Do góry

Racjonalizm jako religia

Temat zamknięty
Irek
Admin grupy
1 936
Irek 1 936
06.12.2009, 11:29

Co i rusz albo czytam, albo słyszą, że ateizm to tylko inna religia, racjonalizm to też religia, wierzycie w naukę itp. itd.. Bardziej uczeni w wikipedii marszczą intelektualnie czoła i powiadają, że racjonalizm to religijny scjentyzm.

No i masz babo placek. Kiedy takie cosik głosi stworzenie głęboko religijne, sprawa wydaje się jasna — wyuczony do pogardy dla wszelkich innych religii wyznawca religii prawdziwej (czyli odziedziczonej po dziadkach) ma powody, by sądzić, że każda istota ludzka posiada wiarę religijną, ale niektórych dziadkowie zbłądzili, więc ich wnukowie wierzą w złego boga i pójdą do piekła, a innych znowu szatan zwiódł z bożej drogi i jeszcze bardziej za swoje dostaną.

Bywa, że czasem agnostyk albo i ateista z taką obiegową prawdą wyskoczy i wtedy już nie wiadomo co biedactwu zaszkodziło. Bogiem a prawdą, jedynym rozwiązaniem byłoby stworzenie racjonalistycznej religii, iżby na przykładzie wyjaśnić, czym mógłby różnić się racjonalizm religijny od takiego, który religijnym nie jest. Jakaś tradycja w tym zakresie już jest, ale można by ją podszlifować.

Arianizm, albo wręcz socynianizm kusi. Może z osobistych względów kusi, bo kiedy w sierpniu 1971 roku wylądowałem na dworcu w Malmö powitał mnie transparent: „ Wychodźctwo starozakonne wita ostatniego arianina Rzeczypospolitej." Bóg arian miał tę zaletę, że nie troił się w oczach, ale i wadę poważną, że odnosił się z szacunkiem do Pisma Świętego. Dla racjonalisty Pismo Święte to fascynujący materiał o wierzeniach i obyczajach pewnego starożytnego ludu, ale o nabożnym szacunku mowy nie ma. Tak więc jak mamy już tworzyć sektę religijnych racjonalistów, trzeba dać ogłoszenie w prasie, że poszukujemy czegoś nadprzyrodzonego, najchętniej boga o określonych atrybutach, iżby w uprawianiu racjonalizmu zanadto nie przeszkadzał.

Po znalezieniu odpowiedniego boga, któryś z nas musiałby się poświęcić i pozwolić, żeby mu ten bóg coś objawił, co wcale nie byłoby łatwe, gdyż objawienie jest sprawą poważną i żadne chichoty nie są tu wskazane. Racjonalista tymczasem to zazwyczaj człowiek z poczuciem humoru, więc mogłoby mu się objawienie z jakimś dobrym kabaretem pomylić. Trudno, trzeba, to trzeba, ktoś będzie musiał za proroka tej religii robić.

Wyobrażam sobie, że nasz ofiarny racjonalista, który w roli proroka religii racjonalistycznej chciałby wystąpić, w gorączce jakiejś cichy głos boga usłyszałby, szepczący:

Będziesz stół stołem nazywał, a krzesło krzesłem, i nie będziesz ze stołu ołtarza mego robił, albowiem jest to abominacja.

Zachęcony i zaintrygowany takim pierwszym spotkaniem nasz prorok pierwszego kontaktu (nie zrażając się swoim wrodzonym sceptycyzmem wobec istot nadprzyrodzonych) mógłby teraz przeprowadzić rekonesans w sprawie wytycznych dla członków nowej sekty.

Malignę zapewne trzeba by podsycać jakimiś używkami, ale używki spożywane byłyby w dobrych celach, nie dla rozkoszy czy rozpusty, ale żeby kontakt z istotą nadprzyrodzoną nawiązać. (Jak wiadomo po używkach istoty nadprzyrodzone stają się bardziej przyjazne i kontaktowe, chociaż przy niewłaściwym dawkowaniu mogą wydawać z siebie gniewne pomruki.)

Bóg racjonalistów musi być istotą nadprzyrodzoną, ale musi być również istotą racjonalną, więc nie będzie tu cudów, ani przesadnego kultu boskiej jednostki. Pierwsza zasada jest oczywista :

Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną, a mnie właściwie też nie.

Bóg zawiera ze swoim ludem racjonalistów przymierze, iż ten nie będzie wymawiał jego imienia, ani modlił się do niego nadaremno, bo szkoda czasu.

Kastą kapłańską będą pracownicy laboratoriów, a szatami liturgicznymi fartuchy (które po użyciu albo wrzucamy lewą ręką do kosza, aby zostały wyprane, albo odwieszamy zwróceni twarzą do ściany na pierwszym wieszaku po lewej).

Nie będziesz lizał szalki przed użyciem, ani używał pipety, która upadła na podłogę, bo są rzeczy, których ja nawet bez mikroskopu nie widzę.

Sekta racjonalistów, mimo swej głębokiej religijności, starannie unika ujawniania osobom postronnym faktów o kontaktach z istotą nadprzyrodzoną, albowiem bóg jest tajemnicą służbową.

Wolna wola istnieje, ale wolno badać jej ograniczenia. Obowiązuje zasada wyższości nauk ścisłych nad nieścisłymi, a ta opiera się na priorytecie dowodu, za który eksperyment przeprowadzony w różnych miejscach i przez różnych ludzi dający podobne obserwowalne rezultaty może być uznany, zaś spekulacje prowadzone przez różnych ludzi i dające za każdym razem różne rezultaty, nie bardzo. Dlatego też Bóg racjonalistów nakazuje swoim wyznawcom, aby opierali swą wiedzę na naukach ścisłych, a nieścisłe traktowali ze stosowną ostrożnością, ale z szacunkiem dla ludzi mądrych, którzy są.

Różnica między racjonalistą wierzącym a racjonalista bezbożnym jest zasadnicza, ponieważ ten pierwszy zachowuje się racjonalnie z rozkazu Boga, a ten drugi to nawet nie wiadomo dlaczego. W zasadzie trudno ich odróżnić i wielu na wszelki wypadek uznaje wszelki racjonalizm za odrębną formę religii.

Oczywiście jest tu jeszcze ogromna rzesza heretyków, czyli ludzi wierzących w innych bogów, dla których racjonalizm nie jest ani religią, ani metodą, ale i tak czasami (w chwilach wolnych od oczekiwania na cud) zachowują się racjonalnie.

Amatorom określania racjonalizmu jako religijnego scjentyzmu warto przypomnieć, że hasło „nauka zamiast religii" nie należy do twierdzeń z dziedziny nauk ścisłych, a mimo to nie powinno prowadzić do wniosku, iż ci którzy mówią „nauka zamiast religii", w rzeczywistości mówią nauka jest religią.

Kiedy stwierdzam, że religia jest formą myślenia przednaukowego, to mam na myśli tylko to, że w odróżnieniu od naszych przodków wiemy dziś o tyle więcej o zależnościach przyczynowych, że nie musimy odwoływać się do istot nadprzyrodzonych. Religia bez istot nadprzyrodzonych nie jest religią, religia bez wiary w pamięć wody, w inteligentną energię, w życie pozagrobowe, to wyłącznie osobliwy sposób posługiwania się terminem religia.

Mój scjentystyczny Bóg powiada:

Kurcze blade, po śmierci już nic nie ma, życie jest krótkie, a tyle jeszcze ciekawych rzeczy można się dowiedzieć i tyle fajnych rzeczy zrobić. Szkoda czasu na jałowe dyskusje z głupiętami.

Dzięki ci boże za tę niezwykle praktyczną wskazówkę i strzeż mnie przed irracjonalną chęcią powiedzenia czegoś więcej.

Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Layla.
361
Layla. 361
#106.12.2009, 13:21

Tak, uważam że nauka, która jest tak istostną częścią naszej kultury - kultury Zachodu
nosi cechy charakterystyczne dla zjawiska boga i religii.
Można przypisywać nauce takie cechy i skojarzenia jak:
prawda, zrozumienie prawdy, poznanie, dążenie do absolutu i doskonałości,
wznoszenie się, oświecenie, uwolnienie, wyzwolenie,
wyższy punkt widzenia, prawidłowy punkt widzenia, całościowy punkt widzenia,
wiarygodność, niepodważalność, niezaprzeczalność,
pewność, powaga, doniosłość, szacunek, respekt,
rozwój rozumu, rozwój osobisty, rozwój ludzkości, autorytety, przewodnictwo, przywódzctwo,
pokonywanie trudności, rozwiązanie problemów, stworzenie lepszego człowieka, lepszego świata itd.
Symboliczne opisywanie nauki pokazuje rangę, jaką nadaje jej współczedsna kultura.
Na jej cześć powstało wiele poematów, utworów literackich, muzycznych, filozoficznych.

Nikt chyba nie czci dziś nauki w dosłownym sensie ale
czy nauka to nie współczesny bóg? Trudno się przecież nie zgodzić z faktem, że
nauce przypisuje się cechy boskie, a społeczeństwo zachodnie uczestniczy
w wielkiej i ustwicznej celebracji nauki niemalże na każdym kroku.
Korzysta z jej osiągnięć, rozwija się według jej założeń mentalnie i duchowo.
Wierzy w nią i pokłada nadzieję, że zapewni lepszą przyszłość.
Nauka jest wszechobecna i daje poczucie bezpieczeństwa, poczucie pewności i siły.
Kto podważa naukę wystawia się na śmieszność, odrzucenie, utratę prestiżu.
Naukowiec, który ośmiela się podważać przyjęte prawidła naukowe musi liczyć się z utratą kariery.
Osoby, które reprezentują nienaukowe poglądy albo poglady para-naukowe
londuja na margines, nie sa traktowani serio, są wykluczeni z oficjalnego stanowiska.
Są zjawiskowi, nieważni. Są poza nawiasem. To niegroźni wariaci.
Przypominają niewiernych, wykluczonych ze społeczności wierzących i świętych.

A może się mylę?...

Profil nieaktywny
randa997
#206.12.2009, 13:48

Co wy z ta religja ,powracajacy temat jak bumerang ,czy nie mozna zostawic tego tematu w spokoju ,niech jazdy wierzy w to co chce ,po jaka cholere ciasgle do tego wracac ,za chwile rozgorzeje sie dyskusja niepotrzebna jak zawsze ....

pooky
52
pooky 52
#306.12.2009, 15:04

Słuszna uwaga. Ja osobiście nie toleruję namolnych kaznodziei wszelkiej maści i unikam wszelkich rozmów, dyskusji na tematy światopoglądowo-egzystencjonalne. No bo jakie to ma znaczenie. Nie da się ukryć że każdy będący na poziomie intelektualnym na tyle wysokim by móc uczestniczyć w tego typu dyskusjach, wyznaje pewne wartości etyczne i moralne, wspólne dla większości cywilizowanego świata. A skoro tak, to do k... nędzy, jakie znaczenie ma to, co leży u podstaw takowych wartości.

pooky
52
pooky 52
#406.12.2009, 15:05

Przepraszam za niestosowne wyrażenie...

syn.szefa
4 147
syn.szefa 4 147
#507.12.2009, 07:06

Straznik, nie zgadzam sie z tym, ze nie powinno sie rozmawiac o religii.
Bo to tak jakby nie dyskutowac o prawie, ani o tym co jest moralne a co nie....
Pozostalaby dupa maryny, czyli najnowsza plyta Cheryl Cole i wyniki ostatniej kolejki ekstraklasy....
Jesli zycie czlowieka mialoby sie obracac tylko dookola tego ostatniego, to lepiej od razu ukrocic sobie cierpien...

Coz bardziej ludzkiego niz dociekanie istoty tego swiata? Nawet, jesli nasze dociekanie sa nieporadne, bo bladzimy po omacku, to i tak sa piekne i wzniosle, bo swiadcza o sile ducha.
Malpa zje banana nie myslac skad sie wzial. czlowiek powinien sie zastanowic. Inaczej nie zasluguje na nazywanie go istota myslaca....

Irek, a co do agnostyzmu... hm.... ma niewaptliwie swe uroki, ale zwroc uwage, ze jego najwieksza zaleta jest to, ze ma mniej niescislowsci, a nie ze nie ma ich wcale.....

Oczywiscie dyskusja o wierze z gruntu przeradza sie w dyskusje o wyzszosci agnostycyzmu nad katolicyzmem, co latwo udowodnic, gdyz ten ostatni pochodzi w prostej linii z politeistycznego wyznania judajskiego.

Zdziwisz sie, ze politeistycznego? Tak... tak...... pierwotna wiara Izraela, ta opisana w biblii jest politeistyczna...
Stad "nie bedziesz mial BOGOW cudzych przede mna..."
Stad wielosc nazw Boga: Elohim, Jahwe, itd.... A jesli jeszcze dodac, ze judaizm jest przeksztalcona forma wierzen egispkich to nie dziwi zarowno katolicki czworpodzial: syn i ojciec oraz dziewica matka i duch, oraz hebrajskie wierzenia w aniolow, archaniolow, i cala hierarchie niebieska na wzor towarzyszy boga Ra...

jesli wiec polemizowac z wiara prymitywnych i nieoczytanych slug egipskich, ktorzy cala swa waire zbudowali glownie na podslyszanych opowiesciach swych egispkich panow, albo jesli dyskutowac z Nowym testamentem spisanym przez Rabina Pawla w jakies dwiescie lat po rzekomej smierci Jozuego zwanego Jezusem, to oczywiscie jest to dyskusja z gruntu wygrana, bo to tak jakby matematyk wybral sie na zawody arytmetyczne do przedszkola....

Co jednak, jesli zalozyc, ze Bog jest na prawde madry i na prawde dobry? jesli nie jest zazdrosny, zaborczy, perfidny, msciwy ani niezrownowazony psychicznie, jak go opisuje Biblia? Co jesli to zupelnie inny Bog i co jesli jest jeden...
Co jesli bycie jednym oznacza, ze wszyscy jestesmy nim i jestesmy jego dziecmi, jak wlosy na Twoej glowie sa czescia Ciebie i od Ciebie pochodza???
Jak wowczas pokonac Boga ktory nie nakazuje niczego, bo jak mozesz nakazac swym wlosom zaczac sie blyszczec?
Jak mozna negowac istnienie mysli sprawczej jesli co dzien widzisz wlasna wolna wole i jej sile... sile tworzenia, dawania zycia i jego odbierania?

Mysle ze powodem dla ktorego dyskusja ateistow z ludzmi wierzacymi jest tak niskiego lotu, jest to, iz dyskusja ta dotyczy wyznania plemion pustynnych sprzed 6 tysiecy lat.... A wowczas latwo mozna bylo wmowic ludziom ze maja wierzyc w Pajaka-matke albo Rybe O Szesciu Pletwach dajaca mleko w oceanie....

syn.szefa
4 147
syn.szefa 4 147
#607.12.2009, 07:17

Leszku, nie zgadzam sie z tym, ze "do k... nędzy, jakie znaczenie ma to, co leży u podstaw takowych [wspolnych moralnych] wartości."

podam ci przyklad obrazujacy to, ze wlasnie przyczyna dla ktorej ktos krzewi pewne wartosci jest wazneijsza niz same wartosci....

Wybobraz sobie kobiete tak brzydka, ze dzieci rzucaja w nia kamieniami, a pijacy puszczaja pawia na jej widok...
Wyobraz sobie teraz dziewczyne jak marzenie, o skesapliu tak wielkim, ze nie ma osoby nie patrzacej na nia z pozadaniem....

Jesli powiem Ci, ze obydwie sa rownie cnotliwe i obydwie pozostaja dziewicami, to ktorej bedzie wieksza w tym zasluga??

Ta pierwsza pozostala dziewica z minimalnym wkladem wlasnym albo i wbrew swej naturze... Zadna to wiec zasluga byc cnotliwym gdy nie ma zadnych pokus umozliwiajacych zlamanie zasad...

To samo z wartosciami moralnymi.... Jesli ktos nie kradnie bo wystraszono go na smierc w dziecinstwie bajkami o kotlach i mole do ktorej trafi i caly czas wierzy w srogiego psychopate gotowego go katowac po smierci za zwiniety zegarek, to zasluga w odmowieniu sobie kradziezy jest minimalna....

jesli natomiast czlowiek wiedzie zycie uczciwie, dobrze i morlanie bez zadnego przymusu, a jedynie z wyboru, to swiadczy to wylacznie o czystosci jego ducha.

Dlatego wlasnie powod, dla ktorego zyjemy moralnie jest wazniejszy, niz sam fakt zycia morlanego...

  • Strona
  • 1

Katalog firm