Do góry

Co słychać w Inverness?

Temat zamknięty
IPWD
52
IPWD 52
14.07.2012, 21:40

Cześć.

Mieszkałem przez kilka lat w Inverness, nie cierpiałem wtedy tego miasteczka a po latach jakiś dziwny sentyment mnie dopadł i jednak zaczynam miło wspominać.

Widzę, że forum podupadło na zdrowiu. Zaspokójcie moją ciekawość i napiszcie co się dzieje w Inverness. Jak się żyje, czy polska populacja ma się dobrze, jak z pracą i rozrywkami?

Słyszałem opinie, że z pracą krucho, wynajem nieruchomości coraz droższy a i Polaków wywiało. Ile w tym prawdy?

Trzymajcie się.

tuskowaty
212
tuskowaty 212
#116.07.2012, 22:59

moge potwierdzic drogo i ciezko z robota Polacy niektorzy wyjezdzaja inni przyjezdzaja, rozrywki te same czyli zalac robaka

MakasUK
78 454
MakasUK 78 454
#216.07.2012, 23:41

ale pięknie tam serio

IPWD
52
IPWD 52
#317.07.2012, 09:28

To prawda, okolice Inverness są wyjątkowo piękne, zresztą jak cała północna Szkocja. I chyba tylko tak naprawdę tych cyklicznych wycieczek mi brakuje. Po Inverness mieszkałem na południu Angli, niby pogoda całkiem fajna, ale okolica do dupy, brzydkie plaże, mało atrakcyjne nadbrzeże i nic ciekawego w sensownej odległości. Anglicy też mniej sympatyczni.

Jeszcze moja noga stanie w Inverness, obiecałem to sobie. Turystycznie, bo jeśli mam żyć skromnie to wolę w PL. Sentyment jakiś mnie ogarnął ostatnio, ale tak to jest że pamięta się tylko to co dobre, a życie na emigracji bajką nie było choć wiodło mi się nieźle.

Pozdrawiam serdecznie.

PS. Fishernia, krewetki, LifeScan czy tartak przy drodze do Nairn - istnieje jeszcze coś z tego? Jeśli kiedyś mnie życie zmusi do ponownego wyjazdu, to raczej wrócę na stare śmieci niż będę próbował czegoś nowego, a do Bournemouth nie wybieram się nawet turystycznie więc zostaje Inverness.

Red_Bull87
3 104
Red_Bull87 3 104
#420.07.2012, 17:17

Cześć IPWD
Ja też mieszkałem w Inv i to przez 2 lata :) pracowałem tu i ówdzie, a najdłużej to chyba w tartaku właśnie w nairn :) (gordon sawmill). Też mam sentyment do tego miasta, niby małe i na zadupiu ale jednak ma to coś w sobie czego nie mają duże metropolie.

Też myślałem żeby wrócić tam bo jeszcze starych znajomych tam mam, którzy osiedlili się na dobre.

Pozdrawiam ! :)

IPWD
52
IPWD 52
#521.07.2012, 10:16

Witaj Red_Bull87.

W Inverness mieszkałem sporo dłużej od Ciebie, ale nie będziemy się licytować. ;) Przez większość mojego pobytu w tej miejscowości pracowałem w Lifescan'ie, bardzo monotonna praca. Nie do wytrzymania na dłuższą metę ale tak to już jest z fizycznymi fuchami, ciężko jest spędzić w jednym miejscu całe zawodowo czynne życie.

Też wolę małe miasteczka, nie lubię korków i marnowania czasu na dojazdy do i z pracy. Jeśli wrócę kiedyś do UK (nigdy nie mówię nigdy), to będę chyba celował w okolice na północ od Edynburga/Glasgow czyli Stirling-Perth-Kircaldy-Dumferline-Falkirk. Z Inverness jest ten problem, że nie dość że jest to mieścina mała to w okolicy nie ma nawet niczego porównywalnej wielkości.

W Polsce nie jest łatwo, beznadziejne zarobki, ciężko znaleźć sensowną pracę bez pleców, umowy śmieciowe (na czas określony, na płacę minimalną - reszta pod stołem), pracodawcy nie szanują pracowników chcą aby zajmowali się wszystkim a płacić chcą za ułamek wykonanych zadań. Skurwiałe zimy, drogie paliwo, ciągle rosnące koszta życia - długo można by narzekać. Ale raczej nie zapowiada się na ponowną emigrację. Mieszkanie mamy własnościowe (małe, bo małe ale nie jesteśmy obciążeni żadnymi kredytami), partnerka ma niezłą pracę, jakiś tam marny dupowóz jest a i motocykl się znajdzie. ;) Nie mniej jednak poziom życia wysoce niezadowalający no i wstyd się przyznać ale we własnym kraju nie potrafię znaleźć "dobrej" pracy. Ale czy jest sens znowu ciągnąć dziewczynę, psa i kota na tułaczkę?

Przeglądam oferty pracy w UK i kolorowo nie jest. Nie generując przynajmniej 2500 funtów netto na dwie osoby sens przeprowadzki okazuje się być znikomy. Nie oszukuję się, że znaleźlibyśmy jakąś super fuchę bo z angielskiego nigdy specjalnie orłami nie byliśmy, a po latach przerwy w obcowaniu z językiem jest tylko gorzej. Nie mamy już roku 2004, że praca leżała na ulicy i trzeba było być kompletną łajzą aby nie znaleźć w miarę dobrze płatnej. Jeśli mam żyć od pierwszego do pierwszego to wolę w Polsce. Dobra, już nie przynudzam...

Red_Bull87
3 104
Red_Bull87 3 104
#621.07.2012, 17:21

Witaj
Wygląda na to że byłeś ode mnie dłużej, ja miałem tylko wyjechać na wakacje no i z tego zrobiło się 22 miesiące. Pukam się w czoło że nie poszedłem w swoje ślady i nie zostałem "tam" tylko wróciłem do kraju. Jedyne co dobre to tyle że tu studia zrobiłem dla czystej formalności.
Chciałbym jeszcze raz pojechać i chociaż zwiedzić Inv gdyż pamiętam każdy zakamarek miasta, było trochę prac i jeszcze więcej flatów, gdzie trzeba było przemieszczać całe miasto na rano do pracy... ach stare dobre czasy :)
Co do naszych zarobków w PL to masz rację ale nie do końca, ja generalnie jestem pechowcem ale tu mi się trafiła spoko robota, w sumie to dwie bo jedna wykonuję w domu przez neta, ale mniejsza o to. Jakoś na piwo i paliwo starcza od pierwszego do pierwszego- bez szału oczywiście.

Generalnie piszesz że poniżej 2500 funtów nie ma co się rozglądać... ha ! właśnie jest sens, bo nawet za "kafla" od łebka da się spokojnie przeżyć i nawet odłożyć pare gorsza, nie będę wspominał co można mieć w naszej ojczyźnie za dwie pensje minimalne. Poziom życia jest nieporównywalnie lepszy w Szkocji niż w kraju.
Powiem Ci szczerze że jak bym miał teraz możliwość wyjazdu to nawet bym się nie zastanawiał. Nakręcałem już pare osób ze znajomych no ale wszyscy "zastanowią" się a wiadomo co z tego wychodzi jak ktoś sam nie wie co ma z sobą zrobić. Lepiej jechać z kimś zdecydowanym niż takim co by marudził zaraz żę to i tamto.

PS. Nigdy nie zapomnę tej cholernej pogody gdzie albo wieje albo pada no i tych mega wkur*iających mew, które drą papę już od 5 rano. Z drugiej strony to też ma swój urok.
Pozdrawiam

IPWD
52
IPWD 52
#721.07.2012, 19:05

Cześć.

Także chciałbym przejść się znajomymi uliczkami, odwiedzić ulubione pozamiejskie miejscówki czy ponownie wybrać w kilkudniową podróż dookoła Highlandu - ale żeby to zrobić niekoniecznie trzeba mieszkać w Inverness. Przelotne deszcze czy wiatr nigdy mi nie przeszkadzały, pewnie dlatego że mało chodziłem pieszo, nawet do pobliskiego sklepu jeździłem samochodem. Łagodne zimy bardzo mi odpowiadały. Mewy przeszkadzały tylko gdy mieszkałem w hostelu, bo akurat koło niego miały swoje skupisko.

Też jestem pechowcem, tyle że niestety głównie w Polsce, w Szkocji czy Angli radziłem sobie wyśmienicie. Od powrotu do kraju chyba dłużej byłem na zasiłkach niż pracowałem, więcej zarabiałem 10 lat temu, itd... Dziewczyna ma więcej szczęścia.

Co do oczekiwanych minimalnych przychodów w UK, to wszystko zależy od tego czego konkretna osoba chce od życia. Jesteśmy już za starzy aby mieszkać w pokoju, czy współwynajmować mieszkanie z kimkolwiek. Mam dużego psa (Cane Corso), jakby ryknął, to sąsiad zza tekturowej ściany zszedłby na zawał, więc w grę wchodzi tylko wynajem małego domu - a to kosztuje. Dodaj do tego media, Council Tax, utrzymanie dwóch aut, z racji tego że lubię prędkość ubezpieczenie mocnego samochodu nie kosztuje 100 funtów (w PL muł mi starcza bo adrenalinę zapewnia motocykl który w Szkocji jest raczej nieporozumieniem), 20l+ benzyny/100km, żłobek dla (planowanego) dziecka, dobre jedzenie plus duperele i nieprzewidziane wydatki a okaże się pod koniec miesiąca że z 2,5k funtów zostały drobne. Dla paru banknotów w kieszeni mieszkanie w kraju w którym zawsze będzie się gościem, obywatelem drugiej kategorii - sprawa do przemyślenia. Rozumiem osoby które wyemigrowały, bo w PL nie miały co do garka włożyć, rozumiem tych którzy chcieli żyć w innej rzeczywistości, ale nie rozumiem osób które uparcie tam siedzą pomimo tego że ich życie nie poprawiło się względem pobytu w PL (znam takie). Dla mnie to była przygoda i chęć posmakowania lepszego życia, nie planowałem tam nigdy zostać no ale wtedy byłem młodszy i czego innego oczekiwałem od życia. Teraz wiem już też z czym wiąże się emigracja, znam minusy. Plus w moim przypadku może być tylko jeden - dobre życie, ale wbrew pozorom wcale o nie nie łatwo na wyspie.

W Polsce mając własne mieszkanie można żyć godnie za 5k. Gdyby udało mi się znaleźć pracę taką jaką ma dziewczyna (30h tygodniowo za 2,5k netto) to bym nawet nie myślał o wyjeździe. Bo i po co?

Sam ponowny wyjazd choćby ze względu na posiadane zwierzęta nie jest prostym przedsięwzięciem. Najwygodniej byłoby pojechać na kontrakt z agencji a potem zciągnąć resztę no ale wyjeżdzając w ten sposób nie ma się większego wpływu na lokalizację a dla mnie mieszkanie np. w Angli nie ma racji bytu. A przeniesienie się ze Angli do Szkocji to nie taka prosta sprawa, przerabiałem to tylko że w drugą stronę, ale wtedy było łatwiej i nie było zwierzaków. Nie uśmiecha mi się też wyjazd w ciemno, w sumie to nawet nie wiem czy na tą chwilę wytrzymałbym psychicznie w pracy fizycznej a do takiej bym trafił. Jedyne co by mnie do tego zachęciło to wysokie zarobki i naprawdę dostatnie życie. Większość, ba chyba wszyscy moi znajomi takiego życia w UK nie mieli/nie mają (wg. moich standardów). Więc chyba jednak nie warto. Ciągnie mnie do przygody, do lepszego życia ale patrząc realistycznie emigracja chyba nie ma w moim przypadku sensu. Nie mówię tu o wyjeździe na kilka lat, bo jeśli miałbym ponownie wyjechać to już raczej na zawsze, nie sądzę abym odnalazł się ponownie w Polsce mając czterdzieści lat na karku i kolejną dziurę w CV. Na dobrą sprawę żałuję, że pierwszy raz wyjechałem, bo życiorys mam spieprzony. Albo może inaczej, że wróciłem. ;) Jak widzicie jestem w rozterce, żeby nie napisać że w rozsypce. :D

Również przesyłam pozdrowienia.

Red_Bull87
3 104
Red_Bull87 3 104
#823.07.2012, 20:28

Wiesz, ja znam całe rodziny, które się wyprowadziły na wyspy z całym swoim dobytkiem (osoby grubo po 50-tce). Pracowałem nawet z takimi i mówili że mają dość biurokracji i papierkologi w kraju. Sprzedali wszystko co mieli i zamienili to na lepsze życie tu na wyspach. Pies to akurat najmniejszy problem :> robi się paszport i można podróżować, kwestia tylko kosztów.

Ja bym chętnie jeszcze pomieszkał ale tym razem nie w Szkocji tylko gdzieś bliżej Anglii, żeby było połączenie lepsze z domem rodzinnym w razie czego. Nigdy nie zapomnę tych tułaczek z Inverness do Glasgow busem (w międzyczasie oczywiście przesiadka była) a potem na lotnisko i oczywiście do Berlina bo dużo taniej i szybciej. Z Anglii połączenia są zazwyczaj bezpośrednie do miast wojewódzkich. No ale nie będę dalej przynudzał.

Tak czy owak mój epizod życia na wyspach świeżo po maturze zakończył się raz na dobre. I wcale tego nie żałuję. Wręcz przeciwnie- człowiek nauczył się żyć samodzielnie, racjonalnie wydawać pieniądze, które jak wiadomo przychodziły tutaj nie tak łatwo jak w okresie liceum mieszkając u rodziców. Teraz po studia chętnie bym wyjechał spowrotem- tylko jak pisałem nie sam, najlepiej za jakimś moim nieleniwym znajomym. No ale mało jest chętnych, jakoś wszyscy wolą przy garnuszku mamy siedzieć :> (sic!)

Pozdrawiam i powodzenia życze :>

IPWD
52
IPWD 52
#924.07.2012, 11:50

Pies jest sporym problemem ponieważ jest niestety dosyć agresywny, o wiele trudniej też jest wynająć cokolwiek posiadając zwierzęta, o "zdalnym" wynajęciu nie wspominając. Oba zwierzaki mają paszport, chipa i komplet szczepień, obowiązku przymusowej kwarantanny już nie ma od początku roku - także akurat wymogi formalne nie są utrudnieniem.

Z Inverness jest a w każdym razie było połączenie lotnicze do Londynu, a stamtąd to już nie problem się wydostać - korzystałem z tej opcji, bo miałem z Londynu połączenie bezpośrednie do punktu docelowego i było to wygodne. Żeby nie było, z Glasgow też leciałem i busem a właściwie busami do niego jechałem - jak dla mnie niezbyt fajne rozwiązanie a dusigroszem nie obrażając nikogo nigdy nie byłem, więc tylko raz tak podróżowałem.

Angli nie polecam, no ale ja jestem miłośnikiem wycieczek, przyrody i gór, więc jestem bardzo subiektywny. W Polsce też mieszkam w fajnym przyrodniczo miejscu ale jednak okolice Inverness były ładniejsze i za tym (dzika natura nie skażona specjalnie człowiekiem na wyciągnięcie ręki) tęsknię. Wróciłem do Polski m.in. dlatego że nie miałem co robić z wolnym czasem w Bournemouth, a zalewanie robaka w pewnym wieku już tak nie cieszy. ;) Poza tym byłem zmęczony fizyczną robotą (ciężka nie była, w dobrych godzinach ale psychicznie męcząca) a widoków na lepszą nie było.

Obiecałem sobie, że nigdy już nie będę pracował w nocy, nie mam za bardzo ochoty pracować na dwie zmiany, jedyna fizyczna robota jaka mi się widzi to magazynier (nie ma nic gorszego niż uwiązanie do maszyny, wolę pracować własnym tempem) - więc nie widzę za bardzo siebie na rynku pracy w UK. Ty jesteś młody, jeśli jesteś singlem i ciągnie Cię do przygody, to nie zastanawiaj się tylko działaj, a koledzy niech sobie dalej siedzą pod spódnicą mamusi . Miej jednak na uwadze to, że gdy wrócisz do kraju po kilku latach będziesz miał mniejsze szanse na znalezienie dobrej pracy od Twoich kolegów ze studiów którzy zostali w kraju.

Red_Bull87
3 104
Red_Bull87 3 104
#1024.07.2012, 12:12

Masz rację z tą pracą, gdy ja wróciłem do kraju, większość moich znajomych już miała ciepłe posadki i generalnie mieli "początek" za sobą. Aczkolwiek studiów bym tutaj nie mieszał bo generalnie albo mieli pracę po znajomości (tatuś, wujek) albo robili w całkiem innej branży niż studiowali. Teraz studia ma każdy bo to jest modne jak afro w latach 70'. Najlepsze jest to że ten papierek nazywany licencjatem czy już nawet magistrem nie świadczy o poziomie Twojej wiedzy lecz o zmarnowanym czasie na rynku pracy. Takie przedłużenie młodości.

Nie przesadzaj że już taki stary jesteś :> że mnie młodym nazywasz. Na nic nigdy nie jest za późno. Ale rozumiem że już nie chcesz prowadzić tułaczkowego trybu życia, absolutnie to rozumiem. Nie wiem czy brałeś też pod uwagę inne kraje takie jak Europa Zachodnia czy Kanada, Australia, no ale nie wyrażasz chęci migracji więc nie będę dalej przynudzał.
Ja nadal myślę nad wyjazdem żeby odkuć się finansowo, tylko i wyłącznie dlatego. Wcale nie ukrywam że gdyby pogoda była inna w Inv to mieszkałbym tam generalnie do dziś. Brak Słońca oraz wietrzna pogoda wcale nie przyprawia o dobry humor szczególnie kogoś kto mieszka blisko morza w kraju :)
Nie mniej jednak życzę powodzenia w dalszej karierze życiowej no i szczęście bo to ono w dużej mierze decyduje o przyszłym losie.
Pozdrawiam

IPWD
52
IPWD 52
#1125.07.2012, 11:04

Też mi po głowie chodzi wyjazd w celu zebrania funduszy na własną działalność gospodarczą ale realnie patrząc nie wytrzymam 2-3 lat klepiąc bidę z dala od bliskich, wykonując jakąś beznadziejną robotę 60h tygodniowo. Dziewczyny i zwierzaków nie ma sensu ciągnąć ze sobą i psuć jej kariery zawodowej. Nawet będąc sporo młodszym brzydziłem się nadgodzinami i życiem skromnie. ;) Tak można żyć 3 miesiące, przyjeżdżając do pracy w studenckie wakacje, ale nie trzy lata.

Do USA czy Kanady chętnie wybrałbym się, gdybym miał możliwość podjęcia tam legalnej pracy, troszkę ciągnie mnie w tamte strony. Inne egzotyczne kraje odpadają, z UK jednak najłatwiej jest wrócić z podkulonym ogonem gdyby wyjazd nie wypalił.

Również życzę Ci wszystkiego dobrego, cieszę się że nawet na Emito udało się przeprowadzić kulturalną wymianę zdań. Tak sobie myślę, podjąłem w życiu wiele złych decyzji ale jedyne czego żałuję to tego czego nie zrobiłem, bo stchórzyłem. Tylko przed odważnymi świat stoi otworem. Działaj i nie oglądaj za siebie. Pókiś młody.

Red_Bull87
3 104
Red_Bull87 3 104
#1225.07.2012, 16:10

Wiesz, swego czasu trochę się interesowałem wyjazdem do Kanady, poczytałem trochę fora Kanadyjskiej Polonii i generalnie jest to możliwe aby w ciągu ok 6 miesięcy dostać legalną pracę i osiedlić się na dobre. Jest też trochę biur, które się tym zajmują- kwestia tylko funduszy. W USA byłem dwa razy, jest fajnie ale jakoś tam osiedlić bym się nie mógł, chyba wynika to z mojego słowiańskiego pochodzenia że wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. Bardzo fajna opcja dla kogoś chętnego, najlepiej dla kilku chętnych osób.
Przez tą całą rozmowę znowu mam chęć wyjazdu bo zaczęły mi się przypominać piątkowe wieczory w "dzony foksie" oraz na tych baletach co się wchodziło boczną uliczką od High Street, już nawet nie pamiętam nazwy, tak szybko czas leci....

Pisałeś o swoich decyzjach, złych wyborach a ja Ci powiem tak że nie ma czego żałować bo czasu nie da się cofnąć a za pare lat też możesz pisać że w teraźniejszym czasie podjąłeś złe kroki. Ja uważam że wszystko miało być "z góry" zaplanowane, nigdy nie żałować swoich decyzji a jak już nawet to szybko o nich zapomnieć i uczyć się na błędach. Jesteśmy tylko ludźmi. Przynajmniej jest teraz co wspominać, jakiś tam epizod w życiu się zaliczyło i to jest ważne.

Miła rozmowa, owszem w szczególności że te forum nie trzymało nigdy poziomu, zawsze znalazł się ktoś kto zaczynał ubliżać, pluć na rodaka w imię zasad "Polak to frajer". Także również się cieszę że wymiana swoich poglądów oraz doświadczeń przebiegła w normalnej atmosferze.

Jeszcze raz pozdrawiam i powodzenia :-)

IPWD
52
IPWD 52
#1327.07.2012, 06:24

Castle St.? Nazwy klubu nie pamiętam, swego czasu był on popularny wśród naszych rodaków.

Nie rozpamiętuję złych decyzji, staram się nie uciekać myślami w przeszłość. Chodziło mi o to, że bardziej żałuję tego czego nie zrobiłem a mogłem spróbować niż tego co zrobiłem a okazało się mniejszą lub większą katastrofą.

Do Kanady łatwiej jest się dostać będąc inżynierem, lekarzem czy choćby informatykiem - niestety mam w tym względzie pod górkę. Prawda jest taka, że nawet gdyby dzisiaj zadzwonił telefon że czeka na mnie niezła praca i mieszkanie w Kanadzie, to nie wiem czy bym się zdecydował. Łatwiej jest pisać, trudniej działać. Pomimo braku pieniędzy i znienawidzonych srogich zim bardziej podoba mi się życie w Polsce. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że kiedyś dostanę sensowną pracę za uczciwe pieniądze. Nadzieja matką głupich - umiera ostatnia.

szacunek
250
szacunek 250
#1416.02.2013, 00:55

Cisza tu, spokój, sówka pohukuje na moście...

  • Strona
  • 1

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis