w umie to sie chlopakowi nie dziwie, moja corka tez nie chciala zostac jak sie okazalo ze dzieciaki w jej wieku ucza sie tego, czego one uczyla sie w Polsce 2 a czasem 4 lata wczesniej. Zwlaszcza jeli chodzi o szkoly londynskie....choc w Newcastle podobno poziom jest troche wyzszy... a wcale nie jestesmy jakas szczegolnie zambicjonowana czy wyksztalcona rodzina. po prostu jeszcze przynajmniej wiekszoc polskich dzieciakow wychowujemy tak jak nasi rodzice nasz czyli nauka to potegi klucz a nauczyciel ma zawsze racje.... a ze madrzejszy- to pewnie i racja skoro mowi 2 jezykami, na tyle sprawnie by przeskakiwac sobie ze szkoly do szkoly w innym kraju , to juz madrzejszy od przecietnego brytyjczyka...
moim zdaniem to sa głaby nie wszyscy ale duuuza wiekszosc jak smutne jest jak szkot/ka ma problem z przeliterowaniem jakiegos wyrazu i polak ktory uczyl sie angielskiego w szkole w POLSCE i przyjezdza tutaj wie lepiej od niej/niego jak przeliterowac dany wyraz przeciez to jest zart.A jak zapytasz sie czy wiesz gdzie jest polska??hmmm no to odp bija wszystkie rekordy najnowszy to ze polska to wyspa,Edukacja dla nich nic nie znaczy nawet nie wiedza co to slowo znaczy i napewno nie umieja przeliterowac:)zaznaczam ta wypowiedz nie jest kierowana do wszytskich.pozdrawiam.
Wcale się nie dziwię. Pracowałem swego czasu ze Szkotami, notabene dośc dobrymi fachowcami w swojej dziedzinie, i kiedyś jeden z nich ok.26-30 letni zapytał się mnie kiedy mi się kończy wiza. Następnie: mieliśmy grac mecz i prosiłem żeby któryś mi pokazał na mapie gdzie mam przyjechac(dot. Glasgow), niestety, żaden nie potrafił, musiałem sam sobie poradzic. I bodaj najjaskrawszy przykład: córka studiowała w Polsce dziennikarstwo, po przyjeżdzie tutaj postanowiła wziąśc dziekankę. Aby nie stracic roku zapisała się do collegu na taki sam kierunek z myślą podjęcia dalszych studiów tutaj na tym samym kierunku. Przerwała po kilku miesiącach, bo doszła do wniosku, że to czego tam uczyli mogłaby sama wkładac. Zdecydowała się kontynuowac naukę w Polsce w trybie indywidualnym, w tej chwili jest na ostatnim roku, będzie pisała pracę magisterską.
paul25: zarejestrowalem sie, zeby odpowiedz na Twoj post, bo to po prostu dla mnie zbyt wiele..1) duza wiekszosc Szkotow to glaby? Nie watpie sa posrod nich glaby, ale jaka prace tam wykonujesz i z jakim wycinkiem Szkotow przebywasz na co dzien? Gdy ktos okresla jakikolwiek narod (czy jego wiekszosc) mianem glabow, to od razu sobie przypominam paru Polakow, z ktorymi mialem okazje sie zetknac: jeden nie wiedzial jakiego kraju stolica jest Paryz, drugi nie wiedzial w ktorym roku nastapila w Polsce transformacja (a to stalo sie za jego zycia) oraz pani na poczcie (do tej pracy trzeba miec srednie), ktora nie wiedziala, ze Anglia lezy w Europie.. Ale to chyba jeszcze nie oznacza, ze 'duza wiekszosc' Polakow to glaby?2) nie umieja przeliterowac jakiegos wyrazu? Roznica jest taka, ze osoba, ktora uczy sie angielskiego jako jezyka obcego w szkole, poznajac wyraz ma go napisanego, wiec zanim jeszcze dowie sie w jakich jeszcze oprocz podstawowych sytuacji taki wyraz mozna uzyc, juz wie jak sie go pisze. Nie wspomne juz o tym, ze w liceum robi sie kartkowki ze slowek.. I sam sie na tym lapie: sa wyrazy, ktore poznalem w Szkocji i pojalem ich znaczenie z rozmowy ze Szkotami - i nie mam zielonego pojecia jak je sie pisze! Poza tym angielski jest jezykiem fonetycznym, wiec pisownia co do zasady zupelnie odbiega od wymowy wyrazu, co utrudnia sprawe. I pojdzmy po kontrze, poczytaj fora a na pewno zobaczysz ile bledow robia Polacy piszac po polsku, jezyku ktory fonetycznym nie jest..Poza tym - to juz nie jest bezposrednio do paul25 - jesli chodzi o szkockie szkoly srednie, to fakt, ze poziom jest inny niz u nas, ale wcale nie uwazam, by polskie szkoly w kazdym aspekcie gorowaly. Uwazam za debilizm wymaganie od licealistow rozwiazywanie skomplikowanych zadan matematycznych czy kucie tego, jak sie dzieli jakas komorka. Kto to rok po maturze pamieta? I siedzenie w szkole od rana do popoludnia, a potem jeszcze sleczenie do nocy nad ksiazkami i zadaniami domowymi. Szkoci za to maja faktyczna mozliwosc dorabiania bedac jeszcze w liceum, a moim zdaniem jakakolwiek praca daje wiecej niz rycie.. nie wiem, tablicy Mendelejewa albo wzorow z fizyki. W ogole szkolnictwo tam kladzie nacisk bardziej na praktyke niz na teorie i to jest bardzo duza wartosc, chociaz przyznam, ze cos takiego jak wiedza ogolna tez jest niezbedna.
ziut, no to corka troche zle wybrala, bo college to taki odpowiednik polskiego studium pomaturalnego. poziom zerowy. :)Giomach, dodal bym do twojej wypowiedzi jeszcze przyklady Polakow, ktorzy mieszkajac tutaj nie znaja nawet pisowni wlasnego miasta. malo to Edenburgow, Parslej-ow i innych kwiatkow na forum? O razacych bledach ortograficznych, braku jakiejkolwiek interpunkcji i problemach ze zrozumieniem przekazywanych tresci nie wspomne.Jako zabawny przyklad - przycisk zlaszania do moderacji mowi jak byk: "Zglos do moderacji". Po kliknieciu na niego pojawia sie kolejny ekran krzyczacy wielkimi literami "Zgłoś temat do moderacji".A co robia uzytkownicy? Wklepuja tam odpowiedzi do watku, dziennie bywa nawet kilkadziesiat. :-))Tablicy mendelejewa nie pamietam, w zyciu mi sie nie przydala absolutnie do niczego. Nie pamietam tez rocznego wydobycia kopalni "Matylda", ani zbiorow kartofli na Opolszczyznie. Nie rozumiem kompletnie, w jaki sposob ma to pomoc mlodym Polakom osiagnac sukces. Zwlaszcza, ze 3/4 polskich magistrow konczy lejac piwo albo sprzatajac na nocna zmiane na wyspach - tyle warte jest ich zakuwanie przez pol zycia.
http://www.polishexpress.co.uk/artykul.aspx?id=694 haha chyba trzeba pomyslec o powrocie:)