Do góry

Odpowiedzialny za Brexit – kim jest David Davis?

Od referendum w sprawie Brexitu naszym życiem rządzi niepewność. Nie wiadomo, na jakich warunkach będzie nam wolno zostać w UK ani nawet kiedy rozpocznie się proces wychodzenia z Unii. Odpowiedzi na te pytania powinien znać David Davis – 68-letni eurosceptyk mianowany w nowym rządzie ministrem ds. Brexitu.

David Davis. Fot. Steve Punter (CC BY-SA 2.0)

Nominacja Davida Davisa na koordynatora operacji Brexit zaskoczyła, bo od wielu lat nie pełnił żadnej rządowej funkcji. Niegdyś bardzo znany polityk, przewodniczący Partii Konserwatywnej i minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni (2002-2008), dziś jest po prostu szanowaną i wpływową postacią. Z centrum politycznej sceny zszedł po przegraniu walki o stanowisko lidera Partii Konserwatywnej w 2005 roku. Liderem konserwatystów został wtedy David Cameron.

W tegorocznych partyjnych rozgrywkach o stanowisko nowego lidera Partii Davis nie startował, za to bacznie im się przyglądał. Początkowo poparł kandydaturę Borisa Johnsona, jednak pierwszy weekend lipca spędził już w towarzystwie przyszłej premier Theresy May. Być może właśnie wtedy powstał pomysł oddania nowego ministerstwa do spraw wyjścia z Unii Europejskiej w jego ręce.

Kim jest David Davis?

Davis to polityk starej daty. Jego kariera w Westminster rozpoczęła się w 1987 roku (mandat poselski z okręgu Boothferry, dziś wchodzącego w skład okręgu Haltemprice and Howden), gdy David Cameron i George Osborne nie zdążyli jeszcze opuścić murów uniwersytetu w Oxfordzie. Wcześniej David pracował w Tate & Lyle – międzynarodowej firmie z siedzibą w Londynie.

Jego pochodzenie diametralnie odróżnia go od większości członków poprzedniego obozu rządzącego. Wychowany przez samotną matkę w południowej dzielnicy Londynu, dobrze wpisuje się w konwencję obecnego rządu, który ma walczyć z niesprawiedliwością społeczną. Kończył szkołę publiczną w Tooting, choć kolejne szczeble edukacji pokonywał już w prestiżowych jednostkach naukowych – oprócz dyplomu informatyka z uniwersytetu w Warwick, Davis ma m.in. dyplom z zarządzania z Harvardu.

Na początku lat 90-tych Davis został whipem (osobą odpowiedzialną, by posłowie partii byli obecni podczas ważnych głosowań w Parlamencie i głosowali zgodnie z linią partii) konserwatystów i z tej pozycji obserwował rebelię torysowskich posłów przeciwko ich własnemu premierowi Johnowi Majorowi. Konflikt dotyczył… uczestnictwa Wielkiej Brytanii w coraz silniej integrujących się strukturach europejskich. John Major, następca Margaret Thatcher na stanowisku premiera, chciał przyjęcia Traktatu ustanawiającego Unię Europejską. Partyjni rebelianci – nie. Przegrali, ale wewnętrzne konflikty doprowadziły partię do wojny domowej.

Ówczesne doświadczenia nakazały Davisowi w partyjnych przetasowaniach w 2016 trzymać się z boku i nie wdawać w personalne utarczki. Nie przeszkodziło mu to jednak w kampanii referendalnej wesprzeć ruchu „Grassrootes Out”, któremu patronował Nigel Farage, i z pełnym oddaniem sprawie Brexitu występować z liderem UKIP na wspólnych spotkaniach.

Liberalny eurosceptyk

Davis nigdy nie popierał ścisłej unii politycznej w Europie. Choć nie był przeciwnikiem integracji, to zdecydowanie opowiadał się przeciwko używaniu przez Brukselę centralizacji i regulacji jako antidotum na wszystkie europejskie problemy.

W kampanii referendalnej wspominał głównie o konieczności obrony suwerenności UK, a także o sile i potędze brytyjskiego narodu. Entuzjastycznie przekonywał o możliwości zawarcia w ciągu 2-3 lat porozumień z UE o wolnym handlu. Nowe porozumienia miałyby dać UK korzyści znacznie przewyższające te płynące z członkostwa w UE.

Davis twierdzi, że kiedyś wierzył w Unię, był zresztą ministrem do spraw Europy w Foreign Office do roku 1997.

„Zmieniłem zdanie, bo zmieniły się fakty” – powiedział w radiu LBC kilka dni przed czerwcowym referendum. „Przystąpienie do wspólnego rynku w latach 70-tych było korzystne, ale uczestnictwo w powstałym w latach 90-tych jednolitym rynku, politycznej wspólnocie zmierzającej do stworzenia superpaństwa, korzystne zdecydowanie nie jest” – dodał.

W tej samej rozmowie Davis silnie skrytykował sposób negocjacji z Unią poprzedniego premiera. Ze złością stwierdził, że Cameron nie przywiózł z Brukseli absolutnie nic i dodał, że najpierw należało przeprowadzić referendum, a potem negocjować. Nie wiedział wtedy jeszcze, że po referendum to jemu przyjdzie zmierzyć się z unijnymi negocjatorami.

Umowa jest w interesie Unii

Dziś Davis nadal jest przekonany, że Wielka Brytania może utrzymać identyczny dostęp do jednolitego rynku europejskiego, jakim cieszyła się dotąd. Z wyraźną wyniosłą pewnością twierdzi, że Europa bez oporów powinna zgodzić się na kontynuację bezcłowej wymiany handlowej z Wielką Brytanią, bo to leży w jej interesie gospodarczym.

Davis trafnie przewidział w maju, że po zwycięstwie opcji „Leave”, pierwszym celem podroży zagranicznej nowego premiera nie będzie Bruksela, tylko Berlin i Paryż.

„Niemiecka gospodarka zależy od eksportu, szczególnie samochodów” – tłumaczył przez ostatnie pół roku na każdym niemal spotkaniu. Dodawał, że brytyjski rynek samochodowy rozwija się najszybciej w Europie, a 25 proc. tego rynku to samochody z Niemiec. Volkswagen, BMW i inni producenci ustawią się w kolejce pod biurem Merkel, domagając się, by nie wprowadzała ceł w handlu z Wielką Brytanią. To samo według Davisa zrobią w Paryżu producenci win i znani ze skutecznej presji na rząd francuscy rolnicy, w Rzymie przeciw cłom będą lobbować włoscy projektanci, a w Warszawie podobno polscy producenci sprzętu elektronicznego na eksport.

Dzięki Brexitowi, w planach Davisa Wielka Brytania ma też uzyskać pełną kontrolę nad swoimi granicami.

„Gdybym był Rumunem, też byłbym dziś w Londynie”

Davis podkreślał wielokrotnie, że imigranci nie przyjechali na Wyspy po zasiłki, a po pracę, a podczas kampanii referendalnej apelował, aby nie stawiać imigrantów i imigracji w centrum kampanii „Leave”.

Jednak jeszcze w 2004 roku, jako minister spraw wewnętrznych w gabinecie cieni, Davis był przeciwny otwieraniu brytyjskiego rynku pracy dla imigrantów z nowoprzyjętych do Unii państw. Dziś utrzymuje, że Brytyjczycy popełnili wtedy błąd. „Gdybym był Rumunem, byłbym dziś tu w Londynie” – powiedział.

Davis rozumie motywy migrantów, ale jego zadaniem jest obrona interesu brytyjskiego. Polityk uważa, że nadmierna imigracja szkodzi UK - m.in. dlatego, że przyczynia się do utrzymywania niskich płac w i tak już źle opłacanych zawodach. „Budowlaniec w moim okręgu od dziesięciu lat nie dostał podwyżki” – wyjaśnia czemu brytyjskie klasy pracujące zagłosowały za Brexitem i czemu kontrola granic jest nienegocjowanym warunkiem po Brexicie.

Choć Davis jako jeden z pierwszych leaversów przekonywał, że obywatele UE, którzy już przebywają na terenie UK, otrzymają prawo do stałego pobytu, po objęciu urzędu ministra ds. Brexitu zmienił nieco ton. Zdawszy sobie być może sprawę z problemów prawnych, odmówił sprecyzowania, kto dokładnie miałby otrzymać prawo pozostania w UK. „Jeśli podam datę, istnieje ryzyko, że imigracja przed tym dniem znacznie wzrośnie” – mówił w studiu telewizji Sky 17 lipca.

Jako zwolennik stopniowego, ale znacznego ograniczenia migracji, kontroli swobodnego przepływu osób i wprowadzenia systemu punktowego, na podstawie którego będzie się w przyszłości przyjmować nowych migrantów, Davis póki co pozostaje głuchy na głosy z Europy, że swobody przepływu towarów, usług i kapitału nie da się oddzielić od swobodnego przepływu osób.


Kasia Sobiepanek – analityczka, dziennikarka, redaktorka naczelna “UKpolitics po polsku”, tłumaczka PL-EN. Zajmuje się przede wszystkim relacjami Wielkiej Brytanii z Unią Europejską i polityką wewnętrzną w UK.

Komentarze 3

PiotrusPan
105
#128.07.2016, 10:11

Widzę już oczami wyobraźni Unię która błaga UK by pozostała w strefie wolnego handlu. Budowlańcy mało zarabiają bo imigranci przyjechali? Może jednak wysokość zarobków w UK to pokłosie kryzysu wywołanego przez chciwe "elity" w 2008 ? Obejrzyjcie sobie uważnie film "Big Short". Film tłumaczy kto doprowadził do kryzysu i kogo później będą oskarżać za to że ludziom żyje się gorzej. “Elity" które doprowadziły do kryzysu nie poniosły żadnych konsekwencji swoich czynów. Nadal są na swoich stanowiskach i o całe zło do którego sami doprowadzili oskarżają imigrantów.

Judasz
1 757
Judasz 1 757
#228.07.2016, 19:34

Przed II wojną światową z powodu szybko jeżdżących cyklistów i chodzących po wsi Cyganów kury znosiły dużo mniej jajek...

Aboss
1
Aboss 1
#302.08.2016, 18:11

OK, ale co ze Szkocja, która ustami jej premier zapowiedziała, ze zostanie w UE. I co ze Scotland Act 1998 ?