Za malo chyba napisalem co do moich wymagan odnosnie pracy-zadnych nie mam, lub inaczej-nie mam co liczyc na nic innego poza praca fizyczna.
Owszem-w domu zrobie wiekszosc prac remontowych-jednak to nie upowaznia mnie do stwierdzenia ze jestem fachowcem.
Mysle o wyjezdzie na dlugi okres a nawet na stale.
Jestem wolny.
Ja bym pochodzil przed wyjazdem troche na jakis kurs angielskiego. U
mnie w Walbrzychu sa juz takie kursy za 7 zl za godzine, a wykladowcy
dosyc dobrze (podobno) ucza. Bez tego podejzewam, ze moze byc Ci dosyc
ciezko.
Z drugiej strony to sam nie wiem, bo wylatuje z Polski dopiero 1
listopada i na miejscu rzeczywistosc zweryfikuje moja znajomosc tego
pieknego jezyka :) mam nadzieje, ze kupa lat nauki w szkole na
studiach, prywatnie i tak sam dla siebie nie poszla na marne :)
Angielski moze byc przydatny chociazby do tego, ze trzeba zrozumiec co
przelozony kaze zrobic :) tak przynajmniej mi sie wydaje ;)
Moze wypowie sie ktos jeszcze, kto zna z praktyki szkockie realia...
Pozdrawiam
Myslalem o takim kursie, w Gorzowie Wlkp. są po 5 zł.
Tylko to jest tak-ze bywa sie w takim stanie psychicznym ze do glowy nie wchodzi juz nic poza myslami jak uciec.
Ale jak pisałem-zdaje sobie sprawe ze moge miec nadzieje tylko na patroszenie ryb, kurczaków itp.
Liczę tylko na coś takiego jak opisał to badur i garbus w temacie:
http://www.szkocja.net/forum/messag...
Co do języka-naprawde nie odwaze sie powiedziec ze cokolwiek znam, ale w temacie takim jak:
http://pclinuxos.daap.net
(czyli komputerowym) kapuje wiekszosc, angielskojezyczne fora w tym temacienie sa dla mnie przeszkoda-daje sobie rade.
Jak sobie leze to w myslach rozmawiam z bossem :)
Zobaczymy, bilet wykupie w dwie strony :(
Myslalem o takim kursie, w Gorzowie Wlkp. są po 5 zł.
Tylko to jest tak-ze bywa sie w takim stanie psychicznym ze do glowy nie wchodzi juz nic poza myslami jak uciec.
Ale jak pisałem-zdaje sobie sprawe ze moge miec nadzieje tylko na patroszenie ryb, kurczaków itp.
Liczę tylko na coś takiego jak opisał to badur i garbus w temacie:
http://www.szkocja.net/forum/messag...
Co do języka-naprawde nie odwaze sie powiedziec ze cokolwiek znam, ale w temacie takim jak (to moja witrynka):
http://pclinuxos.daap.net
(czyli komputerowym) kapuje wiekszosc, angielskojezyczne fora w tym temacienie sa dla mnie przeszkoda-daje sobie rade.
Jak sobie leze to w myslach rozmawiam z bossem :)
Zobaczymy, bilet wykupie w dwie strony :(
No to chyba nie jest najgorzej co? Myslalem ze nic a nic nie znasz :)
Doskonale cie rozumiem. Tez od jakiegos czasu mysle tylko o jednym :)
Ja wykupilem bilet w jedna strone na razie. Pozniej sie bede martwil co
zrobic, ale mam nadzieje ze taka chwila nie nadejdzie :) Do jakiego
miasta jedziesz i kiedy?
No tak-rzeczywistosc zweryfikuje i moje rozmowy po angielsku.
Te ryby i kurczaki na początek mogą być dla tak zdesperowanego jak ja :)
Niewolnictwa juz nie ma (chociaz w sumie moze jakas forma panstwowego jest, zwlaszcza w Polsce z tego co sie orientuje)wiec zawsze mozna sie zrywac.
Temat kurczaków akurat znam ( z Bolemina-to do "jola_l1", wie o co chodzi) i nie uwazam go za najgorszy.
Z tym ze ja mam lat jak we wstepie i wiem ze sa wbrew pozorom gorsze prace, dzieki Bogu ze nie musialem ich wykonywac w zyciu:)
A wiec albo te kurczaki/ryby w Aberdeen albo paczki w Nottingham.
Tam przy pomocy kolegi rozeznalem sytuacje bezposrednio w firmach i jest duza szansa a nawet pewnosc.
Co do terminu-gdybys nie mial nic przeciwko to moze z Toba?
@ do mnie w profilu.
Tak-jestem z Gorzowa.
Wlasnie to jest tak-ja mam kase i nie wiem na co czekam, ty nie masz a jestes zdecydowana (mysle ze nie pogniewasz sie o ta kase-sama to piszesz w ktoryms watku)
I takie widzisz jest zycie :)
Albo wiec za pozno na nauke albo znow odwlekanie wyjazdu.
Wynika z tego ze nie dokonca chyba jestem zdesperowany :)
Raz juz spowodowalas ze zaczalem o tym myslec, teraz przydal by sie moze jakis kopniak od Ciebie :)
Marus, ja jade do Glasgow nie wiem czy maja tam przetwornie rybne i
fermy. Wylatujemy z narzeczona 1 listopada do Luton, a pozniej do
Glasgow. Jedziemy rzecz jasna w ciemno :) przygoda. Tez nas nic nie
trzyma w kraju wiec smialo ryzykujemy. Pracy bedziemy szukali po barach
itepe do czasu podszlifowania jezyka do stopnia umozliwiajacego
swobodna komunikacje w roznych srodowiskach. Mi sie marzy (no
powiedzmy) praca w biurze, no ale zobaczymy czy sie uda.
Jezeli nie masz nic do stracenia to czemu nie zaryzykowac? Moze
zaprocentowac :) No, ale to juz tylko Twoja decyzja i nikt ci nie powie
co robic...
Ja jade z zamiarem osiedlenia sie. Na Nowa Zelandie nie stac mnie na
razie wiec wale do Szkocji bo tez mi sie bardzo podoba ten kraj :)
Moj mail to pbobecki (at)gmail.com. Pisz jak chcesz pogadac. A moze
spotkamy sie na miejscu jak juz rozwiniemy skrzydla... kto wie :)
Serdeczne pozdrowienia
Marus , ja tez kiepsko znam język , podejrzewam ,ze na takim poziomie jak Ty , ale jestem zdesperowany , bilet juz mam na 3 listopada do Glasgow , uczę się z kaset i komputera , kiedyś uczyłem się jezyka ale to było bardzo dawno. Co do wieku to bym sie nie stresował , tak jak piszesz kiedyś coś trzeba zmienic w tym zakichanym zyciu. Tutaj skończymy marnie. Trzeba ryzykowac.Masz chyba i tak lepszą sytuację jeśli chodzi o finanse. Ja kupiłem bilet w jedną stronę , na powrót nie będę miał kasy , więc klamka zapadła . Jak widzisz po moim nicku mam 35 lat więc tez nie jestem juz młodzieniaszkiem świezo po studiach , ale tu juz nic się nie zmieni , bieda! Jeśli mam wziąsc odpowiedzialnosc za budowę za 1700 to wole tam gary zmywac a spac spokojnie.
pozdrawiam , głowa do góry , nie dołuj się
glowa do gory!!! Choc sam siedze w Sydney, kibicuje tym wszystkim , ktorzy wykupili bilet w jedna strone i jada , bo w naszym ukochanym kraju zycie to ryzyko jeszcze wieksze niz zagraniczna podroz za praca. Naprawde udaje sie tym wszystkim , ktorzy tego chca. ja sam z zona jestesmy tego swiadkami, kiedy 3 ;lata temu wykupilismy bilet w jedna strone do Australii. Poczatki byly okrutnie ciezkie. nie mielismy przez miesiac pracy, troche chorowalismy, i jeszcze wykiwali nas ci, ktorym zaufalismy i od ktorych oczekiwalismy pomocy. ale stanelismy w koncu na wlasne nogi, a teraz myslimy o przenosinach do Europy ( chyba szkocja wlasnie) za rok. a jesli chodzi o jezyk- wyjezdzajac nie wiedzialem nawet , co mowia w samolocie- najprostszych komunikatow nie rozumialem. ale jak czlowiek musi, to potrafi. trzymam kciuki za Wasze plany.
miedzy innymi tak. bylismy teraz w sierpniu po 2 latach nieobecnosci w domu. wrazenia nie do opisania. przez te 2 lata pobytu na antypodach ominelo nas kilka bardzo waznych wydarzen rodzinnych smutnych i radosnych.
poza tym na rezydenta tutaj raczej nie mamy wiekszych szans, a ile mozna jechac na wizie studenckiej i placic za szkole ktora nic nie daje ( w australii przynajmniej)
Dzieki za pokrzepiajace slowa.
W moim przypadku do podjecia decyzji brakuje jedynie towarzysza/towarzyszki z umiejetnoscia jezyka.
Gdyby byl ktos chetny i planowal wyjazd tam gdzie ja, lub z kims kto mialby cos w miare pewnego dla nieznajacego jezyka-to jestem gotowy kupowac bilet i jechac.
Ale to sie moze zdarzyc kazdego dnia bo szukam kogos takiego.
O czesc Grzegorz :) no to moze spotkamy sie w Glasgow kiedys na jakims
browarku :) lece 2 dni przed Toba. Co prawda jestem mlodszy o 13 lat i
jestem swiezo po licencjacie ale moze uda nam sie dogadac :) Jakbys
mial kiedys czas i ochote to daj znac. Moj e-mail: pbobecki (at)
gmail.com. Gdzie bedziesz mieszkal w Glasgow?
czy jest ktoś chętny jechać zemna w ciemno ?? Wyjazd bedzie w przyszłym tygodniu bardzo prosze o kontakt na E-maila : [email protected]
Paweł47
Mam 45 lat, chcialbym jeszcze cos zmienic w swoim zyciu.
Nie prosze o pomoc w znalezieniu pracy ale o rade czy moge miec nadzieje na znalezienie pracy w Szkocji nie znajac angielskiego.
Dopiero po waszych opiniach zdecyduje czy mozna sprobowac, szukac juz zdecydowanie.
Do wyjazdu jestem gotowy pod wzgledem finansowym, jedyne opory to wlasnie brak wiary w prawdopodobienstwo ze jest szansa.
Bardzo prosze o opinie.
Mariusz.