dedykacja...
Adam Asnyk " Jednego serca !"
"Jednego serca ! Tak mało ,tak mało ,
Jednego serca trzeba mi na ziemi !
Co by przy moim miłością zadrżało :
A byłbym cichym pomiędzy cichemi...
Jedynych ust trzeba !
Skąd bym wieczność całą
Pił napój szczęścia ustami mojemi .
I oczu dwoje , gdzieby , patrzył śmiało ,
Widząc cię świętym pomiędzy świętymi .
Jednego serca i rąk białych dwoje !
Co by mi o czy zasłoniły moje ,
Bym zasnął słodko , marząc o aniele ,
Który mnie uniesie w objęciach nieba...
Jednego serca ! tak mało mi trzeba ,
A jednak widzę , że żądam za wiele !" ...
Ach,
gdybyś była oceanem żaru słonecznego -
leżałbym nago na plaży,
spragniony Twojego dotyku.
Ach,
gdybyś była winem czerwonym jak krew pulsująca -
byłbym kielichem,
byś mógła miłość gwałtowną we mnie wlewać.
Ach,
gdybyś była róży kwiatem -
bez wątpienia stałbym się wazonem
byś wnikała we mnie spragniona.
A gdybyś była tylko wytworem mojej wyobraźni...
byłbym grobowcem
milczącym...
Chcę bawić się z tobą w chowanego
i mówić ci że podobają mi się twoje buty
i siedzieć na schodach kiedy się kąpiesz
i masować ci kark
i trzymać się z tobą za ręce
i wychodzić na kolacje
i pozwalać ci jeść ze swojego talerza
i spotykać się z tobą w knajpce
i rozmawiać jak minął ci dzień
i przepisywać na maszynie twoje listy
i przenosić twoje pudełka
i śmiać się z twoich obsesji
i dawać ci taśmy których nie będziesz słuchać
i oglądać dobre filmy
i oglądać złe filmy
i narzekać na programy radiowe
i robić ci zdjęcia kiedy śpisz
i pić kawę o północy
i brać cię do okulisty
i nie śmiać się z twoich dowcipów
i pragnąć cię rano ale nie budzić cię jeszcze
i całować twoje plecy
i smucić się kiedy wracasz późno
i dziwić się kiedy wracasz wcześnie
i chodzić na twoje imprezy
i przepraszać kiedy robię źle
i cieszyć się kiedy mi wybaczasz
i oglądać twoje zdjęcia
i słuchać jak mówisz mi do ucha
i bać się kiedy się złościsz i jedno twoje oko robi się czerwone a drugie niebieskie i włosy spływają na lewą stronę a twarz jest tak orientalna
i przytulać cię kiedy tego nie chcesz
i skamleć kiedy mam na ciebie ochotę
i skamleć kiedy jej nie mam
i okrywać cię w nocy
i marznąć kiedy zabierasz cały koc
i umierać z gorąca kiedy go nie zabierasz
i czuć ciepło kiedy się uśmiechasz
i rozpuszczać się z gorąca kiedy się śmiejesz
i nie rozumieć dlaczego myślisz że cię odrzucam jeśli cię nie odrzucam oburzać się jak możesz myśleć że cię odrzucam
i kochać cię tak bardzo że nie można tego wyrazić słowami
i zatrzymywać cię w łóżku kiedy musisz już iść
i płakać jak dziecko kiedy już pójdziesz
i kupować ci prezenty których nie lubisz
i zabierać je z powrotem
i chodzić po mieście myśląc jakie jest puste bez ciebie
i chcieć tego samego czego ty chcesz
i myśleć że wszystko już skończone ale pozostawać jeszcze tylko przez dziesięć minut zanim wyrzucisz mnie ze swojego życia
i zapominać kim jestem i próbować zbliżyć się do ciebie bo poznawanie ciebie jest wspaniałe i warte wysiłku
i mówić do ciebie fatalnie po niemiecku i jeszcze gorzej po hebrajsku
i kochać się z tobą o trzeciej nad ranem
i jakoś
jakoś
jakoś przekazać ci część
nieprzepartej
niegasnącej
przygniatającej
bezwarunkowej
przytłaczającej
wzbogacającej
rozwijającej
nieprzemijającej
nieskończonej
miłości do ciebie.
"Łatwo znaleźć składniki miłości, ale wszystko zależy od tego, jak się je miesza. Potrzeba ogromnej pracy. (...) Po pierwsze, trzeba umieć rozumieć i akceptować. Potem trzeba być najlepszym przyjacielem. Zawsze. Trzeba pracować nad pokonywaniem tego, czego w tobie nie lubi druga osoba. Potrzeba wielkiego serca, mimo że tak łatwo jest po prostu być małym człowiekiem w tak wielu sytuacjach... Czasami iskra zapalająca miłość jest z ludźmi od początku. Ale wielu tę iskrę bierze za płomień, który - jak uważają - będzie trwał wiecznie. To dlatego tak wiele ognia i żaru serc ludzkich po prostu się wypala i w końcu gaśnie. Nad prawdziwą miłością trzeba pracować diabelnie ciężko."
Miłość jest wtedy...
gdy leżę koło Ciebie i przytulam się...
Miłość jest wtedy... gdy rozpoznaję Twoje kroki na schodach...
Gdy kocham się z Tobą na plaży i dotykam Twojej skóry oblepionej piaskiem...
Gdy we włosach Twoich wyczuwam zapach morza...
Gdy wiem, że nie śniłem o nikim innym jak o Tobie,
I stają się niebem Twoje oczy... a usta chlebem.
Gdy widzę cię w kolorach sepii, leżącego na mokrym piasku...
Miłość jest wtedy... gdy wiem co Cię denerwuje...
Miłość jest wtedy... gdy Twój zapach na ulicy odnajduje..
Gdy między mokrymi puklami Twoich włosów umiera słońce...
Gdy wiem, że tylko Tobie ufam i tylko Ty mnie akceptujesz...
I stajesz się kamieniem u szyi... i skrzydłami u ramion
Gdy przeszywasz mnie niebieskim kolorem, wylewając słone łezki.
A tak naprawdę, to miłość jest wtedy gdy stajesz się moim przyjacielem
i zrobiłbym dla Ciebie tak wiele...
Miłość jest wtedy... gdy słucham Twego serca
Miłość jest wtedy... gdy smakują mi Twoje łzy
Gdy siedzisz przy stole i patrzę jak jesz... i patrzę jak pijesz wino czerwone
Gdy w Twoich oczach blask świecy się odbija...
Gdy przypominasz mi dobre chwile...
I jesteś więzieniem... i sposobem na życie.
Gdy pływasz w złotych liściach , uśmiechasz się do mnie...
Miłość jest wtedy... gdy oddałabym Ci swoją krew
Miłość jest wtedy... gdy wiem że oddam życie za Ciebie
Gdy nie złościsz się, kiedy milczę... , bo nie wiem czemu nie płaczę.
Gdy umierasz, umiera część mnie razem z Tobą...
Gdy wiem, że tak musi być, choć tego nie chcę.
I zamykam Twoje oczy co były niebem ...a milczą usta co były chlebem
Gdy wysychają na zawsze Twoje łzy ,a ja nie jestem zły...
A tak naprawdę , to miłość jest wtedy gdy stajesz się moim przyjacielem
i zrobiłbym dla Ciebie tak wiele...
Miłość jest wtedy... gdy mnie akceptujesz
Miłość jest wtedy... gdy ocierasz moje łzy
Gdy siedząc w wannie z gorącą wodą , robisz mi miejsce
Gdy mi ufasz jak mnie nie ma...
Gdy w środku nocy robisz mi herbatę...
I Cię męczę... i uszczęśliwiam
Gdy milczę i myślę , Ty mi towarzyszysz
Miłość jest wtedy... gdy śpisz koło mnie
Miłość jest wtedy... gdy jestem stary a Ty mówisz moj kochany
Gdy dajesz mi szczęście, jakiego nikt nie daje...
Gdy płaczesz ,widząc jak ja płaczę...
Gdy wiesz to, czego inni nie wiedzą
I kończąc grę u zmierzchu życia... wiesz że zagrałabyś raz jeszcze
Gdy jesteś ze mną szczera , bo wiesz że wszystko możesz mi powiedzieć
A tak naprawdę , to miłość jest wtedy gdy staję się Twoim przyjacielem
i zrobiłabyś dla mnie tak wiele...
"- Spotkałam dzisiaj Miłość...- I co Ci powiedziała?
Przepraszała... Że nie zawsze trwa do końca...
Płakała?- Płakała.. Bo często rani..
Krzyczała?- Krzyczała..Że nie zawsze jest piękna...
Śmiała się?-Śmiała.. Bo umie z siebie kpić...
Żałowała czegoś?- Żałowała.. Że ludzie nie zawsze traktują ją poważnie...
Była zła?- Złościła się.. Że czasem w nią wątpimy...
Cieszyła się?- Cieszyła się.. Że jej tak często szukamy...
Co Ci jeszcze powiedziała?- Powiedziała.. Że nie jest dla mnie ...
Co to jest szczęście ? - częste pytanie.
Odpowiedź złożona, ja jednak odpowiem,
bo dla mnie szczęściem, móc dawać coś z siebie
dla tych których kocham, i obcych w potrzebie.
Każda życzliwie wyciągnięta ręka,
uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych,
drobny gest wdzięczności - to przecież tak mało,
a znaczy tak wiele w szarej codzienności.
To dom rodzinny, ściany, cztery kąty
i jego progi przyjaźnie skrzypiące.
Po dniu pełnym zmagań, po trudach i znoju,
spieszymy do portu - oazy spokoju.
Szczęściem jest dzień jasny, co po nocy wstaje
i wieczór wytchnienia w gronie osób bliskich
i czyste sumienie, gdy bez żadnych wahań,
zapiszę spełnione uczynki - na zyski.
Szczęściem samo życie, które nam jest dane,
jeżeli rozważnie kierujemy sterem,
wszakże tyle piękna można dostrzec wokół
i tak dużo dobra, gdy dobro się sieje.
Daleko szukamy co mamy tak blisko,
wciąż się rozglądamy, chcemy z życia wszystko.
Tyle w świecie złego, zawiści i krzyku,
a szczęście przysiadło cichutko w kąciku.
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.