jest jeszcze jedna sprawa, kupujac coraz lepsze/drozsze samochody ponosimy wieksze koszty ich napraw.
niedawno szukalem mechanika ktory zmieni mi pasek rozrzadu, nie wchodzili w gre mechanicy z pod bloku czy robiacy na parkingu, z ciekawosci popytalem u polskich mechanikow( po kilku rozmowach odpuscilem sobie ) cena byla taka sama jak w szkockim duzym warsztacie, na koniec zadzwonilem do dealera z zapytaniem o cene i wyszlo najtaniej, nie wspominajac o tym ze daja gwarancje, oryginalne czesci itp
TYTUS DE ZOO ,jak pisales na poczatku dobrzy mechanicy zostali w kraju ,tam maja dosc pracy ,przyjechali tacy co nie maja pojecia o mechanice ,ale dobry bajer 80% sukcesu ,znam mechanika ktory przyznaje ze nie zna sie ,ale ma ludzi ,czyli pseudomechanikow ,ktorzy slyszeli o mechanice ,i daj auto takiemu do naprawy ,ja mialem z takim do czynienia gdy mialem silnik do wymiany ,samemu nie moglem tego zrobic ,brak warunkow ,wiec powierzylem to mechanikowi ,co przezylem to szkoda gadac ,nigdy nie Polski mechanik .....
szwagier niedawno dal dobrym polskim mechanikom z edynburga samochod na wymiane oleju/czyszczenie silnika. skonczylo sie po ok 2-3 miesiacach wymiana silnika- oczywiscie z ich winy- obecny silnik jest wykopany chyba ze szrotu po kilku latach lezakowania bo chodzi tragicznie- max 85mph- czesc kabli nie podlaczona, wiekszosc kontrolek sie swieci
tu poszukaj http://forum.opel24.com/zarowka-vt2...
wprawdzie opisuja inne roczniki ale moze bedzie pomocne
Wpisów: 304m j
#8 | Dziś - 10:51 .szwagier niedawno dal dobrym polskim mechanikom z edynburga samochod na wymiane oleju/czyszczenie silnika. skonczylo sie po ok 2-3 miesiacach wymiana silnika- oczywiscie z ich winy- obecny silnik jest wykopany chyba ze szrotu po kilku latach lezakowania bo chodzi tragicznie- max 85mph- czesc kabli nie podlaczona, wiekszosc kontrolek sie swieci
napisz ktory warsztat zeby nie bylo
...Bo Polacy myślą czasami niestandardowo, a cudzoziemcy w większości według instrukcji. Dlatego to, co Polak pospawa (i co można pospawać), Szkot musiałby wymienić po prostu na nowe.
Ciekawym może być przykład "nieserwisowego" myślenia, z jakim miałem do czynienia, gdy na moście w Londynie zapowietrzył mi się samochód (korek w baku był zbyt szczelny i zassało). Żaden z Anglików nie chciał mi pomóc, a turecki taksówkarz (którego wezwałem, żeby pojechać po mechanika), nie dość, że pozwolił mi się podpiąć pod swój akumulator, to jeszcze rozwiązał problem, okładając pięściami filtr paliwa. Ku mojemu zaskoczeniu silnik odpalił! Dla niewtajemniczonych dodam, że w przypadku zapowietrzenia się w miarę nowoczesnego diesla, nie wystarczy "pokręcić". Trzeba odpowietrzyć i nie jest to proste.
Przykład ten nie ma wprawdzie nic wspólnego z Polakami, ale pokazuje, jak można sobie poradzić, myśląc w sposób nieszablonowy. Niestety ludzie żyjący w krajach wyżej cywilizowanych tego nie potrafią...
Z drugiej strony (niestety), nie ma to nic wspólnego z cwaniactwem i ignorancją naszych rodaków mieszkających za granicą. I wszystko jedno, czy chodzi o mechaników, czy o inne sprawy...
..TYTUS ,widziales myslacego Szkota ?,bo ja nie ,nawet lekarz kieruje sie wynikiem z maszyny ,jesli jest dobry ,a ty nadal sie zle czujesz to powie ze nie wie co tobie jest i jak bedziesz czol sie gorzej to przyjdz ponownie ,ja mialem taki przypadek ,myslenia z jego strony zero ,nie tylko on ,ale inni tak samo ,moglbym podac kilka ,a moze i kilkanascie przykladow ,ale zapewne wiekszosc z was o tym wie ze oni opieraja sie na wynikach maszyny ,wynik dobry ,czyli udajesz ....
>R< .
#17 | Wczoraj - 15:50
..TYTUS ,widziales myslacego Szkota ?,bo ja nie ,nawet lekarz kieruje sie wynikiem z maszyny ,jesli jest dobry ,a ty nadal sie zle czujesz to powie ze nie wie co tobie jest i jak bedziesz czol sie gorzej to przyjdz ponownie ,ja mialem taki przypadek ,myslenia z jego strony zero ,nie tylko on ,ale inni tak samo ,moglbym podac kilka ,a moze i kilkanascie przykladow ,ale zapewne wiekszosc z was o tym wie ze oni opieraja sie na wynikach maszyny ,wynik dobry ,czyli udajesz ....
bez przesady, nie morzemy tak usredniac i wrzucac wszystkich do jednego worka, wszystko co szkockie to zle a polskie super, jak bym mial takie nastawienie do zycia tutaj to bym wyjechal szybciej niz przyjechalem, moze to jest tylko moj przypadek ale ja sie spotkalem tu z porzadnymi szkockimi mechanikami, lekarzami itp
Tytus De Zoo i po co ten post?
Jak Ci sie nie podoba naprawa samochodu w szkocji to jezdzi sobie do PL i nie marudz czlowieku
widze, ze taniej jest pojechac do PL niz naprawic samochod na miejscu ;-) pogratulowac pomyslu
no i calkiem powazna naprawa samochodu za 500zl dobre sobie;-)
masz fantazje ale coz wydaje mi sie, ze to jest wlasnie to Twoje nieserwisowe i nieszablonowe myslenie
"chemik gti" - Byłem ciekaw, kiedy odezwie się jakiś urażony pseudo mechanik, albo urażony pseudo obrońca mechanika, no i się doczekałem. Zadałeś bezsensowne pytanie "i po co ten post", pomimo to odpowiem: Chodzi o to, żeby piętnować ludzi, którzy chcą na nas zarobić ponad miarę i ostrzec parę osób przed oddawanie samochodu w ręce kogoś, kogo zachowanie świadczy o tym, że nie mamy do czynienia ze specjalistą, ale z naciągaczem.
Poza tym naprawa za 500 zł w Polsce (mówię tu o samej robocie) to mało? To za ile jest poważna? Za 1000zł? Za 2000? I jeszcze jedno: Gdybyś uważnie przeczytał mój post, to byś wiedział, że miałem szczęście, bo akurat jechałem do Polski, a uszkodzenie samochodu umożliwiało podróż. Nie namawiam do jeżdżenia do Polski SPECJALNIE w celu naprawy, bo to oczywiście było by nonsensem, przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia. I nie chodzi mi o całkowite rezygnowanie z napraw w Szkocji, tylko o uważne przyjrzenie się fachowcowi i wyeliminowanie oszustów, którzy przy okazji chcą nas ograbić.
"betonowy betoniarka" - porównywanie naprawy samochodu do operacji w szpitalu ma się tak, jak wół do karety. Co do samego mechanika, owszem, nie będę "latał po hali", gdy oddam auto do serwisu, bo serwis daje mi jaką taką gwarancję jakości naprawy i kwalifikacji mechanika, a także użycia właściwych narzędzi. Polak, który dysponuje paroma kluczami w brudnym garażu i zaczyna gadać głupoty na dzień dobry, TAKIEJ GWARANCJI NIE DAJE. Dlatego chciałbym zobaczyć, co robi i jak robi. Poza tym są jeszcze dwie rzeczy: Forma, w jakiej mechanik przekazuje mi zasady panujące w jego garażu i to, że ja jestem klientem, więc (poza rażącymi przypadkami przeszkadzania w pracy i wtrącania się we wszystko) mam święte prawo życzyć sobie widzieć to, co chcę.
"m j" - Twoim zdaniem, idąc do lekarza powinienem nie wiedzieć, na co jestem chory? Toż to absurd. Poza tym pomieszałeś pojęcia, bo zdawać sobie sprawę, co dolega (mnie, lub mojemu pojazdowi), a patrzeć na ręce specjaliście, to dwie różne rzeczy. Rozwiewając wątpliwości w obydwu tych kwestiach, powiem tylko, że szkoccy lekarze nie mają pojęcia o leczeniu, za to znają przeszło dziesięć gatunków paracetamolu. Gdybym chciał się leczyć u nich na zasadzie - oddaję się w ich ręce i nic mnie nie obchodzi - to już dawno było by po mnie. Dlatego wolę polskich lekarzy, bo oni WSPÓŁPRACUJĄ z pacjentem. Współpraca jest absolutnie koniecznym warunkiem powodzenia i powie Ci to każdy polski lekarz. W przypadku mechaników jest podobnie. Współpraca daje lepsze wyniki, a naprawa na zasadzie "możesz poczekać na ulicy" może się odbyć na życzenie klienta. Nie mechanika.
Jeszcze cóś?
Aha, zapomniałem dodać (co być może nie dla wszystkich wydaje się oczywiste), że nigdy nie wygłaszałem opinii jednoznacznie dyskryminujących jakikolwiek naród względem innego. Jak wszędzie i w niemal każdej dziedzinie, są ludzie uczciwi i złodzieje, dyletanci i fachowcy, mądrzy i idioci. Nie twierdzę, że "każdy" polski mechanik jest pazernym oszustem, podobnie jak nie uważam, żeby wszyscy, co do jednego, szkoccy lekarze nie mieli pojęcia o leczeniu. W każdym z tych przypadków (podobnie jak w firmach przeprowadzkowych) można spotkać wyjątki zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Dlatego trzeba myśleć i przyjąć pewien system ocen, według którego eliminujemy tych złych, a korzystamy z usług dobrych.
A forum... To forum, jest między innymi po to, żeby opisywać swoje doświadczenia. Dobre, względem pomocy i złe, tytułem ostrzeżenia. Dlatego odpowiedzi w rodzaju: "jak ci sie nie podoba, to nie płać i się nie skarż", uważam za godne pożałowania. Jesteśmy tu po to, żeby sobie pomagać, a nie opieprzać.
Wszysko w tym temacie (na razie)
"Nie twierdzę, że "każdy" polski mechanik jest pazernym oszustem" i tu dopiero piszesz dobrze
poza tym nie znamy sie, zebys mogl sobie pozwolic na stwierdzenie, ze jestem mechanikiem lub obronca takowego
ale powiem Ci ze sie mylisz ani jedno ani drugie uwazam tylko, ze jesli ktos jest wystarczajaco bystry to nie musi czytac marudzenia jakiegos kolesia, ktory poczul sie skrzywdzony przez mechanika, ktory nie chcial go wpuscic do warsztatu
Zadziwiające (a jednocześnie typowe) jest, jak bardzo wybiórczo potrafisz czytać moje wpisy.
Po pierwsze: Nie poczułem się "skrzywdzony przez mechanika, bo mnie nie chciał wpuścić do garażu", ale zrezygnowałem z jego usługi ze względu na CAŁOKSZTAŁT zachowań i wymagań, w tym również zakazu wstępu do warsztatu, oraz formy, w jakiej mnie o tym poinformował.
Po drugie: Obrażasz pozostałych użytkowników forum, twierdząc, że są niewystarczająco bystrzy, ponieważ słuchają "marudzenia jakiegoś kolesia". Nie masz, zdaje się, upoważnienia, żeby dyktować forumowiczom, co mogą czytać, a czego nie, a poza tym (jak już pisałem)... "To forum, jest między innymi po to, żeby opisywać swoje doświadczenia. Dobre, względem pomocy i złe, tytułem ostrzeżenia. Dlatego odpowiedzi w rodzaju: "jak ci się nie podoba, to nie płać i się nie skarż", uważam za godne pożałowania. Jesteśmy tu po to, żeby sobie pomagać".
Dlatego pozwól, że jednak będę marudził, bo z moich obserwacji wynika, że jednak parę osób się ze mną zgadza. Poza pewnymi wyjątkami (typowymi dla każdego forum) czepiającymi się każdego i wszystkiego.
Po trzecie wreszcie: Tak, rzeczywiście Cię nie znam, ale ponieważ mój wpis był skierowany przeciwko nieuczciwym, niedouczonym, słabo wyposażonym i nad wyraz zachłannym polskim mechanikom, a Ty moją wypowiedź zaatakowałeś, więc uważam, że mogłem sobie pozwolić na nazwanie Cię "obrońcą takiego mechanika". Wbrew temu, co odczytałeś, nie była to personalna wrzuta, a jedynie stwierdzenie spodziewanego przeze mnie faktu pojawienia się kogoś, kto od razu rzuci się na mnie z pazurami i zacznie szydzić, zamiast włączyć się do dyskusji.
Amen
Ale skoro szukasz taniego mechanika to i usluga jest adekwatna do twoich wymagan. Nie rozumiem dlaczego dobry polski mechanik ma byc tanszy od dobrego szkockiego fachowca. Tak samo z czesciami. Zalozysz tani szajs i bedziesz narzekal na mechanika a to bedzie wina tylko i wylacznie twojego skapstwa. Chytry dwa razy traci. Znam kilka dobrych warsztatow w okolicach ale pewnie dla ciebie bylyby zbyt drogie. Wiec o czym tu gadac. Nie stac cie na samochod zacznij chodzic pieszo.
Tytuł powinien właściwie brzmieć: "Mechanicy samochodowi, a sprawa polska". Do napisania paru słów na ten temat skłoniły mnie przemyślenia po nieudanej próbie naprawienia samochodu w Szkocji. Dlaczego nieudanej? Ano, jeśli nie macie własnego zestawu narzędzi i niezbędnych umiejętności, a przy okazji jest wam życie miłe i nie chcecie kompletnie zbankrutować, lepiej skorzystać z usług sprawdzonego fachowca w Polsce (przy okazji podróży samochodem do kraju), albo przesiąść się do fioletowo-białych autobusów "First".
Szkoccy mechanicy nie wchodzą w grę, ponieważ nie mają pojęcia o swojej pracy. Zazwyczaj postępują według instrukcji, wyłączając przy tym samodzielną dedukcję i gdy tylko trafią na nietypowy problem, rozkładają bezradnie ręce. Poza tym nie obce im są metody typu: przecinakiem i młotkiem, a co do czystości pracy, lepiej wstrzymać się od komentarza. Oczywiście dobrzy mechanicy istnieją w tym kraju, ale najczęściej są na tyle świadomi swojej wyjątkowości, że cena za usługę może zwalić z nóg wołu.
Polscy mechanicy w Szkocji, to osobna sprawa. Po pierwsze, nie są to specjaliści najwyższych lotów, bo gdyby nimi byli, to nie wyjeżdżali by za granicę, po drugie nie mają zazwyczaj odpowiedniego zaplecza technicznego (bo to wymaga sporych inwestycji), więc większość napraw wykonują tzw systemem chałupniczym, po trzecie wreszcie, nabierają pewnych nadzwyczaj irytujących manier, chcąc być bardziej "szkoccy" od Szkotów. Oto niektóre z nich:
Przewraca im się w głowach, bo ceny za usługę często przekraczają granice zdrowego rozsądku. Argument, którym się często posługują, usprawiedliwiając swoje absurdalne żądania cenowe, typu: "jesteśmy w Szkocji, a nie w Polsce", jest bezczelną próbą zrobienia z nas idiotów. Jeżeli porównamy zarobki do cen usług i towarów w Szkocji i w Polsce, to okaże się, że o ile te pierwsze znacznie się różnią, to cała reszta już nie tak bardzo. Właśnie dlatego żyjemy w Szkocji, a nie w Polsce. Skoro więc ceny wynajmu mieszkań, ubrań i żywności, oraz większości usług, tutaj są prawie takie same, a nawet nieznacznie niższe, niż w ojczyźnie, to nie bardzo rozumiem, dlaczego miałbym za naprawę samochodu pozwolić zedrzeć z siebie polskiemu cwaniaczkowi ostatnią koszulę.
Dla przykładu: za dość poważną naprawę mojej fury w Polsce zapłaciłem 500zł, a w Szkocji musiałbym wydać dokładnie dwa razy tyle. Poza tym:
Tam oddałem samochód w ręce mechanika najwyższej klasy, do którego mam zaufanie i po ingerencji którego nie bałem się wybrać w powrotną drogę, oraz będąc pewnym, że nic mi nie odpadnie. Przy okazji mogłem podejrzeć go przy pracy, zadając całą masę dodatkowych pytań na temat właściwej eksploatacji pojazdu, oraz pozbyć się kilku wątpliwości, co do pracy paru innych podzespołów.
Tu, mechanik, którego w ogóle nie znam, a po rozmowie z którym, zacząłem podejrzewać, że on mojego samochodu również nie zna najlepiej, poinformował mnie (w niezbyt uprzejmej formie), że nie mam wstępu do jego "garażu", a na swój samochód mogę poczekać na ulicy. Tłumaczenie, że "mogę się potknąć o podnośnik i zrobić sobie krzywdę", byłoby dobre dla czteroletniego dziecka, ale nie dla mnie. Oczywiście Szkoci też tak robią, ale Polacy posuwają się wręcz do absurdu. Krótko mówiąc: Nie zgadzam się, żeby niedouczony i kompletnie dla mnie obcy mechanik rozbebeszał mój drogi samochód na czynniki pierwsze, Bóg wie, jakimi sposobami, a ja nie mam prawa nawet na to spojrzeć.
Podsumowując: Nie od dziś wiemy, że za granicą najbardziej złupi nas właśnie rodak. W przypadku samochodu, jest jeszcze coś. Otóż w ręce tego pazernego, zachłannego i aroganckiego delikwenta, oddajemy wraz z samochodem nasze bezpieczeństwo, a więc i nasze życie.
Dobrze Wam radzę, zastanówcie się dziesięć razy, zanim to zrobicie.
Pozdrawiam.