1 Listopad
Oni też kiedyś przychodzili,
w zadumie,
ze wspomnieniami,
słowem modlitwy na ustach,
światełko pamięci niosąc,
w blasku którego
oblicza bliskich z zaświatów
lśniły uśmiechniętą fotografią,
ostatnią z życia doczesnego
odeszli...
zawołani donośnie
na czas odpoczynku
pod zimną płytą z kamienia,
świstem wiatru wśród nagrobków
zwiastują swoją obecność,
są teraz gdzieś wysoko,
radośni,
tam nas wyczekują...
Złota tarcza słońca
Pomiędzy blokami
Miasto już niedługo
Zszarzeje zupełnie
Zapalą się sztuczne
Światełka latarni
I gwiazdy zabłysną
Nad nami niepewnie
Jesień już spowiła
Swym kolorem liście
Zimny wiatr porywa
Wiosenne marzenia
Jakiś pies - przybłęda
Spojrzał na mnie mgliście
Szczeknął swe nadzieje
Niewarte spełnienia
Lecz dzisiaj coś jeszcze
Rozświetla mrok nocy
Tysiące płomyczków
Ogników nadziei
Każdy z nich na grobie
Wciąż żyje płonący
Nie zgaszą go zimne
Podmuchy zawiei
Dzisiaj cmentarze zniczami rozświecą
Pyłki chryzantem wypełnią powietrze
Splecione ze świec dymem, ku niebu polecą
Kołysząc się lekko na wietrze.
Nad grobem bliskich nam osób
Odżyją wspomnienia, obraz ich życia powróci
Obraz...którego zapomnieć nie sposób
Obraz...który nas cieszył...a dzisiaj smuci...
„Ci którzy odeszli”
Ktoś odchodzi do niego...
tak niespodziewanie, bez słowa
ulatniając swą osobę
niewidzialnym duchem
lecz nie wystarcza nam
że czuwasz przy moim boku
gdyż odejść tez już chce
być przy tobie
czuć twoje słowa
spojrzeć głęboko w oczy
i od ciebie usłyszeć
Żyj...
Bo czas dalej się toczy.
1 Listopada
...WIADOMO KOMU...
1 listopada czas cierpień, wspomnień, tęsknoty
Czas gdzie nie ma miejsca na ludzkie głupoty.
Nie ma czasu na polityczne rozterki
To także nie pora na halloweenowe cukierki.
To dla zmarłych hołd, dla tych co odeszli
Dla tych co w inne życie już weszli.
Może tam im jest lepiej niż tutaj
I na pewno tak jest
A my tylko pokazujemy, że o nich pamiętamy
przez zapalenia znicza gest.
To jedyne w roku takie smutne święto
Gdzie nikt nie namawia do uśmiechu,
płaczu nikt nie broni
Bo nie cierpieć nie nauczy nikt ludzi
Gdy nagle ważna osoba już nigdy się nie budzi...
Zapłonęły znicze
tym co odeszli, kiedyś się spotkamy :)
Pośród opadłych złotych liści
zapłonęły listopadowe znicze,
ktoś położył gałązkę chryzantemy.
W jesiennych mgłach zaplątany,
błysnął maleńki ognik pamięci,
o tych którzy odeszli daleko ...
A my błądząc pośród cmentarzy,
słyszymy ich ciche wołanie i szepty,
" Jesteśmy, tutaj, czekamy ..."
Liczy się pamięć
Świeczkę w oknie postawię,
może światełko pamięci zobaczą
ci, których dziś już nie ma
a sercu mojemu byli bliscy.
Wyciągnę stare fotografie
i we wspomnieniach się zanurzę,
opowiem mężowi i dzieciom,
historię życia tych ludzi.
Zmówię w ciszy modlitwę
za duszę tych co odeszli.
Zadzwonię do moich rodziców
i powiem jak bardzo ich kocham!
To nic, że znicza nie zapalę
i kwiatów nie złożę na grobie,
jestem daleko, Ty wiesz mój Boże,
stąd taka sama droga do nieba.
Liczy się pamięć...
Jest coś cichszego niźli sen
W tym środkowym pokoju.
Na piersi ma gałązkę -
Przemilcza imię swoje.
Niektórzy dotkną, ucałują,
Rozetrą bezwładne dłonie
Tej siły przyciągania
Nie rozumiem, nie pojmę!
Nie mogłabym płakać jak oni -
Szloch może być obrazą!
Spłoszą cichą wróżkę i umknie
Do swych rodzinnych lasów.
Gdy prostoduszni sąsiedzi
Gawędzą o "zmarłej przedwcześnie",
My - skorzy do peryfrazy -
Mówimy, że ptaki pierzchły.
/Emily Dickinson/
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.