Do góry

Krystyna Skarbek – najlepsza agentka Winstona Churchilla

Wydawało się, że przejdzie przez życie w dostatku i spokoju. Los jednak sprawił, że kobieta z arystokratycznego polskiego rodu podczas II wojny światowej została agentką w służbie Jego Królewskiej Mości króla Jerzego VI.

Krystyna Skarbek. Fot. Wikimedia Commons

Maria Krystyna Skarbek przyszła na świat w 1908 r. w rodzinie hrabiego Jerzego Skarbka i Stefanii, pochodzącej z żydowskiej rodziny Goldfederów – łódzkich bankierów. Dziadkowie Krystyny mieli ogromny majątek, który jej ojciec-hulaka przetracił.

Od dziecka była przebojowa, zamiast bawić się lalkami, biegała z chłopakami po łąkach i wspinała na drzewa. Rodzice posłali ją do Szwajcarii, by uczyła się łaciny, francuskiego i dobrych manier. Jej uroda sprawiła, że w 1930 r. wzięła udział w konkursie Miss Polonia. Tytuł zdobyła jednak Zofia Batycka.

Gdy tatuś stracił resztę posagu swej żony, Krystyna musiała zacząć sama zarabiać na życie. Krótko jednak pracowała u dilera Fiata w Warszawie, bo zachorowała.

Jej małżeństwo z Karolem Getlichem trwało tylko kilka miesięcy. Był dla niej „za nudny”. Co innego Jerzy Giżycki, do którego „przykleiła” się w czasie pobytu w Zakopanem. Imponował jej swoim życiem, podróżami i zajęciami, jakich się imał. W Ameryce na przykład szukał złota i był kierowcą Rockefellera. Wyszła za niego rok przed wybuchem wojny i trafili do Abisynii (dziś Etiopia), gdzie Giżycki został konsulem.

Chcę być agentką wywiadu!

Po napaści Niemiec na Polskę ruszyli do Francji. Karol został nad Sekwaną, ona dostała się do Wielkiej Brytanii, bo chciała zostać agentką wywiadu. Dopięła swego, gdy poręczył za nią znajomy brytyjski dziennikarz. Trafiła do tajnej służby Special Operations Executive (SOE).

Krystyna Skarbek i Andrzej Kowerski. Fot. Wikimedia Commons

Nazywała się teraz Christine Granville, „odchudzono” ją o siedem lat, a pod koniec 1939 r. posłano do Budapesztu. Spotykała tam znajomego oficera wojska polskiego Andrzeja Kowerskiego. Budowali siatkę tatrzańskich kurierów, którzy przeprowadzali ludzi przez granicę.

Z Kowerskim przedostała się później do Polski. W 1940 r. udało jej się nawet dostać do okupowanej Warszawy, by zabrać matkę. Ta nie chciała jechać. Niemcy zamordowali ją w 1942 r. Skarbek i Kowerski wrócili na Węgry i fabrykowali dokumenty dla polskich żołnierzy, którzy przebijali się na Zachód.

W czasie jednej z akcji Krystyna pokazała na co ją stać. Przewoziła z partnerem polskich oficerów do Jugosławii. Tuż przed granicą samochód się zepsuł. Skarbek podeszła do dowódcy niemieckiego patrolu, który szedł w ich kierunku i poprosiła, by przepchnęli auto do granicy. Przepchnęli.

Numer z gruźlicą

Szczęścia opuściło ich, gdy po powrocie do Budapesztu wpadli w ręce Gestapo. Oboje poddano torturom. Krystyna wykorzystała wtedy wybieg, który poznała na kursie agentów. W czasie przesłuchania ugryzła się w język i pociekła jej krew. Prześwietlenie wykazało zmiany w płucach. Oprawcy nie mieli pojęcia, że to „pamiątka” po pierwszej pracy, gdy nawdychała się trujących wyziewów pracując w biurze, które znajdowało się tuż obok warsztatu Fiata. Plamki na płucach wzięli za gruźlicę i na wszelki wypadek wypuścili ją i jej partnera w obawie, że prątkują.

Przez Bałkany, Turcję i Syrię dotarli do Kairu, gdzie Brytyjczycy oskarżyli ich o zdradę. Nie uwierzyli, że numer z gruźlicą był przepustką z Gestapo. Dopiero po dokładnym sprawdzaniu, dano im wiarę i wrócili do Londynu.

Polka szykowała się do kolejnego zadania. Alianci przygotowywali się do lądowania w Normandii i chcieli mieć swoich ludzi w okupowanej Francji. Paulina Aremand, jak nazywała się teraz Skarbek, przeszła kurs spadochroniarski (po francusku mówiła biegle). W lipcu 1944 r. wylądowała w południowo-wschodniej Francji.

Miała zastąpić brytyjską agentkę, która wpadła w łapy Gestapo i wspierać agenta Francisa Cammaertsa, który tworzył we Francji siatkę ruchu oporu. Pech chciał, że po jej przylocie Cammaerts wpadł z dwoma swoimi ludźmi w ręce nazistów. Polka postanowiła wyciągnąć go z kazamatów Gestapo.

Krystyna Skarbek. Fot. Wikimedia Commons

Zaszantażowała gestapowca

Londyn skontaktował ją z Albertem Schenckiem, pośrednikiem francuskich władz z Niemcami, który za walizkę forsy umówił agentkę z jednym z szefów Gestapo. Poszła na całość. Przedstawiła propozycje nie do odrzucenia. Mówiła, że w lochu jest jej mąż, ona zaś jest siostrzenicą marszałka Montgomery’ego, którego wojska niebawem zajmą Francję. „Uwolnisz mojego męża, będziesz żył. Jeśli nie, spotka się kara”. Cammaerts z kolegami był wolny. Wystraszony hitlerowiec kazał nawet swoim samochodem odstawić ich w pobliże linii aliantów.

Pod koniec wojny była już kapitanem. Nagradzali ją orderami Brytyjczycy i Francuzi, ale już w kwietniu 1945 r. została zdemobilizowana. Dostała sto funtów odprawy i… „radź sobie teraz sama”. Kobieta, o której Churchill mawiał „Gdybyśmy mieli więcej takich agentów wcześniej wygralibyśmy wojnę”, została poniżona, bez brytyjskiego obywatelstwa, w dodatku rozwiodła się z Giżyckim. Była w potrzasku.

Dźgnął ją nożem

Żeby przeżyć, robiła co wpadło jej w ręce: sprzątała, usługiwała w hotelach. Wreszcie pracowała na statkach kursujących do Afryki Południowej. Podczas jednego z rejsów poznała Iana Fleminga. Twórca Jamesa Bonda miał z nią romans. Skarbek posłużyła mu jako pierwowzór Vesper Lynd, jednej z kobiet agenta 007.

Na tym samym statku poznała też Dennisa Muldowneya. Irlandzki steward stracił dla niej głowę. Gdy oświadczył się jej i usłyszał: „Nie!”, wpadł w szał. Dźgnął Krystynę nożem.

15 czerwca 1952 r. najlepsza agentka Winstona Churchilla zmarła w szpitalu. Zabójca został ujęty i skazany na śmierć.

Kolega z wywiadu Andrzej Kowerski poprosił w testamencie, by pochowano go u boku Krystyny. Jego wolę spełniono w 1988 r. Oboje spoczywają na rzymskokatolickim cmentarzu St Mary w Kensal Green, w północno-zachodnim Londynie. Na nagrobku widnieje napis Krystyna Skarbek-Granville. To połączenie jej rodowego nazwiska i tego z czasów, gdy była agentką Jego Królewskiej Mości.

Grób Krystyny Skarbek i Andrzeja Kowerskiego na Saint Mary’s Catholic Cemetery w Kensal Green, w północno-zachodnim Londynie. Fot. Wikimedia Commons

Komentarze 5

TomGlasgow777
4
#121.09.2019, 09:47

Bardzo ciekawy zyciorys od razu przychodzi mi do glowy Holly Golightly z 'Sniadania u Tiffaniego'. Byla z niej niezla uwodzicielka I niestety przyplacila tragicznie swoim zyciem.

elcomendante
489
#221.09.2019, 12:49

Nam po brexicie podziękują tak samo jak Kryśce za czasów Churchilla.

Invictus
196
Invictus 196
#321.09.2019, 12:57

Pod koniec wojny była już kapitanem. Nagradzali ją orderami Brytyjczycy i Francuzi, ale już w kwietniu 1945 r. została zdemobilizowana. Dostała sto funtów odprawy i… „radź sobie teraz sama”. Kobieta, o której Churchill mawiał „Gdybyśmy mieli więcej takich agentów wcześniej wygralibyśmy wojnę”

Tak bardzo nas cenili podczas II WŚ !!! Polacy ratowali ten kraj idiotów a potem pozostawiani byli sami sobie! Najgorsze w tym wszystkim jest to, że my nadal ich ratujemy pracując tutaj a angole mają na to wszystko wyje...ne.

elcomendante
489
#421.09.2019, 13:06

A bo idiotami jest łatwiej rządzić/manipulowac.