Hej !
Informacja dla czytelników tego tematu :
hej ! Chciałem zaproponować wszystkim chętnym wypadzik na : Strathaven Balloon Festival
28 – 30 sierpnia 2008
Strathaven Park
Strathaven
Pokaz balonów będzie od godz. 18.00 - 18.30 a o godzinie 21.00 rozpocznie się pokaz illuminacji i ogni.
Adres : Strathaven, Lanarkshire ML10 6EF
Zapomniałem napisać że chodzi o sobotę 29 sierpnia kiedy to między 21:00 a 21.30 odbędzie się "Night Glow" - widowisko muzyczne połączone z efektami świetlnymi. W rytm muzyki, baloniarze buchają palnikami zamontowanymi w balonach rozświetlając niebo nad miastem. Oprócz balonów organizatorzy przygotowali także inne niespodzianki, m.in. wystawę pojazdów starodawnych, pokazy tancerzy na linach oraz pokazy psów pasterskich.
Planowany wyjazd około 17 z Glasgow i Paisley
• 365 razy zaczynac od nowa. Codziennie byc jak slonce dla drugiego człowieka.
• Aby stac sie lepszym nie musisz czekac na lepszy swiat.
• Bardziej od pieniedzy, potrzebujesz milosci. Milosc to sila nabywcza.
• Badz jak swiatlo, ktore wedruje przez noc i po drodze zapala zgasle gwiazdy.
• Za pieniadze mozesz kupic znajomosci, ale nie przyjazn. Za pieniadze otworza sie przed toba wszystkie drzwi, tylko nie drzwi do serca.
• Zasniecie przed telewizorem jest czasem najlepsza pochwałą dla programu.
• Ze szczesciem bywa czasami tak jak z okularami. Szuka się ich, a one
„siedza” na nosie. Tak blisko?
• Znajdz czas dla drugiego człowieka i nie spogladaj na zegarek.
• Zwyczajnie byc dobrym, a wtedy nie trzeba juz niczego poprawiac.
• Blogosławienstwem czlowieka sa: usmiech, przyjazny gest, pogodne słowo.
• Boga mozna usmiercic milczeniem. Boga mozna zabic gadanina.
• "Brak wiadomosci to dobre wiadomosci" - mowia ludzie. "Dobre wiadomosci to brak wiadomości" - mowia media.
• Czas nie jest trasa szybkiego ruchu miedzy kolyska a grobem, lecz miejscem do parkowania w sloncu.
• Dobry człowiek jest podobny do kwiatu, który rozkwita w cieplych promieniach slonca.
• Gdy ktos ciebie naprawdę kocha, to dom moze się zawalic, a ty i tak bedziesz czul sie jak w domu.
• Gdy patrzysz na kogos, kto jest ci drogi, to zawsze widzisz wiecej, niz widza twoje oczy.
• Gdy pesymisci natkna sie na optymistow, to natychmiast zwa ich inaczej: marzycielami, fantastami, naiwniakami.
• Idac przez zycie, ludzie czekaja na promien słonca, na czlowieka takiego jak ty.
• Kazdy dobry czlowiek na tym swiecie jest jak wschod slonca.
• Komputery
nie maja duszy. W rekach ludzi bezdusznych moga być niebezpieczne.
• Kto ma slonce moze sie bez wielu rzeczy obejsc.
• Kto potrafi sie cieszyc z malych rzeczy, ten mieszka w krainie szczesliwosci.
• Kto rozmawia z drzewem, nie musi zaraz isc do psychiatry. Ale wiekszość ludzi mysli inaczej.
• Ludzie przez cale stulecia tak bardzo naduzywali imienia Boga, ze wielu juz go nie chce slyszec.
• Ludziom przydalaby sie w zyciu taka skrzynka na zmartwienia i klopoty, do ktorej mogliby wrzucac swoje zale i w ten sposob sie ich pozbywac.
• Mow o nim dobrze, zanim staniesz nad jego grobem. Podaruj jej kwiaty, zanim umrze.
• Na coz zda się nasze bogactwo, kiedy i tak odejdziemy z tego swiata bez niego?
• Najpiekniejszych chwil w zyciu nie zaplanujesz. One przyjda same.
• Nawet najpiekniejsze slowa nie wyraza tego, co moze powiedziec mały krokus o nadchodzacej wiosnie.
• Nie chowaj się. Sa ludzie, ktorzy ciebie potrzebuja. Nie graj swojego zycia. Ludzie potrzebują twojego zycia, a nie twojej „komedii”.
• Nie jedz szybciej od swojego Aniola Stroza. On nie przytrzyma ci kierownicy, gdy bedziesz pedzil jak szatan.
• Niektorzy ludzie traca wiare w slonce, gdy tylko pojawi sie noc. Nie maja za grosz cierpliwosci w czekaniu na swit. Gdy pograzysz sie w ciemnosci, spojrz w gorę, tam czeka na Ciebie slonce.
• Nie trzeba być zaraz superoptymista, ale dla tego, kto widzi wszystko tylko w czarnych barwach, slonce zachodzi juz o poranku.
• Nie zmienimy pustyni tak od razu, ale mozemy zaczac od malej oazy.
• Nigdy nie zapomnij najpiekniejszych dni twojego zycia! Wracaj do nich, ilekroc w twym zyciu wszystko zaczyna sie walic.
• Noc nie jest az tak ciemna, by nie mozna było znalezc chocby jednej malej gwiazdy. Pustynia nie jest az tak rozlegla, by nie mozna bylo odkryc na niej choc jednej oazy. Pogodz sie z zyciem takim jakim jest. Zawsze znajdziemy w nim jakas mala radosc. Istnieja kwiaty, ktore zakwitaja i zima.
• Poczucie humoru dobrze amortyzuje zyciowe wstrzasy.
• Poczucie humoru i cierpliwosc to wielblady, na ktorych przebede wszystkie pustynie.
• Pogoda czasem drwi sobie z meteorologów.
• Po kazdym dniu trzeba postawic kropke, odwrocic kartke i zaczynac na nowo.
• Powiedz sobie czasem, ze masz juz wszystko, czego potrzebujesz. Od nadmiaru moglbys sie bowiem udusic. Chciwiec jest zawsze niezadowolony.
• Pozwol by wszystko, co w tobie umarło, zmartwychwstało do nowego zycia.
• Slonce nikogo nie minie obojetnie. Zauwazy i Ciebie, jezeli tylko nie skryjesz sie w cieniu.
• Szczescia nie mozna kupic. Na szczescie.
• Szczescie nie jest kolorowym motylem, za ktorym musisz pobiec, jesli chcesz go zlapac. Szczescie jest jak cien: podaza za toba nawet wtedy, gdy o nim nie myslisz.
• Sztuka zycia – to cieszyc sie małym szczesciem.
• Smiech to zdrowie. Dbaj o swoje zdrowie, nie zapominaj sie smiac.
• To jest mozliwe: byc samym, ale nie samotnym.
• Twoje ramiona sa akurat takie dlugie zebyś mogl nimi objac innych...
• Umiejetnosc zapominania jest dla serca czlowieka czesto wazniejsza od dobrej pamieci.
• W dwudziestym pierwszym wieku zaoferuja ci robota, ktory powita cie rano slowem i pocalunkiem, by twoj partner juz tego nie czynil.
• W ekonomii milosci musisz wiecej dawac, niz posiadasz. Musisz dawac samego siebie.
• Wierze w dobro czlowieka, tak jak wierze w wiosne, widzac bazie kwitnacej wikliny.
• W kazdym lisciu z drzewa zapisane jest nowe zycie.
UWAGA! PILNE OGLOSZENIE! TYLKO DLA KOBIET :) :) :)
Przyjmę serce w dzierżawę. W zamian oddam własne.
1. Warunki zawarcia umowy: jak wyżej
2. Czas trwania: nieokreślony
3. Stan produktu: serce, w stanie określanym jako dobry!
Zwiększa tempo uderzeń przy podmiocie zwanym dzierżawcą. Produkt posiada skłonności do romantyzmu.
4. Oczekiwania: wzajemność, bezwzględna miłość i oddanie, namiętność, regularne przytulanie i całowanie
5. Wymagania: dyspozycyjność, kreatywność, szczerość, lojalność, reszta do ustalenia
**Sprostowanie do pkt.5. Nielojalność uznawana jest za zerwanie umowy, co wiąże się z poniesieniem konsekwencji tegoż czynu.
Zainteresowani proszeni o kontakt.;)
P.S
prosze to potraktowac :
1) na powaznie ,
2) nie powaznie ,
3) z usmiechem ,
4) z sympatia ,
5) jako zart ,
6) lub na powaznie-powaznie bardzo powaznie !
zaznaczyc jedno i wyslac!
koszty przesylki ponosi odbiorca! :) :) :) czyli ja! :) :) :)
P.S 2
sugeruje 1 i 6
i przyjdzie jasny dzien
gdy serce twe zabije znow mocno
z niedowierzaniem i ze strachem
ze stalo sie cos w co juz przestales wierzyc
i choc panika wciaz jest twym cieniem
strach przed bolem
ten nikly promyk
cicha nadzieja
szukales zwatpiles a przeznaczenie...?
bylo tuz obok
nawet myslec starasz sie szeptem
ten strach paralizuje twa dusze
boisz sie tej milosci
okrutny bagaz ciazy jak kamien
i nawet wtedy gdy kamien przewaza
wystarczy blask jego oczu bu wstac i walczyc znow
walczyc..??po co..ten pierwszy raz wolisz sie poddac
bo chcesz.....bo walka oglupia
slonko chce byc juz twoja widzisz ja chce!
max doc.ent w najczarniejszych chwilach czytalam wasze teksty,mazalam tez troche przyznam szczerze zaczelam krzyczec piszac(i choc emitowcy za chwile zjedza mnie za scczerosc prawde mowiac pieprzy mnie to)
chcialam podziekowac tylko..wiem pewnie jeszcze nie raz bedzie mi zle bede zrywac roze (nienawidze roz) coz nastepnych burzowych dni z pewnoscia nie unikne
nigdy nie mialam przyjaciol takich Prawdziwych i nigdy juz zdolam znalezc takowych
wiec w trudnych chwilach wejde na neta otworze emito...
wejde na "raczej nie dla kazdego...." ...
max stalam sie twym anonimowym dluznikiem w koncu to Ty jestes autorem postu ale dziekuje wszystkim ktorzy zostawili slad
pozdrawiam
KAMIENNA PALMA
(opowiadanie według legendy z Sahary)
Było późne popołudnie i nadszedł wiatr, który lekko głaskał włosy i pozostawiał na twarzy uczucie chłodu.
Był to czas, który skłaniał do mówienia i ochota do mówienia była tak wielka, że wszyscy prosili mądrego Ramana, aby opowiedział jedną ze swoich cudownych historii.
Mądry, stary mężczyzna uśmiechnął się. Zastanawiał się chwilę, a potem zawołał:
- "Spotkamy się przy kamiennej palmie, gdzie zapalimy ogień".
- "Kamienna Palma? Co to znaczy?" - zawołali za starym człowiekiem. "Poszukajcie jej" -powiedział odchodząc. "Poszukajcie jej. Tego drzewa nie da się nie zauważyć".
Zanim zapadła noc, znaleźli drzewo. Obok wielu palm na plaży, które w swojej wiotkości wydawały się być podobne do machających kobiet. Stała ta jedna trochę na uboczu, jednakże tak, że jej silne, ciemno-zielone liście dotykały lekko stojących obok drzew.
Była to osobliwa palma! Masywna, z potężnym pniem i silnymi liśćmi, które w swoich ruchach wydawały się pokazywać umiar i nie miały nic z wesołości, która inne palmy czyniła tak kobiecymi.
Najosobliwszą była jedna korona palmy! Drzewo wydawało się skłaniać swoimi liśćmi do środka. "Przypatrzcie się dokładnie" - powiedział stary mężczyzna, który usiadł wśród słuchaczy. "Czekajcie na następny powiew wiatru" - i wtedy mogli to zobaczyć.
Gdy wiatr rozwiał trochę liście palmy, zobaczyli, że w sercu palmy, tam gdzie zazwyczaj pną się do góry nowe, jasnozielone pędy, leżał kamień. Ogromny czerwony kamień, taki, jakich wiele leżało na plaży. Ramana nie zostawił czasu na pytania. Ruchem ręki wskazał, aby usiedli dookoła. Rozpalono po środku ogień, a noc nadeszła szybko i ogarnęła wszystko jak ciemna chusta. Blask ognia dosięgał pnie wielkiej palmy i malował na jej łuskach dziwaczne znaki. Gdy płomień rozpalał się jaśniej, można było wyczuć koronę potężnego drzewa.
"Chcecie wiedzieć, jak ten duży kamień dostał się tam na górę" - zaczął Ramana swoje opowiadanie. "Zdarzyło się to przed wielu, wielu laty, gdy ta ogromna palma była jeszcze niewielkim drzewkiem. Nie było tu wówczas żadnych domów, nie było studni. Na plaży stało tylko kilka palm. Wszystkim im i temu małemu drzewku palmowemu również wystarczało to, co czerpały z gruntu i wilgoć, która spływała z nieba.
Mała palma kochała morze i muzykę wody, kochała cichy wiatr. W późne popołudnia i nagle nadchodzącą, często zimną noc kochała księżyc, którego światło malowało ostre zarysy przedmiotów, a na morzu przeciągało długie pasma, które dawały wyobrażenie nieskończoności.
Małe drzewko wiedziało, że kilka metrów za nim była pustynia Nie miało jednak wyobrażenia o niej, nie wiedziało co oznacza pustka i susza. Był to silny, szczęśliwy pęd palmy, aż do dnia, kiedy nadszedł ten mężczyzna. Szedł przez pustynię, błądził całymi dniami, stracił cały swój dobytek, a z upału i pragnienia prawie odchodził od zmysłów.
Jego ręce piekły go od daremnego szukanie wody i wszystko wokół niego i w nim było bezgranicznym bólem
.
W tym stanie stanął przed wodą, nieskończoną, daleką, słoną wodą. Mężczyzna rzucił swoje wysuszone ciało do wody, ale słona woda nie mogła ugasić jego pragnienia. Wtedy ogarniał go gniew. "Mam prawo do wody!" - krzyczał. "Chcę żyć, bo mam do tego prawo!" Chwycił duży kamień, jego gniew dodał mu sił, i krzyczał, krzyczał o nieskończoności wody, krzyczał przeciw słońcu, przeciw pustyni i w górę do nieosiągalnych koron palm.
Grożąc, podniósł kamień. Jego ręce drżały i wydawało się, jakby siły chciały go ostatecznie opuścić. Wtedy zobaczył, obok dużych palm, miedzy żwirem a piaskiem stojący pęd palmy, w jasnej zieleni i pełnej nadziei na każdy nowy dzień. "Dlaczego ty żyjesz?" -krzyczał mężczyzna. "Dlaczego znajdujesz pożywienie i wodę, kiedy ja umieram z pragnienia? Dlaczego jesteś młoda i piękna, dlaczego masz wszystko, a ja nic? Ty nie powinnaś żyć!"
I całą siłą jaką jeszcze miał, rzucił kamień, w środek serca korony młodego drzewka. Zaskrzypiało ono i złamało się. A potem nastąpiła przerażająca cisza. Mężczyzna załamał się obok małej palmy. Dwa dni później znaleźli go poganiacze wielbłądów. Opowiadano potem, że został uratowany.
Nikt z poganiaczy nie martwił się o małe drzewko palmowe. Było ono prawie pogrzebane pod ciężarem kamienia. Jego śmierć wydawała się nie do uniknięcia. Jego jasnozielone wachlarze liści były złamane i szybko schły w gorącym żarze słońca. Miękkie serce palmy było ściśnięte, a duży kamień tak bardzo ciążył na delikatnym pniu, że groził złamaniem przy lekkim podmuchu wiatru.
Jednakże mężczyzna nie mógł zabić małej palmy. Mógł ją zranić, ale nie zabić. Gdy w młodym drzewku zgromadził się okropny szum łamiących się gałęzi, rozdzielenia młodych pędów i piekący ból, gdy wszystko było ogromną masą bólu, ożywiła się równocześnie pierwsza mała fala siły. Fala to powiększała się, wpadła w ruch fal bólu, rosła. Przemy między bólem i ponownym bólem robiły się coraz dłuższe, aż siła stała się większa niż ból.
Drzewko próbowało strząsnąć kamień. Prosiło wiatr, aby mu pomógł. Ale nie było żadnej pomocy. Kamień pozostał w koronie, w sercu małej palmy i nie poruszył się.
"Przestań walczyć" - powiedziała sobie mała palma, "To jest zbyt trudne. To jest twój los - umrzeć tak wcześnie. Poddaj się! Pozbądź się samej siebie. Kamień jest za ciężki."
Ale był też i inny głos, który mówił: "Nie, nic nie jest za trudne. Musisz tylko spróbować, musisz to uczynić."
"Co mam uczynić?" - pytała palma. "Wiatr nie może mi pomóc. Jestem sama w swojej słabości. Nie mogę zrzucić kamienia".
"Nie musisz go zrzucać" - powiedział głos. "Możesz przyjąć ciężar kamienia. Zobaczysz wtedy jak rosną twoją siły".
I młode drzewko przyjęło ciężar, przestało marnować siły na staranie aby strząsnąć kamień. Wzięło go w środek swojej korony.
Wczepiło się swoimi długimi, coraz mocniejszymi korzeniami w ziemię, bo potrzebowało przez swój podwójny ciężar podwójnego oparcia.
A potem nadszedł dzień, w którym korzenie palmy zagłębiły się tak bardzo, że natknęły się na żyłę wody. Uwolnione źródło wytrysnęło i zrobiło w tym miejscu oazę radości i dobrobytu. Teraz gdy drzewko miało silne oparcie w podłożu i znajdowało tam stale pożywienie, zaczęło rosnąć w górę. Rozkładało swoje silne, szerokie gałęzie wokół kamienia. Można było niekiedy sądzić, że go chroni.
Jego pień rósł i rósł i wkrótce drzewko palmowe, które ludzie nazwali kamienną palmą, stało się bez wątpienia najpotężniejszym drzewem. Jego ciężar wyzwał je do tego i podjęło ono walkę ze swoją trwożliwością. Wygrało
tę walkę. Uwolniło źródło, które od tamtej pory gasi pragnienie wielu, i co z pewnością było najważniejsze, drzewo przyjęło swój ciężar i wyniosło go wysoko. Leży on ciągle jeszcze na jego sercu, ale został on przesunięty w miejsce, które czyni go możliwym do uniesienia. Tylko zewnętrzny ciężar wydaje się nam nie do zniesienia. Jeżeli jest przyjęty staje się częścią nas samych.
Ramana, opowiadając, położył obie ręce na pniu palmy. Ogień prawie wygasł, słuchacze, jeden po drugim opuszczali to miejsce. Tylko jeden pozostał. Przybył późno i siedział trochę na uboczu. Przysiadł się do Ramana i obydwaj siedzieli długo bez słów.
"Ja jestem mężczyzną, który rzucił kamień w palmę" - powiedział. "Zapomniałem o tym, jednak twoje opowiadanie obudziło wszystko na nowo. Co mam uczynić? Czuję się winny."
"Zatem nieś tę winę, jak drzewo kamień" - odpowiedział Ramana. "Przyjmij winę. Spróbuj o ile możesz, zamienić ją w miłość. Nie zapomnij przy tym, że miłość jest czymś, co trzeba czynić. Nic nie da jedynie poznanie jej i świadomość, że jest niezbędna. Miłość jest życiem i wyrasta tylko z czynu."
Mężczyźni siedzieli jeszcze długo pod palmą. Był lekki wiatr, który znów rozpalił ogień.
........................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................................
i znowu pada
i ciagle placze lzy zalu lzy ulgi lzy radosci lzy bolu
mazgaj pomysli ktos- tchorz ofiara
ah ja lubie plakac czasami kiedy niewiele zostaje
placz zamiast krzyku
zamiast zlosci zamiast zawodu
hm tylko chusteczki teraz takie drogie [wiec zaczelam nosic papier toaletowy w torebce}
takie to nie trendy ha ha ale tansza opcja zwlaszcza dla ludzi wylewajacych morze lez
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.