Do góry

Krótka historia z zycia (nienarodzonego) wziéta :(

Temat zamknięty
Profil nieaktywny
KALI1974
04.12.2008, 10:39

Witam...

Dwójka moich przyjaciól cieszyla sié, ze bédá mieli dziecko...
...wczoraj je stracili... :(

Dlaczego to piszé? - bo jest mi zajebiscie przykro ale jeszce bardziej jestem zajebiscie wkurwiony na NHS!

Wtorek póznym wieczorem A zadzwonila do D z iformacjá o silnych bólach brzucha i krwawieniu - zawinélismy tylki i popédzilismy do szpitala i na emergency...silne bóle brzucha i obfite krwawienie...pani w recepcji ze stoickim spokojem kazala sié zarejestrowac i cierpliwie czekac (!)...minély DWIE godziny zanim ktos do nas podszedl, w miédzyczasie wielokrotnie interweniowalem w recepcji z prosbá o szybká reakcjé wszak byl to Emergency Depart. - pani ze stoickim spokojem kazala cierpliwie czekac na lekarza bo wszyscy sá bardzo zjéci...wiéc ja jej na to, ze jakos nie widzé zeby ''wszyscy byli zajéci''...lekarze (pielégniarki (?) ) chodzá usmiechniéte...nikt sié nie spieszy (?)...to co jest ''busy''? - w koncu po Dwóch godzinach przyszla...polka...pielégniarka...no przeciez mial byc lekarz! To dwie godziny kurwa czekalismy na...pielégniarké ?? - przeciez poinformowalismy wyraznie, ze bariera jézykowa nie stanowi zadnego problemu, zreszta...pani pielegniarka siedziala dobrá godziné w dyzurce pijác kawé i przegládajác zdjécia rentgenowskie...czy to bylo wazniejsze od krwawiácej kobiety? Nerwy mi puscily...mozna byc cierpliwym ale kurwa do czasu...poprosilismy o USG - w tym szpitalu nie ma USG (!!!) - Szpital miejscki w Coatbridge! - musimy jechac do Maternity Hospital in Wishaw - tu jest numer telefonu...proszé bardzo...zawijamy sié z konajácá z bólu A i lecimy do Wishaw...w drodze okazuje sié, ze pani w recepcji podala mi nieaktualny numer telefonu...pewnie na zlosc za to, ze bylem niegrzeczny. W szpitalu w Coatbridge az roilo sié od NED-ów z rozjebanymi mordami nad którymi szkocki personel spuszczal sié tak, jakby swiat dla nich mial sié zaraz skonczyc!!

...zawinélismy sié spowrotem do Coatbridge po nowy numer...stracilismy kolejne cenne dziesiéc minut (?) - pani w recepcji ze stoickim spokojem przeprasza i daje wlasciwy numer...wpadamy spowrotem do auta i na pelnej pizdzie do Wishaw - po drodze dzwonié i proszé o zrobienie USG - w Wishaw w nocy nie robiá USG - w szpitalu polozniczym NIKT NIE ROBI USG W NOCY NA ODDZIALE!!!!!!!! - blagam paniá po drugiej stronie sluchawki...w koncu mówi - ''przyjezdzac'' - przyjechalismy...byla juz 1.30 w nocy. Na miejscu niespodzianka...nie zrobiá USG...to po jakiego chuja lecielismy piétnascie mil?? - po to, zeby znowu pielégniarka mi powiedziala ze wszystko bédzie dobrze??? - nie, nie - tym razem zbada nas profesjonalny lekarz...i faktycznie o...2.15 przyszla sympatyczna pani...lekarz z prawdziwego zdarzenia..zbadala i powedziala, ze zewnétrznie wszystko jest dobrze ale oczywiscie trzeba zajrzec do srodka bo krwawienie jest niepokojácym zjawiskiem...niestety USG dopiero w srodé rano w...Coatbridge! Ale - ja mówié - przeciez nam powiedziano, ze tam nie ma USG! - jest...ale w przychodni przyszpitalnej...réce mi opadly. Byla trzecia czterdziesci na ranem gdy wrócilismy do domu...zméczeni, obolali i bez nadziei. Sroda rano - godzina 9-ta - ''A'' - ma znowu silne bóle i silne krwawienia..dzwonié do szpitala w Coatbridge i umawiam sié na natychmiastowy ''scan'' - jest 10.30 - nie zdázylismy wejsc na odzial ''A'' zemdlala z bólu...w szpitalu ''ktos'' w koncu zareagowal i zadzwonil po karetké - na sygnale, zeby szybciej przyjechala. ''A'' ma kolor sciany o którá sié opiera i bardzo oslabiony puls...srodków przeciwbólowych w przychodni nie wolno podawac...przyjezdza karetka...sadzajá ''A'' na fotel - karetka nie ma lózka!!!! Jedziemy do Wishaw, oczywiscie bez sygnalu, w koncu nic sié nie dzieje...wszystko bédzie dobrze...w Wishaw ''scan'' na który czekalismy kolejne 50 minut! - nowa rejestracja mimo iz w nocy rejestrowalismy sié w tym szpitalu...pani nie moze odnalezc karty...pewnie wyládowala w smietniku...
Na USG sprawa jasna...nie ma dziecka...nic nie zostalo, wszystko wyszlo z krwiá... :(
''A'' i ''D'' siedzá i placzá - ja tez...obwiniajá sié, kazde z osobna - ja mówie, ze to nie ich wina...ze to kurwa...zycie (?)...nienarodzone...którego pewnie nie mozna bylo uratowac (?) - czy to wszystko co NHS zrobil by pomóc kobiecie w ciázy? - czy nie mozna bylo kurwa zrobic USG zaraz we wtorek w nocy...stwierdzic, ze to naturalne poronienie, dac srodki przeciwbólowe...przyslac kogos, kto powie zeby sié nie martwic, ze to sié zdarza...poczekajá kilka miesiécy i znowu mogá straca sié o dziecko...

Dlaczego...dlaczego to piszé...bo siedzi mi to gléboko w sercu...bo zycie tych dwojga nie jest mi obojétne...i tego, co mialo sié narodzic tez nie...

Profil nieaktywny
KALI1974
#104.12.2008, 10:40

...i niech szlag jasny trafi ta paniá z recepcji w szpitalu Coatbridge za bezczelny i olewatorski stosunek do pacjenta!

Profil nieaktywny
malenkaa20
#204.12.2008, 10:45

boze tak mi przykro....jesli moglabym jakos pomoc,chocby rozmową (mail w profilu).....strasznie mi przykro ![*] dla Aniołka:(

Alusinskaaa
377
#304.12.2008, 10:59

wspolczuje :( wyrazy szacunku! a co do NHS to nie chce gadac zalosne :( [*] [*] [*]

Maja
UK
968
Maja UK 968
#404.12.2008, 11:37

To jest poprostu nie do pomyslenia!!! Nie wspomne juz o rozpaczy Twoich przyjaciol Piotr. Jak mozna byc takim czlowiekiem- bez serca. Zeżarły by mnie wyrzuty sumienia. Ale co ich to obchodzi, maja zapewne na swoim koncie wiecej takich przypadków i jedno dzieciatko w te czy wewte nie robi im roznicy. Czasem płakac sie chce bo mimo najwiekszego wysiłku jest sie bezsilnym.
Serdecznie wspólczuje [*].

anezss
68
anezss 68
#504.12.2008, 11:44

wyrazy wspolczucia,
tak jak pisales, poronienie moze sie przydazyc, ale w takiej sytuacji cierpieniom rodzicow, szczegolnie matki mozna ulzyc (fizycznym jak i psychicznym)
Jak to czlowieka, szlag wewnetrzny trafia jak jest zdany na laske ludzi, ktorzy choc sa by pomoc zachowuja sie olewatorsko i pozwalaja na taka tragedie.

3majcie sie, pozdrow przyjaciol. 3mam kciuki, ze nastepnym razem juz bedzie wszystko dobrze, bez komplikacji i niekompetetnych ludzi z NHS

mamamia
22
mamamia 22
#604.12.2008, 14:16

jest mi bardzo przykro... ,kolo takiej znieczulicy nie mozna przejsc do porzadku dziennego nie maja szacunku dla zycia nienarodzonych chocby sam fakt ze usowaja ciaze do 24 tygodnia przeciez taki maluszek jest juz w stanie przezyc !!!
moja znajoma byla w podobnej syt. z takim samym finalem niestety
sprawa zakonczyla sie dyscyplinarnym zwolnieniem kobiety ktora" przyjela" zgloszenie, mowiac delikatnie przez nia moja kolezanka stracila dzidziusia ... sytuacja byla bardzo podobna
jeszcze raz moje wyrazy ubolewania:(

MakasUK
78 455
MakasUK 78 455
#704.12.2008, 14:40

strasznie mi przykro, podajcie ich do sadu wiem ze to zycia nie wroci ale niech im to nie ujdzie na sucho!!!

Profil nieaktywny
KALI1974
#804.12.2008, 16:14

nie chcé nikogo podawac do sádu...chcé miec profesjonalná opieké medyczná!
Pracujé i placé skladki...oni tez, nieprzerwanie od dwóch lat...nigdy nie korzystali z lekarza - ja zresztá tez. Chyba mamy kurwa prawo do fachowej opieki lekarskiej...wystarczy mi ignorancji w urzédach...nie chcé jej w szpitalu. Zycia tego poczétego zycia nie mozna bylo (pewnie) uratowac ale mozna bylo zlagodzic cierpienie. Jak mozna krwawiácej kobiecie kazac czekac DWIE godziny i bezczelnie mówic, ze wszystko bédzie dobrze. Jak mozna patrzec sié na cierpienie innych...w szpitalu...na oddziale Emergency (?) - to tak sié tutaj traktuje pacjenta (?) - jak przybysza z innej planety (?) - po co ganialismy calá noc w zimnie i na sliskich drogach z nadziejá, ze wszystko bédzie dobrze (?) - nikt sié nawet nie politowal nad niá, jedynie lekarz po skanie powiedzial wypierdziane sorry i poszedl dalej...rutyna ? - gdybym kurwa wiedzial to kupilbym tabletki przeciwbólowe w pobliskim sklepie i...po klopocie!

Modlé sié codziennie...modlé do Boga...obym nigdy nie musial korzystac z pomocy lekarza w tym kraju...oby moi bliscy nie musieli!

cyrkonia
392
cyrkonia 392
#904.12.2008, 16:16

wyrazy wspolczucia...
Chcialam Ci tylko powiedziec, ze nie W

cyrkonia
392
cyrkonia 392
#1004.12.2008, 16:27

Chcialam Ci tylko powiedziec, ze nie Oni jak sie okazuje ostatni i nie pierwsi.
Jakies dwa lata temu bylam w ciazy. Wiem, ze mam klopoty z donoszeniem, bo poprzednia byla tez z komplikacjami, ale lekarze w Polsce jakos sobie z tym radzili. Kiedy dowiedzielismy sie, ze jestem w ciazy bylam przeszczesliwa. Pojechalam do lekarza zglosic jak bylo wczesniej i liczac na opieke. Oj byla oan niesamowita! Krwawic zaczelam w drugim miesiacu, nikt nie chcial nawet, podobnie jak w opisanej przez Ciebie sytuacji zrobic USG. Nie wiedzielki skad krwawie itp. Jedyne co slyszalam, ze trzeba byc dobrej mysli i zdac sie na nature. W koncu cos zrobili pobrali krew by sprawdzic czy spada poziom hormonu ludzkiego czy tez nie.... Wiedzialam, ze juz po wszytskim... Niestety stracilismy ta ciaze i nasza dzidzie. Jestem w szoku tym jak zachwuja sie lekarze. Zdecydowalismy z Mezem ze nie bedziemy ryzykowac, nie ma sensu. Ja wiem, ze moge urodzic dziecko, ale potzrebuje pomocy farmakologicznej. Jesli jej nie otrzymam nie bede mogla po raz kolejny zostac mama.
Mialam ze soba wypisy z polskiego szpitala w jezyku polskim i po lacinie (ponoc miedzynarodowy jezyk medyczny) pokazalam je lekarzowi, a On mi mowi, ze nie zna laciny i pyta czy ja znam (na szczescie tak). Potem dowiedzialam sie, ze nie podaje sie w tym kraju hormonow i ze to nawet nie byla ciaza a co sie pytam???
To przykre... Wtedy tez postanowilismy, ze nie bedziemy ryzykowali po raz kolejny. Nie ma sensu, wiec jak na razie nic z tego, nie bedzie dziecka i wielkiej radosci.
Mam nadzieje ze bohaterowie za jakis czas otzrasna sie z tej traumy i ze za jakis czas zostana szczesliwymi Rodzicami czego z calego serca im zycze

szamanka28
246
#1104.12.2008, 16:49

strasznie wspolczuje - tym bardziej, ze 1,5 m-ca temu urodzilam synka i patrzac na niego zdaje sobie sprawe, ze na mojej drodze rowniez mogli stanac niekompetentni lekarze i mogloby go nie byc teraz z nami :(

littleladybird
202
#1205.12.2008, 21:09

STRACILAM DZIECKO I WIEM JAK TO BOLI SZCZERZE WSPOLCZUJE :(

SolAngelica
1 527
SolAngelica 1 527
#1305.12.2008, 21:40

przykro mi Piotrze z powodu tej tragedii ktora spotkala Twoich przyjaciol
Niestety ta opieszalosc NHS jest rowniez w samym Edynburghu. Mialam podobna sytuacje, Krwawienie i emergency. Pobrali tylko mocz. PO 6 godzinach wzieli mnie na ginekologie (wczesniej plakalam w pozcekalni, nikt sie nie zajal nami). Dodam ze rowbniez z mezem nie mamy bariery jezykowej. Byl to 6 tydzien ciazy. W siodmej godzinie badanie ginekologiczne i nic nie wiadomo,. Kazali mi jechac do domu i mialam na drugi dzien zcekac na wyniki badania krwi, ktore mialo powiedziec czy cos tam jest. Zadzwonili ze beta wyso,ie wiec moze jakos sie dziecko uratowalo. Kolejnego dnia mialam usg.. na nim widzialam jak bije serduszko. Ale ze wszystko jest ok dowiedzialam sie dopiero po porodzie. Cala ciaze drzalam o malenstwo (mimo ze poza tym krwawieniem reszta przebiegala super).
Rada dla twoich znajomych. Niech sie dziewczyna przebada (najlepiej w Polsce), co bylo powodem poronienia i niech zacznie leczenie, by moc niebawem znowu zajsc w ciaze.
Oczywsicie nawet zwolnienia nie dostalam.... po prostu nie poszlam do pracy pzrez kilka dni na wlasna reke.

Profil nieaktywny
Mc
#1405.12.2008, 22:35

Znam dwie pary, które przeszły dokładnie to co opisujesz Piotrze....sytuacje tak podobne że aż wprawia mnie to w zakłopotanie, że w każdym mieście jest takie samo podejście do tego problemu !!! Bardzo mi żal twoich znajomych, i żal tej fasolki...Ja również straciłam dziecko w szkocji, ale w moim przypadku stało się to w 9 misiącu ciąży....ja uważam że przez zaniedbanie lekarzy, natomiast oni twierdzą inaczej !

  • Strona
  • 1

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis