Do góry

Z brytyjskiej farmy na „bocianią” działkę niedaleko Olsztyna

Agnieszka Łukasiewicz przyjechała do Wielkiej Brytanii w 2008 roku po zakończeniu studiów. Na Wyspy przyciągnęły ją oprócz względów ekonomicznych także możliwość życia w kraju bardziej rozwiniętym, otwartym i tolerancyjnym niż Polska. Nie miała większych planów, czym się zajmie w kraju, który sobie wybrała do życia. Z czasem jej pasje przerodziły się w pracę zawodową. Jej miłość do koni zaowocowała tym, że prowadziła zajęcia terapii z końmi. Jej miłość do natury i przyrody sprawiła, że podjęła współpracę przy projekcie naukowym nad uprawami starożytnych odmian zbóż.

Z miłości do przyrody

Swojego przyszłego męża Jima poznała na portalu społecznościowym. Okazało się, że wiele ich łączy i pasjonują się podobnymi tematami. Jim podobnie jak Agnieszka zakręcony był wokół przyrody, prowadził z bratem działalność, która polegała na budowaniu ogrodów naturalnych i szerzeniu tej idei wśród Brytyjczyków. Był też ambasadorem na rzecz przyrody przy towarzystwach ochrony ważek i motyli. Starał się przybliżyć ludziom informacje o życiu zwierząt.

Kiedy okazało się, że Jim jest zafascynowany Polską poprosił, aby Agnieszka uczyła go języka polskiego. Znajomość kwitła, aż w końcu Agnieszka i Jim zamieszkali razem na farmie wśród kur, pszczół, koni, psów, oraz mnóstwa innych małych i większych zwierzaków. Swoich zwierzęcych podopiecznych traktowali jak członków rodziny.

Po pewnym czasie brytyjskie życie Agnieszki i Jima zaczęło się komplikować. Obok ich siedliska rozpoczęto budować szybką kolej, a Jim musiał zamknąć swoją firmę. Wtedy narodził się pomysł wyjazdu do Polski. Klamka zapadła, kiedy zobaczyli ogłoszenie o sprzedaży nieruchomości z gniazdem bocianim w województwie warmińsko-mazurskim. Przeprowadzka nie była dla nich łatwa, bo musieli przetransportować całą swoją wielką rodzinę, na którą składają się też zwierzęta.

Wśród warmińskich łąk, lasów i jezior

Po przyjeździe do Polski zamieszkali w Olsztynie. Choć w mieście jest ich baza, to najwięcej czasu spędzają na „bocianiej” działce. W ciągu kilku ostatnich miesięcy własnoręcznie wybudowali tam drewniany domek i wyremontowali dach starej stodoły. W międzyczasie zadbali o okoliczną przyrodę. Jim zbudował instalacje i domy dla ptaków. Po podliczeniu okazało się, że na ich działce dorastało około 130 pisklaków z 15 różnych gatunków ptaków.

Dla nas to raj na ziemi i możliwość obcowania z wieloma gatunkami roślin i zwierząt, których w Wielkiej Brytanii po prostu już nie ma — mówi Agnieszka. — Dla Jima było to największym magnesem. Zwierzęta, które próbował odnaleźć w naszym poprzednim miejscu zamieszkania, nie zawsze z pozytywnym skutkiem – tutaj są na wyciągnięcie ręki. Nie docenia się tego zupełnie, kiedy zawsze się to miało.

Ich najnowszym osiągnięciem jest wybudowanie pierwszego naturalnego stawu i przygotowanie zimowych legowisk dla płazów i gadów. Powstało też nowe gniazdo bocianie na stodole. Oboje pozyskują z okolicy nasiona dzikich kwiatów oraz drzew, którymi chcą wzbogacić bioróżnorodność na swojej działce. Do tej pory odnotowali 44 gatunki motyli i wciąż uzupełniają tę listę.

Jak podkreślają oboje, w porównaniu z Wielką Brytanią, Polska może szczycić się ogromnym bogactwem bioróżnorodności. Według Agnieszki i Jima na Wyspach głównie występują pola uprawne i pastwiska. Większość terenów jest pozbawiona drzew. Warmia i Mazury to tereny bardzo zielone z mnóstwem lasów, jezior, terenów zakrzewionych i nieużytków, które są swego rodzaju ostoją dla wielu gatunków roślin, zwierząt i rajem dla miłośników przyrody.

Komentarze 2

woskowa
8 893
woskowa 8 893
#120.11.2022, 22:08

Na Onet jest caly wywiad. Nie 44 a 43 gatunki motyli.

perpetuummobil
186
#221.11.2022, 14:30

A Arkadius sadzi drzewa z pestek owocow ktore zjadl na jakiejs wyspie w Salvadorze. Taka moda.