Kama: nie, ja nie dzwonię. Ja jestem tłumaczem, ja nie jestem od załatwiania prawników. To po mnie prawnicy dzwonią jak zostaną wezwani. A zostają często wezwani jeśli komuś postawione są poważne zarzuty. Taki ktoś albo dzwoni po własnego prawnika albo mu przysyłają prawnika z urzędu. Bo policja na postawienie zarzutów ma 6 godzin od momentu zatrzymania i albo stawia i aresztuje albo _musi_ wypuścić.
http://g.co/maps/5xn6j <- jak myślisz, dlaczego inaczej kancelarie prawne miałyby 24 godzinny numer telefonu?
Może i znasz się na benefitach, ale tu akurat się mylisz, więc przestań sobie pokpiwać, i zaakceptuj że są takie pola na których ktoś inny ma większą wiedzę niż Ty.
troche moze nie na temat ale szukam tlumacza. Prosze sie odezwac na maila [email protected]
Polak, nieznajacy j.angielskiego, i telefon do prawnika w srodku nocy...
Te numery telefonu nie sa dla kogos, kogo zamknieto w celi...Zamkniety w celi nie ma w jaki sposob znalezc sobie prawnika...6 godzin...tyle potrzeba zeby postawic zarzut..., zeby to zrobic...policja nie potrzebuje prawnika, nie musi nawet z oskarzonym rozmawiac...Ma wystarczajace dowody, to i zamyka...
kama powiem szczerze ze nie watpie w twoje slowa o slownilu, w koncu nikt tu na emito nie ma o sobie lepszej opinii i uwaza sie za nieomylna osobe, jak ty wlasnie..
do prawnika klient nie musi dzwonic, wystarczy ze ma wizytowke w portfelu, policja zadzwoni sama, moga sie w tym przypadku porozumiec na migi :)
zamkniety w celi jest z gory, wedlug prawa, skierowany do dyzurujacego prawnika, jesli nie ma swojego a ty na prawde nie masz chyba pojecia jak to sie odbywa..
Kamila: jeśli dany delikwent ma już swojego prawnika, może do niego zadzwonić choćby i w środku nocy. To znaczy w praktyce odbywa się tak, że on podaje policjantom jego dane i to oni dzwonią. Jeżeli nie - policja załatwia mu prawnika z urzedu i jak ktoś już tu wspomniał przysyłają prawnika z kancelarii ktora w dany dzień ma dyżur.
Możesz mi w swej niepomiernej mądrości powiedzieć w takim razie dla kogo są te telefony 24-godzinne skoro nie dla kogoś, kto właśnie został zatrzymany przez policję? :-)
Pokazujesz jak gówno wiesz o procedurach: Nie wystarczy że polcija ma dowody. Aby kogoś _zatrzymać_ jest tak jak mówisz - i wtedy może trzymać do sześciu godzin bez postawienia zarzutu. Żeby kogoś aresztować, zarzut musi być postawiony a wtedy owa policja musi aresztowanemu ów zarzut przedstawić - jeśli podejrzany nie rozumie po angielsku to cięzko oczekiwac, że mogą to zrobic, bo nie mozna kogoś zatrzymać bez poinformowania go za co został zatrzymany. I po to właśnie wzywa się tłumacza. Aby sprawdzić trzeźwość danego delikwenta też jest potrzebny tłumacz, bo na stacjonarnych alkometrach w komendzie procedura jest ścislejsza niż na dmuchaniu w przysłowiowy balonik i aby została uznana w przypadku gdy zostaną postawione zarzuty musi być pewnośc, że została przeprowadzona prawidłowo - dlatego własnie tłumacz musi być na miejscu i przetłumaczyć dmuchającemu instrukcję (co akurat moim zdaniej jest bez sensu, mogli by im jakieś nagrania puszczać w ich języków spokojnie, niemniej jednak to łatwa kasa była, więc nie narzekałem).
Co do noszenia słownika - słownik polsko-angielski miałem ze sobą ZAWSZE, bo w przeciwieństwie do Ciebie nie uwazam, że zjadłem wszystkie rozumy. Czasem zdarzają się przestępstwa dotyczące bardzo specjalistycznych rzeczy, miałem np. klienta który ukradł jakieś bardzo skomplikowane elektroniczne urzadzenia pomiarowe. Jesli nie wiem jak to się nazywa po polsku, to ciężko żebym wiedział, jak to się nazywa po angielsku. Była to jedna z dwóch sytuacji w których korzystalem ze słownika w ciągu dwóch lat pracy jako tłumacz z polskiego (drugim razem było kiedy wyjątkowo tłumaczyłem w szpitalu, czego się nigdy nie podejmowałem, bo słownictwo medyczne nie jest moją specjalnością, ale akurat nie było innego tłumacza wolnego).
Natomiast w sytuacji o ktorej pisałem, jak wyraźnie pisałem, tłumaczyłem z języka słowackiego, bo nie było akurat dostępnych tłumaczy ani z czeskiego, ani ze słowackiego, sprawa była pilna i poszkodowany zgodził się zaakceptować polskiego tłumacza, bo zależało mu na tym, aby sprawca został zatrzymany, a można tego było dokonać tylko na podstawie jego zeznań, w przeciwnym wypadku sprawca musiałby zostać wypuszczony (patrz zasada sześciu godzin). Wtedy kilkakrotnie skorzystałem ze słownika bo podówczas po czesku ledwo dukałem (dziś mówię dośc płynnie).
Kpinę złapałem - faktycznie, ty i wstydzić się? Ty i przyznać się, że czegoś nie wiesz? To chyba niemożliwe, Ty się uwazasz za najmądrzejszą na świecie ;-)
Urszulab: high five o/ :-) Widze, że przynajmniej Ty wiesz jak się sprawy mają ;-)
nick ja mysle ze kama spedzila noc na przeszukiwaniu internetu i wyskoczy jeszcze z jakims wklejonym tekstem z internetu zeby tylko miec ostatnie zdanie, a tekst bedzie sie mial tyle do procedury prawnej jak piesc do nosa, juz sie nie moge doczekac :D
ja sobie nie wyobrazam nie noszenia slownika ze soba, jako tlumacz, w koncu mozna byc jednym native speakerem ..
i szczerze mowiac tlumacze, ktorzy swoj zawod wykonuja od lat kilkudziesieciu, i angielskim posluguja sie bezblednie, dla pewnosci maja slownik ze soba. mowie o tych z ktorymi wspolpracuje. a musza byc niezli skoro tlumacza od lat w szpitalach i sadach, nie bedac zrzeszeni w agencji. no ale, na pewno nie tak swietni i bezbledni jak kama.
urszulab: no pewnie, kiedyś czytałem że statystyczny użytkownik jezyka angielskiego na co dzień ogarnia 7000 słów. Niech ktoś wykształcony ogarnia trzy razy tyle... Słownik Oxfordu ma bodaj 140 000 haseł... NIe ma bata, żeby ktoś (poza kamą oczywiście) ogarniał całość języka... A co dopiero dwóch ;-)
witam. czy sa jakies mamy kktore pracuje jako tłumacz a jednoczesnie zajmuja sie wychowaniem dziecka. Jestem ciekawa jak sobie radzicie, gdzie oddajecie maluszka te czas pracy. z gory dzieki