Piłkarskie mistrzostwa świata to bez mała najważniejsza (oprócz igrzysk olimpijskich oraz amerykańskiego Super Bowl) i najpopularniejsza impreza sportowa świata. W dniach 12 czerwca – 13 lipca zmagania na brazylijskich boiskach będą śledzić miliony kibiców na całym świecie, a tym, którym futbol jest obojętny, można niestety tylko współczuć. Zatem – zaczynamy!

Sport, a piłka nożna w szczególności, jest bez wątpienia masową rozrywką. Informacje o wylatujących przez okna telewizorach, rękoczynach czy nawet – w skrajnych sytuacjach – samobójstwach niestety już na stałe są wpisane w cykl piłkarskich mistrzostw świata. Bo o ile w każdych innych rozgrywkach szansa na rewanż przyjdzie w następnej kolejce, rundzie czy sezonie, o tyle ewentualna porażka na mistrzostwach świata pozbawia splendoru na kolejne czterolecie. Zatem skrajnych emocji nie będzie z pewnością brakowało i tym razem, a nie od dziś wiadomo, że łaska kibica na pstrym koniu jeździ.
Narodziny futbolu
Ojczyzną futbolu jest oczywiście Wielka Brytania. To tutaj już od 1871 r. rozgrywane są najstarsze regularne rozgrywki na świecie – Puchar Anglii. To właśnie brytyjscy emigranci w dość krótkim czasie zaszczepili bakcyla futbolu we Włoszech, Hiszpanii, Argentynie i wielu innych krajach świata. Na tyle, iż szybko dyscyplina ta została uznana za jeden z najbardziej popularnych sportów świata. Już w 1914 r. FIFA – Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej – która powstała w 1904 r. w Paryżu (notabene bez udziału Anglików), uznała olimpijski turniej piłkarski za “amatorskie mistrzostwa świata”. Olimpiady w 1920, 1924 i 1928 r. miały więc taki właśnie status.
Tym, co zaważyło na powstaniu istniejących do dziś mistrzostw, był fakt organizacji letniej olimpiady w 1932 r. w amerykańskim Los Angeles. Amerykanie, w odróżnieniu od całego niemal świata (po dziś dzień zresztą), nie są wielkimi fanami futbolu, w związku z czym turniej piłkarski miał tam się nie odbyć. Ówczesny prezydent FIFA Francuz Jules Rimet wpadł na pomysł zorganizowania niezależnego, pozaolimpijskiego turnieju. I w ten sposób stał się on twórcą i ojcem piłkarskich mistrzostw świata.
Mundialowe początki
Inauguracyjny turniej odbył się w Urugwaju. Przystąpiło do niego 13 reprezentacji, w tym zaledwie cztery z Europy (Rumunia, Jugosławia, Belgia i Francja), głównie z uwagi na uciążliwy i długi transport drogą morską. W finale gospodarze pokonali 4:2 sąsiednią Argentynę i zostali pierwszym mistrzem świata. Przed wojną odbyły się jeszcze dwa turnieje (we Włoszech i Francji), a w 1938 r. oficjalny debiut zanotowała reprezentacja Polski. Co ciekawe, w żadnym z trzech przedwojennych mistrzostw globu nie wystąpiła drużyna angielska.
Powód? Dumni Synowie Albionu jako ci, którzy futbol wymyślili, czuli się i bez tego najlepszą drużyną na świecie. Stąd traktowali te rozgrywki jako mistrzostwa “reszty świata”. Anglicy po raz pierwszy wystąpili na mundialu w 1950 r., jako jedni z faworytów. Niestety, przeżyli srogi zawód. Co prawda pierwsze spotkanie na brazylijskich boiskach z Chile wygrali 2:0, jednak kolejne porażki z USA oraz Hiszpanią (obie po 0:1) spowodowały, że wracali na Wyspy z opuszczonymi głowami. Szczególnie bolała ich sensacyjna porażka z amerykańskimi amatorami. Na tyle, że “Daily Herald” zamieścił na pierwszej stronie słynny nekrolog: “Zawiadamia się wszystkich pogrążonych w żałobie kibiców, że dnia 29 czerwca 1950 umarł futbol angielski”.
Wracając do historii mistrzostw – po II wojnie światowej turniej rozgrywany był już pod nazwą “Puchar Julesa Rimeta”. Pierwsze trofeum, tzw. Złotą Nike, miał otrzymać zespół, który zwycięży trzykrotnie w tym turnieju. Stało się to w 1970 r. udziałem Brazylii, najlepszej drużyny w 1958, 1962 i 1970 r. Od tego czasu nowe trofeum nosi nazwę “Puchar Świata” (Coupe de Monde).
W sumie właścicielami owej pozłacanej repliki, co oznaczało zdobycie tytułu najlepszej drużyny globu, było dotychczas zaledwie osiem państw: pięciokrotnie Brazylijczycy, czterokrotnie Włosi, trzykrotnie Niemcy, po dwa razy wspomniane już Urugwaj i Argentyna, a po jednym razie Francuzi, Hiszpanie (aktualni mistrzowie) oraz ci, którzy uczyli świat gry w futbol, czyli Anglicy (grający w 1966 r. na własnych boiskach).
Wzloty i upadki
Na przestrzeni lat było wiele wzlotów i upadków związanych z mistrzostwami. Pierwsza wielka sensacja wydarzyła się w pierwszym finale po wojnie. W 1950 r. turniej rozgrywano w Brazylii, a w finale gospodarze (w obecności 200 tys. kibiców! – co jest absolutnym rekordem świata po dziś dzień) na największym wówczas stadionie świata, legendarnej Maracanie, podejmowali Urugwaj. Porażka 1:2 zapoczątkowała w Brazylii, rozkochanej w futbolu, ogólnonarodową żałobę.
Cztery lata później nastąpiła jeszcze większa sensacja. “Złota jedenastka”, jak nazywano reprezentację Węgier Gustava Szebesa (zresztą przez wielu nazywaną najlepszą drużyną piłkarską w historii), niepokonana od 1950 r., w 1954 grała w finale na stadionie w szwajcarskim Bernie z zespołem RFN. Już po 8 minutach Madziarzy prowadzili 2:0, jednak ostatecznie zeszli z boiska pokonani 3:2. Niemcy pokazali w finale to, z czego słyną do dziś – nieustępliwość i walkę do końca; Węgrzy przeżyli to, co cztery lata wcześniej Brazylijczycy.
Tego typu zwrotów akcji piłkarska historia zna sporo i nie sposób byłoby je zmieścić na kilku stronach. Ostatnim wielkim wydarzeniem była sytuacja z finału sprzed czterech lat. Dochodziła 116. minuta meczu Hiszpania – Holandia. Gdy do końca dogrywki zostały zaledwie 4 minuty, Andres Iniesta celnym strzałem zapewnił pierwszy tytuł mistrzowski Hiszpanom i – co naturalne – ogólnonarodową fiestę.
Polskie drogi
Biało-czerwoni już po raz kolejny nie zakwalifikowali się do światowego championatu, jednak na kartach lat ubiegłych wnieśli duży wkład do historii mistrzostw. Już w 1938 r., kiedy to zespół znad Wisły po raz pierwszy (po wyeliminowaniu faworyzowanej Jugosławii) zakwalifikował się do turnieju głównego, nastąpił pamiętny debiut reprezentacji Polski. 5 czerwca 1938 r. na Stade de la Maineau we francuskim Strasburgu rozbłysła gwiazda Ernesta Wilimowskiego. Najlepszy “lewy łącznik” sprzed wojny strzelił aż 4 gole reprezentacji Brazylii i pomimo że Polacy przegrali ostatecznie 5:6, wynik poszedł w świat. Późniejsza historia Eziego, jak był nazywany, jest niestety mniej chwalebna. Zawodnik po rozpoczęciu wojny podpisał tzw. volkslistę i grał w reprezentacji hitlerowskich Niemiec. Niemniej jednak to właśnie on był pierwszym polskim bohaterem mistrzostw świata.
Na kolejnych trzeba było poczekać aż 36 lat. W 1974 r. furorę – po sławetnym remisie z Anglikami na Wembley i wyeliminowaniu ich z championatu w RFN – zrobiła reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego. Polacy przez turniej szli jak burza, pokonując kolejno Argentynę, Haiti, Włochy, Szwecję i Jugosławię. W półfinale zmierzyli się w sławetnym “meczu na wodzie” (nad Waldstadion we Frankfurcie miało miejsce istne urwanie chmury) i przegrali pechowo 0:1 z gospodarzami turnieju, ale już w meczu o trzecie miejsce pokonali aktualnych mistrzów – Brazylię – 1:0, po golu króla strzelców turnieju oraz niedawnego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorza Laty.
Sukces ten biało-czerwoni powtórzyli w Hiszpanii w 1982 r. pod wodzą Antoniego Piechniczka. Wówczas niezapomnianą rolę odegrał w polskim zespole aktualny prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, strzelec m.in. hat-tricka w ćwierćfinałowym spotkaniu z Belgią.
W sumie Polacy w turnieju finałowym mistrzostw świata wystąpili siedmiokrotnie. Oprócz dwóch brązowych medali za trzecie miejsca wspomnieć należy, iż najwięcej bramek dla naszego zespołu zdobył w sumie Grzegorz Lato. Na trzech kolejnych turniejach (1974, 1978 i 1982) strzelił łącznie 10 goli; natomiast najwięcej meczów na mistrzostwach świata rozegrał Władysław Żmuda. Zagrał 21 razy w czterech kolejnych turniejach: 1974, 1978, 1982 i 1986.
Jak wiadomo, reprezentacja Polski do najbliższych mistrzostw nie zakwalifikowała się i – niestety – nie wydaje się, aby w najbliższych latach sytuacja ta mogła ulec zmianie, a wspomniane rekordy mogły zostać pobite.
Poprzedni turniej
Aby nieco ulżyć w cierpieniu rodzimym kibicom, Polacy byli obecni na turnieju przed ośmioma laty, w Niemczech. Co prawda, podobnie jak i cztery lata wcześniej, nasz udział ograniczył się do: meczu o zwycięstwo, meczu o wszystko i meczu o honor, ale pozytywnych emocji dostarczyły nam inne drużyny. Z kolei przed czterema laty mundial zawitał po raz pierwszy na kontynent afrykański. Po wspaniałym turnieju mistrzami świata po raz pierwsi zostali Hiszpanie, pokonując w finałowym pojedynku po dogrywce Holandię 1:0. Z kolei trzecią lokatę, po zwycięstwie 3:2 nad Urugwajem, zajęli Niemcy – w myśl powiedzenia
Gary’ego Linekera, iż “piłka nożna jest sportem, w którym po boisku biega 22 facetów, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”.
Najlepszym strzelcem mundialu w RPA został Thomas Mueller z Niemiec. Trafiał do siatki rywali pięciokrotnie, tak jak Hiszpan Villa, Holender Sneijder i Urugwajczyk Forlan, ale miał spośród tej czwórki najwięcej asyst. Cztery lata wcześniej najlepszym strzelcem mundialu był również Niemiec, urodzony w Opolu Miroslav Klose, który także zdobył pięć goli. Nawiasem mówiąc, było to drugie zwycięstwo w klasyfikacji strzelców zawodnika urodzonego nad Wisłą. W 1974 r. najwięcej mundialowych trafień (7) zanotował wspomniany już Grzegorz Lato.
Brazylia wita!
Jubileuszowe, XX Mistrzostwa Świata rozegrane zostaną ponownie w Brazylii (poprzednio w 1950 r.), w myśl polityki FIFA przyznającej prawa organizacji mistrzostw przemiennie federacjom piłki nożnej na różnych kontynentach. Najpoważniejszym kontrkandydatem była Kolumbia, która jednak w międzyczasie wycofała się z wyścigu o tegoroczny mundial.
Spotkania światowego championatu zostaną rozegrane na 12 stadionach – w São Paulo, Rio de Janeiro, Belo Horizonte, Porto Alegre, Brasilii, Cuiabie, Kurytybie, Fortalezie, Manaus, Natal, Recife i Salvadorze. Światowa federacja piłkarska (FIFA) poszła w tym przypadku na rękę Brazylijczykom, zwykle bowiem mistrzostwa organizowane są w 8-10 miastach. Niestety, gospodarze mieli (i wciąż mają) problemy z organizacją mistrzostw, a rząd brazylijski nie finansował budowy stadionów, które będą organizatorami spotkań podczas turnieju. Mało tego – już dwa lata temu szef FIFA Joseph Blatter stwierdził nawet, że przygotowania są na dalszym etapie niż w Rosji, gdzie mundial obędzie się w 2018 r.!
Mecz otwarcia odbędzie się w São Paulo, mecz o 3. miejsce w Brasílii, zaś finał w Rio de Janeiro, a na każdym ze stadionów będą rozgrywane co najmniej cztery spotkania. Mecze będą rozgrywane o godz. 17.00, 20.00 i 23.00 GMT.
Turniej w Brazylii będzie miał z pewnością wiele gwiazd. Jednak zanim zaczną one błyszczeć na piłkarskim nieboskłonie, już teraz można pokusić się o listę “wielkich nieobecnych”. Zacznijmy ją od Roberta Lewandowskiego, Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka. Spośród pozostałych warto z pewnością wymienić Szweda Zlatana Ibrahimovića, Czecha Petra Cecha, Słowaka Martina Skrtela, Serba Matiję Nastasića, Austriaka Davida Alabę, Walijczyka Aarona Ramseya oraz Henricha Mchitarjana z Armenii, Argentyńczyka Carlosa Teveza czy choćby Walijczyka Garetha Bale’a.
Przygotowania
A skoro już jesteśmy przy poziomie sportowym, na ów stan rzeczy składa się wiele elementów. Jednym z nich jest tzw. motywacja. W tym elemencie trenerskiego rzemiosła każdy pomysł prowadzący do sukcesu jest na wagę złota. Niestety, nie dla wszystkich jest on miły, ale w końcu jakie wyrzeczenia nie są warte, by móc wznieść w górę Puchar Świata. Niby tak, ale…
Trener reprezentacji Anglii Roy Hodgson w ostatnim czasie zmienił plan przygotowań do mundialu i usunął z niego czas, jaki zawodnicy mieli spędzić z rodzinami, przez co zasmucił z pewnością ich żony i dziewczyny. Zrobił to jednak prawdopodobnie pomny tego, iż angielskie WAGs podczas poprzednich championatów nie bez przyczyny zyskały niesławne miano “chuliganów z kartami kredytowymi”, skutecznie wybijając swoje drugie połówki z turniejowego rytmu zakupowo-biesiadnymi ekscesami. Jaki da to efekt, zobaczymy niebawem. Panowie zawodnicy nudzić się na mistrzostwach jednak nie będą, ponieważ w ich mundialowej fortecy znalazł się m.in. pokój wyposażony w automaty do gier i konsole.
Nie lepiej mają też inni, np. Hiszpanie. Ich trener Vicente del Bosque zabronił swoim kadrowiczom nawet korzystania z popularnych portali społecznościowych: Facebooka i Twittera, aby zawodnicy mogli w pełni skoncentrować się na treningach. Andres Iniesta, bohater finału sprzed czterech lat, już złorzeczy na los…
Komu puchar, komu?
A kto może zdobyć miano mistrza na cztery kolejne lata? Wbrew pozorom nie jest to ta sama lista co zawsze. Co prawda funkcjonująca od wielu lat, wspomniana już powyżej stara zasada piłkarska, że “grają wszyscy, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”, nie straciła wiele na aktualności, jednak wobec plagi kontuzji w zespole Joachima Loewa nie oni są wymieniani jako główni faworyci. Zatem kto? Z pewnością gospodarze, Brazylijczycy, oraz inne kraje z kontynentu południowoamerykańskiego – Argentyna i Urugwaj. Tradycyjnie ostatnio Hiszpanie – jako mistrzowie świata i Europy. Sensacją nie byłaby z pewnością wygrana aktualnych wicemistrzów globu Holendrów, którzy jak zawsze zdobywają serca piękną grą i kończą “syndromem drugiego miejsca”.
I może nieco na wyrost, ale puszczając wodze fantazji, doliczmy do tego grona Dumnych Synów Albionu. Najbardziej niedoceniana w ostatnich latach reprezentacja Anglii także ma nadzieję na drugą w swojej historii wiktorię, jednak czy sprosta zadaniu, przekonamy się już niebawem. Marzeń i nadziei przed turniejem odbierać nikomu nie wypada, zatem i my spróbujmy wyobrazić sobie najbliższe mistrzostwa według najlepszego planu. Podobnie jak kibice piłkarscy na całym świecie, spośród których tylko nieliczni będą cieszyć się 13 lipca z kibicowania najlepszej drużynie świata.
Panie i panowie – MUNDIAL CZAS ZACZĄĆ!




Komentarze 58
Juz widac jak organizatorzy przygotowali sie do tej imprezy,fatalny stan techniczny wielu boisk,korki komunikacyjne,strajki....zobaczymy co bedzie....
^No właśnie. Do tego połowa Brazylii jest uzbrojona w broń palną. Może być hucznie.
A tak w ogóle kibicuję Argentynie.
♥♥♥ ARGENTINA ♥♥♥
no i sie zaczyna 3-4 mecze dziennie, chata wolna piwo w lodowce sie chlodzi, juz zacieram rece :)
niestety pod takim cisnieniem jak brazylia jest to beda jesc trawe by pierwszy mecz wygrac, pytanie jest jedynie jakim stosunkiem 4-0 ?
Świetnie że odbywa się w Brazylii, dzięki temu nie opuszczę wielu meczy :-)