*Jeśli jest coś co kochasz,to puść to wolno.Jeśli wróci jest Twoje,jeśli nie to nigdy tego nie było...
* Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu...
* Miłość jest jak wiatr, nie widzmy jej, ale możemy ją poczuć...
* Odważni nie żyją długo, ale ostrożni nie żyją wcale...
* Człowiek jest jak szkło, poznasz go gdy się nim skaleczysz...
* Prawdziwy przyjaciel to ktoś, kto przychodzi, gdy cały świat odchodzi
*Żyj tak, aby twoim bliskim było smutno gdy umrzesz.....
Nadzieja
Nadzieja bywa, jeżeli ktoś wierzy,
że ziemia nie jest snem, lecz żywym ciałem,
I że wzrok, dotyk ani słuch nie kłamie.
A wszystkie rzeczy, które tutaj znałem,
Są niby ogród, kiedy stoisz w bramie.
Wejść tam nie można. Ale jest na pewno.
Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
Myślą, że kiedy człowiek się odwróci,
Cały świat za nim zaraz być przestaje,
Jakby porwały go ręce złodziei.
-Czesław Miłosz
Jeszcze zdążymy w dżungli ludzkości siebie odnaleźć,
Tęskność zawrotna przybliża nas.
Zbiegną się wreszcie tory sieroce naszych dwóch planet,
Cudnie spokrewnią się ciała nam.
Jeszcze zdążymy tanio wynająć małą mansardę
Z oknem na rzekę lub też na park;
Z łożem szerokim, piecem wysokim, ściennym zegarem;
Schodzić będziemy codziennie w świat.
Jeszcze zdążymy naszą miłością siebie zachwycić,
Siebie zachwycić i wszystko w krąg.
Wojna to będzie straszna, bo czas nas będzie chciał zniszczyć,
Lecz nam się uda zachwycić go ...
Nie kupujmy marzeń jak mebli,
nie bądźmy zanadto przebiegli,
nie wstydźmy się własnej nagości,
tylko dajmy, dajmy się zaskoczyć miłości.
Nie paktujmy z panem Bogiem, z panem diabłem,
nie mówmy, że jest głupie, to co nagłe,
zamknijmy stare życie na klucz, na dwa,
wystarczy spuścić ze smyczy
to słowo ja ...
Nie kupujmy nieba na kredyt,
nie planujmy szczęścia ni biedy,
nie grajmy w dwa życia jak w kości,
tylko dajmy, dajmy się zaskoczyć miłości.
Niech przyjdzie zbyt nagle zdyszana,
niech nie da dotrwać do rana,
niech przyjdzie nie na czas, nie w porę,
niech krzyknie ... Gore !
Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy. Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest. Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość. Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.
— Phil Bosmans
PROSTE ĆWICZENIE. ZAJMIE CI TYLKO KILKA MINUT PRZY PORANNEJ KAWIE:)
Przestudiuj uważnie poniższą listę, poświęć na to kilka minut, jeśli możesz:)
Może warto ją przczytać na głos.
- Bronię tego, w co wierzę.
- Nie pozwalam by lęk kierował moim życiem.
- Konfrontuję się z ludźmi, którzy mnie zranili.
- Sam określam, kim jestem, niż pozwalam to robic innym.
- Dotrzymuję obietnic, które złożyłem sam sobie.
- Chronię swoje zdrowie fizyczne i emocjonalne.
- Nie zdradzam innych ludzi.
- Mówię prawdę.
A następnie wyobraź sobie, że każde z tych zdań jest dla Ciebie prawdą!!!
To bardzo ważne stwierdzenia, które świadczą o Twojej WOLNOŚCI.
Mogą zapewnić Ci niezachwiane żródło równowagi, jeśli odzwierciedlają to, jak funkcjonujesz codziennie.Dzięki nim nie zagnieżdżą się w Twoim życiu sres i presja otoczenia, a wtedy poczujesz się stabilniejszy.
Kiedy poddajesz się presji innych, to zapominasz o tym, co jest dla Ciebie dobre, i skreślasz po kolei punkty z powyższej listy. I z każdym skreślonym punktem, czujesz się mniej zintegrowany, coraz mniej czujesz się odrębną całością i zatracasz poczucie tożsamości. Pozbywasz się jednego z najcenniejszych źródeł siły, która prowadzi nas przez życie. Tożsamość jest wiatrem, który dmie w nasze żagle. Kiedy jej nie ma - dryfujemy.
******************************************************
Masz w sobie wiarę kiedy się zdaję, że już nie wyjdzie nic.
Ona daje siłę by się wzbić.
Nic nie jest niemożliwe choć są dni, gdy trudno uwierzyć w to
I łatwiej lęk ukrywać niż pokonać go
Jednak mówisz sobie walcz kto miał by być
Lepszy niż ty
Masz w sobie wiarę
Kiedy się zdaję, że już nie wyjdzie nic
Ona daje siłę by się wzbić !!!
******************************************************
cos na rozluznienie...
Byłem szczęśliwy. Byłem tak szczęśliwy jak tylko mógłbym to sobie wyobrazić. Z moją dziewczyną spotykałem się ponad rok i w końcu zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Moi rodzice byli naprawdę zachwyceni i pomagali nam we wszystkich przygotowaniach do naszego wspólnego życia, przyjaciele cieszyli się razem ze mną a moja dziewczyna... była jak spełnienie moich najśmielszych marzeń. Tylko jedna rzecz nie dawała mi spokoju - dręczyła i spędzała sen z powiek... jej młodsza siostra. Moja przyszła szwagierka miała dwadzieścia lat, ubierała wyzywające obcisłe mini i króciutkie bluzeczki, eksponujące krągłości jej młodego,pięknego ciała. Często kiedy siedziałem na fotelu w salonie, niby przypadkiem schylała się po coś tak, że nawet nie przyglądając się,miałem przyjemny widok na jej majteczki. To nie mógł być przypadek. Nigdy nie zachowywała się tak kiedy w pobliżu był ktoś jeszcze. Któregoś dnia siostrzyczka mojej dziewczyny zadzwoniła do mnie i poprosiła abym po drodze do domu wstąpił do nich rzucić okiem na ślubne zaproszenia. Kiedy przyjechałem była sama w domu. Podeszła do mnie tak blisko, że czułem słodki zapach jej perfum i wyszeptała, że wprawdzie będę żonaty,ale ona pragnie mnie tak bardzo... i czuje, że nie potrafi tego uczucia pohamować... i nawet nie chce. Powiedziała, że chce się ze mną tylko ten jeden raz, zanim wezmę ślub z jej siostrą i przysięgnę jej miłość i wierność póki śmierć nas nie rozłączy. Byłem w szoku i nie mogłem wykrztusić z siebie nawet jedeneg o słowa. Powiedziała "Idę do góry, do mojej sypialni. Jeśli chcesz, chodź do mnie i weź mnie,nie będę czekać długo" Stałem jak skamieniały i obserwowałem ją jak wchodziła po schodach kusząco poruszając biodrami. Kiedy była już na górze ściągnęła majteczki i rzuciła je w moją stronę. Stałem tak przez chwilę, po czym odwróciłem się i poszedłem do drzwi frontowych. Otworzyłem drzwi i wyszedłem z domu, prosto, w kierunku zaparkowanego przed domem samochodu. Mój przyszły teść stał przed domem - podszedł do mnie i ze łzami w oczach uściskał mówiąc "Jesteśmy tacy szczęśliwi, że przeszedłeś naszą małą próbę. Nie moglibyśmy marzyć o lepszym mężu dla naszej córeczki.Witaj w rodzinie!"
...A morał z tej historii... Zawsze trzymaj prezerwatywy w samochodzie....
Pewnego dnia chodziła kobieta przez las i zauważyła żabę w pułapce.
-Uwolnij mnie, to Ci spełnię trzy życzenia! -powiedziała żaba.
Kobieta nie zastanawiała się długo i uwolniła żabę. Żaba dodaje:
-Zapomniałam Ci dodać, że wszystko czego sobie zażyczysz
to twój mąż dostanie 10-cio krotnie lepiej.
>Nie mam nic przeciwko.- mówi zadowolona kobieta.
Pierwszym jej życzeniem było, aby stała się najładniejszą kobietą na świecie.
-Ale czy Ty jesteś świadoma, że wtedy Twój mąż stanie się najprzystojniejszym
mężczyzną na świecie i wszystkie kobiety będą go prześladować!? -ostrzega ją żaba.
>Niema sprawy. Przecież ja będę najładniejszą kobietą na świecie i będzie wydział
tylko mnie -odpowiada kobieta.
Pierwsze życzenie zostało spełnione i kobieta stała się najładniejszą na świecie.
Drugim jej życzeniem było, aby stała się najbogatszą kobietą na świecie.
-Ale to sprawi, że Twój mąż będzie dziesięć razy bogatszy od Ciebie! -ponownie ostrzega żaba.
>Nie szkodzi. To, co jest jego jest i moje.
Drugie życzenie zostało spełnione i stała się najbogatszą kobietą na świecie.
-A jakie jest Twoje ostatnie życzenie? -zapytała żaba.
>Chcę dostać lekki zawał serca!
Morał tej historii jest taki, że kobiety wcale nie są takie głupie jak niektórzy myślą.
Dlatego NIGDY sobie z nich nie żartuj!
UWAGA: Jeżeli jesteś kobietą, to nie czytaj dalej. Dla Ciebie historia w tym miejscu dobiegła końca.
Zaprzestań z czytaniem i poczuj wygraną.
Jeżeli jesteś mężczyzną:
Mąż miał dziesięciokrotnie LŻEJSZY zawał serca!
Morał opowieści jest taki, że kobiety naprawdę myślą, że są mądrzejsze.
Pozwólmy im tak myśleć i bawmy się dalej ;)
PS: Jeżeli jesteś kobietą a nadal czytasz, to przekonałaś się sama o świętej
prawdzie, że WY KOBIETY NIGDY NIE SŁUCHACIE!!!
Przychodzi kobieta do Konfucjusza:
- Powiedz, mędrcze, jak to jest: jeżeli mężczyzna spotyka się z kilkoma kobietami, to nikt nie ma nic przeciwko, jego autorytet rośnie. A jak kobieta spotyka się z kilkoma mężczyznami, to wszyscy na nią gromy ciskają. Przed udzieleniem odpowiedzi Konfucjusz zaparzył czajnik herbaty i rozlał ją następnie do 6 filiżanek.
- Powiedz, proszę, jeżeli z jednego czajnika leję herbatę do sześciu filiżanek, to jest to normalne?
- Tak.
- A gdybym lał z sześciu filiżanek do jednego czajnika?
wiątynia Shaolin.
Uczeń pyta Mistrza:
-Mistrzu, jaka jest różnica między perłą a kobietą?
-Róznica jest taka, że perłę można nawlec z dwóch stron, a kobietę tylko z jednej....
Uczeń zmieszany:
-Chciałbym zaprzeczyć mądrości jego wspaniałości Mistrza, ale słyszałem o kobietach ktore można nawlec z obu stron.
Na co Mistrz odrzekł:
-To nie kobiety, to PERŁY!
Tajemnica szczęścia
Pewien młodzieniec zapytał najmądrzejszego z ludzi o tajemnicę szczęścia. Mędrzec poradził młodzieńcowi, by obszedł pałac i powrócił po dwóch godzinach. Proszę cię jedynie o jedno - powiedział mędrzec, wręczając mu łyżeczkę, na której umieścił dwie krople oliwy. W czasie wędrówki nieś tę łyżeczkę tak, by nie wylała się oliwa.
Po dwóch godzinach młodzieniec wrócił i mędrzec zapytał go: Czy widziałeś wspaniale ogrody? Czy zauważyłeś piękne pergaminy? Młodzieniec ze wstydem wyznał, że nie widział niczego. Troszczył się jedynie o to, by nie wylać kropel oliwy. Wróć i spójrz na cuda mego świata - powiedział mędrzec.
Młodzieniec wziął łyżeczkę i znów zaczął wędrówkę, ale tym razem obserwował wszystkie dzieła sztuki. Zobaczył też ogrody, góry i kwiaty. Powrócił do mędrca i szczegółowo zdał sprawę z tego, co widział.
Gdzie są te dwie krople oliwy, które ci powierzyłem? - spytał mędrzec. Spojrzawszy na łyżeczkę, chłopak zauważył, że ich nie ma. Oto jedyna rada, jaką mogę ci dać, powiedział mędrzec:
>>Tajemnica szczęścia tkwi w dostrzeganiu wszystkich cudów świata,
przy jednoczesnej dbałości o dwie krople oliwy na łyżeczce.
Było to daleko stąd na pewnej farmie. Któregoś dnia osioł
farmera wpadł do głębokiej studni. Zwierzę krzyczało żałośnie
godzinami, podczas gdy farmer zastanawiał się, co zrobić.
W końcu farmer zdecydował. Zwierzę było stare a studnię
i tak trzeba było zasypać. Nie warto było wyciągać z niej osła.
Zwołał wszystkich swoich sąsiadów do pomocy. Wzięli łopaty
i zaczęli zasypywać studnię śmieciami i ziemią. Z początku
osioł zorientował się, co się dzieje i zaczął krzyczeć
przerażony. Nagle, ku zdumieniu wszystkich, osioł uspokoił
się. Kilka łopat później farmer zajrzał do studni. Zdumiał
się tym, co zobaczył. Za każdym razem, gdy kolejna porcja
śmieci spadała na ośli grzbiet, ten robił coś niesamowitego.
Otrząsał się i wspinał o krok ku górze. W miarę, jak sąsiedzi
farmera sypali śmieci i ziemię na zwierzę, ono otrzepywało
się i wspinało o kolejny krok. Niebawem wszyscy ze zdumieniem
zobaczyli, jak osioł przeskakuje krawędź studni i szczęśliwy,
oddala się truchtem!
Życie będzie zasypywać cię śmieciami, każdym rodzajem brudów.
Sposób, aby wydostać się z dołka, to otrząsnąć się i iść w górę.
Każdy z naszych kłopotów to jeden stopień ku wolności... :))
Bajka o zasmuconym smutku
Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka.
Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem,
a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej,
szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać.
Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem.
Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:
"Kim jesteś?" Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy,
a blade wargi wyszeptały: "Ja? ... Nazywają mnie smutkiem"
"Ach! Smutek!", zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
"Znasz mnie?", zapytał smutek niedowierzająco.
"Oczywiście, przecież nie jeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.
"Tak sądzisz ..., zdziwił się smutek, "to dlaczego nie uciekasz przede mną.
Nie boisz się?" "A dlaczego miałabym przed Tobą uciekać, mój miły?
Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed Tobą ucieka.
Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?" "Ja ... jestem smutny."
odpowiedział smutek łamiącym się głosem.
Staruszka usiadła obok niego. "Smutny jesteś ...",
powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. "A co Cię tak bardzo zasmuciło?"
Smutek westchnął głęboko.
Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać?
Ileż razy już o tym marzył. "Ach, ... wiesz ...", zaczął powoli i z namysłem,
"najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi.
Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi
i towarzyszyć im przez pewien czas.
Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem.
Boją się mnie jak morowej zarazy." I znowu westchnął.
"Wiesz ..., ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić.
Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać.
A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności.
Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału.
Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać.
I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane.
Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez.
Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle by tylko nie czuć mojej obecności."
"Masz rację,", potwierdziła staruszka, "ja też często widuję takich ludzi."
Smutek jeszcze bardziej się skurczył. "Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi.
Wtedy gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą.
Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany.
Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy.
Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany,
która co pewien czas się otwiera. A jak to boli!
Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem
i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany.
Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.
Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem.
Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia." Smutek zamilkł.
Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze,
potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.
Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie.
"Płacz, płacz smutku.", wyszeptała czule.
"Musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił.
Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam.
Będę Ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy Cię nie pokona."
Smutek nagle przestał płakać.
Wyprostował się i ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:
"Ale ... ale kim Ty właściwie jesteś?"
"Ja?", zapytała figlarnie staruszka uśmiechając się przy tym tak beztrosko,
jak małe dziecko. "JA JESTEM NADZIEJA!"
Historia wydawałoby się zwyczajna, a jednak tak niecodzienna i niepowtarzalna jak jedna fala na morzu.
Spotkali się w typowym miejscu, w którym poznają się ludzie – w klubie nocnym. On przez kłęby dymu i oślepiający blask świateł wyłowił ją wzrokiem z tłumu tańczących, roześmianych kobiet. Ona, uciekając od natłoku napastliwych rąk i gestów poddała się magii muśnięcia jego ręki . Stali tak przez chwilę koło baru wpatrując się sobie trochę nieprzytomnie w oczy. Jedno było pewne - od tej pory już nigdy się nie przeoczą.
Wieczór. Wnikliwa obserwacja, pierwsze nieśmiałe uśmiechy, skrywające sympatię za żartem. Oddzieleni kilkoma metrami, wśród dziesiątek rozbawionych osób, czuli tylko swoją obecność. Ona wiedziała, że musi go ośmielić, on zastanawiał się czy ona zbliży się do niego. Nadszedł ten wyczekiwany moment – pewna uśmiechnięta blondynka podała mu kartkę z jej imieniem i numerem telefonu.
Noc. Dokładnie 5.11. Dzwoni telefon, którego nikt nie odbiera. Pociąg donikąd.
Popołudnie. Hałas, zabawa , alkohol leje się strumieniami. W powodzi dźwięków – melodia telefonu. Ona nawet nie musiała pytać kto mówi.
Kilka godzin później. Rozpalone oczy, pierwsze rozmowy, taka ekscytacja jaką przeżywa się tylko raz. Pierwsze słowo wypowiedziane niemal szeptem : zostań.
Pierwsza randka. Nerwy, niepewność, dezorientacja. Ona ucieka na chwilę złapać oddech, on gubi się w domysłach. Rozmowa zaczyna toczyć się powoli, co chwilę zerkają w bok, nie śmiejąc zbyt długo zaglądać sobie w oczy. Czego nie chcieli zobaczyć? On otwiera się powoli, choć ma opory, nie wie przecież kim jest ta, która zawładnęła jego myślami. Ona nerwowo pali papierosa, boi się uszkodzić cienką nić porozumienia, która właśnie powstała.
Popołudnia. Natura, przyroda ,powietrze, wszystko to co pozwala zobaczyć ludziom jacy są naprawdę. Godziny słów, minuty milczenia, szumiące drzewa snują opowieść o rodzącym się uczuciu.
Nocny taniec. Pierwszy pocałunek. Świat zawirował.
Wieczory. Bliskość umysłów i ciał. Intymność, która pozwala lekceważyć całą resztę świata.
Ona poznaje definicję spełnienia, on odnajduje prawdziwego siebie.
Świat zazdrości ludziom szczęścia, bo jest samotny, więc niechętnie patrzy na łagodne życie tych, którym obce są złe myśli.
Pierwszy upadek - gwałtownie runęły zamki na lodzie, ich gruzy pogrzebały zaufanie.
Razem odgarniali cegłę po cegle, kamień po kamieniu i reanimowali jego ocalałe resztki.
Drugi upadek – nici oplatające uczucie zostały brutalnie zerwane, ich strzępki przypominały im, że wcześniej dawały im poczucie bezpieczeństwa. Ich wiara w uczucia, które ich łączą została zachwiana Jednak on użył swojej siły i sprawił że ona znów chciała trwać przy jego boku.
Chwilę wcześniej. Dumnie trwali przy sobie, mając w zanadrzu jedynie nadzieję na lepsze dni. Wiatr sypał piaskiem, solą i czym się dało w ich oczy, a oni choć czuli zimno, dodawali sobie nawzajem otuchy, tuląc się do siebie jak bezradne, zagubione łzy tulą się do ciepłych policzków.
Dzisiaj. Pokonali samych siebie, przełknęli gorycz porażki, obawę przed samotnością, jednak ich serca poległy. A przecież nigdy nie wiadomo, mówiąc o miłości, czy aby właśnie ta – nie była ostatnią.
Bliska przyszłość. Zapomnienia szukają w szaleństwie, pracy, nauce, muzyce, alkoholu , ramionach nieodpowiednich ludzi – tych z którymi już kiedyś byli lub tych, których właśnie poznali. Ale to ciągle nie to – żal i rezygnacja, nadzieja utonęła w niewypowiedzianych słowach, czas nie chce wrócić . Jego dusza szuka wciąż tych samych zielonych oczu, jej serce zaczyna szybko bić za każdym razem gdy pomyśli o nim.
Dalsza przyszłość. Względne zadowolenie, czas leczy rany, wspomnienia się zacierają. Stabilizacja i pozorny dosyt życia. Gdzieś na dnie słychać nieśmiałe, pełne smutku wołanie: przegrana...
"Ani ja"
Pewnego dnia, kiedy laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Matka Teresa, pracowała w slumsach, opatrując rany umierającego, trędowatego, amerykański turysta obserwujący tę scenę zapytał, czy może zrobić zdjęcie. Uzyskał pozwolenie, ale widząc czułość, z jaką świątobliwa kobieta nakładała bandaże na krwawą, cuchnącą ranę w miejscu, w którym kiedyś znajdował się nos trędowatego, powiedział z mieszaniną grozy i wstrętu:
- Siostro, nie zrobiłbym tego za dziesięć milionów dolarów!
- Ani ja, mój przyjacielu - odparła Matka Teresa - ani ja.
Filozof i chłop
Wielki jeden filozof, co wszystko posiadał,
Co bardzo wiele myślał, więcej jeszcze gadał,
Dowiedział się o drugim, który na wsi mieszkał.
Nie omieszkał
I kolegę odwiedzić,
I od niego się dowiedzieć,
Co umiał i skąd była ta jego nauka;
Znalazł chłopa nieuka,
Bo i czytać nie umiał, a więc książek nie miał.
Oniemiał.
A chłop w śmiech: „Moje księgi - rzekł - wszystkie na dworze:
Wół, co orze,
Sposobi mnie do pracy, uczy cierpliwości,
Pszczoła pilności,
Koń, jak być zręcznym,
Pies, jak wiernym i wdzięcznym,
A sroka, co na płocie ustawicznie skrzeczy,
Jak lepiej milczeć niźli gadać nic do rzeczy”.
- Akceptacja -
" W pewnej wiosce żył stary człowiek.Choć był on biedny, królowie bardzo mu zazdrościli, gdyż posiadał pięknego, białego konia.Nigdy wcześniej nie widziano konia o tak wspaniałej urodzie, ogromnej sile i czystej bieli.Królowie i magnaci oferowali niebotyczne sumy za owego konia, jednak stary człowiek mówił: "Nie mogę go sprzedać, bo jest on dla mnie czymś więcej niż tylko koniem; jest przyjacielem, a nie własnością.Jak mógłbym sprzedać przyjaciela?" Starzec był bardzo biedny, pokusa była wielka, jednak nigdy nie sprzedał konia.
Pewnego ranka odkrył,że koń zniknął.Zebrała się cała wioska, a ludzie mówili:"Głupcze, wiedzielismy, że pewnego dnia ktoś ci go uprowadzi.Jesteś przecież taki biedny.Nie mogłeś upilnować takiego skarbu.Trzeba go było sprzedać, a dostałbyś za niego każdą cenę, jakiej byś zażądał.A teraz?Koń zniknął.Co za nieszczęście."
A stary człowiek powiedział: "Chwileczkę.Powiedzcie po prostu, że konia nie ma w stajni.Takie są fakty, a reszta to osąd.Skąd możemy wiedzieć, czy to szczęście, czy nieszczęście?Jak możemy to oceniać?"Jednak ludzie upierali się: "Nie próbuj robić z nas głupców!Może kiepscy z nas filozofowie, ale nie potrzeba tu żadnej filozofii, aby stwierdzić, że przepadł bezcenny skarb, więc jest to nieszczęście."
Stary człówiek upierał się jednak przy swoim: "Ja widzę tylko, że stajnia jest pusta i nie ma w niej konia.Nic więcej nie wiem. Nie wiem, czy to szczęście czy nieszczęście, gdyż znam tylko fragment.Kto wie, co się dalej wydarzy?"
Ludzie śmiali się z tego i uważali, że stary człowiek jest niespełna rozumu.Jednak po piętnastu dniach biały koń powrócił.Nie został uprowadzony, ale sam uciekł na wolność. Teraz wrócił i przyprowadził ze sobą dwanaście dzikich koni.Znów zebrali się mieszkańcy wioski i mówili: "Starcze miałeś rację, a my myliliśmy się.To nie było nieszczęście,lecz błogosławieństwo. Przepraszamy cię, że upieraliśmy się przy swoim.
A stary człowiek odpowiedział:"Nie osądzajcie niczego pochopnie.Po prostu powiedzcie, że koń powrócił, a wraz z nim przyszło dwanaście innych koni.Kto wie, czy to błogosławieństwo, czy nie?To tylko fragment.Moglibyśmy go ocenić gdybyśmy znali całość.Jeżeli przeczytasz jedną stronę książki, jak możesz na jej podstawie ocenić całą książkę? Jeżeli przeczytasz jedno zdanie ze strony, jak możesz oceniać całą stronę?Jeżeli przeczytasz jedno słowo w zdaniu, czyż możesz ocenić całe zdanie?Życie jest tak rozległe. Nie można oceniać całości na podstawie fragmentu.Nie mówcie więc, że to błogosławieństwo. Nigdy nic nie wiadomo.A ja pozostaję szczęśliwy, gdy nie osądzam."
Tym razem mieszkańcy wioski nie powiedzieli za wiele, choć byli przekonani, że starzec się myli."Jak to?Przecież biały koń przyprowadził dwanaście pięknych koni, które można było z łatwością ujarzmić, sprzedać i dzięki nim zdobyć fortunę: - myśleli.
Stary człowiek miał syna, jedynaka.Chłopiec zaczął ujeżdżać dzikie konie, a tydzień później spadł z jednego tak niefortunnie, że złamał obydwie nogi.I znów przyszli sąsiedzi, i znów - tak jak to zwykle ludzie czynią - zaczęli oceniać, co się stało, bo przecież osądy przychodzą nam tak łatwo.
Starzec powiedział:"Dlaczego tak obsesyjnie skupiacie się na wartościach? Powiedzcie tylko, że mój syn złamał obydwie nogi.Nikt nie wie, czy to błogosławieństwo, czy nieszczęście.Nikt.To jest znów tylko fragment, a całości nie znamy.Życie ukazuje się nam stopniowo.Oceniając tylko jedna część, musielibyśmy założyć, że znamy całość."
Kilka tygodni później wybuchła wojna z sąsiednim państwem.Wszyscy młodzi mężczyźni powołani zostali do armii.Zostawiono tylko ułomnego syna starca.Znów zebrali się mieszkańcy wioski, płacząc i szlochając, gdyż z każdej rodziny kogoś zabrano.Szanse na ich powrót do domu były niewielkie...
Pogrążeni w smutku, mówili:"Miałeś rację starcze.Na Boga, miałeś rację.To rzeczywiście było błogosławieństwo.Wprawdzie twój syn nie może teraz chodzić, ale przynajmniej jest z tobą....
A starzec znów powiedział:"Nie można z wami rozmawiać.Ciągle tylko oceniacie i oceniacie.Powiedzcie tylko, że wasi synowie zostali zabrani, a mój syn jest ze mną.Nikt nie wie, czy jest to błogosławieństwo, czy nieszczęście! I nikt nigdy tego nie będzie wiedzieć.Jedynie sam Bóg."
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.