Choć dziś za odejście od Kościoła nie grozi śmierć ani pohańbienie, rytuał, zdaniem prof. Mikołejki, przypomina dawne akty wykluczenia ze wspólnoty ludzi. W obecności świadków apostata musi wygłosić formułę, że wyrzeka się wiary w Boga. Uczestniczący w obrzędzie ksiądz nosi czarną stułę. Według reguł Kościoła czarne szaty liturgiczne wyrażają żałobę i pokutę. Czarny jest kolorem nicości, wyniszczenia, grzechu, królestwa śmierci. Szat w tym kolorze księża używają w Zaduszki (2 listopada) oraz podczas mszy pogrzebowych.
- To brzmi bardzo surowo i przypomina średniowieczne praktyki wyrzucania poza wspólnotę. Nie jest to wypowiadane wprost, ale symbolika tego rytuału jest taka, jakby odstępująca od Kościoła osoba umarła - wyjaśnia prof. Mikołejko. Podobne rytuały apostazji są odprawiane w Kościele katolickim również w innych krajach.
Aktu apostazji dokonuje jednak znaczna mniejszość katolików, którzy z jakichś powodów chcą odejść z Kościoła. - Zrobił to Tomek Polak, któremu widocznie z jakiegoś powodu na tym zależało. Ale on był znanym duchownym, więc miał szczególne motywy - mówi prof. Mikołejko.
Jest, jak przypomniał, wiele osób, które nigdy nie rozstały się z Kościołem w sposób formalny, chociaż de facto już do niego nie należą. - Ja jestem taką osobą, która wypisała się z Kościoła na takiej zasadzie, że po prostu przestał mnie on obchodzić - wyjaśnia.
Według statystyk, które przytoczył, 88 proc. Polaków zostało ochrzczonych w Kościele katolickim. Jednak na niedzielne msze święte uczęszcza ok. 40 proc. ludzi mieszkających w naszym kraju. - Wielu ludzi nadal uznaje wspólnotę katolicką jako element tożsamości narodowej. Dlatego w ankietach 95 proc. społeczeństwa określa się jako katolicy, chociaż tylko 88 proc. Polaków jest ochrzczonych w tym Kościele - dodaje.
Większość z tych ludzi, jak mówił, nie jest jednak rzeczywiście wierzących i nie bierze udziału w życiu Kościoła. "Uznaje się powszechnie, że po katolicku należy się ochrzcić, po katolicku zaślubić i po katolicku pochować. I to tyle" - mówi.
W poniedziałek politycy Ruchu Palikota zainicjowali "tydzień apostazji". Ta kampania ma na celu zachęcenie osób, które nie czują się członkami Kościoła katolickiego, do sformalizowania tego stanu.
- To nie jest pierwsza taka inicjatywa. Istnieje przecież portal ateistów i takie środowiska, które prowadzą kampanię informacyjną na rzecz apostazji pod wpływem Polaka i innych głośnych wystąpień księży z Kościoła jak Tadek Bartoś czy Staszek Obirek - przypomina prof. Mikołejko.
On sam jednak, jak podkreślił, apostazji dokonywać nie zamierza. - Jest w tym pewien paradoks. Gdybym dokonał tego aktu, to w jakiejś mierze uznałbym prawo Kościoła do decydowania o moim losie. A ja nie chcę, żeby ta instytucja decydowała o moim losie. Odcięcie się - owszem tak, ale nie na gruncie reguł, które ta instytucja wyznacza - zadeklarował.
Natomiast próby osób ze środowisk ateistycznych, które zaskarżają kościelną procedurę apostazji do świeckich sądów, prof. Mikołejko uznał za bezcelowe. Jak mówi: - Te osoby popełniają błąd. Jeśli ktoś chce przestrzegać prawa kanonicznego, to jest jego wybór. Prawo kanoniczne, jak cała rzeczywistość wiary, jest sprawą prywatną człowieka i sprawą instytucji kościelnych. Paradoks polega na tym, że ci ludzie, protestując przeciwko wszechmocy kościelności, do tej kościelności się w gruncie rzeczy uciekają.
oto w paru zdaniach gość wyjaśnia dlaczego akt apostazji w sumie nie ma sensu. to granie wg archaicznych i dziecinnych zasad KK, błazenada. Wystarczy mieć ich i ich "nauki" w miejscu gdzie plecy tracą swą szlachetna nazwę i tyle. Można przecież żyć w sposób pozbawiony hipokryzji, nie próbować szopkami oszukać rodziny i bliskich, nie zmuszać dzieci do "lekcji" religii z podejrzanym osobnikiem ubranym w kieckę, ale z drugiej strony niekoniecznie odcinać się od tradycji, zresztą często o korzeniach niechrześcijańskich
komentarz pożyczony z neta: Jak zwykle w tym kraju musi byc wszystko chore.Kiedys PZPR byl przewonia sila kraju teraz kosciol uzurpuje sobie do tego prawo.Gdy nie mam zamiaru wiecej chodzic do kina ,poprostu nie chodze.Jesli nie interesuje mnie wiecej uczestnistwo w mszach... omijam.Kosciol nie jest/i nigdy nie byl /Boskim ramieniem.Wiara nie wymaga cyrkow i daniny,wymaga prawego serca i przekonania o slusznosci tejze Wiary.A jedynie do czego Ona obliguje ,to do postepowania zgodnie z Boskimi przykazaniami.Kosciol jako instytucja nigdy nie postepowal w/g tych zasad.Teraz rowniez jest zainteresowany kasa wiernych a nie nimi samymi.Dlatego nikt nie musi miec skrupul.Poprostu wykresla ta instytucje ze swojego planu zycia i wszystko.Do rozmow/modlitw/z Bogiem nie potrzeba platnych rozmownic ani,tlumaczy w sukienkach.Ktorych kolor co raz bardziej,kojarzy mi sie z pieklem,niz niebem.Kazdy jest sam odpowiedzialny za swe mysli i czyny.A przewodnia mysl kosciola -wlasnie zmusza wiernych do obcowania z grzechami takimi jak; hipokryzja,oszczerstwo,lamanie praw innych ludzi,zawisc,pazernosc i wiele innych. Kto nadal tego nie zauwazyl,ten nie jest slepy ale glupi.
Zamiast Funduszu Kościelnego dobrowolne 0,3% podatku PIT? - To bardzo dobry pomysł. Taki system mógłby zweryfikować, ilu w Polsce mamy prawdziwych katolików - słyszymy od większości naszych rozmówców w sondzie Wirtualnej Polski. - To rabowanie i nic więcej! Odsuwają ludzi od Boga, a kto walczy z Kościołem to zginie i to państwo zginie! - mówią z kolei przeciwnicy rządowej propozycji.
trochę to nie w temacie, ale opodatkowanie katolików na kościół to świetny pomysł, ale za to proponuję:
0zł z kasy podatnika na KK, wliczając w to opłacenie katechetów
darmowe usługi kościelne dla płacących podatki (płatne dla tych którzy ich nie płacą oczywiście)
oddanie "odzyskanego mienia" przez KK podczas działalności Funduszu Kościelnego (zorientowani wiedzą o co chodzi)
Ujmę to tak: nie przystąpiłem do wspólnoty KrK z własnej woli, więc nie czując się jego częścią, nie zamierzam wypisywać się z czegoś, do czego się nie zapisałem. Ze zrozumiałych powodów nie będę prosił osób które mnie w to wciągnęły, o apostazję w moim imieniu.
W 95% katolików w Polsce nie wierzy już chyba nikt, jeśli im sprawia radość, że jestem członkiem ich wspólnoty (???), to niech mają - na zdrowie.
Ewentualne "Bóg zapłać" zbywam wzruszeniem ramion. Dlaczego nigdy Bóg IM nie płaci, tylko zwykli śmiertelnicy?
checkmate
#15
drogi przyjacielu!
po pierwsze słyszałem, że nie 95 a 98% polaków to katolicy,
po wtóre - O WIELKA NAIWNOŚCI - czy tobie naprawdę się wydaje, że ktoś polaków będzie pytał o zdanie czy chcą przekazać jakieś 0,3%???????????????????????????
odprowadzi się jak zwykle bez twojej zgody dokładnie tak samo jak z tzw. Funduszem Kościelnym wg. ilości pogłowia katolików
KONKLUZJA
i dlatego ten cały cyrk z apostazją, czarni nie mogą dopuścić żeby oficjalnie ich pogłowie owiec uległo zmniejszeniu bo po prostu uszczupli to ich dochody
Nic nie jest powiedziane na temat wieku w ktorym masz przyjac chrzest swiety.Wiec nie przestan wypisywac jakies banialuki ze cie Kosciol do czegos i w jakis sposob przymusza.http://www.swgertruda.darlowo.pl/index.php/chrzest/7-warunki-przyjecia-sakramntu-chrztu-swietego poszytaj i nie rob z siebie oszolaoma,zebym sie za Ciebie nie musial wstydzic przed PiS-em.
Katolicki akt apostazji przypomina średniowieczne praktyki wykluczenia ze społeczności ludzkiej - opisuje historyk religii prof. Zbigniew Mikołejko. - W tym akcie jest pewien paradoks. Gdybym go dokonał, to w jakiejś mierze uznałbym prawo Kościoła do decydowania o moim losie - mówi. Dodaje, że jednocześnie rzeka wiernych odpływa z Kościoła dyskretnie.
Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, ale przez wiele wieków w historii wspólnota ludzka nie była wspólnotą narodu czy państwa, ale wspólnotą wiary. Jeśli ktoś się tej wiary wyrzekał, stawiał się poza społeczeństwem - wyjaśnia prof. Mikołejko.
Na ziemiach polskich w czasach średniowiecznych za odejście od katolicyzmu groziła śmierć. Rzadko tę karę wymierzano, głównie dlatego, że szlachta chroniła się wzajemnie przed odwetem władz. Ale takie przypadki miały miejsce. W dodatku odszczepieniec nierzadko okryty był infamią, więc chowano go w nieoznaczonym grobie, twarzą w dół, poza cmentarzem. Symbolicznym miejscem grzebania infamisów były rozstaje dróg.
Słowo "apostata" stało się określeniem pejoratywnym, stygmatyzującym. Przydomek ten nadano cesarzowi rzymskiemu Julianowi, który próbował połączyć chrześcijaństwo z dawnymi kultami rzymskiego panteonu. Imię to miało piętnować władcę jako odstępcę od prawdziwej wiary.