Do góry

Śmiertelna spirala!

Temat zamknięty
Irek
Admin grupy
1 949
Irek 1 949
12.12.2009, 18:01

Autor tekstu: Colin Brewer

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Gdyby ktokolwiek chciał założyć Muzeum Ironii i Paradoksu, główna wystawa powinna skoncentrować się na aborcji, ponieważ przyciąga go ona tak wszechstronnie. Mamy tu paradoks kary śmierci — fakt, że w antyaborcyjnych środowiskach pro-life, z ich często tradycjonalistyczną moralnością, jest całkiem sporo „chłoszczących i wzywających do wieszania". Jest historyczną ironią, że pouczenia o świętości życia dają nam duchowi spadkobiercy Torquemady, Kalwina i Bloody Mary, żeby wspomnieć tylko chrześcijańską odmianę tego towarzystwa.

Faktem jest, że duży odsetek ludzkich ciąż kończy się bardzo wczesną, spontaniczną aborcją („poronienie" opisuje zazwyczaj spontaniczną aborcję w późniejszych stadiach ciąży), co sugeruje, że domniemane bóstwa fundamentalistów nie mogą zbytnio troszczyć się o maksymalizację przeżywalności płodów. (Ponieważ wiele z tych wczesnych aborcji wydaje się obejmować nienormalne stany, sugeruje to także, że te bóstwa można opisać jako płodowych darwinistów.)

Następnie mamy tę szczególną, amerykańską ironię, że południowi fundamentaliści, którzy dopiero niedawno przezwyciężyli swój usankcjonowany przez kościół entuzjazm dla niewolnictwa i segregacji, są najbardziej zaniepokojeni dostępnością finansowanych publicznie usług aborcyjnych. Ograniczenie ich miałoby największy wpływ na nieproporcjonalnie wysoką liczbę ubogich wśród czarnych, którzy w ten sposób byliby - nieproporcjonalnie — zmuszeni do wczesnego i na ogół samotnego macierzyństwa z wszystkimi, dobrze udokumentowanymi, problemami, jakie tworzy ono dla matek i ich dzieci. Kobiety z klasy średniej, jak zwykle, przezwyciężają z większą łatwością te przeszkody, nawet jeśli muszą wyjeżdżać za granicę. Późniejsze macierzyństwo podnosi ich edukację i możliwość zatrudnienia, dalej wzmacniając ich szanse w życiu w porównaniu z ich ubogimi koleżankami.

Dla mnie jednak najrozkoszniejszą ironią był zawsze sposób, w jaki przeciwnicy aborcji ujawniają swoją fundamentalną nieuczciwość i hipokryzję w małej sprawie milionów bardzo maleńkich „nienarodzonych dzieci" (lub potencjalnych Beethovenów, jak imputują niektórzy), które są — by użyć ich określenia — mordowane co roku przez działania środków antykoncepcyjnych, szczególnie, choć nie wyłącznie, wkładki domacicznej (IUD) czyli „spirali". Rozkoszność ironii wzrasta, ponieważ część tej nieuczciwej argumentacji (chociaż bez żadnej hipokryzji) powtarzana jest czasem przez zwolenników wolności wyboru przez kobietę.

Od kiedy wprowadzono IUD, mniej więcej w czasie reform brytyjskiego prawa aborcyjnego w 1968 r., było oczywiste, że działa na cały szereg sposobów, włącznie z niszczeniem malutkich Beethovenków (i oczywiście, malutkich Hitlerków i Stalinków) podczas kilku pierwszych dni po zapłodnieniu i przed lub po zagnieżdżeniu się blastocysty — początkowego i najmniejszego znaku obecności embriona. Są więc przynajmniej częściowymi środkami poronnymi (tj. lekami lub urządzeniami powodującymi poronienie) i pozostają środkami poronnymi, nawet jeśli przez większość czasu zapobiegają ciążom przez zabijanie lub okaleczanie plemników i jajeczek zanim się zetkną. Fakt, że maleńkie Beethovenki, które na tym etapie poddane są aborcji, są zaledwie widoczne gołym okiem, nie przeszkadza Watykanowi twierdzić, że są wystarczająco duże, by pomieścić duszę, chociaż to nie obciążone żadnymi dowodami twierdzenie datuje się dopiero od 1870 roku. Poprzednio Rzym — jak również islam — utrzymywał, także bez jakichkolwiek dowodów, że „zaduszenie" (ang. ensoulment) ma miejsce później, dla płodu męskiego po 40 dniach, dla żeńskiego po 80 (i przypuszczalnie po 60 dniach dla sporadycznego hermafrodyty). Także po siedmiu tygodniach rozwoju i dwóch brakujących miesiączkach nasz mały Beethoven mierzy 18 milimetrów.

Istnieją dzisiaj dwa rodzaje IUD. Prostszy z nich to kawałek plastiku w kształcie litery T, owinięty miedzianym drutem. Połączenie mechanicznej akcji obcego ciała poruszającego się w macicy z lokalnym efektem toksycznym miedzi utrudnia sytuację plemnikom oraz zapłodnionemu lub niezapłodnionemu jajeczku. Ten drugi, nazywany czasami systemem wewnątrzmacicznym, jest urządzeniem impregnowanym hormonami, które mogą zredukować owulację, ale nie mogą jej zapobiec. Ulotka informacyjna dołączona do obu rodzajów przyznaje (choć zwykle nie wielkimi literami), że powodowanie wczesnej aborcji jest jednym ze sposobów ich działania i że ludzie o bardzo zdecydowanych poglądach na te sprawy mogą wybrać inne metody. Jak napisano w niedawnym przeglądzie w wiodącym piśmie położniczym: „chociaż skutki przed zapłodnieniem są bardziej znaczące dla miedzianych IUD, mechanizmy działania przed i po zapłodnieniu przyczyniają się znacząco do skuteczności wszystkich rodzajów środków domacicznych". To samo odnosi się do pewnych typów tabletek antykoncepcyjnych, ale nie włączę ich tutaj do dyskusji.

Zobaczmy, co znaczą „mechanizmy działania po zapłodnieniu" posługując się językiem „mordowania dzieci". Obecnie na całym świecie jest ponad 150 milionów użytkowniczek IUD. Pomijając 100 milionów z nich, które mieszkają w Chinach i są w większości poza zasięgiem przeciwników aborcji inspirowanych religiami abrahamicznymi (jedynymi, które tak się o to troszczą), oznacza to 50 milionów kobiet, z których każda może mordować co najmniej jedno wyposażone w duszę niemowlę każdego roku, także jeśli w tym czasie uwalniają tylko trzy lub cztery jajeczka. To może znaczyć 50 milionów wywołanych aborcji rocznie, co dalece przekracza liczbę rocznych żywych urodzeń w Europie i USA razem. Także jeśli prawdziwa liczba wynosi jedną dziesiątą tego, nadal znaczy to okropnie dużo zmielonych mikro-Beethovenków, chociaż znacznie mniej niż traci się w codziennym maltuzjańskim marnowaniu i codziennym darwinowskim odsiewaniu uszkodzonych embrionów. (W modnej XXI wiecznej Oklahomie mają oczywiście nowocześniejszą wersję argumentu Beethovena. Zaproponowano i niemal wprowadzono w życie prawo nakazujące każdej kobiecie starającej się o aborcję, także po gwałcie, oglądanie i wysłuchanie lekarza robiącego badanie ultradźwiękowe płodu i opisującego jego śliczne, małe paluszki. Według Guardiana": „Sponsor tego prawa, republikański senator Todd Lamb, powiedział, że intencją było danie matce 'tyle informacji o dziecku, ile to możliwe', ponieważ mogłoby dorosnąć i otrzymać Nagrodę Nobla".)

Sednem sprzeciwu wobec aborcji jest pogląd, że zniszczenie embriona jest tym samym, lub niemal tym samym, co zniszczenie w pełni donoszonego dziecka. Przeciwnicy aborcji muszą tak twierdzić lub ich argument się rozpadnie. Muszą także utrzymywać (i większość z nich to robi), że „człowieczeństwo" zaczyna się w momencie zapłodnienia. To dlatego Society for Protection of Unborn Children (Stowarzyszenie obrony nienarodzonych dzieci) prowadziło energiczną, choć nieskuteczną, kampanię przeciwko wzrastającej dostępności pigułki wczesnoporonnej, która działa przez zapewnienie, że jeśli zajdzie zapłodnienie jajeczka, zostanie ono usunięte. Jeden czy drugi przeciwnik aborcji próbował argumentować, że „człowieczeństwo" zaczyna się od zagnieżdżenia, nie zaś od zapłodnienia, a więc IUD można zaakceptować, ale natknęli się na dwa zastrzeżenia, na które nie było odpowiedzi. Pierwszym było, że jeśli mogą przesunąć metę, żeby pasowała do ich moralności, to mogą to także zrobić zwolennicy wyboru. Drugim było, że IUD w każdym razie może działać nie tylko po zapłodnieniu, ale także po zagnieżdżeniu. Zatem niewinnie się zabawiłem, pisząc do czołowych brytyjskich przeciwników aborcji następujący list:

„Najwyraźniej uważa pan zapłodnienie jajeczka za punkt startowy człowieczeństwa. Nie podzielam tego poglądu, ale nie jest on całkowicie niegodny. Być może jednak nie zdaje pan sobie sprawy z tego, że IUD działa nie tylko przez zapobieganie zapłodnieniu, ale także przez niszczenie embriona podczas pierwszego lub drugiego tygodnia jego istnienia, zarówno przed zagnieżdżeniem, jak i po nim. Większość z setek tysięcy brytyjskich użytkowniczek IUD jest aktywna seksualnie, każda z nich może więc mieć aborcję kilka razy w roku. To jest okropnie dużo morderstw potencjalnych Beethovenów (jak to regularnie formułujecie) i prawdopodobnie stanowi znacznie więcej "morderstw" niż wszystkie aborcje formalnie dokonane zgodnie z Ustawą o Aborcji z 1967 roku. Jeśli rzeczywiście jest pan tak oburzony aborcją, jak pan twierdzi, zechce pan, oczywiście, bardzo wyraźnie ogłosić, że jest pan równie oburzony na tych, którzy produkują, dopasowują i używają IUD, jak wobec tych, którzy są zaangażowani w morderstwo/aborcję w późniejszych stadiach ciąży. Dlatego zapraszam do wygłoszenia publicznego oświadczenia w tej sprawie. Albo, jeśli nie czuje się pan na siłach do wygłoszenia takiego oświadczenia, proszę, by wyjaśnił pan, dlaczego destrukcję mini-Beethovenków w pierwszym lub drugim tygodniu uważa pan za o tyle mniej wartą pana oburzenia niż destrukcję tych samych mini-Beethovenków dwa lub trzy miesiące później".

Wśród ludzi, do których napisałem, byli rzymsko-katolicki arcybiskup Westminsteru (nieżyjący już kardynał Basil Hume) i kilku członków parlamentu, włącznie z krzykliwym i normalnie bardzo wygadanym Leo Abse. (Liberalny w większości spraw jest on jednym z głównych obrońców w parlamencie ustawy z 1861 roku — Offences Against the Person Act — która delegalizuje aborcję.) Nadal mam kolekcję pełnych uników listów od tych notabli. Pan Abse w nietypowy dla niego sposób oniemiał i odmówił kontynuowania korespondencji. Kardynał Hume przyznał w końcu, że jeśli to, co mówiłem o sposobie działania IUD, jest prawdą, to poruszyłem coś bardzo ważnego. Przypomniał mi o tradycyjnym sprzeciwie swojego kościoła wobec wszystkich form antykoncepcji, ale nigdy publicznie nie poruszył tego tematu, chociaż papież Jan Paweł II (do którego nie pisałem) na początku lat 1980. mówił o IUD jako o środku poronnym; potem jednak rzadko poruszał tę sprawę.

Żeby nadać rozgłos tej kwestii, wymyśliłem nawet pewien mały chwyt reklamowy. Wraz z innym dziennikarzem specjalizującym się w sprawach medycznych oraz prawnych obserwowałem, jak nieżyjący już profesor położnictwa Peter Huntingford zakłada IUD do macicy redaktorki naczelnej znanego pisma kobiecego. Następnie wszyscy podpisaliśmy list zaświadczający, że byliśmy świadkami nielegalnej procedury, a mianowicie użycia instrumentu (a mianowicie IUD) wbrew ustawie z 1861 roku i bez dwóch opinii lekarskich i innych biurokratycznych procedur wymaganych przez ustawodawstwo 1967 roku. Następnie razem wrzuciliśmy ten wybuchowy dokument do skrzynki pocztowej Prokuratora Generalnego. Nasze przedstawienie uliczne dostało się do gazet, ale nie wywołało absolutnie żadnej reakcji. Po kilku miesiącach i kilku przypomnieniach znużony list z Prokuratury poinformował nas, że prokurator nie podejmie żadnej akcji przeciwko profesorowi Huntingfordowi, mimo naszej prośby, by to zrobił. (Co znamienne, nie było argumentu, że profesor nie złamał żadnego prawa.)
Cóż innego prócz zaproszenia kardynała Hume’a na jednego ze świadków mogłem zrobić, by zwrócić uwagę przeciwników aborcji na fakty medyczne o IUD, ale nadal byli niechętni poruszeniu tej sprawy. Przyczyna jest oczywista. Wiedzą oni, że większość ludzi — prawdopodobnie wraz z większością katolików — zna różnicę między żołędziem i dębem i wie, że zniszczenie żołędzia lub nawet małego pędu dębowego, nie jest tym samym, co ścięcie drzewa. Wiedzą, że sprzeciw wobec antykoncepcji jest politycznie zdechłą kaczką, także w krajach katolickich. Wiedzą wreszcie, że większość ludzi nie potrafi się zbytnio podniecić kwestią statusu moralnego czegoś, co jest niemal niewidzialne dla gołego oka, ale nie odważają się powiedzieć, że mordowanie nienarodzonych dzieci nie ma znaczenia, pod warunkiem, że są bardzo małe, ponieważ to właśnie jest stanowiskiem lobby wolnego wyboru. Różnimy się tylko naszą definicją tego, co „małe", a wszystkie takie definicje są w znacznej mierze arbitralne.

Zamiast tego przeciwnicy aborcji koncentrują się na aborcjach dokonywanych po tym, jak płód zaczyna przypominać bardzo małego (około 2,5 centymetra długości) humanoida, czyli około dziesięciu tygodni po zapłodnieniu, a wtedy właśnie wykonuje się większość aborcji.

Filmy takie jak „Milczący krzyk" twierdzą, że aborcja jest zła nie tylko dlatego, że jest to morderstwo, ale ponieważ jest to okrucieństwo, ponieważ jest to ćwiartowanie żywych mini-Beethovenków. Często jest to poparte chwytającymi za serce informacjami, że na długo przed porodem płód reaguje zarówno na muzykę, jak na ból. Problem z tym wysoce emocjonalnym argumentem polega na tym, że ból, którego się nie pamięta, nie jest prawdziwie bólem w zwykłym znaczeniu tego słowa. Gdyby tak nie było, upieralibyśmy się przy porodach pod narkozą lub przez cesarskie ciecie, ponieważ wielogodzinne przeciskanie się przez kanał rodny może być niesłychanie bolesne. W końcu jest tam tak ciasno, że kości czaszki płodu często muszą zachodzić na siebie, by głowa była wystarczająco mała do przeciśnięcia się. Z pewnością również żądalibyśmy, by obrzezanie nowonarodzonych chłopców, praktykowane przez Żydów i muzułmanów, było robione pod znieczuleniem. Niemowlęta niewątpliwie krzyczą podczas tej procedury (dokonywałem jej w Australii bez znieczulenia, kiedy było to nadal modne), ale nie pamiętają tego jako dorośli, tak samo jak nie pamiętają porodu. Pacjenci, którym podaje się lekką narkozę, także reagują, kiedy nóż się zagłębia lub kiedy manipuluje się ich połamanymi kośćmi, ale — jeśli tylko narkoza nie jest zdecydowanie zbyt lekka — także tego nie pamiętają. Tak więc „Milczący krzyk" wprowadza w błąd.

Można by oczekiwać, że propagatorzy wyboru dla kobiety i ruch planowania rodziny z entuzjazmem przyjmą argument o IUD, ale także oni siedzą cicho. Powody są bardzo podobne do powodów ich oponentów, ale ich motywacja jest bardzo odmienna. Wielu przeciwników aborcji to staromodni moraliści seksualni, których ideologiczni przodkowie kilka pokoleń temu prowadzili podobne bitwy przeciwko środkom antykoncepcyjnym. Często autentycznie udręczeni śmiercią maleńkich dzieci z nie tak maleńkimi duszami, mają także w swoich szeregach męskich zwolenników supremacji białych, którzy obawiają się oddania kobietom kontroli nad swoją płodnością. Oczywiście, propagatorzy planowania rodziny i wyboru dla kobiet są tak dalecy od takiego stanowiska, jak to możliwe, ale obawiają się, że samo wspomnienie poronnych skutków IUD może odstraszyć niektóre kobiety od używania tej szczególnie skutecznej metody antykoncepcyjnej, która jest także bardzo tania. Nie jest to hipokryzja, ale nie jest to uczciwe. Co gorsze — znacznie gorsze — bali się (aż prezydent Obama bardzo niedawno zmienił politykę amerykańską) niezadowolenia rządu USA, który zakazał wszelkiej pomocy finansowej dla programów planowania rodziny obejmujących, promujących czy choćby dyskutujących o aborcji. (Finansowana przez rząd USA internetowa biblioteka antykoncepcji niedawno nie pozwoliła użytkownikom na szukanie artykułów przy użyciu słowa „aborcja" dopóki protesty nie spowodowały zmiany decyzji.) Dlatego też jeden z najmocniejszych i najbardziej wprawiających w zakłopotanie argumentów przeciwko anty-aborcjonistom — że są bandą hipokrytów — jest rzadko używany. Kilka lat temu dyskutowałem moje wnioski z wiodącą postacią w świecie kontroli populacji i planowania rodziny na poziomie międzynarodowym. „Masz całkowitą rację - powiedział mi — ale absolutnie nie możesz mnie cytować".

Z pewnością teraz IUD może bezpiecznie wyjść z szafy? Niewygodna prawda została opublikowana w uczonych pismach około 30 lat temu i nawet rząd USA nie może udawać, że ani o tym nie wiedział, ani o to nie dbał. Sądzę, że teraz nie odważyłby się odebrać funduszy programom IUD, szczególnie w krajach, gdzie jej korzyści uczyniły spiralę najpopularniejszą formą antykoncepcji. Z pewnością także George W. Bush (ojciec zaledwie dwojga dzieci) nie wierzy, że los biednych kobiet i ich rodzin poprawiłby się, gdyby były zmuszone do rodzenia większej liczby dzieci niż są w stanie utrzymać w krajach, w których poród jest nadal śmiertelnie niebezpieczny? Sądzę, że dobrze przedstawiony argument IUD może skuteczniej niż inne przełamać moralne szańce obronne przeciwników aborcji (oraz lobby sprzeciwiających się badaniom nad komórkami macierzystymi i badaniom embrionów). Ich liderzy wiedzą, że miliony wywołanych, wczesnych aborcji mają miejsce codziennie, ale wolą nie wiedzieć i dosłownie niczego nie mówić. Gdzie stawia to ich moralną wiarygodność i autorytet?

kms18
668
kms18 668
#115.02.2012, 01:06

Co za belkot! Autor tego artykuku to potwor i zwylky smiec!

checkmate
6 858
checkmate 6 858
#225.11.2012, 01:44

1, co za bełkot! Autor tego wpisu to ignorant.

Podoba Ci się, kms18 mój wpis? :)
Jak łatwo coś takiego napisać. Potrafisz znależć kontrargumenty dla autora artykułu?
Czy wystarczy krzyknąć: heretyk! i już można - w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku - spalić go na stosie?

checkmate
6 858
checkmate 6 858
#326.11.2012, 06:55

:) Potupanie nóżką nie zmieni rzeczywistosci, biedaku.

checkmate
6 858
checkmate 6 858
#426.11.2012, 07:44

Od Yamato nie spodziewam się niczego innego niż przytupy obiema nogami. :)
Potrafisz chociaż stepować?
P.S. Mam nadzieję, że mieszkacie na parterze.

kat525excentryk
2 494 308
kat525excentryk 2 494 308
#526.11.2012, 07:55

Ale o co chodzi?!!Nie macie wiekszych zmartwien?Tusk,smolensk,dojazd na prestwick,paczki do polski??

Tak_to_ja
13 137
Tak_to_ja 13 137
#626.11.2012, 08:19

a moglby mi ktos to strescic?prosze. Troche za dlugie na czytanie.

checkmate
6 858
checkmate 6 858
#726.11.2012, 08:42

Dlatego chrześcijanie - generalizując - nie znają książki, która uważają za świetą - jest zbyt obszerna. :)
A ksiądz ją streszcza na mszy - wg jego potrzeb.

  • Strona
  • 1

Katalog firm