W południe wstałem. W sam raz.W taki raz, że listonosz przyniósł listy.
Bezwartościowe - reklama internetu, pizze di coś tam, jeżeli wezmę krążek zapiekanego ciasta to dodadzą cebulę czerwoną z oliwkami, a po za tym wezwanie do zapłaty za ratę kredytu.
36 funtów.
I to wszystko.
Spojrzałem na sufit.
Cisza.
Ooo! - wyrwało mi się - poumierali - powiedziałem w stylu mojego humoru (przepyszny!) i poczłapałem do kuchni.
Zrobiłem sobie kawę i siadłem na sofie.
Znowu spojrzałem na sufit - może jakiś mały zgrzyt, taki mały, tyci, się zazgrzyta?
Nie zazgrzytał.
Poumierali. I dobrze im tak.
Pojechałem po piwo.
Siedzę sobie i piję piwo. Została mi butelka. Z dwudziestu. Przez dziewiętnaście nic nie zgrzytnęło nad moja głową.Cisza.
Są trzy opcje:
1.sąsiedzi z góry nie żyją - wypadek albo, pomniejsza opcja, śmierć naturalna;
2. są, ale nie przemieszczają się po mieszkaniu;
3. nie ma ich.
W każdym tych opcji wyziera brak zgrzyta. Patrzę w sufit, łykam moje piwo, a każde łyknięcie zdawałoby się, że słychać w całym bloku.
Siedzę i cisza mi zgrzyta.
Chuje z góry poszły i zostawiły mnie bez zgrzytów.
Jak ja, kurwa, zasnę...
Pusta, dwudziesta butelka od piwa zgrzyta mi, przynajmniej ona.
Nie zasnę. Nie mam piwa.Nie mam, prócz pójścia do łóżka, pomysłu na zakończenie nocy.Sen? Banalne.Siedzenie i pisanie - nudne.Czytanie? Meczące...
Pamiętam (pamięć mnie boli ale jest zmęczona i wybiórcza) mój pierwszy dotyk Szkocji.Mnie w autokarze, który wiózł rozgrzaną Polskę ze trzydziestu kilku stopniowej temperatury do, jak mnie się zdawało równie ciepłej Szkocji.
Miałem siedemdziesiąt funtów.Kolega czterdzieści.Drugi kolega - nie żartuję, dwadzieścia funtów.
Sto trzydzieści funtów przyjechawszy do Szkocji zmarzło na "good morning".
Był w tym sens?
Sześćdziesiąt funtów pojechało już do Polski.
Siedemdziesiąt pierdoli bez sensu...
dacie, przyznam Ci się szczerze, że oniemiałam czytając Twoje teksty tu, na emito; Są bardzo dobre i tak szalenie odmienne od tego, co zazwyczaj tu znajduję; Zabawne, inteligentne, z polotem:) Pisz dalej. I, tak jak napisał Mazio, może pomyślisz o pisaniu profesjonalnym (jeśli tego nie robisz)? Masz talent, chłopie :)
Powodzenia
zajebiaszcze... jestem w fanklubie :)
co do zgrzytow to ja przegralem juz jedna bitwe a uzbrojony bylem w ciezki karabin maszynowy Paslode z magazynkiem pelnym 4 centymetrowych gwozdzi i pelna skrzynka amunicji pod reka. Ktoregos dnia przy okazji zmany wykladziny postanowilem wydac wojne zgrzytom i uzbrojony jak Arni w commando rozstrzelalem podloge w sypialni... Niestety zapomnialem, ze w tym kraju jezeli cos jest przybite w jednym miejscu a w drugim nie to znaczy, ze byl w tym jakis powod najczesciej przeczacy prawom logiki budowlanej a podyktowany charakterystycznym dla autochnonow tumiwisizmem i ulatwianiem sobie pracy...
efektem walki ze zgrzytami byly 2 gwozdzie strzelone dokladnie w srodek 15mm rurki od centralnego ogrzewania i jeden w kabel elektryczny... zgrzyt sie zemscil, odcial mi prad i kontratakowal woda a bez pradu nawet nie mialem czym wyciac podlogi, zeby sie do rury dostac. bilans po walce - sufit w pokoju na dole zostal powaznie ranny... ale potem wysechl :)
i to nic, ze jedna bitwa sromotnie przegrana, obmyslam juz nowa strategie. :)
Do symfonii zgrzytow moge dodac tupot obutych nog/jeszcze nie rozszyfrowalam plci osoby/
Obuwie musi byc solidne, bo tupot jest konkretny.Rano tuz przed 5 i poznym wieczorem.
Trasa tak jak u dacia....lazienka, szelest oddawanego moczu, tup, tup do kuchni, potem lazienka, lomot grzejnika,
salon tup , tup...w salonie jakby ostry taniec godowy z przytupem.
Nie wspomne o barze na dole ,gdzie chlopcy rzucaja lotkami do celu. Cel wisi na mojej nosnej scianie.Ten ,,szmerek,, zaczyna sie okolo 17 i trwa rowno do polnocy.
Pomyslec , ze miewalam zastrzezenia do mojego mieszkanka w bloku w ojczyznie......
W tym temacie może li tylko zazgrzytać mój wpis.
Usłyszałem tak wiele pochwał, ze strony znamienitych forumowiczów, że moje lica są opalone, jak plecy wczasowiczów, w czerwcu, gdzieś koło Kołobrzegu.
Jest to bardzo miłe. Czuję się jak żeglarz, który pływa sobie po płytkim jeziorze, na którym nikt, nigdzie nie widział wiatrów, a na na którym nagle zawiało. Zawiało, bo się nasterowało na te wody a wiatry, panie, to sprawki, które w internecie, bój się Boga, utopią w dwa ruchy.
Dziękuje wszystkim mnie życzliwym. Ja też jestem Wam życzliwy.
Nigdy nie pisałem profesjonalnie, tym bardziej do czegoś, jakieś felietony.
Jeżeli sprawiłem takie wrażenie - jest mi tym bardziej miło.
Ale oni muszą - ja nie.
To o mnie.
Taki zgrzyt - w tym temacie ostatni - ja już nie będę pisał o sobie. Nie ma o kim.
Będę czytał, jak wielu, o Was.
Spaniałych ludziach, których życie zaczyna się bardziej z zachodu, niż ze wschodu.
A jak czasami beknę...
Wybaczcie.
Mój sąsiad właśnie wstał.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i jest już w łazience.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt i w kuchni. Zgrzyt, zgrzyt - salon - zgrzyt, zgrzyt - powrót do kuchni.
Skrzypiąca podłoga, mój sąsiedzki dżi - pi - es, znalazł się nie tylko na mojej, dość długiej, liście problemów życiowych.Właśnie wczoraj, mój, do niedawna bardzo nielubiany, znajomy, zwierzył mi się z problemu zgrzytliwego.
Mieszka na ostatnim pietrze.Nikt mu nie zgrzyta nad głową ale zgrzyt zgrzyta mu w domu.
Od razu go polubiłem, i w przerwie naszego spotkania, kiedy kupowałem flaszkę, wykorzystałem okazję i zmieniłem podpis w mojej komórce z "Krzysztof - pizda" na "Krzysio - zgrzyt".
Taka solidarność zgrzytliwa.
Ale nie o tym.
Facet, ten Krzysio, nie jest taką pizdą na jaką wygląda i gdzieś w środku, pod płaszczem pizdy, ukrył się wojownik.Kiedy ja podpisałem kapitulacje ze zgrzytem, on kupił broń i dwa tysiące naboi.
Wystrzelał już około tysiąca pocisków, sytuację opanował ale zgrzyt, jak to zgrzyt, upierdliwie zgrzytliwy, zgrzytnie w mieszkaniu.
Kiedy jego żona wstaje do pracy, on czujnie otwiera oczy, wiedząc, ze zgrzyt nie śpi.Wiedząc, że zgrzyt lubi mroki i cisze nocne, on sięga powoli po broń, czternastu voltową zakrętarkę makita a drugą dłonią maca po nabój, sześciu centymetrowy wkręt do drewna. Jest gotowy.
Kropla potu spływa po policzku ale wie, że musi być opanowany, wie, że żona powinna być już w okolicach łazienki, czyli tam, gdzie ostatniej nocy dwa zgrzyty zgrzytnęły ale nie zdążył - sen, jeden z wrogów zgrzytów, zawiódł - zmorzył go - ale nie dziś. Dziś...
...zgrzyt, zgrzyt! - błyskawicznie poderwał się i już był u stóp swojej żony.Dwoma ruchami przyszpilił zgrzyty a nawet nogawkę od pidżamy swojej żony ale zgrzyt był pokonany.Mógł popatrzeć na nogi swojej żony, która zostawiła przyszpiloną pidżamkę i stanęła nad nim.
- no i co teraz? - filuternie zapytała.
- teraz mogę położyć panele w korytarzu - odparł nieco zgrzytliwie.
Jego zgrzytliwa opowieść trwała jakieś dwie flaszki zero siedem.Poznałem jego wszystkie zgrzytliwe tajemnice.Poznałem jego kilkaset zgrzytów.Poznałem jego zgrzytliwa żonę, która ma fajne nogi ale to wszystko z jej plusów.Dalej są same minusy na które nie znalazł, jeszcze, wkrętarki.
Zgrzyt, zgrzyt, zgrzyt - to u mnie - znaczy się u moich sąsiadów z góry. Zaraz wyjdą po zakupy a ja może zasnę.