i ciagle dwunasta??????????????????????????????????????
?????????????????????????????????????????????????????????
????????????????????????????????????????????????????????????
?????????????????????????????????????????????????????????????
??????????????????????????????????????????????????????????????????
pomocy jakis ochotnik???
stEve flawer - ciesz sie ze podoba ci sie post...
jeden z twoich wpisow bardzo ale to bardzo mnie zintrygowal...
chetnie bym z toba porozmawial... odezwij sie na GG w wolnej chwili jezeli oczywiscie masz ochote pogadac... ew daj znac na maila... namiary w moim profilu...
pozdrawiam i czekam... mam nadzieje do uslyszenia...
p.s
pomysl ze 13-tka jest szczesliwa!
... bo jest ;-) ...
Nad niewielką rzeką rósł krzew. Czasem brakowało mu wody do picia, bo deszcze padały tam rzadko. Czasem wiatry szarpały boleśnie jego gałęzie, ale trwał, a nawet na jego gałązce pojawił się owoc.
Nie był to jakis specjalny krzew, ot taki jakich dziesiątki rosły w tej dolinie. Rósł na piaszczystej glebie, więc zarówno wiatryjak susze bardzo dawały mu się we znaki. Jednak to najgorsze nadeszło zupełnie nieoczekiwanie. Pewnego dnia woda, w spokojnej na co dzień rzece, zaczęła gwałtownie przybierać. Bury nurt dotarł aż do krzewu. Szarpał go wyginał, aż wreszcie oderwał od niego gałązkę z przyczepionym owocem. Pędzące brudnoszare zwały wody przerażały owoc. Krzyczał, że nie chce, że tam jest jego krzew, płakał... Spieniony żywioł niósł go w nieznane.
Po kilku dniach wody zaczęły opadać. mały owoc osiadł, gdzieś na nieznanym brzegu. Bardzo cierpiał. bał się wszystkiego. początkowo myślał, że umrze. Z tęsknoty, samotności strachu.
Jednak wypuścił nieśmiale korzonki i powoli wyrósł z niego niewielki krzew.
Bał się każdego szelestu, więc dla obrony uzbroił sie w długie, ostre kolce. By poczuć się jeszcze pewniej wypuścił też parzydełka, boleśnie szczypiace każdego kto byłby zagrożeniem. A jakby tego było mało zaczął produkować cuchnacy sok, który odpychał goryczą i obrzydliwą wonią.
Czuł się już bezpieczniej, ale nie był szczęśliwszy. Okropna dławiaca samotność odbierała mu siły. Gałązki zaczynały wiednąć...
Pewnego dnia przyfrunął tam mały kos. Długo przypatrywał się zwiędniętemu krzewowi. Wreszcie zaczęli rozmawiać. Gdy kos poznał już historię krzaczka, zaproponował mu, aby zamiast hodować wciąż bardziej okazałe kolce i parzydełka, wypuścił kwiat. Wtedy na pewno ktoś go dostrzeże i obdarzy przyjaźnią. Przerwie samotność, w której usycha.
Roślinka bała się:
"A jeśli ktoś zerwie mój kwiat tylko po to, aby się nim pobawić."
"Spróbuj" - namawiał kos - "jeśli tego nie zrobisz wkrótce uschniesz."
***
Kwiat był tak piękny, jakiego nie widziała jeszce ani dolina ani okalający ja las. delikatny, o niezwykłej barwie i cudownym zapachu.
Las szybko rozszumiał wieść o przepięknym kwiecie i już nazajutrz do doliny przyszedł człowiek. Zachwycił się jego oryginalną urodą.
"Jesteś piękny, zabiorę cię do domu. ucieszysz moją żonę."
Gwałtownym ruchem sięgnął po gałązkę. Przerażony krzew nastroszył kolce i parzydełka. Za późno. Człowiek zerwał już kwiat... I wtedy poczuł okropny zapach soku który wytrysnął ze zranionej gałązki.. Ze wstrętem ją odrzucił. Odszedł.
Kwiat zwiądł i krzew płakał. Długo płakał.
Gdy do doliny przyleciał kos, krzew nie chciał z nim w ogóle rozmawiać. Minęło dużo czasu zanim zaczął słuchać tego co mówił ptaszek. A on wciąż powtarzał, że teraz będzie inaczej, że nie pozwoli już szumieć o tym lasowi, że sam znajdzie dobrego ogrodnika, który zrozumie kolce, parzydełka i trujący sok. Przekonywał, że istnieją piękne ogrody, których mógłby być ozdobą, gdzie nie będzie się czuł samotny i przerażony.
Krzew nie chciał. Zbyt bolała go zraniona gałązka. Zbyt upokarzało wspomnienie wstrętu z jakim człowiek odrzucił kwiat. Zawsze uważał, że jest brzydki i nieciekawy, a smutne doświadczenie z tym człowiekiem utwierdziło go w tym przekonaniu. Po co ma wypuszczać kwiat skoro i tak nikt nie chce krzewów takich jak on. Kolce pogrubiały, a parzydełka zrobiły się dłuższe.
Jednak cierpliwość łagodnego ptaka powoli kruszyła jego opór. Zwłaszcza, że obiecał mu trzy ważne rzeczy: kos sam przyprowadzi do niego dobrego ogrodnika, będzie mu cały czas towarzyszył i co najważniejsze to krzew zdecyduje czy chce zamieszkać w nieznanym ogrodzie.
Po wielu dniach i nocach rozterek krzew zdecydował, że spróbuje jeszcze raz.
***
Drugi kwiat nie był, może, tak piękny jak pierwszy. Bardziej wątły, o mniej intensywnych barwach. Nie wierzył, by ktoś zainteresował się takim marnym krzaczkiem.
Po kilku dniach przyfrunął kos i zapowiedział wizytę Ogrodnika. Krzew chciał wyglądać jak najpiękniej, ale wbrew jego woli kwiat skurczył się, a kolce i parzydełka nastroszyły.
Ogrodnik miał miły uśmiech i ciepły głos. Przykucnął obok krzewu i... i wtedy z roślinki popłynął cuchnący sok. Tak bardzo tego nie chciała, ale to było silniejsze od niej. Czekała przerażona na reakcję Ogrodnika.
A on po prostu mówił dalej, jakby nic się nie stało. Opowiadał o tym ile miejsca czeka w jego ogrodzie na ten niezwykły krzew, jakie rośliny tam rosną.
Przychodził codziennie. Rozmawiali coraz dłużej. Pewnego dnia krzew zapytał, czy mógłby zobaczyć ogród. Ogrodnik bardzo sie ucieszył. Przyniósł ogromny pojemnik, by krzew mógł zabrać ze sobą bryłę ziemi, która zabezpieczy jego korzenie.
Przy przesadzaniu do pojemnika krzew znów, mimowolnie, nastroszył kolce i parzydełka, ale ogrodnik zamiast zabrać poparzone ręce, uśmiechnął się łagodnie mówiąc: "spokojnie, nie bój się."
W ogrodzie było pięknie i krzew czuł się wspaniale. Jednak wciąż czegoś się bał. Kiedyś w rozmowie z kosem zrozumiał, że ten lęk dotyczy pojemnika. Bał się, że Ogrodnik zechce go wsadzić w ziemię ogrodu. Nie chciał tego, bo marzył, że kiedyś odwiedzi dolinę, w której mieszkał jako owoc. Kos rozmawiał o tym z Ogrodnikiem i pewnego dnia wybrali się w podróż do doliny. Odnaleźli stary już krzew, który ucieszył się, że z jego owocu wyrosła tak piękna roślina. Krzaczek też powrócił do ogrodu szczęśliwszy. Później wiele razy odwiedzali dolinę. Krzew lubił te wyprawy, ale cieszył się, że jego domem jest piękny ogród z mądrym Ogrodnikiem, gdyż dolina była jeszcze bardziej piaszczysta i wiały tam silniejsze wiatry.
Krzew bardzo urósł. Jego kwiat podziwiano w całej okolicy. Kolce i parzydełka były schowane za szmaragdowozielonymi liśćmi i nikomu nie robiły już krzywdy. O istnieniu cuchnącego soku nie pamiętał już nawet sam krzak.
Ogrodnik z radością patrzył jak krzew wyrósł na prawdziwą ozdobę świata. Pełen życzliwości dla innych, wiary we własne siły i niezliczonych ciepłych uczuć dla swojego Ogrodnika.
twe slowa jak ostra brzytwa
nie daja nadzieji na jutro
zapytalam czy kochasz...??
odpowiedzia byla cisza
nie dosc dobra nie dosc madra...??
chcialam byc najlepsza dla Ciebie..? dla nas?
przekleta wrazliwosc duszy
wyciekla raz jeszcze z wewnatrz pancerza
zalal fala rozgoryczenia
"tak wiem nie zrobie wiecej zdjec"
nie poprosze nigdy wiecej
i choc jak polowki pomaranczy
wtopilam sie w Ciebie
schowalam pazurki
chcialam chciec znowu
zamykajac oczy marzylam o Tobie
sail away with me honey (napewno znacie ta nutke)
i put my heart in your hands
sail away with me honey now now now
what will be will be
i wonna hold you now..................
.....................................................
odplyn ze mna kochany
oddalam ci siebie
odplyn ze mna kochany
co ma byc bedzie
potrzebuje cie teraz.......................ups to bardzo "dowolne" tlumaczenie
zastanawiam sie czy sluchacie czasami Davida Graya
Geo Ill always think about you ...................well what will be will be
wow uslyszalam przed chwila cos ciekawego
pochodzi to z ksiazki ale spodobalo mi sie bardzo
a mianowicie
"if all I could ever have is you I will be a billionare"
a swoja droga zawsze zastanawia mnie mala litera w wyrazie takim jak you w jezyku polskim zazwyczaj uzywamy duzej co swiadczy omszacunku np??
szacunku do drugiej osoby
i tu pytanie czysto retoryczne czy owego szacunku nie ma w jezyku angielskim??
czy towymysl jezyka polskiego???
pytanie do wtajemniczonych w nauki jezykowe
mow do mnie prosze ,nie klam juz
powstrzymaj swoj oddech
nie patrz juz na mnie nie usmiechaj sie wiecej
zamknij oczy
zaintrygoweles mnie tak bardzo
bylam slepa
pozwolilam ci wplesc sie w w pajeczyne Twych intryg
w kazdy Twoj podstep
niebo jest zimne
bezduszne
trudno Ci wierzyc???
a pomyslec ze tak Ppokochalam Cie...
....
wszystkie Twe slowa
zranily tak mocno
mowiles ciagle mowiles
Boze tylko Ty wiesz jak mocno probowalam.............
byc najlepsza dla Ciebie (Geo)
wyciete urywki z omd "so in Love"
i pomyslec ze spotykasz tu osobe tora lubi omd ha ha
i jeszcze rule the world by Elliot Minor
.............................................................
swiatlo gdzies na niebie wysoko
wiec zamknij oczy
gwiazdy tak jak jasne;
znajdziesz mnie w koncu
wiec prosze zamknij juz oczy nie odchodz prosze
moglismy miec wszystko gdybys zostala
moglismy posiasc swiat
gdybys tylko...
zostala po mej stronie
Geo I know u wont understand a lot of that maybe even You wont check that webside (even that i know You are perfectionist I was trying to translate the song of Elliot Minor from You BTW Rule the world xxx)
ZAPRASZAM W IMIENIU MOJEJ ZNAJOMEJ NA KONCERT... INNY... KONCERT MUZYKI POWAZNEJ! MYSLE ZE TO DOBRE MIEJSCE ZEBY ZAMIESCIC TO INFO! MOZE SA TU TEZ MILOSNICY TEJ MUZYKI ! JEST TO NIESTETY W EDIM ALE NIE JEST TO AZ TAK DALEKO! WSTEP WOLNY !!! NAPEWNO COS INNEGO!
JESZCZE RAZ SERDECZNIE ZAPRASZAM W IMIENIU WLASNYM I BASI !
29th August
EDINBURGH FRINGE
1.10 pm Lunchtime recital
Barbara Misiewicz cello John Bryden piano
Brahms, Beethoven & Fauré
St Mary's Cathedral
Palmerston Place
EH12 5AW
5 min walk from Haymarket
Free entry
P.S
BASIA LICZY NA POLSKA PUBLICZNOSC! MAM NADZIEJE ZE JEJ NIE ZAWIEDZIEMY!!!
Decydowanie o losie innych
Pewien człowiek, przemierzając pustynię, natknął się na anioła i poczęstował go wodą. "Jestem aniołem Śmierci, przyszedłem, by zabrać cię ze sobą" rzekł anioł. "Byłeś jednak dla mnie dobry; dlatego też składam na twe ręce Księgę Przeznaczenia. Masz pięć minut, aby zmienić w niej cokolwiek zechcesz".
Posłaniec śmierci wręczył człowiekowi Księgę. Wertując karty, natknął się on na zapiski z życia swych sąsiadów. "Ci ludzi nie zasługują na takie luksusy" pomyślał z niesmakiem. Chwycił zatem pióro i zmienił Losy swych sąsiadów na gorsze.
Wreszcie dotarł do rozdziału poświęconego sobie. Przerażony tym, co ujrzał, zapragnął natychmiast zmienić swe Przeznaczenie. Jednak w tym momencie Księga zniknęła - pięć minut minęło.
I wtedy anioł zabrał jego Duszę
Recepta na miłość
By światło życia w człowieku istniało,
I z duszy jego szczęście tryskało.
Potrzebna jest miłość z odwzajemnieniem,
Gdyż w platonicznej jest tylko marzeniem.
Obdarzaj miłością codziennie tego,
Od którego oczekujesz tego samego.
Po tysiąckroć więcej w twym sercu zagości,
Otrzymanej niż danej, przez Ciebie miłości.
Jeśli jej szukasz, naucz się dawać.
Bez tego nie można tylko dostawać.
Cztery kamienie
Kiedy była małą dziewczynką dziadek zabierał ją nad rzekę. Siadali razem pod wielkim dębem i układali przedziwne historie. Pewnego dnia dziadek opowiedział małej o zdarzeniu, które wydarzyło się dawno temu, kiedy był bardzo młody.
Miał wtedy około 25 lat, był pełen nadziei i pozytywnych myśli. W tamtym okresie każdego dnia zadawał sobie pytanie czy istnieje człowiek idealny. Uważał, że większość nas dąży do perfekcji, więc komuś powinno się to udać. A jeśli nikt jeszcze tego nie dokonał on będzie tym pierwszym. Legenda głosiła, że kluczem do osiągnięcia doskonałości są cztery kamienie zrodzone z żywiołów. Ogień, woda, ziemia, wiatr. Każdy, kto się z nimi połączy osiągnie to, czego pragnie. Mężczyzna poddał się ciężkim próbom czterech żywiołów i przeszedł je zwycięsko. Kamienie umieścił każde w osobnym woreczku by przypadkiem nie połączyły się bez jego wiedzy i wrócił do domu. Zanim przestąpił próg domu spotkał zalaną łzami żonę. Miała sen. Ten, kto osiągnie doskonałość stanie się częścią natury, a przestanie być człowiekiem, bo właśnie niedoskonałość leży w naturze człowieka i sprawia, że istota ludzka jest taka a nie inna. Żona bardzo go kochała i nie chciała stracić. Pragnęłaby pozostał sobą, w całej swej niedoskonałości. Więc na jej prośbę cztery kamienie spoczęły w drewnianej skrzynce zakopane właśnie pod tym dębem, pod którym tak często przesiadywał wiele lat później ze swoją wnuczką.
Lata mijały. Dziewczynka dorastała aż stała się młodą kobietą. Była pełna marzeń, jednak nie czerpała radości z życia. Głęboki smutek wypełniał jej serce. Nie uczyła się tak dobrze jak by chcieli tego jej rodzice. Pięknością nigdy nie była i nie zapowiadało się na to, że kiedykolwiek tak się stanie. Zamartwiała się z wielu powodów nieustannie czując, że jej życiu brakuje sensu.
Kochała swoich rodziców i najbardziej bolało ją to, że ich krzywdzi. Każdego dnia czuła, że ich unieszczęśliwia i że zasłużyli na lepsze dziecko.
Któregoś dnia przypomniała sobie historię dziadka. Czy była prawdziwa? Tego nie mogła być pewna jednak postanowiła spróbować. Była to jedyna możliwość, aby uwolnić się od cierpienia, jej życie nabrało sensu, znalazła cel - odnaleźć magiczne kamienie. Wiedziała gdzie dziadek je ukrył, więc jeśli naprawdę istniały znajdzie je na pewno.
Historia była prawdziwa. Były tam, każde w osobnym woreczku ukryte w drewnianej skrzynce. Dziewczyna wyjęła je i położyła przed sobą. Były piękne, każde w innym kolorze, każde w innej poświacie energii. Wzięła je w dłonie i z całej siły zapragnęła się z nimi złączyć. Chciała być idealna nie dla siebie, lecz dla swoich rodziców, nie pamiętała, że doskonałość wiąże się z utratą człowieczeństwa. I stało się. Od tej pory była częścią natury, jej duszą i ciałem, myślą i uczynkiem, radością i cierpieniem.
Matka dziewczyny odchodziła od zmysłów. Jej kochana córka nie wróciła do domu, nie powiedziała nawet gdzie się wybiera. Co mogło się stać? Postawiono na nogi całą policję. Liczyła się każda poszlaka i ślad.
Zatroskana kobieta czuła jakby czas zaciskał jej pętle na szyi. Siadała przed domem na huśtawce. Próbowała odszukać w myślach ostatnie wydarzenia. Może zrobiła coś nie tak? Przecież tak bardzo kocha swoją córkę! Wspomnienia krążyły w jej głowie bez celu. I wtedy właśnie poczuła na policzku muśniecie letniego wiatru. Mogłaby przysiąc, że delikatnie ją pocałował. Pomyślała przez chwilę, że jej dziecko jest blisko, tylko ona nie potrafi jej odnaleźć.
Kolejne dni nie przyniosły żadnych rezultatów. Rodzice zaczynali wierzyć w coraz czarniejsze scenariusze. Czas mijał a oni nie mogli nic zrobić. Dni spędzali w ogrodzie czekając na jakąkolwiek wiadomość. Lubili to miejsce, piękno bijące z niego ochładzało ich myśli, było w nim coś dziwnego, coś doskonałego. Tak, to dobre określenie, bo taka właśnie jest matka natura.
Każdy dzień odbierał rodzicom cząstkę nadziei, nie zostało z niej już wiele. Jeszcze trochę a rozsypie się w pył i nie pozostanie z niej choćby najmniejszy ślad. Mama dziewczynki usiadła w fotelu próbując poukładać poszarpane myśli. Zamknęła oczy i usłyszała śpiew. Był to śpiew tańczącego płomienia świecy, który rozbijał się w tęczę na powierzchni wody w szklance. Ogień i woda - pomyślała - dwie przeciwności a jednak są jednością w tajemniczej naturze.
Wszystko jest nie tak jak trzeba - myślała dziewczyna - Mówię do rodziców, staram się im przekazać jak bardzo ich kocham, ale oni mnie nie rozumieją. To wszystko, dlatego że jestem częścią natury, człowiek nie jest w stanie zrozumieć tego, co idealne, bo niedoskonałość leży w jego naturze. Teraz będę sama, niezrozumiała, chciałam przybliżyć się do tych, których kocham, a oddaliłam się od nich. Ujawniałam się w każdej cząsteczce natury. Całowałam przez wiatr, mówiłam przez ziemię, byłam pierwiastkiem wody, śpiewałam ulubioną pieśń mojej matki płomieniami ognia. Wszystko na marne.
zapachnialo poezja- to jest od C.B.
I cut your throat, wide, opening
A hole in your neck
Your blood sprays my skin warm and wet
you can't feel your heart beating
scream no one is listening
I cut your tongue from your mouth
dying you feel yourself slip away
your dead body will be left, unburied
on one will find you dead
mi pozostalo pol roku ... zeby zrobic to co oni... wyruszyc... mam nadzieje ze mi sie uda...
choc teraz mam podciete skrzydla... ale mam nadzieje ze sie zrosna...
Kiosk - Świat
24.08.2009 13:28/Polish Express, Aleksandra Kaniewska
AAA
Pracę zamienię na wolność
Praca była centrum ich życia
Kawa w biegu, lancz przy biurku, główny cel - awans i podwyżka. Aż nagle wszystko się zmieniło. Poznajcie trzydziestolatków, dla których życie to coś więcej niż kariera. Podróżują, pomagają innym. Są wolni.
31-letni Andrzej jeszcze rok temu doradzał największym światowym instytucjom finansowym jak obracać kapitałem. Od rana do nocy w garniturze, z Blackberry przypiętym do pasa. Odreagowywał też ekstremalnie - piątkowe imprezy suto zakrapiane alkoholem nierzadko kończyły się w niedzielę. No, chyba że w ostatniej chwili trzeba było rezerwować samolot i lecieć na drugi koniec Europy zamykać ważny biznesowy deal. Andrzej, jak reszta kolegów w branży, żył szybko, trochę bezrefleksyjnie. Aż przyszedł kryzys, który z dnia na dzień pozbawił go świetnie płatnej, ale i absorbującej pracy.
Machu Picchu, Peru. Fot. Getty Images/FPM
Chomik w kołowrotku
- Musiałem szybko podsumować swoje cele. Czy chcę dalej pędzić jak chomik w kołowrotku, czy może wreszcie zrealizuję swoje marzenia? - wspomina dzisiaj siedząc w knajpce na południu Peru i popijając lokalny przysmak - tanie piwo kukurydziane chicha. Prawie rok temu zostawił londyński zgiełk i postanowił wyruszyć w podróż życia. Zrelaksowany i opalony, zrealizował już prawie wszystkie dziecięce marzenia podróżnika. Zwiedził większą część Ameryki Południowej i Środkowej. Jest po kilkumiesięcznej nauce hiszpańskiego w Gwatemali i na Kostaryce. W Hondurasie zaliczył kurs nurkowania. Wspiął się na peruwiańskie Machu Picchu. Zdobył dwa wulkany, jeden aktywny. Latał awionetką nad skalistymi płaskowyżami Peru. Ale dla Andrzeja to jeszcze nie koniec wyzwań.
- Z kilkorgiem poznanych ludzi ruszamy dalej w świat. Przez najbliższy rok odwiedzimy Wyspy Wielkanocne, Tahiti, Fidżi, Nową Zelandię, Australię i część Azji. Planuję też po drodze wziąć udział w jakimś programie charytatywnym. W tych rejonach każda para rąk się przyda - przekonuje.
Na swojej drodze spotkał wielu takich, co jak on znudzili się rozmowami o pieniądzach, a ciężką pracę w międzynarodowych korporacjach zamienili na egzotyczne szlaki. Prawników, bankierów, księgowych. - Nie chodzi tu tak naprawdę o zmęczenie szybkim życiem, ale po prostu o szukanie innej jakości, czegoś nowego - podkreśla. Jak mówi, utrata pracy otworzyła przed nim mnóstwo szans. Usiadł przed czystą kartką papieru i zrobił bilans zysków i strat. Stwierdził, że przez kilka lat pracy w Londynie zdążył oszczędzić na tyle, żeby spokojnie przejechać pół świata. Zresztą, wszędzie żyje się taniej i prościej niż w Londynie. W wolnych chwilach pisze bloga. Kiedyś nie miałby czasu, a teraz może i ma o czym pisać. Nie potrafi sobie wyobrazić innego życia. Chociaż kiedyś pewnie będzie musiał wrócić do garnituru. Jeszcze nie dziś, na szczęście.
Dookoła świata na skrzydłach
32-letni mieszkaniec Rzeszowa, Ziemowit Ziętek, wymarzył sobie podróż, jakiej jeszcze nikt nie odbył. Mało w życiu jeździł po świecie. Rzadko miał okazję opuszczać rodzinne strony - był na "objazdówce" po Europie i w Szwecji. Teraz stracony czas zamierza nadrobić z nawiązką. Właśnie rzucił nudną pracę - jest technologiem drewna - i planuje swoją przyszłoroczną wyprawę dookoła świata.
- To będzie coś w rodzaju podróżniczego reality show - opowiada Ziemowit. A dokładnie będzie tak: W kilka miesięcy okrąży Ziemię, żeby dotrzeć do wybranych z mapy 80 miejsc. Swoją podróż zamierza opisywać w internecie, na specjalnej stronie-blogu www.80miejsc.pl. To tam będzie się dzielił z internautami przygodami i wyzwaniami, które spotkają go po drodze. Będzie też słuchał ich porad i sugestii, gdzie powinien pojechać. Marzy mu się wirtualny sukces na miarę tańczącego globtrotera, Matta Hardinga, którego słynne wideo "Where the hell is Matt" na YouTube doczekało się już ponad 20 milionów odsłon. (http://www.youtube.com/watch?v=zlfK...).
Ziemowit postawił wszystko na jedną kartę. Spełnienie marzenia o podróżowaniu jest ważniejsze od pracy i codziennego życia. - Potrzebuję tego wyzwania. Wyobrażasz sobie ptaka, który nie ma skrzydeł? Dopiero gdy dostanie upragnione skrzydła, może czuć się spełniony. Czasami czuję, że jestem takim ptakiem, który odważył się wyruszyć po swoje skrzydła wolności - podkreśla. Przed nim jeszcze najważniejsze wyzwanie, czyli zebranie funduszy na podróż życia. W tym celu umieścił na stronie odezwę do sponsorów i specjalne cegiełki, którymi każdy może wesprzeć realizację jego marzenia. A potem już tylko: Ahoj, przygodo!
Wiem, że chcę pomagać
Kiedy w październiu 2006 roku 34-letnia Jenny Higgins postanowiła wybrać się do Etiopii na wycieczkę, nie wiedziała jeszcze, że ta podróż odmieni jej życie o 180 stopni. W Londynie pracowała w szkole i nie wyobrażała sobie innego życia. Narzeczony, praca z dziećmi, odkładanie pieniędzy na dom. W tamte wakacje, tuż przed powrotem do Londynu, znalazła w portfelu resztki miejscowej waluty, którą postanowiła podarować lokalnemu sierocińcowi. Było to na obrzeżach etiopskiej stolicy, Addis Abeby. Dziś przypomina sobie, jak z krwawiącym sercem patrzyła na prawie setkę opuszczonych dzieciaków, upchniętych w ciasnych pomieszczeniach. Dzieci dzieliły się na dwie grupy - jedne rodzice wyrzucili z domów, innych - umarli na AIDS. - Wróciłam do Londynu i nie mogłam przestać o nich myśleć. I tak założyłam Hanna's Orphanage, fundację, która pomaga etiopskim sierotom. Nazywa się tak na cześć wspaniałej kobiety, Hanny, która założyła sierociniec - wspomina Jenny.
Kiedyś w wolnej chwili biegała na londyńskie wyprzedaże. Teraz dzieli dni między pracę dla organizacji pozarządowej na północy Etiopii, którą zarabia na życie, oraz działalność w sierocińcu w gorącej etiopskiej stolicy. Robi tam wszystko - wypełnia dokumenty, pisze podania z prośbą o pomoc finansową do międzynarodowych instytucji, zbiera fundusze i uczy dzieci angielskiego. Sieć sierocińców Hanna's Orphanage rozrasta się na całą Etiopię, a ona czasem nie może uwierzyć, że kiedyś mieszkała w chłodnej Anglii...
a moze jest ktos z was , kto by tez zostawil teraz swoje zycie, takie jakie jest,
i wyruszyl wspolnie ... w swiat...
jezeli tak odezwijcie sie... a moze wspolnie to zrobimy... moze to nasza ostatnia szansa... i czas zeby to zrobic...
pozdrawiam i czekam na wiadomosci ale juz na priv max
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.