Mój sąsiad właśnie wstał.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i jest już w łazience.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i w kuchni. Zgrzyt, zgrzyt - salon - zgrzyt, zgrzyt - powrót do kuchni.
Skrzypiąca podłoga, mój sąsiedzki dżi - pi - es, znalazł się nie tylko na mojej, dość długiej, liście problemów życiowych.Właśnie wczoraj, mój, do niedawna bardzo nielubiany, znajomy, zwierzył mi się z problemu zgrzytliwego.
Mieszka na ostatnim pietrze.Nikt mu nie zgrzyta nad głową ale zgrzyt zgrzyta mu w domu.
Od razu go polubiłem, i w przerwie naszego spotkania, kiedy kupowałem flaszkę, wykorzystałem okazję i zmieniłem podpis w mojej komórce z "Krzysztof - pizda" na "Krzysio - zgrzyt".
Taka solidarność zgrzytliwa.
Ale nie o tym.
Facet, ten Krzysio, nie jest taką pizdą na jaką wygląda i gdzieś w środku, pod płaszczem pizdy, ukrył się wojownik.Kiedy ja podpisałem kapitulacje ze zgrzytem, on kupił broń i dwa tysiące naboi.
Wystrzelał już około tysiąca pocisków, sytuację opanował ale zgrzyt, jak to zgrzyt, upierdliwie zgrzytliwy, zgrzytnie w mieszkaniu.
Kiedy jego żona wstaje do pracy, on czujnie otwiera oczy, wiedząc, ze zgrzyt nie śpi.Wiedząc, że zgrzyt lubi mroki i cisze nocne, on sięga powoli po broń, czternastu voltową zakrętarkę makita a drugą dłonią maca po nabój, sześciu centymetrowy wkręt do drewna. Jest gotowy.
Kropla potu spływa po policzku ale wie, że musi być opanowany, wie, że żona powinna być już w okolicach łazienki, czyli tam, gdzie ostatniej nocy dwa zgrzyty zgrzytnęły ale nie zdążył - sen, jeden z wrogów zgrzytów, zawiódł - zmorzył go - ale nie dziś. Dziś...
...zgrzyt, zgrzyt! - błyskawicznie poderwał się i już był u stóp swojej żony.Dwoma ruchami przyszpilił zgrzyty a nawet nogawkę od pidżamy swojej żony ale zgrzyt był pokonany.Mógł popatrzeć na nogi swojej żony, która zostawiła przyszpiloną pidżamkę i stanęła nad nim.
- no i co teraz? - filuternie zapytała.
- teraz mogę położyć panele w korytarzu - odparł nieco zgrzytliwie.
Jego zgrzytliwa opowieść trwała jakieś dwie flaszki zero siedem.Poznałem jego wszystkie zgrzytliwe tajemnice.Poznałem jego kilkaset zgrzytów.Poznałem jego zgrzytliwa żonę, która ma fajne nogi ale to wszystko z jej plusów.Dalej są same minusy na które nie znalazł, jeszcze, wkrętarki.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt - to u mnie - znaczy się u moich sąsiadów z góry. Zaraz wyjdą po zakupy a ja może zasnę.
Mój sąsiad właśnie wstał.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i jest już w łazience.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i w kuchni. Zgrzyt, zgrzyt - salon - zgrzyt, zgrzyt - powrót do kuchni.
Skrzypiąca podłoga, mój sąsiedzki dżi - pi - es, znalazł się nie tylko na mojej, dość długiej, liście problemów życiowych.Właśnie wczoraj, mój, do niedawna bardzo nielubiany, znajomy, zwierzył mi się z problemu zgrzytliwego.
Mieszka na ostatnim pietrze.Nikt mu nie zgrzyta nad głową ale zgrzyt zgrzyta mu w domu.
Od razu go polubiłem, i w przerwie naszego spotkania, kiedy kupowałem flaszkę, wykorzystałem okazję i zmieniłem podpis w mojej komórce z "Krzysztof - pizda" na "Krzysio - zgrzyt".
Taka solidarność zgrzytliwa.
Ale nie o tym.
Facet, ten Krzysio, nie jest taką pizdą na jaką wygląda i gdzieś w środku, pod płaszczem pizdy, ukrył się wojownik.Kiedy ja podpisałem kapitulacje ze zgrzytem, on kupił broń i dwa tysiące naboi.
Wystrzelał już około tysiąca pocisków, sytuację opanował ale zgrzyt, jak to zgrzyt, upierdliwie zgrzytliwy, zgrzytnie w mieszkaniu.
Kiedy jego żona wstaje do pracy, on czujnie otwiera oczy, wiedząc, ze zgrzyt nie śpi.Wiedząc, że zgrzyt lubi mroki i cisze nocne, on sięga powoli po broń, czternastu voltową zakrętarkę makita a drugą dłonią maca po nabój, sześciu centymetrowy wkręt do drewna. Jest gotowy.
Kropla potu spływa po policzku ale wie, że musi być opanowany, wie, że żona powinna być już w okolicach łazienki, czyli tam, gdzie ostatniej nocy dwa zgrzyty zgrzytnęły ale nie zdążył - sen, jeden z wrogów zgrzytów, zawiódł - zmorzył go - ale nie dziś. Dziś...
...zgrzyt, zgrzyt! - błyskawicznie poderwał się i już był u stóp swojej żony.Dwoma ruchami przyszpilił zgrzyty a nawet nogawkę od pidżamy swojej żony ale zgrzyt był pokonany.Mógł popatrzeć na nogi swojej żony, która zostawiła przyszpiloną pidżamkę i stanęła nad nim.
- no i co teraz? - filuternie zapytała.
- teraz mogę położyć panele w korytarzu - odparł nieco zgrzytliwie.
Jego zgrzytliwa opowieść trwała jakieś dwie flaszki zero siedem.Poznałem jego wszystkie zgrzytliwe tajemnice.Poznałem jego kilkaset zgrzytów.Poznałem jego zgrzytliwa żonę, która ma fajne nogi ale to wszystko z jej plusów.Dalej są same minusy na które nie znalazł, jeszcze, wkrętarki.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt - to u mnie - znaczy się u moich sąsiadów z góry. Zaraz wyjdą po zakupy a ja może zasnę.