Anita Karwowska 08:31, 10.03.2010
Połowa z nas, używających internetu, zdradza swoich partnerów - wynika z najnowszych badań prof. Zbigniewa Izdebskiego. Do tej pory żadne sondaże nie ujawniły, że skala niewierności Polaków może być tak ogromna.

Do tej pory z badań nad seksualnością Polaków wynikało, że partnerów zdradza 16% kobiet i 28% mężczyzn. Zupełnie inny obraz naszej niewierności przedstawia najnowszy raport "Seks Polaków w internecie" autorstwa prof. Zbigniewa Izdebskiego, przygotowany w ramach Ogólnopolskiego Programu Zdrowia Seksualnego. Skąd ta różnica?
Hipoteza jest taka: nie chcemy szczerze mówić o zdradach, orientacji seksualnej i przemocy w tradycyjnych badaniach o seksualności, nawet jeśli gwarantuje się nam stuprocentową anonimowość. Co innego w sieci - tam jesteśmy bardziej skłonni do zwierzeń. "Seksualność internautów jest inna niż ta ogólna, opisana w dotychczasowych badaniach. Są to osoby bardziej aktywne i otwarte. Ich deklaracje można uznać za wiarygodne. Próba była bardzo duża, ankietowani mieli poczucie całkowitej prywatności" - mówi prof. Izdebski.
To było pierwsze internetowe badanie seksualności Polaków na taką skalę. Przeprowadzoną na przełomie grudnia i stycznia internetową ankietę wypełniło ponad 10 000 osób (z dużych miast, głównie 20- i 30-latków), przede wszystkim użytkowników Naszej Klasy.
Do kontaktów seksualnych poza związkiem przyznało się 48% mężczyzn i 42% kobiet. Zdradza co trzecia osoba wierząca i praktykująca oraz połowa niewierzących.
Podczas skoków w bok większość z nas nie używa prezerwatywy, choć jednocześnie aż 40% przyznaje się do lęku przed HIV. Dlaczego zachowujemy się lekkomyślnie? Bo - jak utrzymują autorzy badania - idealizujemy przygodnych partnerów lub po prostu w obawie przed negatywną reakcją nie proponujemy użycia prezerwatywy.
Co jest zdradą?
Internauci swobodnie to interpretują. Znacznie bardziej liberalne podejście prezentują mężczyźni:
Dane o skali niewierności zaskoczyły nawet pracowników portali, na których internauci szukają partnerów. "To jasne, że internet stwarza możliwości łatwego i szybkiego poznawania partnerów dla osób poszukujących przygód. Ale z raportu wynika, że staje się powszechnym narzędziem ułatwiającym zdradę osobom żyjącym w stałych związkach" - martwi się Daniel Surmacz z katolickiego portalu Przeznaczeni.pl.
Dwa łyki seksstatystyki
W sieci częściej szukamy doznań niż miłości. I z efektów poszukiwań jesteśmy całkiem zadowoleni:
| Wyślij znajomemu Zgłoś błąd | Więcej Dodaj do:Nasza-KlasaFacebookGadu GaduWykop |
#1 | 10.03.10, 09:46
nie chcemy szczerze mówić o zdradach, orientacji seksualnej i przemocy w tradycyjnych badaniach o seksualności, nawet jeśli gwarantuje się nam stuprocentową anonimowość. Co innego w sieci - tam jesteśmy bardziej skłonni do zwierzeń
taa - raczej do konfabulacji, mitomani i podobnych przypadlosci
- siec wszystko zniesie
#2 | 10.03.10, 16:15
Jesli te dane sa prawdziwe, a uwazam ze sa (no moze nie w 100%), to tylko dowodzi ze zycie na tej planecie sie skiepscilo, i teraz to moze byc tylko gorzej. Jest to oczywista diagnoza jaka stawiam, poniewaz wychodzac z zalozenia ze rodzice sa odpowiedzialni za swoje potomstwo, stad tez nic lepszego ich nie nauczymy skoro sami sie dobrze nie reprezentujemy. Dotyczy to wszystkich nie tylko polaków, ale równiez i przede wszystkim najbardziej rozwiazlych brytyjczyków i islandczyków.
A propos ostatnio ukazanego artykulu:
http://www.emito.net/rodzina/artyku...
Ten dzisiejszy jest tylko przedluzeniem poprzedniego na sfere Polski. Mlodzi ludzie w UK jak i w Polsce maja ogromne braki emocjonalne, odzwierciedla to nieumiejetnosc stworzenia stalych zwiazków opartych na zaufaniu i wspólpracy. Uwazam ze glówny problem jaki wspóltworzy te chora sytuacje jest taki, ze filozofii odnosnie spraw damsko-meskich jest tyle ile ludzi na swiecie. Kazdy ma inna. Dlatego znalezienie partnera z którym spedzi sie cale zycie dzielac wspólny system wartosci graniczy z cudem.
A mimo wszystko schematów, tudziez wzorców postepowania daleko nie trzeba szukac. Etyka badz religia te problemy naswietlaja. Bedac trzezwo myslacymi ludzmi wiemy dokladnie kiedy robimy walki. Pozostaje tylko pytanie czy bedziemy w stanie przyznac sie przynajmniej przed samym soba. Naiwnosc jest zgubna, to juz nie od dzisiaj wiadomo. Nie liczmy zatem ze uda nam sie stworzyc cokolwiek wartosciowego skoro nie potrafimy wykazac sie odrobina szacunku wobec siebie.
Oczywiscie ze latwiej lyknac dragi, uderzyc w pluco, narobac sie jak szpak, obejrzec pornola, albo inny syf. Zamiast zwyczajnie nad soba popracowac, wykazac sie samodyscyplina. Czego wszystkim zycze.
#3 | 10.03.10, 16:55
środowisko, tylko środowisko
Wiesiek z Kaczych dołów ma jedynuśką żenke cały żywot swój. Halina szerokie biodra co by dzieci rodziła. Nad Wiesiek i Haliną stoi wójt, proboszcz, pani ze sklepu i miejscowi z parafii. Takiej żony jak Halina się nie zdradza, no i co bedzie z małymi. Pan Jezusek nie wybaczy i Wiesiek pójdzie smażyć się do piekła.
Dominic z Edinburgha, też ma żone idwójkę dzieci, ale proboszcza już nie. Ma za to internet, tv, rozrywki zycia w biegu no i psychologa, który zgodnie z tv tłuką mu do głowy, że on sie w życiu liczy najbardziej, że ma szukać szczęscia za wszelka cene. Jeśli nie czuje się spełniony w małżeństwie i spełnieniu sexualnym, koniecznie musi to zmienić, bo życie ma sie tylko jedno i nalezy je spedzic zgodnie ze swoim Ja.
kto wejdzie w erotyczną ciemną ulice?
#4 | 10.03.10, 17:15
Czy to podchwytliwe pytanie?
#5 | 10.03.10, 17:59
tak jak podchwytliwy jest internet;)
#6 | 10.03.10, 19:07
Dla mnie był kiedyś tak podchwytliwy, że się o kabel potknąłem.
#7 | 11.03.10, 13:20
Erotyczna ciemna ulica? Polecam spacerek przez lekture "Czastek elementarnych" Michela Houellebecqa - dostepna w edynburskiej bibliotece. Mocnych fragmentow nie brakuje, wniosek na temat kondycji wspolczesnego spoleczenstwa jednak niewesoly.
Internet dal mozliwosc nieustannej weryfikacji partnera/-ki i tak jak postepu technologicznego, nie da sie tego ograniczyc. Wolny wybor sprowadza sie wiec dla wiekszosci do zaspokajania swojego ego. TV i pozostale media promuja w duzej mierze konsumpcjonizm, bo to sie najlepiej sprzedaje. Psycholog, a raczej psychoterapeuta z pobudek raczej nie altruistycznych utwierdza cie w przekonaniu, ze to TY i twoje JA sa najwazniejsze. Religia przestala juz byc fundamentem moralnym, nawet dla tych deklarujacych wiare. Ciezko wytrwac w etyce bedac skoncentrowanym w wiekszosci na swoich potrzebach.
Jedyny sposob na unikniecie wyjalowienia emocjonalnego to moznosc ofiarowania czegos od siebie. Wiernosci w tym przypadku.