Do góry

raczej nie dla kazdego...

Temat zamknięty
max_pl_taxi_gls
6 723
02.07.2009, 09:49

Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.

Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.

Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.

„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.

Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.

Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.

Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.

max_pl_taxi_gls
6 723
#102107.12.2009, 17:39

Kiedy byłem mały uwielbiałem cyrk,a najbardziej w cyrku podobały mi
się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który - jak
się później okazało - był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas
przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój
niesamowity ciężar, rozmiar i siłę...
Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń siedział
zawsze uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.
Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w
ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i
gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne
wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka
i uciec. To oczywista tajemnica. Co go trzyma w takim razie? Czemu nie
ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość
dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i
wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń
nie uciekał bo był tresowany.Wtedy zadałem oczywiste pytanie: "Jeśli
jest tresowany, to dlaczego go przywiązują"? Nie pamiętam, abym
otrzymał jakąś sensowną odpowiedź.
Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono
jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie
podobne pytanie. Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był
ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź. Słoń nie uciekał
z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych
kołków. Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego
i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że
słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo
że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy
kołek był dla niego za solidny. Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze
zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i
kolejnego... Aż nadszedł dzień, który odbił się strasznie na historii
słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało
się na swój los. Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku,
nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może. Ma w sobie
utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na
świat. I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował
poważnie tego wspomnienia. Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie
wypróbować swoich sił.
Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku - idziemy przez życie
przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność. Żyjemy w
przekonaniu, że "nie możemy" wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że
pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, ktora
zakończyła się niepowodzeniem. Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń,
i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość: NIE
MOGĘ...NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ.
Dorastaliśmy nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość,
która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z
kołka. Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami,
spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ
MÓGŁ!!!
Żyjemy uwarunkowani wspomnieniem kogoś, kto dawno temu, będąc
dzieckiem czegoś nie mógł. Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć
się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz
włożyć całe twoje serce...

ja uwolnilem sie ze swojego... kolka... tylko nie potrafie jeszcze w pelni korzystac z tej wolnosci... czasem mysle czy bylo warto...

max_pl_taxi_gls
6 723
#102207.12.2009, 17:42

Każdego poranka bogaty i wszechpotężny król odbierał hołdy swoich poddanych. W swoim życiu zdobył już wszystko to, co można było zdobyć i zaczął się trochę nudzić. Pośród różnych poddanych zjawiających się codziennie na dworze, każdego dnia pojawiał się również punktualnie pewien cichy żebrak. Przynosił on królowi jabłko, a potem oddalał się równie cicho jak wchodził.
Król, który przyzwyczajony był do otrzymywania wspaniałych darów, przyjmował dar z odrobiną ironii i pobłażania, a gdy tylko żebrak się odwracał, drwił sobie z niego, a wraz z nim cały dwór. Jednak żebrak tym się nie zrażał. Powracał każdego dnia, by przekazać królewskim dłoniom kolejny dar. Król przyjmował go rutynowo i odkładał jabłko natychmiast do przygotowanego na tę okazję koszyka znajdującego się blisko tronu. Były w nim wszystkie jabłka cierpliwie i pokornie przekazywane przez żebraka. Kosz był już prawie całkiem pełen.
Pewnego dnia ulubiona królewska małpa wzięła jedno jabłko i ugryzła je, po czym plując nim, rzuciła pod nogi króla. Monarcha oniemiał z wrażenia, gdy dostrzegł wewnątrz jabłka migocącą perłę. Rozkazał natychmiast, aby otworzono wszystkie owoce z koszyka. W każdym z nich, znajdowała się taka sama perła. Zdumiony król kazał zaraz przywołać do siebie żebraka i zaczął go przepytywać.
"Przynosiłem ci te dary, panie - odpowiedział człowiek - abyś mógł zrozumieć, że życie obdarza cię każdego dnia niezwykłym prezentem, którego ty nawet nie dostrzegasz i wyrzucasz do kosza, a wszystko dlatego, że jesteś otoczony nadmierną ilością bogactw.

"Najpiękniejszym ze wszystkich darów jest każdy rozpoczynający się dzień"

max_pl_taxi_gls
6 723
#102307.12.2009, 17:45

Dobrze znany mówca rozpoczął seminarium trzymając w ręku dwudziestodolarowy banknot. Do dwustu osób na sali skierował pytanie:
- Kto chciałby dostać ten banknot?
Ludzie zaczęli podnosić ręce. Spiker powiedział:
- Mam zamiar dać ten banknot jednemu z was, ale najpierw pozwólcie że coś zrobię... - i zaczął miąć banknot.
Pokazał zgnieciony banknot i zapytał:
- Kto w dalszym ciągu to chce?
Ręce znowu się podniosły...
- A gdybym zrobił to? - zapytał mówca.... i rzucił banknot na ziemię. Podeptał go butami i podniósł - był pomięty i brudny....
- A teraz kto chce te pieniądze?
Ręce podniosły się po raz trzeci!!!
- Moi przyjaciele odebraliście bardzo cenną lekcję. Nie ma znaczenia co zrobiłem z tym banknotem,
ciągle chcieliście go dostać, ponieważ nie zmniejszyłem jego wartości. To jest wciąż warte 20$!!!
Wiele razy w życiu jesteśmy powaleni na ziemię, zmięci i rzuceni w błoto przez decyzje, które kiedyś podjęliśmy i okoliczności,
które stanęły nam na drodze. Czujemy się przez to mniej wartościowi. Ale to nie ma znaczenia, co się stało i co się jeszcze stanie...
TY nigdy nie stracisz swojej wartości: brudny czy czysty, zmięty czy w dobrej formie, jesteś ciągle bezcenny dla tych,
którzy Cię kochają.
Wartość naszego życia nie wynika z tego co robimy, ani nie zależy od tego, kogo znamy, lecz KIM JESTEŚMY!

max_pl_taxi_gls
6 723
#102407.12.2009, 17:59

„Człowiek, który wiele osiąga popełnia wiele błędów,
ale nigdy nie popełnia największego błędu,
jakim jest nie robienie niczego.”

Nie marudź, że masz pod górkę, gdy idziesz na szczyt!

max_pl_taxi_gls
6 723
#102507.12.2009, 18:04

Przed kilku laty była sobie fabryka, która produkowała misie. Każdy z nich był inny, ale każdy tak
samo śliczny i milutki. Małe dzieci uwielbiały te misie, rodzice kupowali im je na urodziny, imieniny
i Gwiazdkę. Każde dziecko od razu umiało pokochać swojego misia i uważało go za swojego
największego przyjaciela.
Tylko jeden misio był nieudany. Został uszyty z samych resztek materiału. Miał jedno uszko
różowe, drugie zielone, tułów w kwiatki, nóżki w kratkę. Nosek zamiast czarnego wyszedł niebieski,
a oczy, robione już z ostatnich skrawków, były żółte. Misio ten był bardzo miły w dotyku. Cieplutki i
aksamitny, ale nikt tego nie widział, bo nikt nawet nie brał go do ręki.
Biedny Brzydki Misio widział, jak jego koledzy szybko opuszczają sklepowe półki i trafiają do
wesołych, uśmiechniętych dzieci, które bardzo je kochają. Sam stał samotny, już troszkę zakurzony
i myślał sobie: To nic, że mnie nikt nie chce. Najważniejsze, że moi koledzy trafiają w dobre ręce.
Minęła kolejna Gwiazdka i misia nadal nikt nie kupował, aż pewnego dnia do sklepu weszła mała,
może sześcioletnia dziewczynka. Miała na nosie ciemne okulary, chociaż tego dnia wcale nie było
słońca, a w rączce białą, plastikową laseczkę, chociaż wcale nie była staruszką. Weszła do sklepu
ze swoją mamą. Poprosiły o misie. Dziewczynka była niewidoma. Nic nie widziała. Nie znała ani
kolorów, ani nigdy nie widziała tęczy, nie umiała sobie wyobrazić lecących w powietrzu ptaków, ale
za to wszystko umiała zobaczyć rączkami.
Wzięła do rączki najpierw bielusieńkiego misia. Najładniejszego ze wszystkich. Pomacała jego
odstające uszka, dotknęła łebka ; I wzięła następnego, szarego. Ten też nie przypadł jej do gustu,
bo miał troszkę ostre zakończenia łapek. Na samym końcu ekspedientka położyła Brzydkiego Misia,
bo i tak nie liczyła, że kiedyś ktoś go kupi.
- To ten mamusiu! - krzyknęła głośno dziewczynka - To jest mój misio. Mój piękny kochany
misiaczek - i z całej siły go przytuliła, a potem pocałowała w brzydki, niebieski nosek.
Od tej pory dziewczynka i misio nie rozstawali się nigdy. Na leżakowaniu spali pod jedną kołderką,
u dentysty dziewczynka ściskała jego łapki, a kiedy trudno jej było coś zrobić, zawsze pytała o
radę swojego przyjaciela.
Inne dzieci śmiały się, kiedy widziały, jakiego brzydala ze sobą nosi. Ale dziewczynka każdemu
proponowała, żeby wziął misia do ręki. I wtedy działo się coś dziwnego. Przestawał wydawać się
brzydki. Wszystkie dzieci zazdrościły dziewczynce. Pytały ją często skąd wiedziała, że ten misio
jest taki cudowny, tak kochany. Przecież nie mogła tego zobaczyć, bo jest niewidoma. A ona
zawsze im odpowiadała:
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

max_pl_taxi_gls
6 723
#102607.12.2009, 18:17

"On był mężczyzną potężnym, o donośnym głosie i szorstkim sposobie bycie. Zaś ona - kobieta łagodną i delikatną. Pobrali się. On dbał, by niczego jej nie brakowało, a ona zajmowała się domem i dziećmi. Później dzieci dorosły, pozakładały własne rodziny i odeszły. Historia, jakich wiele.
Lecz kiedy wszystkie dzieci były już urządzone, kobieta straciła swój zwykły uśmiech, stawała się coraz bardziej wątła i blada. Nie mogła już jeść i w krótkim czasie przestała podnosić się z łóżka.
Zmartwiony mąż umieścił ją w szpitalu.
Lecz chociaż u jej wezgłowia zbierali się najlepsi lekarze i specjaliści, żadnemu z nich nie udało się określić, na co zachorowała kobieta. Potrząsali tylko głowami.
Ostatni lekarz poprosił na stronę męża i rzekł:

- Ośmieliłbym się powiedzieć, że po prostu... pańska żona nie chce już dłużej żyć...

Mężczyzna w milczeniu usiadł przy łóżku żony i ujął ją za rękę. Była to mała, drobna rączka, która zupełnie ginęła w potężnej dłoni mężczyzny. Potem rzekł zdecydowanie swym donośnym głosem:

- Ty nie umrzesz!
- Dlaczego? - zapytała kobieta lekko wzdychając.
- Ponieważ ja cię potrzebuję!
- To dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałeś?

Od tej chwili stan zdrowia kobiety zaczął się szybko poprawiać. Dzisiaj czuję się doskonale. A lekarze i znani specjaliści nadal zadają sobie pytanie, jaka choroba ją dotknęła i cóż za wspaniałe lekarstwo uzdrowiło ją w tak krótkim czasie."

"Nigdy nie czekaj do jutra, by powiedzieć komuś, że go kochasz. Uczyń to dzisiaj. Nie myśl: "Moja mama, moje dzieci, moja żona lub mąż doskonale o tym wiedzą". Miłość to życie. Istnieje kraina umarłych i kraina żywych. Tym, co je różni, jest miłość."

max_pl_taxi_gls
6 723
#102707.12.2009, 18:30

Pociąg “życie”

Jakiś czas temu przeczytałem książkę,
w której porównywano życie do podróży pociągiem.

Lektura jest wyjątkowo interesująca
pod warunkiem, że zostanie dobrze zinterpretowana
Życie nie jest niczym innym jak podróżą pociągiem:
składającą się z wsiadania i wysiadania, naszpikowanym wypadkami, przyjemnymi niespodziankami oraz głębokimi smutkami
Rodząc się, wsiadamy do pociągu i znajdujemy tam osoby, z którymi myślimy być zawsze podczas naszej podróży: naszych rodziców.
Niestety, prawda jest inna.
Oni wysiadają na jakiejś stacji pozbawiając nas swojej czułości, przyjaźni i niezastąpionego towarzystwa.
Jednak to nie przeszkadza, by wsiadły inne osoby, które staną się dla nas bardzo szczególne.
Przybywają nasi bracia, przyjaciele i cudowne miłości
Wśród osób, które jadą tym pociągiem, będą takie, które robią sobie zwykłą przejażdżkę; Takie, które wywołują w podróży tylko smutek...
Oraz takie, które
krążąc po pociągu będą zawsze gotowe do pomocy potrzebującym.
Wielu wysiadając pozostawi ciągłą tęsknotę...
inni przejdą tak niezauważenie, że nie zdamy sobie sprawy, że zwolnili miejsce.
Ciekawe jest, że niektórzy pasażerowie, którzy są przez nas najbardziej ukochani, zajmą miejsca w wagonach najbardziej oddalonych od naszego.

Dlatego będziemy musieli przebyć drogę oddzielnie,
bez nich.

Oczywiście, nic nam nie przeszkadza, by w trakcie podróży porozglądać się -choć z trudnością -po naszym wagonie i dotrzeć do nich...
Ale niestety, nie będziemy już mogli usiąść przy ich boku, ponieważ miejsce to będzie już zajęte przez inną osobę.
Nie ważne; ta podróż właśnie tak wygląda:
pełna wyzwań, marzeń, fantazji,oczekiwań i pożegnań...
Ale nigdy powrotów.
A zatem, odbyjmy naszą podróż w możliwie najlepszy sposób.
Próbujmy zawierać znajomości z każdym pasażerem szukając w każdym z nich ich najlepszych cech.
Pamiętajmy, że zawsze w jakiejś chwili w podróży oni mogą bełkotać i prawdopodobnie będziemy musieli ich zrozumieć…
Ponieważ nam również wiele razy będzie plątać się język, i będzie ktoś, kto nas zrozumie.
Wielka tajemnica na końcu polega na tym, że nigdy nie będziemy wiedzieć na jakiej stacji wysiadamy, ani gdzie wysiądą nasi towarzysze, ani nawet ten, który zajmuje miejsce przy naszym boku.

Zastanawiam się, czy kiedy wysiądę z pociągu, poczuję nostalgię...
Wierzę, że tak.

Oddzielić się od niektórych przyjaciół, z którymi odbywałem podróż będzie bolesne.
Pozwolić, by moje dzieci pozostały same, będzie bardzo smutne.
Ale chwytam się nadziei, że kiedyś przybędę na stację główną i zobaczę jak przybywają z bagażem, którego nie posiadali przy wsiadaniu.
Uszczęśliwi mnie myśl, że współpracowałem przy tym, by ich bagaż rósł i stawał się
bardziej wartościowy.
Mój przyjacielu, sprawmy, by nasz pobyt w tym pociągu był spokojny i wart starań.

Róbmy tak, by gdy nadejdzie chwila wysiadania, na naszym pustym miejscu pozostała tęsknota i miłe wspomnienia dla tych, co kontynuują podróż.
Tobie, gdyż jesteś częścią mojego pociągu, życzę...

¡¡¡Szczęśliwej podróży!!!

max_pl_taxi_gls
6 723
#102807.12.2009, 18:45

"Profesor powiedział: <>
Po zajęciach jeden ze studentów wziął słój, wypełniony po brzeg kamieniami, żwirem i piaskiem. Nawet sam profesor zgodził się, że słój jest pełny. Student bez problemu wlał do słoja butelkę piwa. Piwo wypełniło resztę przestrzeni - teraz słój był naprawdę pełen.
Morał z tej historii: nieważne, jak bardzo jest wypełnione Wasze życie, zawsze jest jeszcze miejsce na piwko!"

max_pl_taxi_gls
6 723
#102907.12.2009, 21:55

Szczyt miłości, wierności i stałości - kiedy zdradza się żonę z kobietą podobną do niej.

Profil nieaktywny
czarna
#103008.12.2009, 21:48
Profil nieaktywny
czarna
#103108.12.2009, 22:09

Ciesz się każdym dniem

Idziesz przed siebie gwiżdże wiatr.
Widzisz przed sobą,ten piękny świat
świeci słońce a niebo jest piękne.
za godzinę zachód już będzie trwać.

Piękny dzień codziennie spotyka cię,
w każdym z nich są piękne kolorowe wspomnienia,
których oprócz ciebie nie doznał nikt.
Każde są tylko twoje, zamknięte jak pod kluczem...
głęboko w ziemi ukryty piękny skarb...

Profil nieaktywny
czarna
#103208.12.2009, 22:11

Życie jest długa jak wędrówka
mająca wiele przeszkód.
Musimy je pokonać,aby
jak najlepiej życ,lecz
czasem jest to trudne i
nie mamy już sił.
Myślisz,że wszystko sie wali
i nie da sie z tym nic zrobić
lecz pomyśl przeć chwile
czy naprawdę tak musi byc?
Każdy problem ma rozwiązanie,
trzeba tylko walczyć i je
pokonać , aby je rozwiązać ...

Profil nieaktywny
czarna
#103309.12.2009, 00:19

Przeczytaj tę historię. I wtedy zadecyduj, jak zaczniesz jutrzejszy dzień...

Michał jest takim człowiekiem, za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia.
Zapytany jak się czuje odpowiedziałby:
- Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!
Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znależć pozytywną stronę tej sytuacji.
Bardzo mnie to zaciekawiło. Pewnego dnia podszedłem więc do Michała i spytałem go:
- Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak Ty to robisz?
Michał odpowiedział:
- Każdego ranka gdy się budzę mówię sobie - Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor. - I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem, gdy wydarza się coś niedobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem, gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony.
- Zaraz, to nie jest takie proste! - zaprotestowałem.
- Ależ tak, to właśnie takie jest. - odpowiedział Michał.
- Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz, jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To Ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to Twój wybór, jak wygląda Twoje życie.!
Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał.
Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji.
Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku.
Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział:
- Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?
Nie chciałem, ale zapytałem, o czym myślał w chwili wypadku.
- Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która! niedługo miała się urodzić. - odpowiedział Michał. - Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie.
- Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności? - spytałem.
Michał kontynuował:
- Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem - "ten facet już nie żyje". Wiedziałem, że muszę coś zrobić.
- I co zrobiłeś? - spytałem.
- Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie. - opowiadał dalej Michał. - Spytała, czy jestem na coś uczulony.
- Tak! - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech i krzyknąłem:
- Grawitację. - Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem - Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego.
Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie. Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim !!!

Profil nieaktywny
czarna
#103411.12.2009, 17:22

Zawsze warto spełniać marzenia,
warto iść do przodu,
nawet kiedy wiatr się zmienia
i wieje prosto do oczu.
Iść do przodu
szukać w ludziach przyjażni
dotknąć ich serca,
nawet kiedy jest jak lód.
Kiedy drzwi zamykasz,
okno pozostaw otwarte,
by każdy anioł
mógł trafić do Twego serca!!!

Profil nieaktywny
czarna
#103511.12.2009, 17:38

Każdy ma do przebycia
swoją podróż życia
Mijamy stacje życiowe
jedne szare
inne zaś kolorowe
Poznajemy ludzi
którzy wsiadają i wysiadają
lub tez do końca podróży
przy nas pozostają
Każdy z nas wybiera
swój przedział życiowy
jednym wystarczy zwykły
innym zaś luksusowy
Lecz nie ważny jest luksus
w życiu człowieka
bo sensem tej podróży
jest miłość do drugiego człowieka.

Profil nieaktywny
czarna
#103611.12.2009, 19:17

...Nic się nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie
wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.

Profil nieaktywny
czarna
#103712.12.2009, 11:40

Nadzieja jest najcenniejszą towarzyszką życia.

Nadzieja nie ma końca. Choć rwie się bez przerwy.

To, co wiecznie zawodzi, wiecznie też jest przedmiotem nadziei.

Nadzieja to pożyczka, której udziela nam szczęście.

Nie wolno tracić nadziei, dopóki człowiek żyje z człowiekiem.

Lęk nie może istnieć bez nadziei, ani nadzieja bez lęku.

Jeśli rozpacz jest bez złudzeń, trzeba postępować, jakby się miało nadzieję - albo się zabić. Cierpienie nie daje żadnych praw.

Profil nieaktywny
czarna
#103813.12.2009, 14:28

Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada,
lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma,
lecz przez to, czym dzieli się z innymi.

Profil nieaktywny
czarna
#103913.12.2009, 14:33

Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem,
ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem.

Profil nieaktywny
czarna
#104013.12.2009, 14:34

Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia,
które ma dla innych,
ale i za te,
które w innych budzi.

Profil nieaktywny
czarna
#104113.12.2009, 14:36

Mierząc się z przeszkoda,
człowiek poznaje siebie

Profil nieaktywny
czarna
#104213.12.2009, 14:45

Dzielić radość innych ludzi i cierpieć wraz z nimi -
oto najlepsze wskazówki dla człowieka.

Profil nieaktywny
czarna
#104313.12.2009, 14:45

Człowiek, który zaczął dostrzegać swe wady,
wie już, jaką ma wybrać drogę.

Profil nieaktywny
czarna
#104413.12.2009, 14:46

Człowiek jest tajemnicą -
z tajemnicy przybywa i w tajemnicę odchodzi.

Profil nieaktywny
czarna
#104513.12.2009, 14:48

Nie staraj się zostać człowiekiem sukcesu,
lecz człowiekiem wartościowym

Profil nieaktywny
czarna
#104613.12.2009, 14:49

Myśląc o kimś dobrze
pobudzasz go ku dobremu!!!

Profil nieaktywny
czarna
#104714.12.2009, 23:50

Życzę Wam nadziei...
nadziei na lepsze jutro,
aby stała się Waszą towarzyszką,
by trzymała Was za rękę
zarówno w dobrych jak i złych chwilach...

monikaPaisley
25
#104818.12.2009, 00:42

Trzeba mieć wytrwałość i wiarę w siebie.
Trzeba wierzyć, że człowiek jest do czegoś zdolny i osiągnąć to za wszelką cenę.
Maria Skłodowska-Curie

monikaPaisley
25
#104918.12.2009, 00:45

Dwie rzeczy dają duszy największą siłę: wierność prawdzie i wiara w siebie.

monikaPaisley
25
#105018.12.2009, 00:46

Są rzeczy, w które trzeba wierzyć, by je zobaczyć.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis