Ha ha. Po pol roku bedzie dobrze :) Jak sie przeprowadzilismy w okolice Glasgow i narzekalam do swoich znajomych (zarowno Szkotow jak i Anglikow), to mowili mi, ze sami nie sa czesto w stanie zrozumiec ludzi z tej czesci Szkocji, a mowia niby w tym samym jezyku :)
To tak na pocieche...
ahh no właśnie...dzisiaj rano wpuściłam do domu obcego faceta mimo, że go nie rozumiałam ...na szczęście okazało się, że to ogrodnik przyszedł naprawić mi płotek i krzaczki powyrywać ...ale równie dobrze mógłby być mordercą ...zorientowałam się o co mu chodzi tylko po miarce, narzędziach i sekatorze...ale to racja gdy mieszkałam na północy Anglii to często jeździłam do Edynburga i okolic ...i nie miałam żadnego problemu z rozumieniem ludzi zawsze mówiłam , o co wam chodzi szkocji jest normalny...inni mówili zobaczysz jak pojedziesz do Glasgow...chyba mieli rację:/
Nie przejmuj sie za rok czy dwa bedzie lepiej . tak jak ludzie mowia na ulicahc to poprostu slang i lenistwo . Mozna sie do tego przyzwyczaic . Nie mowie ze bedzie latwo ale :)
Co do silowni to chyba najblizasza w jest paisley( np abbey mill lub lagoon centre ) lub linwood ( sports centre buduja tam rowniez nowy basen na 2014 CWG)
Slonca tu nie ma tzn jest ale przerz 2 tyg w roku he he
nie-nie, nie chodzi mi o to, żeby nauczyć się ich slangu , tylko, żeby umieć ich zrozumieć haha....a to ichniejsze "rrrrrr" bardzo mi się podoba:)
po wczorajszym wyjsciu i kolejnej próbie rozmowy z ludźmi...nie jest źle...nie każdy mówi jak by przełykał makaron w trakcie mówienia...widocznie mam pecha do ludzi odwiedzających mnie w domu typu (elektryk, ogrodnik, gość od internetu ahh no i landlord też nie grzeszy piękną angielszczyzną) a jeśli mam zacząć normalnie funkcjonować to muszę się nauczyć ich rozumieć...
Witam wszystkich bardzo serdecznie:)
Czy ktoś z Was orientuje się czy w Paisley lub Johnstone są jakieś szkółki języka angielskiego a raczej szkockiego? Po 5ciu latach mieszkania w Anglii musiałam przeprowadzić się tutaj (transfer męża z pracy) ...i nie radzę sobie z rozumieniem ludzi ...jestem załamana...zawsze wydawało mi się, że angielski znam dość dobrze (praca w angielskich firmach, angielscy przyjaciele, znajomi ..normalne życie)...i tu zderzenie z szarą rzeczywistością...nie rozmumiem szkockiego akcentu(dialektu)...ew co 50te słowo....tzn nie mam problemu z ludźmi pracującymi w usługach, sklepie, banku itd...ale gdy ktoś coś do mnie mówi na ulicy to masakra..nie wiem o co chodzi:(
mieszkałam w różnych częściach Anglii(częste przeprowadzki związane z pracą męża) nawet geordies dialect nie sprawiał mi problemu, a tu masakra...nie dość, że nie rozumiem ludzi to jeszcze ta pogoda...gdzie jest słońce?? czy ktoś z Was jest z Johnstone? czy jest tu jakaś fajna siłownia? znalazłam jakiś thai box(to chyba nie dla mnie)...ahh sorry za marudzenie ....od rana wyję , równie dobrze mogłabym być w Chinach, też bym nic nie rozumiała...