Do góry

Polska firma w UK: marzenie Wiolety, czyli zakład krawiecki w Stirling

Wioleta do Szkocji przyjechała w 2007 roku z Redy na Pomorzu. W zakładzie krawieckim w Stirling akurat szukano nowej osoby do pracy. Gdy pokazała, co potrafi, przyjęto ją od razu. Dziś zakład należy do Wiolety i cieszy się uznaniem klientów.

Mam szczęście, że mój zakład mieści się w samym centrum miasta na Baker Street, czyli na trasie do zamku. Przed moim oknem codziennie przetacza się sporo turystów i mieszkańców Stirling

– mówi Wioleta Sadowska.

Wioleta Sadowska. Fot. Archiwum prywatne

W Polsce przez 13 lat pracowała w firmie odzieżowej jako brygadzistka. Nadzorowała szycie ubrań, między innymi dla linii lotniczych.

Chciałam w swoim życiu coś zmienić, między innymi założyć własną firmę, ale w Polsce nie odważyłem się na to. Wiedziałam, że dużo ludzi wyjeżdża i udaje im się jakoś na emigracji osiągnąć swoje cele. Pomyślałam więc, dlaczego by nie spróbować. Napisałam do trójki moich znajomych, którzy byli już w Wielkiej Brytanii, że chciałabym wyjechać na jakieś trzy, cztery miesiące, tak na próbę. Po jakimś czasie od wszystkich dostałam odpowiedzi. Jedna była od mojej znajomej, która zaledwie trzy miesiące wcześniej wyjechała do Stirling, gdzie znalazła pracę jako fryzjerka. Napisała: „Jest praca na produkcji krawieckiej”. Ta propozycja była idealna, więc natychmiast się zdecydowałam i zaczęłam pakować walizkę.

Na początku nie było łatwo. Wioleta nie znała angielskiego. Sama przyznaje, że jest z pokolenia, które w szkole uczyło się rosyjskiego. Na miejscu okazało się, że „produkcja krawiecka” to tak naprawdę mały punkt usługowy.

Nie mogliśmy się porozumieć, więc już po kilku minutach wiedziałam, że brak angielskiego będzie problemem. Zadzwoniłam do Gośki i powiedziałam jej, że posiedzę sobie w Szkocji parę dni, bo kraj jest piękny, a potem wrócę do Polski. W starej pracy nie złożyłam wypowiedzenia, tylko wzięłam sobie dłuższy urlop, aby w razie niepowodzenia móc wrócić. I wychodziło, że tak się właśnie stanie.

Po trzech godzinach zadzwoniła do niej koleżanka z informacją, że właściciel zakładu jednak chce zobaczyć, jak potrafi szyć.

Jestem mistrzem krawieckim i szyć potrafię. Zresztą dali mi do skrócenia spodnie, a to rzecz, którą zrobiłoby dziecko :-) Stwierdzili, że warto mnie przyjąć do pracy nawet bez znajomości angielskiego. Mając już pracę, wiedziałam, że zostanę jeszcze kilka miesięcy, a jestem tutaj do dzisiaj.

Master Tailor Wioleta Sadowska. Fot. Archiwum prywatne

Przez lata w zakładzie przy Baker Street zmieniali się właściciele. Jedyną osobą, która pracowała tam przez cały ten czas była Wioleta. Z upływem lat jej angielski był coraz lepszy, więc mogła już sama komunikować się z klientami. W grudniu 2016 roku właściciel zakładu postanowił, że sprzedaje interes. Ten moment wykorzystała Wioleta.

Po kilku nieprzespanych nocach byłem już pewna, że to będzie moje miejsce na świecie. W końcu mogłam mieć coś swojego i bez żadnego szefa nad głową.

Od prawie czterech lat przy Baker Street w Stirling istnieje zakład usług krawieckich Master Tailor Wioleta Sadowska. Można w nim uszyć i przerobić wszystko. Od poduszki i spodni po kamizelkę, a nawet suknię ślubną. W związku z pandemią koronawirusa Wioleta szyła charytatywnie odzież dla pracowników szpitali i maseczki, które rozdawała lokalnym przedsiębiorcom.

Na początku marca pierwszy raz nie miałam żadnych zleceń. Na trzy miesiące musiałam zamknąć zakład. Był to dość ciężki okres. Trzeba szczerze przyznać, że gdyby nie pieniądze od rządu, które wsparły małe biznesy w czasie lockdownu, to byłoby ciężko. Każdy, kto prowadzi mały biznes cały czas obawia się jednak, że sytuacja może się powtórzyć. Ale myślmy pozytywnie!

Doświadczenie, fachowość i zaradność sprawiły, że biznes Wiolety rozwija się dobrze. Duże znaczenie ma podejście do klientów. Z upływem lat Wioleta stała się dla wielu z nich znajomą, do której przychodzą nie tylko po to, żeby skrócić spodnie, ale też wyżalić się lub po prostu porozmawiać.

Jestem osobą, która nigdy nie bała się ciężkiej pracy. Odkąd pracuję dla siebie wszystko zależy już tylko ode mnie i mam świadomość tego, że jestem odpowiednio wynagradzana za swoją pracę, a klienci wracają do mnie, bo są zadowoleni z tego, co dla nich robię, a niektórzy nawet nazywają mnie swoją przyjaciółką.

W ciągu 13 lat pobytu w Szkocji Wioleta założyła wymarzoną firmę, nauczyła się angielskiego i spełnia się jako matka wychowując syna.

Dziś mogę powiedzieć, że zarówno decyzja o emigracji, jak i o otwarciu własnego biznesu była absolutnie słuszna. Może w Polsce byłoby mi trochę łatwiej, bo jednak tam mam rodzinę, ale tu jakoś sobie radzę. W dodatku jestem w kraju, w którym się zakochałam. W starych zamkach, jeziorach, lasach, pustkowiach i małych przystaniach. Nawet pogoda nie jest dla mnie straszna. Ale przede wszystkim kocham Szkotów, ich mentalność, otwartość i tolerancję.

Wioleta ma apel do Polaków, którzy są zdolni, mają pomysły i myślą o własnym biznesie:

Nie bójcie się! Tu nie jest Polska. Tu ZUS was nie zje, a urzędnicy są po to, żeby wam pomóc. Szkocja to kraj, gdzie naprawdę można realizować marzenia. Myślę, że ja jestem tego przykładem.

Zakład Master Tailor Wioleta Sadowska znajduje się w Stirling przy 22 Baker Street. Czynny jest od wtorku do piątku od 9:00 do 17:00, w soboty od 9:00 do 14:00.

Master Tailor Wioleta Sadowska. Fot. Archiwum prywatne

Komentarze 7

bus_37
Dundee
22 572 114
bus_37 Dundee 22 572 114
#124.09.2020, 07:50

*zakład krawiecki

kijevna
18 416
kijevna 18 416
#224.09.2020, 07:55

Pewnie tytuł ewoluował;)

bus_37
Dundee
22 572 114
bus_37 Dundee 22 572 114
#324.09.2020, 07:57

Albo od “zakład cegielskiego” w Poznaniu chyba???

SlawekEdynburg
569
#424.09.2020, 08:24

Też przez chwilę myślałem że Krawiecki to nazwisko... ;)

pozeracz
11 459
pozeracz 11 459
#524.09.2020, 23:02

Gratulacje. Ważne, że Pani Wioleta czuje się spełniona.

awojtas39
358
awojtas39 358
#701.10.2020, 13:32

Do odważnych świat należy