eżeli święto Bożego Narodzenia
niesie z sobą pewną tęsknotę
i tak wiele czułości,
tyle poruszających nas uczuć,
to dlatego że przywraca naszym oczom
obraz najkruchszego dzieciństwa.
Widzimy w niej równocześnie
i piękno, i niewinność,
kruchość istnienia i opiekę,
jakiej się ona domaga,
i miłość, której od nas wszystkich
oczekuje.
kard. Jean-Marie Lustiger
(...) Myślę o każdych zbliżających się
dniach Bożego Narodzenia -
niezależnie od czci, jaka budzi w nas
sama nazwa tych świąt oraz ich istota,
jeśli sprawy te w ogóle dadzą się rozdzielić -
jako o dniach błogich,
dniach przepełnionych dobrocią,
duchem miłosierdzia,
dniach radosnych. (...)
Karol Dickens
Ptaki niby dzwoneczki cieszą się kolędą -
Chrystus nam się narodził i nowe dni będą.
Do stajni betlejemskiej aż do brzegów Wisły
z ptakami smukłe sarny dziwować się przyszły ...
I kwiaty, choć to zima, czas mroźny i cichy,
Niosą mirrę, kadzidło i złote kielichy ...
A mały Jezus smutny w drzwi patrzy i czeka,
By wśród witających
zobaczyć człowieka ...
Jerzy Liebert
Kochac...
To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie",
nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.
Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie
bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej
stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców
zrywanych na skarpie,
Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić: to
"ty", moje kochanie, ty jesteś moja jedyna...
Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej
osoby nawet z pominięciem siebie,
to czynić wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się
Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim
być powinna
a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować
według swoich marzeń.
Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać
ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie,
To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby
ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w
ramionach twojego "ja", co znaczy więcej niż
tysiące pieszczot i szalonych uścisków,
Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet
jeśli ona przez moment się wzbrania
To dawać nie licząc tego, co inny ci daje,
płacąc bardzo drogo, nie domagając się
zwrotu.
Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy
ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać
innym to, co przyrzekła tobie.
Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój
gość i nie sadzić, że możesz obejść się bez niego,
Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci
przynosi,
na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz
dań królewskich
lecz tylko suchy chleb biedaka.
Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej,
wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada,
jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla
wyrównania drogi.
To zdecydować się rozsądnie i odważnie
wyruszyć na drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć
tysięcy dni,
Ale na pielgrzymkę, która się nie skończy, bo jest
pielgrzymka, która trwać będzie ZAWSZE.
Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe
marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie,
śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać,
Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć
o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla
siebie
tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego.
Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym
powiedziano i jeszcze więcej,
Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ,
to pozwolić się kochać, być przejrzystym
wobec tej MIŁOŚCI, która zawsze w porę.
To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu
kochać tego, którego ty w sposób wolny
decydujesz się kochać!
Bo miłość mój drogi to:
To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie",
nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.
Emocje niekiedy mogą zrodzić miłość, która jest uczuciem. Ma wiele twarzy i wiele znaczeń. Bywa subiektywnie postrzegana i jest obiektywnie zdefiniowana w sensie uniwersalnym. Dla mnie jest jednością myśli, wspólną podróżą przez galaktyki, siłą do wybaczania, źródłem szczęścia i smutku, chęcią ofiarowania wszystkiego tego, co we mnie najlepsze, sposobnością do przekraczania własnych granic, żarem płonących ciał, zaufaniem i dzieleniem się własnymi słabościami, bezpieczeństwem i stabilnością.
kto tez tak to czuje...?
Żyć uwielbiam! Życiem cieszę!
Że nie anioł? Czasem grzeszę...? ; )
Mam swe pasje i marzenia...
Choć się wszystko wokół zmienia
Mam niezmiennych zasad parę:
Mam nadzieję, miłość, wiarę.
Cieszą rzeczy duże, małe,
Mam wszak szczęście niebywałe
Chłonąć chwilę każdym zmysłem!
Bóg obdarzył mnie umysłem,
I uśmiechem i humorem ; )
I choć jestem amatorem
W grze co "życie" się nazywa,
Satysfakcja to prawdziwa,
Bo choć pierwszy raz w to gram,
Idzie dobrze! Szczęście mam! : )
Jak by tego było mało,
Wszystko to zamknięte w ciało,
Które nie odstrasza ludzi ; )
A w niektórych nawet budzi
Jakieś żądze "prymitywne" ; )
Co mnie się wydaje dziwne ; )
W wielkim skrócie tak się jawi,
Dzień mój co dzień - uczy, bawi,
Czasem boli, zaskakuje...
Żyć jest pięknie! - Tak to czuję! : )
Miłość jest taka, że przychodzi niepytana, zagnieżdża się w sercu, rozumkowi robi „off” i stawia świat Afryką do góry, a Azją w dół.
Miłość łapie w pół i zgina do ziemi. Każe motylom latać nawet w zimie, robi im gniazdka w okolicach żołądka, a kiedy dzieje się coś zaskakująco zaskakującego, to każe im fruwać, łaskotać i skrzydełkami wywoływać to takie dziwne uczucie, które pozwala latać dwa metry nad powierzchnią chodnika i śpiewać na wysoką nutę, nawet mniej fałszywie niż zwykle.
Miłość jest zagadką bez klucza, bez podpowiedzi, którą można znaleźć sprytnie schowaną na ostatniej stronie pobazgranej niewprawną ręką książeczce z wizerunkiem misiów i tygrysków hasających po bajkowej polanie z chmurką wypływającą z pyszczka, z literkami w tej chmurce, z pytaniem ile misiów jest na obrazku. I wtedy oddziela się metodą na Kopciuszka misia od pasiastego specjalisty, co to bryka tu i ówdzie, a jak się stworzenia mylą, to zawsze można zajrzeć na tę ostatnio stronę i już wiadomo, że misie były cztery.
Miłość maluje świat w kolorowe pasy. A wredna sprzedawczyni ze stoiska z warzywami może sobie strzelać złośliwościami jak myśliwy do kaczek w trakcie sezonu polowań – szansa, że zauważymy jakąkolwiek złośliwość jest równa szansie przyznania Fredowi Flinstonowi Oskara za najlepszą męską rolę pierwszoplanową.
Przychodzi więc ta dama na „m”, kręcą o niej seriale i filmy długometrażowe, piszą o niej wiersze i pokraczne rymowanki, tworzą poematy, ody i opowiadania tak chętnie czytane, oglądane i przeżywane przez spragnionych jej obecności, ludzi wszelkich ras, płci i obyczajów.
Przychodzi i miesza w życiu wielką chochlą, podkręcając jednocześnie ogień. Aż w pewnym momencie od uczuć aż kipi i nie wiadomo, przykręcić zawór, czy pozwolić na eksplozję, fajerwerki, amorki, motylki, ustronne ławki w parku i klimatyczne knajpki z lampionami i pianinem zamiast radosnego umcy-umcy dobiegającego z najnowszego sprzętu hi-fi.
Miłość ma najszczerszy uśmiech i najcieplejsze spojrzenie. Miłość trzyma Cię za dłoń czule i nie chcesz za nic w świecie dopuścić, by puściła twoje drżące na jej widok palce.
Wstrzymujesz oddech, bojąc się, że z dmuchniesz ją nieopatrznie i że stracisz tym samym szansę na to, by zamieszkała z tobą na dłużej. Na dłużej może czasami być tym na zawsze. A któż nie chce kochać na zawsze? Może jest. Dla takich są łąki pełne kwiatów – a lataj ty sobie od łodyżki do łodyżki – tylko ode mnie z daleka. Chcę kochać na zawsze...
kiedy zdarzy nam się zapomnieć, co jest najważniejsze w życiu...
Inteligencja bez miłości czyni Cię przewrotnym
Sprawiedliwość bez miłości czyni Cię nieugiętym
Dyplomacja bez miłości czyni Cię hipokrytą
Sukces bez miłości czyni Cię aroganckim
Bogactwo bez miłości czyni Cię radykałem
Piękność bez miłości czyni Cię zabawnym
Władza bez miłości prowadzi do tyranii
Praca bez miłości czyni Cię niewolnikiem
Naiwność bez miłości pozbawia Cię wartości
Modlitwa bez miłości czyni Cię egoistą
Wiara bez miłości czyni Cię fanatykiem
Krzyż bez miłości staje się udręką
Życie bez miłości traci sens
Miłość jest...
Miłość jest promykiem słońca o poranku,
Małą latarką zapaloną w ganku.
Ciepłym wietrzykiem w upalny dzień,
I kilka tchnień.
Jest cichą nadzieją,
Której ludzie nigdy nie rozwieją...
Jest wszystkim a nawet więcej,
Więc zawsze miej otwarte serce,
Aby ją przyjąć.....przyjąć miłość.
Ukochanej Matce - Krzysztof
Nie patrz w tył - to dziecięctwo taka otchłań,
a na płacz jej za wiele.
Jakby kantyczki dziecinnej odgłos znów cię napotkał,
kantyczki śpiewanej w którąś śnieżną niedzielę.
To dławi - te święta świerkowej pieśni,
śnieży śnieg, po którym przeszło już tyle ludzi.
Omotany w śnieżyce innych aniołów, śmiertelnych, nie śnij,
W dniach, w kopułach blaszanych nagle się zbudzisz.
Pieśń prymitywna - kto ją obudzi, nie budź.
Odpadły skrzydła nocy świętej, odpadły bogom.
Inne już gwiazdy - z lodu - przyprawione niebu.
To tekturowy smok zwęglony od łez
ciągnie z szelestem sypiący popiołem ogon.
Krzysztof Kamil Baczyński
dn. 13.XII.1940r.
Obraz wigilijny
Malował mroczną betlejemską grotę
o nocnej porze
oczekiwanie przyrody
i melodię z góry
Maryję z Józefem w niebiańskiej poświacie
schylonych nad Dzieciątkiem
osiołka i wołu w oparach oddechu
Drżącą od wzruszenia dłonią
złocił nieba gwiazdę
co chwilę najważniejszą
światu oznajmiała
Janusz A. Kobierski
Któregoś ranka, a było to nie tak dawno temu,
pewien rolnik stanął przed klasztorną bramą i energicznie zastukał.
Kiedy brat furtian otworzył ciężkie dębowe drzwi,
chłop z uśmiechem pokazał mu kiść dorodnych winogron.
- Bracie furtianie, czy wiesz komu chcę podarować tę kiść winogron,
najpiękniejszą z całej mojej winnicy? - zapytał.
- Na pewno opatowi lub któremuś z ojców zakonnych.
- Nie. Tobie!
- Mnie? Furtian aż się zarumienił z radości. - Naprawdę chcesz mi ją dać?
- Tak, ponieważ zawsze byłeś dla mnie dobry,
uprzejmy i pomagałeś mi, kiedy cię o to prosiłem.
Chciałbym, żeby ta kiść winogron sprawiła ci trochę radości.
Niekłamane szczęście, bijące z oblicza furtiana, sprawiło przyjemność także rolnikowi.
Brat furtian ostrożnie wziął winogrona i podziwiał je przez cały ranek.
Rzeczywiście, była to cudowna, wspaniała kiść.
W pewnej chwili przyszedł mu do głowy pomysł:
- A może by tak zanieść te winogrona opatowi, aby i jemu dać trochę radości?
Wziął kiść i zaniósł ją opatowi.
Opat był uszczęśliwiony.
Ale przypomniał sobie, że w klasztorze jest stary, chory zakonnik i pomyślał:
- Zaniosę mu te winogrona, może poczuje się trochę lepiej.
Tak kiść winogron znowu odbyła małą wędrówkę.
Jednak nie pozostała długo w celi chorego brata,
który posłał ją bratu kucharzowi pocącemu się cały dzień przy garnkach.
Ten zaś podarował winogrona bratu zakrystianowi (aby i jemu sprawić trochę radości),
który z kolei zaniósł je najmłodszemu bratu w klasztorze,
a ten ofiarował je komuś innemu,
a ten inny jeszcze komuś innemu.
Wreszcie wędrując od zakonnika do zakonnika,
kiść winogron powróciła do furtiana (aby dać mu trochę radości)
Tak zamknął się ten krąg.
Krąg radości.
Nie czekaj, aż rozpocznie kto inny.
To do ciebie dzisiaj należy zainicjowanie kręgu radości.
Często wystarczy mała, malutka iskierka, by wysadzić w powietrze ogromny ciężar.
Wystarczy iskierka dobroci, a świat zacznie się zmieniać.
Miłość to jedyny skarb, który rozmnaża się poprzez dzielenie:
to jedyny dar rosnący tym bardziej, im więcej się z niego czerpie.
To jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia,
im więcej się wydaje; podaruj ją, rzuć daleko od siebie,
rozprosz ją na cztery wiatry, opróżnij z niej kieszenie,
wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz miał jej więcej niż dotychczas.
"Chociaż każdego dnia wisi nad nami nieustannie cień pewnej śmierci,
przyjemności i radości życia potrafią być tak wspaniałe, przenikać nas tak głęboko, iż serce gotowe jest chwilami zatrzymać się i przestać bić ze zdumienia."
Życzę Wam spełnienia marzeń w tym nowym 2010 roku. Życzę Wam również wiary w marzenia, a przede wszystkim wiary w siebie i własne siły, aby za tymi marzeniami podążać.
Życzę tez niegasnącej nadziei, własnego skrawka nieba, zadumy nad płomieniem świecy, filiżanki dobrej, pachnącej kawy, piękna poezji i muzyki, pogodnych dni, odpoczynku, zwolnienia oddechu, nabrania dystansu do wszystkiego, co nas otacza, chwil poświęconych ciepłym wspomnieniom, wspaniałego humoru, dobrego zdrowia, spełnienia wszystkich marzeń, pieniędzy, których nie zabraknie
Na Nowy Rok i na każdy dzień
byście miałeli zawsze to co chcecie
byście osiągneli więcej niż zaplanowaliscie
byście kreowali w sobie każdą chwilę
abyście następnego dnia znalezli kolejny wspaniały dzień
Wiele nadziei i wiary
Żeby cieszyć się każdym dniem...
Wiele miłości branej i dawanej
Żeby życie miało sens...
Wielu przyjaciół
Żeby można było przeglądać się w ich oczach...
Dystansu do siebie i świata
Żeby nie zawładnęła nami gorycz...
A przede wszystkim wiele pogody ducha i mądrości
W Nowym Roku życzę Wam pomyślności,
potęgi miłości, siły młodości,
samych spokojnych, pogodnych dni
i mnóstwa cudownych i wzniosłych dni.
I wszystkiego, czego sobie zapragniecie:)
czyli wszystkiego, co naj naj...
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2010 ROKU !!!:) zyczy max
czas na życzenia...:))
Z okazji Nowego Roku życzę WAM
dobrego wykorzystania każdego,
choćby najdrobniejszego Waszego talentu
i radości dzielenia się nim z innymi...
opanowania,aby oddzielić
ważne sprawy od tych mniej ważnych...
aby nie zwariować w gorączce
codziennych obowiązków...
radości z każdego dnia
z każdego drobiazgu
z tego co robicie i jak wyglądacie
a przede wszystkim z tego że żyjecie!!!
Wszystkiego najlepszego w NOWYM 2010 ROKU!!!
A ja na zakończenie tego roku zacytuje Wam ciekawy artykuł i mam nadzieję, że da Wam kopa !
"Kilka słów prawdy
- Popatrz na siebie, kim się stałeś po tych latach wegetacji na tej planecie? Jest wielu młodszych od Ciebie, którzy stali się bogatsi, a Ty co??? Pewnie powiesz, że masz inne wartości, że nie jesteś materialistą i liczy się bardziej dla ciebie zdrowie, rodzina, Bóg, przyjaźń i inne banialuki mi będziesz opowiadać. Jeżeli byłaby to prawda to, dlaczego mimo wszystko więcej czasu poświęcasz na zarabianie pieniędzy niż zdrowie, rodzinę, Boga czy przyjaciół?
więcej !
- Jeżeli mi mówisz, że nie jesteś materialistą, to najpierw dowiedz się, co to znaczy być materialistą. Materialista to człowiek, który koncentruje się na sprawach materialnych np. na pieniądzach. - Czy wiesz, kiedy człowiek koncentruje się na pieniądzach? A wiesz, kiedy człowiek koncentruje się na swojej głowie, albo na nodze, czy palcu? - Wtedy, kiedy go boli!!! Jak go nie boli, to nawet nie wie, że go ma.
- A więc już wiesz, kiedy człowiek koncentruje się na pieniądzach!!! Wtedy, kiedy go ten problem boli!!! Czyli największymi materialistami nie są ludzie bogaci, tylko biedni, ci z problemami finansowymi!!! Bogaci nie myślą o pieniądzach, oni po prostu mają pieniądze i wtedy dopiero spokojnie mogą zajmować się sprawami wyższych wartości.
- Co??? Zaczynasz myśleć? Zastanawiać się nad sobą? Powiesz, że może nie miałeś szansy, że Ci nikt jej nie dał? Chcesz usprawiedliwiać swoje lenistwo i niezaradność życiową?
- Człowieku!!! Codziennie przechodzi koło Ciebie milion możliwości!!! Otwórz oczy!!! Wystaw głowę z padołu starych stęchłych schematów myślowych. W tym czasie, kiedy Ty jęczysz, że się nie da, ktoś inny zostaje milionerem!!!
- A może chcesz mi powiedzieć, że jakoś tam będzie, że najgorzej nie jest, że są inni, co mają gorzej.
- Jeżeli tak mówisz, to wiesz co to znaczy? że ugrzęzłeś w szarej zgniłej wegetacji codziennej przeciętności. Nie ma nic gorszego niż szara przeciętność!!! Przecież stworzeni jesteśmy do radości, do szczęścia, i nie ma nic smutniejszego niż stagnacja. Lepiej jak jest źle, bo to przynajmniej zmusza do zrobienia czegoś, żeby było lepiej, a więc zarazem zmusza do myślenia. Największe wynalazki powstały w czasie wojen. Wtedy ludzie są najbardziej kreatywni. Oczywiście nie życzę Ci nieszczęść. Wręcz przeciwnie, życzę Ci dużo radości i szczęścia. Ale teoria sukcesu mówi, że nie da się być szczęśliwym nie stawiając sobie celów i nie dążąc do nich. Przypomnij sobie moment, kiedy w życiu byłeś na prawdę szczęśliwy. Gwarantuję Ci, że był to moment, kiedy patrzyłeś w przyszłość, miałeś wielkie marzenia i wiarę w ich realizację.
- A więc jeśli jęczysz, że się nie da, że może ktoś inny, ale nie Ty, to chcę Ci powiedzieć, żebyś już skończył z tą dziecinadą. Masz wszystko, co Ci potrzeba, żeby stać się człowiekiem bogatym i szczęśliwym.
- Skąd to wiem? - Bo wiem, że masz głowę, a w głowie mózg, więc najwyższy czas przestać być jego nosicielem i stać się jego użytkownikiem."
Oryginalny tekst:
http://www.sukceslink.pl/artykuly/p...
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2010 !!!
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.