W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. Pomyśl o tym przez minutę [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili...
— Anthony de Mello
I spiewam cicho,cichutko.
Taka melodie do snu
Chce,zeby bylo milutko
Kiedy przyjedziesz tu znow.
I tancze lekko,leciutko
Jak piorko unosi mnie wiatr
Choc jestes ze mna tak krotko
Piekniejszy jest zaraz swiat.
I jeszcze twoj obraz maluje
A pedzel sam wie,dokad isc
Czasami cos sie zamazuje
To wiatr tylko przywial tu lisc.
I jestem,jestem, nie bywam
W pelnym rozkwicie jak kwiat
I krew znowu plynie w mych zylach
Jakiz cudowny ten swiat!
Nutka67
Zwrot w życiu
"Człowiek zachorował. Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej, słabł, tracił koncentrację, miał wrażenie, że życie z niego wycieka. W końcu postanowił pójść do lekarza. Lekarz zbadał człowieka i nie znalazł żadnych fizycznych przyczyn choroby.
- Czy jest pan w stanie wypełnić dokładnie wszystkie moje instrukcje w ciągu jednego dnia? – zapytał lekarz.
- Tak, doktorze, - odparł człowiek.
- W takim razie proszę, aby spędził pan następny dzień w miejscu, z którym związane są pana najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa. Może pan zabrać ze sobą jedzenie, ale proszę, aby pan z nikim tego dnia nie rozmawiał, nie czytał książek, nie pisał, nie oglądał telewizji ani nie słuchał radia.
Następnie lekarz wręczył człowiekowi cztery złożone kartki papieru i poprosił, by zalecenia z pierwszej kartki człowiek przeczytał o dziewiątej rano, z drugiej – w południe, z trzeciej – o piętnastej, a z czwartej – o osiemnastej.
- Mówi pan poważnie? – zapytał człowiek z niedowierzaniem.
- Gdy otrzyma pan rachunek za moje usługi, to zrozumie pan, że mówiłem poważnie, - odparł lekarz.
Następnego dnia człowiek udał się na wybrzeże. O 9 rano otworzył pierwszą kartkę i przeczytał: „Słuchaj uważnie!”
Człowiek pomyślał, że lekarz ma chyba coś z głową… Jak to: słuchać uważnie przez trzy godziny??? Ponieważ jednak obiecał, że rzetelnie wykona instrukcje, człowiek zaczął słuchać. Najpierw słyszał zwykły szum morza i krzyki ptaków. Po jakimś czasie zaczął wyławiać inne dźwięki, które początkowo nie były takie oczywiste. Wsłuchując się w nie, człowiek myślał o tym, czego w dzieciństwie nauczyło go morze – cierpliwości, szacunku i poczucia współzależności wszystkiego, co istnieje. Człowiek słuchał dźwięków, słuchał ciszy i narastało w nim poczucie spokoju.
W południe otworzył drugą kartkę papieru i przeczytał: „Spróbuj wrócić wstecz!”
- Jak to: wstecz??? – zdziwił się człowiek. – Może chodzi o powrót do dzieciństwa, do szczęśliwych wspomnień?
Człowiek zatopił się w myślach o swojej przeszłości. Przypomniał sobie najlepsze chwile, wracał pamięcią do najdrobniejszych szczegółów, a w środku robiło mu się ciepło.
O trzeciej popołudniu człowiek rozwinął kolejna kartkę. Do tej pory instrukcje były łatwe, ale tym razem lekarz przesadził. Na kartce było napisane: „Sprawdź swoje intencje!”
Początkowo człowiek zajął pozycję obronną. Myślał o tym, do czego dążył w życiu – o sukcesach, o sławie, o bezpieczeństwie – i znajdował pozytywne intencje do wszystkich swoich dążeń. Nagle jednak dotarło do niego, że te wszystkie motywy nie są dość dobre i, być może, stąd bierze się jego obecny depresyjny stan. Człowiek starannie przeanalizował motywy swoich działań. Pomyślał o szczęśliwych chwilach z przeszłości i znalazł odpowiedź.
- W pewnej chwili, z absolutna jasnością zdałem sobie sprawę, - opowiadał potem, - że jeśli motywy są niewłaściwe, to nic w życiu człowieka nie może być prawidłowe. Nieważne, kim jesteś – listonoszem, fryzjerem, agentem ubezpieczeniowym czy gospodynią domową. Jeśli kieruje tobą intencja czynienia czegokolwiek na rzecz innych, to twoje sprawy idą w dobrym kierunku. Jeżeli natomiast jesteś skupiony jedynie na własnych korzyściach, to sprawy idą w złym kierunku – to prawo jest tak samo oczywiste, jak prawo przyciągania.
Gdy zegar wybił osiemnastą, okazało się, że ostatnia instrukcja jest najłatwiejsza: „Napisz wszystkie swoje obawy na piasku” – przeczytał człowiek z czwartej kartki.
Ukucnął i napisał kawałkiem muszli kilka słów. Potem odwrócił się i ruszył przed siebie. Nie oglądał się. Wiedział, że za chwilę nadejdzie fala przypływu.
Odnowa duchowa wymaga nakładu czasu…"
Arthur Gordon
Dziś, mam dla Was ćwiczenie, które nie tylko w szybki sposób pozwoli Wam poprawić samopoczucie, ale także długofalowo poprawi jakość Waszego życia.
Otoż tym prostym sposobem na poczucie szcześcia, jest robienie sobie listy (w głowie, w telefonie, na kartce) rzeczy, za które jesteście wdzięczni. Czasami myślimy, że życie nie jest w porządku i skupiamy się na tym, co nas denerwuje lub na tym czego nam brakuje. Jednak w ten sposób sami skazujemy się na frustrację i nakręcamy na czarnowidztwo, bowiem zawsze będą istniały rzeczy, ktore nie są takie jak byśmy chcieli, albo nie bedziemy w posiadaniu wszystkiego, co byśmy sobie wymarzyli.
A przecież każdy z nas, ma wiele rzeczy za które moze odczuwać wdzięczność. Czesto przyzwyczajamy się do tego, że to co mamy nam się po prostu należy, przestajemy to za zauważać i za to dziękować.
Dobrym sposobem aby uświadomić sobie jak wiele dobra nas otacza, jest właśnie regularne robienie sobie takiej listy ludzi, rzeczy, spraw które mamy, które wnoszą tak wiele dobrego do naszego życia, a o ktorych po prostu zapominany.
W trakcie tworzenia takiej listy, zaangażujcie się nie tylko intelektualnie, ale i emocjonalnie, co pozwoli Wam dogłebnie przeżywać ową wdzieczność.
Szczególnie polecam wykonywać to zadanie w chwilach smutku i pogorszonego nastroju, kiedy to coraz bardziej nakrecamy się emocjonalnie na to co smutne i pesymistyczne. Uświadomienie sobie, że mimo wszystko są w naszym życiu rzeczy, które zasługują na naszą wdzięczność, może pozwolić nam wyjść z tej samonakręcającej się spirali negatywnego myślenia.
"Ona"
"...a że Pan Bóg stworzył, a szatan opętał...
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna,
i święta,
zdradliwa i wierna,
i dobra i zła,
i rozkosz i rozpacz,
i uśmiech i łza...
i anioł i demon,
i upiór i cud,
i szczyt nad chmurami,
i przepaść bez dna.
Początek i koniec - Kobieta - to ja."
esencja kobiecosci ...
Przez te wszystkie lata w związku nauczyłem się jednej ważnej rzeczy. Mimo upływu czasu, a może nawet właśnie przez to, trzeba codziennie dorzucać do pieca, żeby się żarzyło. Myśleć o tej drugiej osobie, robić drobne niespodzianki, dawać znak, że się kocha. Wszyscy mężczyźni, którzy budzą się rano, powinni pamiętać o tym, że tak jak idzie się do piwnicy sprawdzić, czy w piecu się jeszcze pali, tak samo trzeba podtrzymywać temperaturę między dwiema osobami. Myśleć, kombinować. I nie chodzi o przynoszenie kwiatów, to może być drobiazg, SMS.
Ale ognia trzeba pilnować, to jest rzecz najważniejsza.
niestety czasem oginisko wygasa ... i 3a rozpalic nowe ... ;)
Miłość to czasami za mało. Jest podstawą, fundamentem i w oparciu o nią można stworzyć zdrowy związek. Ale relacje z kimś, to jest nieustanna praca. Trzeba ze sobą rozmawiać, trzeba się na siebie otwierać, umieć pójść na kompromis, mieć dla siebie czas, respektować swoje granice, troszczyć się o siebie, zapewniać sobie poczucie bezpieczeństwa, umieć się czasami poświęcić, zrezygnować z czegoś, docenić drugą osobę, nieustannie być dla siebie wsparciem, wyciągać wnioski z kłótni, dziękować za dobre momenty. To wszystko brzmi tak, jakby było najprostsze na świecie, ale czasami okazuje się, że w momentach zwątpienia (a te niestety zdarzają się chyba wszystkim) zaczyna brakować chęci, zapomina się o tym. Związki nie są wcale łatwe, no chyba, że to gimnazjum. Ale kiedy znajdzie się właściwego człowieka, to jego uśmiech i wspólne szczęście tylko utwierdzają w tym, że jest warto.
W życiu ludziom układa się różnie. Raz masz dobrze, raz masz źle, raz wszystko wali się na głowę ... a raz jest masakrycznie źle ... tak źle że wydaje się, że już gorzej być nie może. Rozumiem to. Ale pamiętaj, kryzys mija. Nieszczęście jest tylko stanem Twojej głowy. Cała reszta to życie, które biegnie i czas, który płynie. Nigdy nie jest za późno, żeby coś zmienić. Choćby nie wiem, jak beznadziejnie było, kontynuuj to, co robisz. Dalej planuj i realizuj marzenia. Dalej poznawaj ludzi. Dalej wierz w ludzi. A przede wszystkim wierz w siebie, choćby głupie głosy podpowiadały inaczej. Nie znam Cię i bardzo żałuję, że Cię nie znam, bo na pewno jesteś wyjątkowym człowiekiem. Wierzę w Ciebie. Dasz radę.
Miłość to czasami za mało. Jest podstawą, fundamentem i w oparciu o nią można stworzyć zdrowy związek.
Ale relacje z kimś, to jest nieustanna praca. Trzeba ze sobą rozmawiać, trzeba się na siebie otwierać, umieć pójść na kompromis, mieć dla siebie czas, respektować swoje granice, troszczyć się o siebie, zapewniać sobie poczucie bezpieczeństwa, umieć się czasami poświęcić, zrezygnować z czegoś, docenić drugą osobę, nieustannie być dla siebie wsparciem, wyciągać wnioski z kłótni, dziękować za dobre momenty.
To wszystko brzmi tak, jakby było najprostsze na świecie, ale czasami okazuje się, że w momentach zwątpienia (a te niestety zdarzają się chyba wszystkim) zaczyna brakować chęci, zapomina się o tym. Związki nie są wcale łatwe, no chyba, że to gimnazjum. Ale kiedy znajdzie się właściwego człowieka, to jego uśmiech i wspólne szczęście tylko utwierdzają w tym, że jest warto.
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.