Co roku, 25 stycznia, w Szkocji obchodzona jest „Burns’ Night” (Noc Burnsa), upamiętniająca największego narodowego wieszcza, Roberta Burnsa. Jest to czas zabaw, śpiewów, picia whisky i, przede wszystkim, uroczystej tradycyjnej wieczerzy.

To bardzo formalna impreza, którą Szkoci obchodzą z wielką czcią. Biesiadników obowiązuje cały szereg zasad savoir vivre’u. Mężczyźni obowiązkowo ubrani są w kilty a kobiety w fantazyjne kapelusze, szale czy suknie w barwach rodowego tartanu.
Przyjęcie rozpoczyna się oficjalną przemową na cześć nieśmiertelnego barda i modlitwą w starodawnej mowie szkockich przodków.

A po formalnościach czas na małe co nieco w wersji a la Scozia. Koniecznie zupa jęczmienna z jagnięciną lub baraniną, czyli „Scotch broth”. A potem, przy dźwięku dud i z flagą Szkocji w tle, na stół podany zostaje specjał szkockiej kuchni narodowej, haggis. Gospodarz recytuje poemat Burnsa „Oda do haggisa” a w górę idą toasty.
Po jedzeniu jeden z gości dostępuje honoru wygłoszenia uroczystej mowy, tzw. Immortal Memory, oczywiście na cześć Burnsa. Potem – uwaga – mowa na cześć Płci Pięknej. Oraz… odpowiedź Płci Pięknej na ową mowę. A potem już tylko niekończące się toasty, pieśni, kolejne mowy i jeszcze więcej whiskey!
Szkoda tylko, że Noc Burnsa nie jest dniem wolnym od pracy. Albo dzień po…


Komentarze 26
Uwielbiam haggis!
Uwielbiam haggis! too
"Przy dzwieku kobz"...

Pani Edyto, kobza to narodowy instrument ukrainski, wyglada tak:
A Pani zapewne chodzilo o bagpipe, czyli po polsku: dudy.
Nazywanie ich "kobza" to bardzo wiesniacki blad, ktory nie powinien sie pojawic na Emito.
uwielbiam to:)
Jasne, juz poprawiam. Dzieki! Judyta (moze byc i Edyta;)