo takich zmasowanych akcji :( jak niestety w polsce WOSP, niewiem jak teraz jest ale kiedys dobre kilka lat temu sam zbierajac pieniadze slyszalem od niektorych ludzi(nawet przechwalali sie czasem) kto ile zebral kasy i co z ta kasa zrobil :/