Do góry

Feniks – największa polska organizacja charytatywna w Szkocji działa już ponad 15 lat

Organizacja Feniks została założona w sierpniu 2007 roku przez polskich terapeutów i psychologów, którzy chcieli pomóc Polakom osiadłym w Edynburgu po 2004 roku, a jednocześnie wykorzystać wiedzę i doświadczenie przywiezione z Polski.

Pracownicy i wolontariusze Feniksa z konsulem generalnym RP Łukaszem Lutostańskim. Fot. Piotr Motyka

Skąd wziął się pomysł na założenie Feniksa?

Kiro Żabińska-MacIntyre, współzałożycielka Fenika: Gdy w 2006 roku przyjechałam do Szkocji, szukałam kontaktów z ludźmi zajmującymi się psychoterapią. W ten sposób poznałam terapeutę Mirosława Błoniarza. On już wtedy gromadził ludzi z Polski posiadających wiedzę i doświadczenie w psychoterapii i psychologii, ale niemających, gdzie ich wykorzystać po przyjeździe do Szkocji. Okazało się, że zebrała się tu grupa osób, które tak jak ja nie mogły znaleźć pracy w zawodzie mimo dobrej znajomości języka angielskiego.

Nie chciałaś tak, jak większość Polaków na Wyspach zaczynać od przysłowiowego zmywaka, czyli od pracy w pubie?

Absolutnie nie. Jako psycholog i psychoterapeuta chciałam pracować w zawodzie, a nie poniżej swoich kwalifikacji. Nie po to zdecydowałam się na emigrację. Dlatego zaraz po przyjeździe wysyłałam dziesiątki cv i aplikacji, ale nie dostawałam odpowiedzi. Zupełnie mnie ignorowano. Później okazało się, że tutejszy system, aby uznać kwalifikacje wymaga odbycia lokalnych praktyk, szkoleń, których ja nie miałam. Podobnie zresztą do innych Polaków przybywających wtedy do Szkocji, czy w ogóle do Wielkiej Brytanii. Nasze wykształcenie i doświadczenie obejmowało jedynie Polskę, a to okazało się niewystarczające dla tutejszego systemu. Mnie po prostu w tym systemie nie było, więc nikt się do mnie nawet nie odzywał. To, na co mogłam liczyć to praca support workera czy care workera, a ja tego robić nie chciałam.

Można powiedzieć, że sami stworzyliście sobie miejsce pracy.

Właściwie tak. Z grupy 6-7 osób w podobnej sytuacji, która spotykała się na początku w Caffè Nero przy edynburskiej Princes Street, narodził się pomysł stworzenia ośrodka terapeutycznego. I tak jesienią 2007 roku powstał Feniks. Nazwa, jak się okazało, ma znaczenie, bo mimo wielokrotnych wzlotów i prawie upadków zrodziła się organizacja, która się pięknie rozwinęła i działa nieprzerwanie od ponad 15 lat. Choć bywało ciężko i były momenty, gdy wydawało się, że nic nam z tego nie wyjdzie, to jednak przetrwaliśmy. To wszystko dzięki zaangażowaniu ludzi, którzy przez te wszystkie lata wierzyli w misję Feniksa. W tej chwili pracuje u nas 14 osób, w tym pięciu terapeutów. Siedzibę mamy w St. Margaret’s House przy 151 London Road w Edynburgu, ale zachęcamy na początek do kontaktu telefonicznego pod numerem 0131 661 1924.

Feniks odpowiedział na problemy i potrzeby Polaków, którzy tu zjechali, a dla których emigracja okazała się zbyt ciężka?

Magdalena Czarnecka, dyrektorka Feniksa: Od początku było widać, jak wielka była potrzeba takiego ośrodka jak Feniks. Tutaj też nikt nie był przygotowany na przyjazd migrantów, w tym Polaków, w takiej liczbie. Te dziesiątki, a później setki tysięcy przybywających na Wyspy zaskoczyły Brytyjczyków. Tutejszy system zdrowia nie był przygotowany na problemy, również psychologiczne, z którymi wiele osób zaczęło się borykać. Polacy przybyli do innego, obcego kraju, do społeczności o jednak innej mentalności, innej kultury. Ogromna część z nich słabo lub wcale nie mówiła po angielsku. Nie wszyscy byli przygotowani na trudności, jakie wiązały się z rozpoczynaniem życia w nowym kraju. Prawie nikt na początku nie znał tutejszych przepisów, jak i do kogo się zwrócić z różnymi sprawami. To zagubienie u niektórych wywoływało problemy psychiczne, a nie mieli gdzie szukać pomocy. Do tego dochodziło przywiezione z Polski podejście do problemów zdrowia psychicznego. Niektórzy nie chcieli się przyznać, że je mają.

Jakie były początki waszej pracy?

Kiro Żabińska-MacIntyre: Zaczęliśmy od wielkiego remontu. Nasza pierwsza siedziba mieściła się w dwóch pomieszczeniach w piwnicy w starym kościele St. Stephen’s w edynburskiej dzielnicy Stockbridge. Wszystko wyremontowaliśmy za własne pieniądze. Tam zaczęły się pierwsze sesje i warsztaty.

W jakim stopniu brak znajomości języka wpływa na problemy Polaków?

Kiro Żabińska-MacIntyre: W dużym, ale to nie było i nie jest najważniejsze. Ja sama przyjechałam tu z dobrym angielskim, bo w Polsce skończyłam najpierw anglistykę, a i tak napotkałam na mur w kontaktach ze Szkotami. Nie było łatwo wejść w tak zwane środowisko. Nie od razu nawiązałam tu znajomości z ludźmi, z którymi mogłam spędzać czas, porozmawiać. To, mimo dobrego angielskiego, zajęło mi trochę czasu. Większym problemem były sprawy kulturowe, bo Szkocja to jednak inny kraj, inna mentalność ludzi, którzy inaczej reagują na różne sprawy niż Polacy. Są bardziej zdystansowani, inaczej też spędzają wolny czas. U Szkotów dużą rolę odgrywa poprawność w kontaktach międzyludzkich. I nie chodzi tylko o poprawność polityczną. Polacy są o wiele bardziej bezpośredni i to czasem uchodzi za niestosowne. Z kolei Szkoci nie nawiązują tak szybko znajomości, jak robią to Polacy.

Jak na początku docieraliście do Polaków? Skąd się dowiadywali, że istniejecie?

Kiro Żabińska-MacIntyre: Na początku bardzo tradycyjnie, przez druk i roznoszenie ulotek do polskich sklepów czy kościołów. Gdy pojawiły się polskie media społecznościowe, wówczas mogliśmy docierać do Polaków przez Internet, w tym ogłaszając się na stronie Edynburg.net, następnie Szkocja.net, która później zmieniła się w Emito.net.

Jesteście organizacją charytatywną, czy to znaczy, że osoby pracujące w Feniksie nie dostają za swoją pracę wynagrodzenia?

Magda Czarnecka: Przez długi czas Feniks był organizacją prowadzoną wolontaryjnie. Jesteśmy organizacją charytatywną, więc cały czas nasz zarząd nie pobiera za swoją pracę żadnych pieniędzy. Osoby zaangażowane w prowadzenie Feniksa robią to w swoim wolnym czasie. Na początku jedynymi, którzy byli wynagradzani za swoja pracę byli nasi terapeuci. To się szczęśliwie zmieniło w ostatnich latach, gdy rozwinęliśmy umiejętność aplikowania o granty i nawiązaliśmy współpracę z lokalnymi instytucjami.

Czy zauważyłyście, że z upływem czasu zmieniały się problemy Polaków, którzy osiedli w Szkocji po 2004 roku?

Magda Czarnecka: Problemy, z którymi teraz pracujemy są następstwem tych początkowych, czyli między innymi samotności, izolacji. Od początku niektórzy mieszkający tu Polacy mierzyli się z depresją, ale z upływem lat zaczęły się pojawiać poważniejsze problemy społeczne. Zauważamy wzrost przemocy domowej, jak i przypadki samobójstw, których liczba z czasem zaczęła rosnąć. Trzeba też podkreślić, że kłopoty ze zdrowiem psychicznym u niektórych skutkowały niezdolnością do pracy, a za tym szły problemy materialne, a nierzadko bezdomność.

Czy odpowiedzią na to były wasze projekty?

Kiro Żabińska-MacIntyre: Pierwszym była „Grupa Malucha”, bo wielu Polakom urodziły się tutaj dzieci.

Magda Czarnecka: To było w 2012 roku. To był nasz pierwszy grant na działania społeczne. Po części pomysł na ten projekt wynikał z tego, że nasze klientki, a młode mamy, skarżyły się, że nie miały gdzie się spotykać w Edynburgu. Po urodzeniu dziecka ich styl życia tak się zmieniał, że wypadały z grupy swoich znajomych i często bez wsparcia rodziny z Polski, popadały w izolację. Grupa Malucha daje im możliwość wyjścia z domu, spotkania innych rodziców w podobnej sytuacji, a maluchom nawiązania znajomości na całe życie.

Kiro Żabińska-MacIntyre: Kolejnym projektem były „Leith Conversation Cafés”. Osoby, które dołączają do tego projektu mają potrzeby społeczne, które nie wymagają pracy terapeutycznej. Warto podkreślić, że z naszych statystyk wynika, że w tej chwili na terapie zgłaszają się osoby, które w formularzach zaznaczają, że są już w Szkocji ponad 10 lat. To świadczy o tym, że ci ludzie osiągnęli potrzeby pozwalające zaadoptować się do życia na emigracji, a teraz szukają sposobów poradzenia sobie z problemami innej natury, w tym związanej ze zdrowiem psychicznym.

Magda Czarnecka: Kolejne projekty realizowaliśmy równolegle. W tym jeden z organizacją See Me Scotland. W ramach pierwszego Community Development Worker miał za zadanie docierania do szkockich organizacji pomocowych i otwieranie ich na potrzeby Polaków. Z pierwszych badań na temat samobójstw Polaków w Szkocji z tego okresu wynikało, że Polacy mają ogromne potrzeby z zakresu zdrowia psychicznego, ale napotykają na bariery w uzyskaniu pomocy i to pomimo istnienia całej sieci organizacji, również bardzo lokalnych, które pomagają takim osobom. Stygmatyzacja, dyskryminacja zdrowia psychicznego sprawiła, że narodził się kolejny projekt: Community Champions. To były osoby z określonych zawodów, m.in. taksówkarze, fryzjerzy, ubezpieczyciele, które chcąc nie chcąc często rozmawiały o problemach ze swoimi klientami. Dzięki nabytym umiejętnościom wiedziały jak rozmawiać o problemach psychicznych i zachęcały do szukania specjalistycznej pomocy.

Kiro Żabińska-MacIntyre: Zauważyliśmy, że wiele osób porozmawia szybciej z nieznajomym, niż ze specjalistą. Łatwiej jest się zwierzyć fryzjerowi, kosmetyczce, czy właśnie taksówkarzowi. Czasami taka rozmowa wystarczy. Czasem jednak ktoś mówi, że ma już dość życia i wtedy niezbędna jest pomoc specjalistów. Stąd nasi Czempioni mieli za zadanie skierować takie osoby do odpowiednich instytucji, które mogły im pomóc.

Kontynuacją tego projektu jest Ruch Ambasadorów Społecznych?

Magda Czarnecka: Tak, a stworzona przez Ruch ubiegłoroczna kampania „Zdejmij zbroję, pokaż blizny!” nawoływała mężczyzn do odrzucenia szkodliwych, dyskryminujących przekonań o problemach ze zdrowiem psychicznym oraz do sięgnięcia po pomoc.

Dla starszych Polaków, po 50. czy 60. roku życia, którzy też przyjechali do Szkocji, na przykład, żeby opiekować się wnukami albo po prostu dorobić do emerytury, stworzyliśmy program „Aktywni 50+”. Okazało się, że oni także zmagają się tu z problemami, po części wynikającymi z wyrwania ze świata, w którym do tej pory żyli, ale też z braku nawet podstawowej znajomości języka angielskiego. Stąd wynika ich całkowita izolacja w brytyjskim, szkockim otoczeniu.

Macie też projekt dotyczący przemocy domowej.

Magda Czarnecka: Nasi psychologowie i terapeuci pomagają wyjść z traumy osobom z takimi doświadczeniami, a jest ich tu niestety niemało. W przeważającej liczbie są to kobiety.

Kiro Żabińska-MacIntyre: Mieliśmy też duży projekt, który pomógł Polakom przy wypełnianiu wniosków o Status Osoby Osiedlonej, o który wszyscy imigranci z Unii Europejskiej musieli wystąpić po Brexicie. Pomogliśmy w ten sposób kilku tysiącom osób.

A teraz pomagacie Ukraińcom, a przede wszystkim Ukrainkom, które w ostatnich miesiącach przybyły między innymi do Edynburga.

Kiro Żabińska-MacIntyre: Natychmiast po wybuchu wojny włączyliśmy się w pomoc Ukraińcom, którzy szukali schronienia w Szkocji. Jako osoby przybyłe z tamtej części Europy i znające problemy z asymilacją, podpowiadamy władzom szkockim, jak należy pomagać Ukraińcom. Budujemy też projekt wsparcia psychicznego dla uchodźców, który zrzesza ukraińskich psychologów.

Oprócz tego prowadzicie badania. Najbardziej znane to te o samobójstwach Polaków w Szkocji.

Magda Czarnecka: Od ośmiu lat badamy problem samobójstw wśród polskich mężczyzn. Zaczęło się od informacji z naszego konsulatu, że notują wzrost śmiertelnych wypadków, których ofiarami są Polacy. Później na podstawie danych z policji i NHS-u dowiedzieliśmy się, że były to bardzo często samobójstwa. Zdobycie tych danych nie było łatwe. Tutaj w statystykach unika się podawania narodowości. Doszliśmy do tego na podstawie nazwisk z bazy danych poradni GP. Okazało się, że polskich nazwisk był bardzo duży odsetek. Średnio wyszło, że 25 rocznie. Statystycznie Polacy dwukrotnie częściej odbierają sobie życie niż Szkoci.

W przygniatającej większości byli to właśnie mężczyźni, a nie kobiety.

Magda Czarnecka: Tak. Pierwszy raport na ten temat opublikowaliśmy w 2018 roku. Z analizy zebranych informacji wynikało, że Polacy, którzy odebrali sobie życie, mieli niewielkie wsparcie społeczne. Mieli problemy finansowe, małżeńskie lub zdrowotne, ale nie wiedzieli, gdzie szukać pomocy lub nie mieli kogo prosić o pomoc. Jeden z najbardziej wstrząsających przypadków to ten, gdy zmarłego dopiero po tygodniu znalazł współlokator. Przez tak długi czas nawet nie zaglądał do jego pokoju. To pokazuje poziom izolacji niektórych żyjących tu Polaków. Po opublikowaniu tego raportu zwróciła się do nas organizacja See Me. Dzięki nim zorganizowaliśmy kolejny projekt badawczy, który analizował kulturowe podłoże samobójstw Polaków. Dzięki niemu więcej szkockich organizacji włączyło się w pracę z polską społecznością. Stworzyliśmy Polish Men’s Mental Health Network. To grupa różnych instytucji, od NHS po housing association w Glasgow. Najważniejszym osiągnięciem było to, że główna infolinia telefoniczna NHS 24, czyli numer 111, przesunęła automatyczną informację o możliwości rozmowy z tłumaczem z pozycji 9 na początek. To poszło dalej. W czasie pandemii wprowadzono możliwość komunikacji przez WhatsApp także w języku polskim.

Co uważacie za wasze największe osiągniecie?

Kiro Żabińska-MacIntyre: To, że zdrowie psychiczne przestaje być wśród tutejszych Polaków taboo, a staje się sprawą, o którą warto dbać, pielęgnować.

Magda Czarnecka: Dla mnie ważny jest fakt, że mimo różnych problemów przetrwaliśmy tyle lat i nadal się rozwijamy. Że tak wspaniale udało się nawiązać kontakt z polską społecznością w Edynburgu i przygotować tyle projektów, które pomagają w trudnych życiowych sprawach. Nie bez znaczenia jest możliwość podnoszenia problemów Polaków żyjących w Szkocji na różnych forach, w tym w Szkockim Parlamencie, czemu służy między innymi Cross Party Group on Poland. Jesteśmy tu już rozpoznawani jako organizacja, która w jakimś stopniu reprezentuje szkockich Polaków.

Jak widzicie przyszłość Feniksa?

Kiro Żabińska-MacIntyre: Chcielibyśmy przejść do aspektu jakby prewencyjnego, aby móc zapobiegać poważnym przypadkom. Ale też starać się diagnozować problemy zanim przerodzą się w poważny kryzys, przejść z terapii na rozwój osobisty. Od wybuchu pandemii nadal prowadzimy część zajęć online, ale niedługo zaczniemy warsztaty w naturze. Staramy się robić wszystko, by ułatwić dostęp do naszych usług.

Magda Czarnecka: Na pewno będziemy kontynuować nasz projekt ukraiński, w tym pomagać ukraińskim psychologom w dostaniu się na tutejszy rynek pracy, bo zdajemy sobie sprawę, że będą mieli podobne problemy, jak nasi terapeuci kilkanaście lat temu. Na pewno będziemy też rozwijać nasze działające już projekty i myśleć nad nowymi, bo życie toczy się dalej i problemy Polaków, którzy wybrali na swój dom Szkocję, też się będą zmieniać. Warto też podkreślić, że drugiej polskiej organizacji o takiej skali działania jak Feniks nie ma w Szkocji. Jest to duże osiągnięcie wielu lat pracy, ale też duża odpowiedzialność. Wykorzystamy nabyte umiejętności i doświadczenie do dalszej pracy na rzecz polskiej społeczności w Szkocji.


Magda Czarnecka jest działaczką społeczną, psycholożką, tłumaczką i koordynatorką projektów Feniksa. Posiada tytuł magistra psychologii oraz stosunków międzynarodowych Uniwersytetu Łódzkiego oraz licencjata psychologii Edinburgh Napier University. Z Feniksem związana jest od 2010 roku, gdzie od 2016 pełni funkcje menedżerskie, w ostatnim czasie jako Chief Executive Officer.

Kiro Zabińska-MacIntyre posiadam Dyplom Psychoterapii oraz Facylitacji Zorientowanej na Proces, zarejestrowany w UKCP, jednej z głównych organizacji akredytujących psychoterapeutów w UK. Jest absolwentką psychologii SWPS, gdzie specjalizowała się w psychologii klinicznej. Posiada również magisterium filologii angielskiej, dyplom MBA, certyfikat Executive Coaching and Mentoring Level 7.

Komentarze 7

omegan
14 189
omegan 14 189
#126.05.2023, 11:29

hmm, nie wiedzialem ze organizacja charytatywna to taka ktora nie placi swoim pracownikom, za to chetnie bierze pieniadze od osob ktorym pomaga ;)

Sokole
10 148
Sokole 10 148
#226.05.2023, 18:10

Platne?

silaslogo
31
#326.05.2023, 21:22

W zasadzie charity nie płaci taxu, 25% do 87% zwykle idzie na cele charytatywne, a to co zostaje pokrywa koszty dzialanosci = staff, lokal, auta itd. Przynajmniej tak działają lokalne firmy.

Profil nieaktywny
raffaele2
#427.05.2023, 00:25

Pseudo organizacja pomóż może tylko lekarz psychiatra.

Judasz
6 019
Judasz 6 019
#527.05.2023, 10:45

Ja też znam jedną organizację co kasuje cię od narodzin do śmierci. A nawet po twojej śmierci kasuje za Ciebie twoją rodzinę.

Profil nieaktywny
Delirium
#627.05.2023, 11:08

#4: Świat nie kręci się wokół ciebie. :p

CentrumFENIKS
67
#729.05.2023, 16:28

Widzimy, że kwestie finansowe wzbudzają tak wysokie emocje czytelników, że zdecydowali się ten temat komentować. Także gwoli wyjaśnienia: zarząd, tzw. Board of Trustees, jest organem doradczo-zarządczym i z założenia składa się z wolontariuszy, specjalistów w swojej dziedzinie (np HR, zarządzanie organizacjami, tworzenie polityk), którzy dzieląc się swoją ekspertyzą, wspierają działania organizacji. Według prawa nie mogą pobierać wynagrodzenia za swoją pracę. Oprócz tego, organizacja z reguły ma stanowiska koordynujące/wykonawcze, które, jeśli ją stać, są opłacane. Feniks przez pierwszych 9 lat był prowadzony wolontaryjnie tylko i wyłącznie dzięki pasji i poświęceniu włączonych w niego ludzi. Dzięki grantom możemy wreszcie opłacić naszych pracowników, jak i zapewnić bezpłatną pomoc osobom w trudnej sytuacji finansowej i życiowej. Jest ich około 1000 rocznie.

Jako charity nie płacimy corporation tax, ale też nie generujemy dochodu. Zainteresowanych zarządzaniem organizacji charytatywnych zachęcamy do zapoznania się z materiałami na stronie OSCR.