Jeśli miłość
najpierw nie chcieli uwierzyć
więc mówili do siebie
że ich miłość za wielka
nieobjęta jak liście
za wysokie za bliskie
potem że to nieprawda
przecież tak jest ze wszystkim
lecz Ty co znasz ptaki po kolei
i buki złote
wiesz że jeśli miłość to tak jak wieczność
bez przed i potem
Jan Twardowski
Kiedy mówisz
Nie płacz w liście
nie pisz że los ciebie kopnął
nie ma sytuacji na ziemi bez wyjścia
kiedy Bóg drzwi zamyka --- to otwiera okno
odetchnij popatrz
spadają z obłoków
małe wielkie nieszczęścia potrzebne do szczęścia
a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju
i zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz
Jan Twardowski
To jest ... zawsze świeże ;)
--------------------------------
Rozmowa liryczna
- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
I wiosną, kiedy jaskółka przylata.
- A latem jak mnie kochasz?
- Jak treść lata.
- A jesienią, gdy chmurki i humorki?
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki.
- A gdy zima posrebrzy ramy okien?
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień.
Blisko przy twoim sercu. Koło niego.
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.
/Konstanty Ildefons Gałczyński/
NOSTALGICZNY POGODNY LIST...
Idzie 1 listopada. Święto zmarłych w naszej kulturze, no tak by wypadało, jednak halloween i samhain są mniejszościowe i mniej uznane.
Jeden z najlepszych okresów, by przyjrzeć się sobie i jak żyjemy.
A ponieważ jesteśmy Szczęściarzami znakomite przypomnienie o podstawowej prawdzie:
Każdy dzień jest cenny, każdy uśmiech jest cenny, każdy oddech jest cenny.
Tam gdzie są trudy, pot i łzy to są wisienki przypominające, że do zjedzenia mamy całkiem dobry i wielki tort. To mi przypomina o prostej tezie: wiecie jak się zjada słonia?
Kawałek po kawałku.
Z życiem mamy dokładnie tak samo: oddech po oddechu, uśmiech po uśmiechu, dzień po dniu - gdy się to składa w całość, czyniąc ważną każdą chwilę, o otrzymujemy wspaniałego tortowego uśmiechniętego słonia, 400kg czystej słodyczy, no czasem są wisienki na ostro, dla poprawy smaku:)
Życzenia Szczęścia Wewnętrznego i Pogody Ducha pomimo szarówki za oknem przesyła Imperator Krainy Uśmiechu prosto z lektyki na grzbiecie wielkiego smacznego słonia:) MAX
POCIESZENIE
Mała dziewczynka wróciła do domu od sąsiadki, której ośmioletnia córeczka niedawno tragicznie zmarła.
- Po co tam chodziłaś? - spytał ojciec.
- Żeby pocieszyć tę biedną Panią.
- Jesteś przecież taka malutka, w jaki sposób mogłaś ją pocieszyć?
- Usiadłam jej na kolanach i płakałam razem z nią.
Jeśli obok Ciebie jest ktoś cierpiący, płacz razem z nim. Jeżeli jest ktoś szczęśliwy, śmiej się wraz z nim. Miłość patrzy i widzi, nasłuchuje i słyszy. Kochać to uczestniczyć - całkowicie - całym swym jestestwem. Kto kocha, ten odkrywa w sobie nieskończone pokłady pocieszenia i chęci współuczestniczenia w dobrych i złych przeżyciach.
Wszyscy jesteśmy Aniołami z jednym skrzydłem: możemy latać tylko wtedy, gdy obejmiemy drugiego człowieka.
Powiadają, że pewnego razu spotkały się ma Ziemi wszystkie uczucia i cechy ludzkich istot. Gdy Znudznie ostentacyjnie ziewnęło po raz trzeci, Szaleństwo, jak zwykle obłędnie dzikie, zaproponowało:
- Pobawmy się w chowanego
Intrga, niezmiernie zaintrygowana, uniosła tylko lekko brwi, a Ciekawość nie mogąc się powstrzymać, spytała z typowym dal siebie zainteresowanie:
- W chowanego? A co to takiego?
- To zabawa - wyjaśniło Szaleństwo - polegająca na tym, że ja zakryję oczy i powolutku zacznę liczyć do miliona. W międzyczasie wszyscy się pochowacie, a gdy skończę liczyć moim zadaniem będzie Was odszukać. Pierwsze z Was, na którego kryjówkę trafię, zajmie moje miejsce w następnej kolejce.
Podekscytowany Entuzjazm zaczął tańczyć w towarzystwie Euforii, radość podskakiwała tak wesolutko, iż udało się ej przekonać do gry Wątpliwość, a nawet Apatię, której nigdy niczym nie dało się zainteresować.
Jednakże nie wszyscy chcieli się przyłączyć. Prawda wolała się nie chować, w końcu i tak zawsze ją odkrywano, Duma stwierdziła, że zabawa jest głupia ale tak naprawdę w głębi duszy gryzło ją, iż pomysł wyszedł od kogoś innego. Tchórzostwo z kolei nie chciało ryzykować.
- Raz dwa trzy... - zaczęło liczyć Szaleństwo
Najszybciej schowało się Lenistwo, osuwając się za pierwszy lepszy napotkany kamień. Wiara pofrunęła do nieba a Zazdrość ukryła się w cieniu Triumfu, który z kolei wspiął się o własnych siłach hen! Na sam szczyt najwyższego drzewa. Wspaniałomyślność długo nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca, gdyż wszystkie kryjówki wydawały się jej idealnie da przyjaciół:
Krystalicznie czyste jezioro było wymarzonym miejscem dla Piękności, dziupla w sam raz dla Nieśmiałości, Motyle skrzydła stworzono dla Zmysłowości powiew wiatru okazał się natomiast najlepszy dla Wolności. W końcu Wspaniałomyślność schowała się za promyczkiem słońca. Z kolei Egoizm znalazł sobie, jak sądził, wspaniałe miejsce: wygodne i przewiewne, a co najważniejsze - przeznaczone tylko, tylko dla niego. Kłamstwo schowało się na dnie oceanów, a może skłamało i tak naprawdę ukryło się za tęczą? Pasja i Pożądanie w porywie gorących uczuć wskoczyli w sam środek wulkanu. Niestety wyleciało mi z pamięci gdzie skryło się Zapomnienie, lecz to przecież mało ważne.
Gdy Szaleństwo liczyło dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy dziewięćset dziewięćdziesiąt dziewięć Miłość jeszcze nie zdołała znaleźć sobie odpowiedniego miejsca. W ostatniej chwili odkryła jednak zagajnik dzikich róż i schowała się wśród krzaczków.
- Milion - krzyknęło na końcu Szaleństwo i dziarsko zabrało się do szukania.
Od razu, rzecz jasna, odnalazło schowane parę kroków dalej Lenistwo. Chwile potem usłyszało Wiarę rozmawiającą w niebie z Panem Bogiem. W ryku wulkanów wyczuło natomiast obecność Pasji i Pożądania. Następnie, przez przypadek, odnalazło Zazdrość, co szybko doprowadziło je do kryjówki Triumfu. Egoizmu nie trzeba było wcale szukać, gdyż jak z procy wyleciał ze swej kryjówki, kiedy okazało się, iż wpakował się w sam środek gniada dzikich os. Trochę zmęczone szukaniem Szaleństwo przysiadło na chwilę nad stawkiem i w ten sposób znalazło Piękność. Jeszcze łatwiejsze okazało się znalezienie Wątpliwości, która, niestety, nie potrafiła się zdecydować, z której strony płotu najlepiej się ukryć. W ten sposób wszyscy zostali odnalezieni: Talent wśród świeżych ziół, Smutek w przepastnej jaskini, a Zapomnienie... cóż, już dawno zapomniało iż bawi się w chowanego.
Do odnalezienia pozostała już tylko Miłość. Szaleństwo zaglądało za każde drzewko, sprawdzało w każdym strumyczku, a nawet na szczytach gór i już, już miało się poddać, gdy odkryło niewielki różany zagajnik. Patykiem zaczęło odgarniać gałązki.... Wtem wszyscy usłyszeli przeraźliwy okrzyk bólu. Stało się prawdziwe nieszczęście! Różane kolce raniły Miłość w oczy. Szaleństwu zrobiło się niezmiernie przykro, zaczęło prosić, błagać o przebaczenie, aż w końcu poprzysięgło zostać przewodnikiem ślepej z jego winy przyjaciółki.
I to właśnie od tamtej pory, od czasu, gdy po raz pierwszy bawiono się na Ziemi w chowanego Miłość jest ślepa i zawsze towarzyszy jej Szaleństwo.
Pewna kobieta podlewała rośliny w swoim ogrodzie,
kiedy zobaczyła trzech staruszków,
z wypisanymi na twarzy latami doświadczeń,
którzy stali naprzeciw jej ogrodu.
Ona nie znała ich, więc powiedziała:
- Nie wydaje mi się, abym was znała, ale musicie być głodni.
Wejdźcie, proszę, do domu i zjedzcie coś.
Oni odpowiedzieli:
- Nie ma w domu męża?
- Nie , odpoczywa, nie ma go w domu.
- W takim razie nie możemy wejść - odpowiedzieli.
Przed zmierzchem, kiedy mąż wrócił do domu, kobieta
opowiedziała mu to, co się zdarzyło
- A więc, skoro wróciłem, zatem poproś ich teraz, aby
weszli.
Kobieta wyszła, aby zaprosić trzech mężczyzn do domu.
- Nie możemy wejść wszyscy do domu - wyjaśnili staruszkowie.
- Dlaczego? - chciała się dowiedzieć kobieta.
Jeden z mężczyzn wskazał na pierwszego ze swoich przyjaciół i
wyjaśnił:
- On ma na imię Dostatek.
Następnie wskazał drugiego - On ma na imię "Sukces",
a ja mam na imię "Miłość".
Teraz wróć i zdecyduj razem z Twoim mężem, którego z nas
zaprosicie do waszego domu.
Kobieta weszła do domu i opowiedziała swojemu mężowi wszystko,
co powiedzieli jej trzej mężczyźni.
Ten się ucieszył : - Jak pięknie! -
Zaprosimy Dostatek, aby wszedł i wypełnił nasz dom!!!
Jego żona nie zgadzała się i spytała:
- Mój drogi, dlaczego nie mielibyśmy zaprosić Sukcesu?
Ich córka słuchała tej rozmowy i weszła im w słowo:
- Nie byłoby lepiej, gdybyśmy pozwolili wejść Miłości?
W ten sposób nasza rodzina byłaby pełna miłości.
- Posłuchajmy rady naszej córki, powiedział mąż do żony.
Pójdź i zaproś Miłość, niech będzie naszym gościem.
Żona wyszła i spytała - Który z Was to Miłość?
Niech wejdzie, proszę i będzie naszym gościem.
Miłość usiadła na wózku i ruszyła w kierunku domu.
Także dwaj pozostali podnieśli się i ruszyli za nią.
Trochę zdziwiona kobieta pyta Dostatek i Sukces:
- Zaprosiłam tylko Miłość, dlaczego idziecie także wy?
Oni odpowiedzieli razem:
- Jeżeli zaprosiłabyś Dostatek lub Sukces, pozostali dwaj
zostaliby na zewnątrz, ale zaprosiłaś Miłość,
a tam gdzie idzie ona, idziemy i my.
- Tam, gdzie jest Miłość, jest też Dostatek i Sukces.
Na parapecie w kuchni stała szklanka. Zwykła, bezbarwna, niczym nie wyróżniająca się szklanka. Czasem ktoś pił z niej herbatę, czasem ktoś rozcierał mąkę, a czasem ktoś wstawiał w nią kwiaty. Ani ludzie, ani inne sprzęty nie zwracały na szklankę zbyt wielkiej uwagi.
Szklanka stała na parapecie i marzyła. Cóż innego może robić szklanka? Czasem wyglądała przez okno, czasem obserwowała krzątających się w kuchni gospodarzy, najczęściej jednak jej wzrok skierowany był na kredens, gdzie, za ornamentowaną szybką stały dumnie i niedostępne kieliszki. Nasza szklanka oddałaby wszystko co miała, za kilka chwil spędzonych na tej półce. Powód był prozaiczny - była beznadziejnie zakochana w kieliszku do szampana.
Stał tam od niepamiętnych czasów: smukły, wyniosły, arystokratyczny. Nawet jego współtowarzysze spoglądali na niego z szacunkiem. Kieliszek stał wytrwale w jednym miejscu i wzrok miał wbity w nieskończoność. Nie zwracał uwagi na gwar w kuchni, na sprzęt, na ludzi, ani, tym bardziej na biedną szklankę z parapetu.
Nasza bohaterka cierpiała niezmierzone katusze, bo i cóż miała robić? Kim była dla szlachetnego kieliszka, wyjmowanego z kredensu jedynie na uroczyste okazje, pospolita szklanka, stworzona do pospolitej pracy? Ba, kieliszek nawet nie wiedział o jej istnieniu i prawdopodobnie nigdy nie miał się dowiedzieć! Dlatego też szklanka była bardzo nieszczęśliwa i, gdyby to było możliwe, na pewno miałaby złamane serce. Taki jest niestety los pospolitej szklanki z parapetu beznadziejnie zakochanej w kieliszku do szampana.
Aż, któregoś dnia, coś się zmieniło. Szklanka ze zdumieniem odkryła, że pomiędzy parapetem a kredensem pojawił się znikąd wielki szklany blat, a na jego środku stał... On! Kieliszek do szampana! I patrzył się na nią z wyczekiwaniem!
Szklanka, gdyby umiała, to zemdlałaby z wrażenia. Oto obiekt jej westchnień, do dzisiaj czysto hipotetyczny i zupełnie nierealny, stał w jej zasięgu. Nie było dla nie jasne, co się stało, skąd wziął się blat i dlaczego na jego środku stał ukochany kieliszek. Ale przecież nie było to ważne! Mogła się w końcu do Niego zbliżyć, być przy Nim, dzielić z Nim jedną przestrzeń, a On.. On na nią czekał!
Szklanka nawet nie wiedziała kiedy i jak znalazła się przy swoim Ukochanym. Zapadła chwila wyczekiwania, rozkosznie długa i jednocześnie niemiłosiernie przeciągająca się. On patrzył na nią z dobrocią, łagodnością i tak wielką czułością, że gdyby szklanka miała nogi, na pewno by się pod nią ugięły. A ona, mała i skromna wyrażała całą sobą bezgraniczne uwielbienie i niepohamowaną radość ze spełnionego marzenia.
- Jak... jak to możliwe? - szepnęła szklanka.
- Marzyłaś o mnie, więc o to jestem - odpowiedział kieliszek. - Jestem i będę tu do końca naszego trwania.
Szklance ze wzruszenia zawirował świat.
- To... to prawda? Marzenia się spełniają? Będziesz mnie kochał tak jak ja kocham ciebie? Na zawsze?
- O, tak - powiedział. - Będę cię kochał tak jak ty mnie kochasz. Na zawsze.
- I nic nas nie rozłączy?
- Nic nas nie rozłączy.
- Jak masz na imię? Czy zdradzisz mi swoje imię? - wyszeptała wzruszona szklanka.
- Nie wiesz? Nie domyślasz się?
- Nie, najdroższy. Nie znam twojego imienia.
- Złudzenie - oparł kieliszek. - Tak brzmi moje imię.
"Ach..", zdążyła tylko pomyśleć szklanka, ześlizgując się nagle z wyimaginowanego blatu i rozsypując się w drobny mak.
Dawno dawno temu, w krainie, ktorej nigdy nie nazwano...zyl sobie mezczyzna, tak piekny.. i tak bardzo madry, ze drugiego takiego nie znalazbys w calym Landzie...
Przepelniala go duma, a serce mial kochajace i dobre, tylko sam o tym dawno zapomnial...
Kiedys, nazbieralo sie w nim tak wiele mysli, ktorym musial dac upust...
Wzial zatem gesie pioro, atrament i kawalek starego pergaminu i spisal swoje mysli...
Pozniej wzial butelke po winie, ktora z wielka przyjemnoscia oproznil do kolacji... i wsunal w nia swoje przemyslenia...
Pobiegl nad brzeg oceanu i wrzucil swoj List w szalejace fale...
I poszedl...
Dlugo wedrowal... spotykal roznych ludzi na swojej drodze...
z wieloma dziwnymi wydarzeniami musial sie borykac...
Az pewnego dnia zaszedl do niewielkiego miasta nad morzem polnocnym, by tam odpoczac nieco po dlugiej wedrowce.
W przyportowej karczmie, napotkal dziewczyne o dobrym spojrzeniu i klosie jasnych wlosow...
wymienili kilka slow... i dziewczyna zaczela sie przygladac wedrowcowi, coraz uwazniej...
Nie rozumial tego, patrzyl coraz bardziej zaklopotany w jej strone...
Wtedy ona wstala, oddalila sie na chwile w strone kuchni, a gdy wrocila miala w dloni butelke...
Te sama, ktora kiedys nasz dzielny wedrowiec wrzucil w morze, wraz ze swoimi myslami...
Dziewczyna usiadla naprzeciwko mezczyzny, spojrzala mu gleboko w oczy i rzekla:
- Posluchaj Panie, przed wieloma miesiacami, bieglam brzegiem morza i plakalam, zle mi bylo, bom myslala, zem sama jedna na swiecie...taka...i wtedy do stop, przyplynely Twoje mysli, zaklete w butelkowym Liscie...
Jakze wiele emocji, targalo mna, gdym Twe slowa czytala, gdym sie Twoim,Panie ...otulala oddechem ...zakletym w Twych slowach...jakie zycie stalo sie proste, gdym sie budzila z usmiechem na buzi... i gdy kladlam zmeczone praca cialo w alkowie...
Mysli Twoje byly wtedy, zawsze przy mnie ...spiewaly w mej glowie ballade o milosci... o pokrewienstwie dusz...o tak mi potrzebnej bliskosci... Twojej Panie... Wiedzialam, ze kiedys mnie odnajdziesz.
Po tych slowach, dziewczyna wziela mezczyzne za reke i przycisnela ja do swego serca... drazalo jak osika... blagalo o zrozumienie.
Patrzyl wedrowiec na usta dziewczyny i nie wierzyl slowom, ktore sie z nich wydobywaly...
a ona patrzyla na niego z zachwytem, i dank Bogom skladala, ze jej ukochany ze snow, przybyl, by na zawsze z nia pozostac...
Jak w zwierciadle odbicia ich twarzy, plomykami swiec tanczyly po scianach... a oni rozmawiali... trzymali sie za rece... dotykali swoich ust, patrzyli na siebie z zachwytem...
Czas lsnil... obloki zmienialy barwy... a oni trwali jedno przy drugim,ramie przy ramieniu... a tesknota z dnia na dzien stawala sie mniejsza,a zwatpienie znikalo jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki...
Bo czyz milosc to nie magia...?
Jednoskrzydła
JESTEM... Właśnie pozwoliłam odlecieć białemu promieniowi, który miał mnie zabrać do Domu – Jak trudno jest odejść…, kiedy czujesz przy sobie nie tylko swoje Serce… - pomyślała - Stworzono mnie z jednym skrzydłem dając obietnicę, że znajdę Tu, w tym Świecie drugie... wiary już brakuje … Komu potrzebny jest taki okaleczony Anioł? Co to za oszalałe miejsce, niemające odpowiednika w całym wszechświecie?... - Milczała. Deszcz łez, który zmoczył suknię Jednoskrzydłej otoczył ciepłą mgłą cały świat, powoli ustawał. Zrobiło się cicho. Cała zaczęła drżeć… i to nie zimno było tego powodem, ale świadomość, że On, dla którego tu została jest gdzieś w pobliżu. Tylko gdzie...? Myśli kłębiły i brzmiały jego ostatnim słowem pożegnania: - „Chcę byś była szczęśliwa i otulona w tęczowej gamie ulubionych kolorów”… Serce biło jej mocniej
i mocniej. Myśli rozpętały burzę wspomnień. W źrenice zaczęła spoglądać niepewność… - Nie poddam się, nie mogę zostawić Jego samego… Obiecałam! – myślała krzycząc w swym wnętrzu. Mrok coraz bardziej długim płaszczem zaczął otaczać okolicę. Uświadomiła sobie, że nie ma żadnego światła, którym mogłaby przyświecić drogę powrotną…- Czy On mnie jeszcze będzie umiał zobaczyć? - W odpowiedzi słyszała jedynie milczenie ciszy… - Tak boję się ciemności… Miły gdzie jesteś? – Cichutko szeptała… Ciemność połknęła ostatnie skrawki światła. Jednoskrzydła przystanęła. Zdawało jej się, że usłyszała kroki… JEGO kroki... Nie. To jednak lęk i niepewność przysłoniły jej drogę do Niego. Przemogła strach wyciągając rękę w niezmierzoną toń ciemności… Osamotniona, drżąca i zalękniona zebrała się w sobie i resztą sił wyszeptała: - Przybądź Miły. Tak Bardzo Potrzebuję Twego Ciepła by przeżyć…
Cisza i ciemność przenikły w głębie jej wnętrza aż do dna. Nie wiadomo ile tak trwała w rozedrganiu
i zastoju...Wrażenie nie miało końca. Jedyne, co dodawało jej otuchy, to iskra świadomości Jego istnienia i przekonanie, że jest gdzieś tuż… Nie widziała Go, ale czuła pełnią serca… i tą pewnością, że jest w nim to samo uczucie, co w niej.... Kwestią czasu pozostawał moment,kiedy się pojawi… Wytrwale czekała myśląc nieustannie tylko o Nim…
I nagle…, co to! - Jednoskrzydła poczuła wyraźnie dotyk muśnięcia palcem po dłoni, rozpoznając
w jednej chwili… To ON! Znała dobrze Jego charakterystyczne ciepło. … które posiadają jednorodne niepowtarzalne klejnoty. -Tak to ON! Jest przy mnie – myślała, a serce zaczęło jej łopotać jak skrzydła ptaka wzbijającego się do lotu. W jednej chwili rozproszył się chłód, opadając pod stopy jak pył z ubrania, a wspomnienie smaku Jego pocałunków znowu rozkwitło różą na jej spragnionych ustach… Jak błyskawica rozbłysła w jej sercu wiara i przekonanie, że nie straciła Jego Miłości! Zachciała znowu żyć…
kochani polece wam teraz tez cos ... cos napewno nie dla kazdego ... a moze sie myle...
moze wlasnie kazdy powinien to przeczytac... dorosly i dziecko... ja jestem pewien ze kazdy odnajdzie tam...
sami zobaczcie...
zanim tam wejdziecie przygotujcie sobie wieksza chwile tylko dla siebie i przeczytajcie do konca jednym tchem... naprawde warto... pozdrawiam serdecznie! max
Nie daj mi się zwieść. Nie daj się zwieść masce, która noszę. Bo noszę maskę. Noszę tysiące masek, które boję się zdjąć – a żadna z nich nie jest mną. Udawanie jest moją drugą naturą lecz nie daj się zwieść.
Stwarzam wrażenie, że czuję się bezpiecznie, że jestem spokojny i pogodny, wewnątrz i na zewnątrz, że pewność siebie to moje drugie imię, że wody są spokojne, a ja nad wszystkim panuję i nie potrzeba mi nikogo. Jednak nie wierz w to proszę.
Na zewnątrz wydaję się spokojny lecz moja twarz to maska. Pod nią nie ma samozadowolenia i opanowania. Pod nią mieszka prawdziwy ja – zmieszany, przestraszony, samotny. Jednak skrywam to nie chcąc by ktokolwiek o tym wiedział. Drżę na myśl, że moja słabość mogłaby się ujawnić. Dlatego pospiesznie tworzę maski za którymi mogę się ukrywać, nonszalancką, wyszukaną fasadę, która pomaga mi udawać i chronić mnie przed spojrzeniem, które wie. Tymczasem to spojrzenie jest moim zbawieniem, jedynym zbawieniem. Wiem o tym. Tylko ono może mnie uwolnić od siebie samego, z tych własnoręcznie wzniesionych murów, więzienia, zza barier, które tak starannie stawiałem. Lecz nie mówię ci tego. Nie śmiem. Boję się.
Boję się że w ślad za twoim spojrzeniem nie pojawi się miłość i akceptacja.
Boję się że będziesz gorzej o mnie myślał, że będziesz się śmiał, a Twój śmiech mnie zabije. Boję się że tam w głębi jestem nikim, że jestem zły, a Ty to dostrzeżesz i mnie odrzucisz.
Zatem kontynuuję swoją grę pozorów – z fasadą pewności na zewnątrz i drżącym dzieckiem wewnątrz. Tak zaczyna się parada masek – błyszczących lecz pustych – a moje życie staje się polem bitwy. Leniwie gawędzę z Tobą uprzejmym tonem towarzyskiej rozmowy. Wszystko co mówię w istocie nic nie znaczy, nie ma związku z tym co krzyczy we mnie, wewnątrz mnie. Zatem nie daj się zwieść temu co mówię . Proszę wsłuchaj się uważnie i spróbuj usłyszeć to czego nie mówię... co chciałbym umieć powiedzieć... co musze powiedzieć żeby przetrwać... lecz nie potrafię. Nie lubię się ukrywać. Naprawdę. Nie lubię fałszywych gierek które prowadzę. Naprawdę chciałbym być szczery, być sobą – lecz Ty musisz mi pomóc. Musisz wyciągnąć do mnie rękę nawet gdy wydaje Ci się że zupełnie tego nie potrzebuję, nie pragnę. I nie zniechęcaj się w końcu odpuszczą skorupy, stopnieje lód, maska spadnie. Za każdym razem gdy jesteś miły i łagodny, gdy dodajesz mi odwagi i gdy starasz się zrozumieć, bo zależy Ci na mnie - za każdym razem mojemu sercu wyrastają skrzydła. Są to bardzo małe, bardzo słabe skrzydła, ale skrzydła. Z Twoją wrażliwością i współczuciem, z Twoją siłą zrozumienia dam radę. Ty możesz tchnąć we mnie życie. Nie będzie to dla ciebie łatwe. Długo tkwiąc w przekonaniu o swojej bezwartościowości, zdążyłem wznieść mocne ściany. Jednak miłość jest silniejsza od grubych murów i w tym kryje się moja nadzieja. Proszę spróbuj skruszyć te mury, stanowczą lecz delikatną dłonią, gdyż dziecko jest bardzo wrażliwe, a ja jestem dzieckiem. Może się zastanawiasz kim jestem. Jestem kimś kogo bardzo dobrze znasz. Jestem każdym mężczyzną, kobietą, dzieckiem... każdym człowiekiem!!!
Rzeczywistość, która Cie otacza, jest wypełniona nieskończenie większą liczbą możliwości i rzeczy, nie jesteś to w stanie sobie uświadomić czy choćby wyobrazić. Krótko mówią, w świecie istnieje wszystko. Każdy typ człowieka, każdy rodzaj zachowania. Gdybyś chciał wszystko to ogarnąć i zrozumieć, nie miałbyć już czasu zyć własnym zyciem.
Podczas przechadzki po centrum handlowym nawet nie przyszłobyc ci do głowy, żeby wszystko obejrzeć, a juz na pewno spróbować zrozumieć funkcję i budowę każdego oferowanego produktu. Nawet poczas bezcelowego odwiedzania sklepów zwracasz uwagę przede wszystkim, na te towary które w pewien sposób pasują do Ciebie i twojego stylu zycia.
Twoje zadanie nie polega na zrozumieniu wszystkiego. Twoje zadanie polega na wybraniu z ogromnej liczby możliwości właśnie tego, co dopasuje się do twojego osobistego palnu na zycie. Żeby się to jednak udało, warto mieć na ten temat plan jakieś wyobraźenie. Możesz nazwać je " pomysłem na zycie".
Kim jesteś? Dokąd zmierzasz? za czym tęsknisz? co jeszcze Pragniesz przezyć? z jakimi ludźmi chciałbyś przestawać? jaki jest według Ciebie sens Twojego zycia - w danym momencie i tak wogóle ?
Wbrew pozorom nie są to proste pytania i nawet jesli uda Ci się znaleść na nie odpowiedz, i tak będą się one zmieniać wraz z upływem czasu. Na szczęscie nie chodzi tutaj o odpowiedzi ostateczne. Chodzi o to, żeby poczuć, w jakim kierunku chce się zmierzać. Takie poczucie biegu własnego zycia sprawi, że magnetyzm twojego serca będzie przyciagał mocna i wraźnie.
"Świadome i nieświadome oszukiwanie nie powinno i nie może być kontynuowane. Możemy ukształtować człowieka, któremu z natury będzie obce oszustwo. Będzie to możliwe, jeżeli pozwolimy mu zachować jego indywidualne predyspozycje, zamiast je niszczyć.
Dziecko, któremu dodaje się odwagi, uczy się wiary w siebie.
Dziecko, które jest traktowane tolerancyjnie, uczy się cierpliwości.
Dziecko, które jest chwalone, uczy się wartościowania.
Dziecko, które styka się ze szczerością, uczy się sprawiedliwości.
Dziecko, które jest przyjaźnie traktowane, uczy się przyjaźni.
Dziecko, które doświadczyło bezpieczeństwa, uczy się zaufania.
Dziecko, które było kochane, chronione, obejmowane, uczy się, czym jest miłość.
Dziecko, któremu okazywano szacunek i zrozumienie, czuje, że świat i społeczeństwo są jego domem."
i
Wyprawa zaczyna się, gdy stajesz
Prawdziwą siłę można znaleźć tylko w słabości
Jeśli szukasz bezpieczeństwa, musisz żyć śmiało
Czego się wyrzekasz, będzie ci dane
Im mniej robisz, tym więcej zostaje zrobione
Tylko sami możemy być razem
Tylko razem możemy być sami
Jeśli szukasz wieczności, żyj tu i teraz
Miłość do samego siebie
Kiedy naprawdę zaczołem kochac siebie samego, uświadomiłes sobie, że emocjonalny ból i cierpienia są tylko ostrzeżeniem dla mnie, żebym nie żył wbrew własnej prawdzie. Dziś wiem, że to nazywa się AUTENTYCZNOŚCIĄ
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie , zrozumiałem, jak żenujące jest dla innych, gdy narzucam im własne pragnienia, wiedząc , że ani nie nadszedł odpowiedni czas, ani ta osoba nie jst na to gotowa, nawet jeśli byłem nią ja sam. Dziś wiem, że to nazywa się SZACUNKIEM DO DAMEGO SIEBIE.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem tęsknić za innym życiem i mogłem dostrzec, że wszystko wokół mnie stanowi zaproszenie do rozwoju. Dziś wiem, że to nazywa się DOJRZAŁOŚCIĄ.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, zrozumiałem, że zawsze i we wszystkich okolicznościach jestem we właściwym momencie i we właściwym miejscu i że wszystko, co się dzieje, jest właściwe. Od tamtej pory mogłem już być spokojny. Dziś wiem, że to nazywa się WEWNĘTRZNĄ PEWNOŚCIĄ.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, przestałem ograbiać się z wolnego czasu i przestałem tworzyć kolejne wielkie palny na przyszłość. Dziś robię to, co sprawia mi radość i przyjemność, co kocham i co sprawiam, że moje serce się uśmiecha. I robię to na swój sposób i we właściwym tempie. Dziś wiem, że to nazywa się RZETELNOŚCIĄ.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uwolniłem się od tego wszystkiego co nie było dla mnie zdrowe, od podstaw, ludzi, przedmiotów, sytuacji i od wszystkiego, co wciąż odciągało mnie ode mnie samego. Na początku nazywałem to „zdrowym egoizmem”. Ale dziś wiem, że to MIŁOŚC D SAMEGO SIEBIE.
Kiedy zacząłem kochać samego siebie przestałem chcieć mieć zawsze rację. Dzięki temu rzadziej się myliłem. Dziś wiem, że to nazywa się SKROMNOŚCIĄ.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, wzbraniałem się przed zyciem w przeszłości i troską o własną przyszłość. Teraz żyję chwilą, w której dzieje się wszystko. Zyję więc teraz każdym dniem i nazywam to DOSKONAŁOŚCIĄ.
Kiedy naprawdę zacząłem kochać samego siebie, uświadomiłem sobie, że moje myślenie możę uczynić ze mnie chorego nędznika.
Kiedy zwróciłem się do sił mojego serca, mój rozum zyskał ważnego wspólnika. Ten związek nazywam dziś MĄDROŚCIĄ SERCA
Nie musimy już obawiać się sporów, konfliktów z samymi sobą i z innymi, ponieważ nawet gwiazdy wpadają na siebie, tworząc nowe światy. Dziś wiem, że to właśnie jest Zycie !
Czasem błądzę ,zastanawiam się
co przyniesie nowy dzień,
Cóż jeszcze może się stać
i jaki sens życie ma?
Tak wiele pytań i brak odpowiedzi
życie jest krótkie i szybko przemija
Jednego dnia się uśmiechamy
drugiego gorzko łkamy
A wszystko po to by doświadczyć
to co piękne
i widzieć jak smakują łzy
Bo największy skarb życia to przeżycia
które w nas ukryte są na dnie
i nikt nam ich nie weżmie
One tworzą nas samych doświadczając
siebie kreujemy, są naszą osobowością
A takimi się stajemy w zależności od tego
co los nam szykuje i jakie przeżycia ofiaruje.
Marzysz? Planujesz? Analizujesz? Myślisz kreatywnie? Wspominasz szczęśliwe chwile?
Chcąc czy nie chcąc, używasz oprócz mięśni mimicznych podstawowego narzędzia jakim jest WYOBRAŹNIA. Magiczna różdżka pozwalająca nam odzyskiwać, rozwijać i utrzymywać napęd pojazdu pt.
"Twarz Bananowa osadzona w ciele o Sercu Gorącym i Mózgu Działającym"
na poziomie gdzieś pomiędzy elektrownią atomową a niewielkim słońcem.
W ogólności jej stosowanie można sprowadzić do zdania:
Dbaj by wyobrażenia dotyczące przeszłości(wspomnienia), teraźniejszości(fantazje), oraz przyszłości(plany) były coraz piękniejsze, harmonijne i zawierały przynajmniej symbolicznie wskazówki odnośnie tego co chcesz przeżywać, jak się czuć, jak reagować i co robić.
zaproponuję Ci pewien sprawdzian:
1. Spójrz w lewo najdalej jak potrafisz. Zapamiętaj do jakiego punktu sięgasz wzrokiem. Spójrz w prawo najdalej jak potrafisz. Zapamiętaj do jakiego punktu sięgasz wzrokiem.
2. Zamknij oczy i wyobraź sobie, możliwie plastycznie że twoja głowa powoli i swobodnie dokonuje 3 pełnych obrotów w lewo, a następnie 3 w prawo. Lepiej niż sowa, trochę jak w serialach animowanych ;) Żeby lepiej podziałało powtarzaj sobie w trakcie: "O! to łatwe" "Ale fajnie!" "Iiichhaaaa!" "Yuuupiii".
3. SPRAWDŹ. Jak daleko sięgasz wzrokiem w lewo? Jak w prawo?
Zadziwiające nie? A to tylko taki drobiazg 30 sekundowy. Zastanów się: Co można zrobić gdy używa się tego narzędzia systematycznie?
- Wyobraźnia. Ona udostępnia nam największą liczbę możliwości. Właściwie wszystko, co robimy, opiera się na naszej zdolności do używania wyobraźni. Moja definicja wyobraźni jest bardzo szeroka, zawiera w sobie wszystkie nasze zdolności intelektualne. Posługując się analizą, uważaną za największą sztukę naszego umysłu jesteśmy w stanie robić połączenia lub związki pomiędzy rzeczami lub wyobrażamy sobie, że je robimy. Kiedy używamy myślenia logicznego, przyczynowo-skutkowego, wtedy oznacza to, że ustalamy przyczyny, a wszystko to robimy za pomocą wyobraźni. Najwięksi naukowcy, w szczególności matematycy używają wyobraźni, jako podstawowego narzędzia. Gdybym miał wybrać jedno narzędzie, skoncentrowałbym się właśnie na wyobraźni."
To zawsze dzieje się za wcześnie
Ból rozrywa serce i chociaż w to uwierzyć nie chcesz
Rany zabliźnią się, te największe
Weź w płuca powietrze, bo to ma sens
Trudno o poręcz skoro tak ciężko o dowód
Że istnieje coś poza końcem na końcu tych schodów
Trzeba przyjąć to pamiętając o tych których serca już nie biją
Bo póki pamiętamy oni żyją
Wciąż dając nam obraz tego
że ci, których kochamy odchodząc od nas
Zostają w nas samych
Będąc gdzieś tam i gdzieś tu równocześnie
Szkoda, że was nie ma, dobrze, że jesteście...
Dopiero gdy stracimy wszystko stajemy się zdolni do wszystkiego.
Tylko tyle, by zrobić wszystko, o czym marzysz i czego się boisz. Bo później umrzesz, bez drugiej szansy.
Nie skoczę na bungee! Boję się, zresztą lina może się urwać. Myślisz, że mało było takich przypadków?! Poczytaj sobie w necie... - o jedno ekscytujące przeżycie mniej w twoim życiu.
Jak mam, ku**a, do niej zagadać?! Wyśmieje mnie! - o jedną wspaniałą miłość mniej w twoim życiu.
Taniec jest dla ciot / Szachy są dla spedalonych kujonów - o jedną umiejętność mniej w twoim życiu.
Nie lubię podróżować, nie ma to jak w domu - o dziesiątki nowych doświadczeń i przyjaźni mniej w twoim życiu.
Ja pierdolę, jaki nudny dzień. Deszcz pada, komputer mi siadł, nie ma co robić...- i bezpowrotnie mijają sekundy... minuty... godziny... dni twojego życia.
Mogłeś je przeznaczyć na zrobienie czegoś kreatywnego, zorganizowanie wielkiej imprezy albo spotkania we dwoje, naukę poppingu i szydełkowania, posprzątanie domu, przemeblowanie, naprawę tego cholernego komputera, naukę gry na skrzypach albo fortepianie, poczytanie książek kucharskich i poznanie w końcu tajemnicy robienia jajecznicy, odwiedzenie chorej babci, napisanie książki, która potem stanie się bestsellerem albo namalowanie autoportretu, który za kilka wieków poszedłby na aukcji za kilkadziesiąt tysięcy dolarów.
Lepiej jest jednak po prostu siedzieć, gapić się w ścianę, gryźć długopis... i narzekać, jak to nie masz co robić.
Ludzie są chyba jedynym gatunkiem, który był w stanie wymyślić nudę.
75,41 lat, według statystyk, będziesz stąpał po tym świecie. Możesz być szczęściarzem i dożyć setki, będąc przez całe życie na diecie zawierającej tylko sałatę i plasterki ogórka.
Możesz mieć pecha i zginąć jutro, koło południa, idąc sobie spokojnie do sklepu, bo jakiś miły pan wypił sobie o jednego za dużo, wsiadł za kierownicę i miał trudności z rozpoznaniem, gdzie kończy się jezdnia, a gdzie zaczyna chodnik.
Życie jest cholernie krótkie i jest tylko jedno. Jasne, może istnieje życie pozagrobowe, może pójdziemy sobie do nieba albo piekła, ale z opisów biblijnych wynika, że życie po życiu jest takie nudne, że nie warto tracić czasu na umieranie. Jeśli o to chodzi, wolę reinkarnację.
Siedemdziesiąt pięć lat, żeby kochać, nienawidzić, bawić się i śmiać, płakać i smucić się, tęsknić, ekscytować, podziwiać, bać się... żyć pełnią życia. Bez monotonii, bez bezczynności.
Nie trać czasu. Żyj tak, żeby nie żałować ani jednej straconej minuty.
Wykorzystuj możliwośći, które stawia przed tobą życie. Nie martw się o przyszłość i nie zajmuj sobie głowy przeszłością. Rób codziennie jedną rzecz, która cię przeraża. Tańcz. Śpiewaj. Nie postępuj lekkomyślnie z uczuciami innych i nie toleruj tych, którzy postępują lekkomyślnie z twoimi uczuciami. Nie trać czasu na zazdrość.
Zapamiętuj komplementy, nie słuchaj obelg. Bądź miły dla rodziny i dla tych, którzy są mili dla ciebie. Ciesz się swoim ciałem i nie wstydź się go. Nie żyjesz dla innych, lecz dla siebie. Przyjaciele przychodzą i odchodzą: zostanie tylko tych kilku prawdziwych. Dbaj o te przyjaźnie.
Najgorzej jest żałować, że czegoś się nie zrobiło, gdy nie można już tego zrobić...
Hej Max - ale pojechałeś ostro ;-) no to kiedy partyjka szachów na Szkockiej ziemi ?
Zdarza się w mgnieniu oka, czego nie spodziewamy się i po roku.
Jutro, jutro, jutro! Tak mija czas!
Póki możecie i przeżywacie jeszcze wiośniane lata, uczcie się: lata idą niby płynąca woda. Ani miniona nie powróci fala, ani miniona nie może się cofnąć godzina. Trzeba korzystać z życia; szybkim krokiem uchodzi czas i nie tak dobry nadchodzi, jak dobry był przedtem.
Chwalimy dawne lata, lecz żyjemy w naszych.
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.