kiedys wspolnik pokazal mi taki dziwny obrazek w jakims czasopismie i kazal mi sie w niego wpatrywac, powiedzial zeby probowac patrzec w rozny sposob bo jest w tym dziwnym obrazie jeszcze jeden obraz, ktory mozemy zobaczyc dopiero po odpowiednim dostosowania swojego wzroku
jakos tak dziwnie to widzialem ale ze to byl naprawde madry facet, to jak ten niemadry wpatrywalem sie i w pewnym momecie zobaczylem w tym dwuwymiarowym obrazku - trojwymiarowy obraz ktorego nikt by sie niespodziwal zobaczyc
nie kazdemu jest dane to zobaczyc ale jezeli nawet pare osob to zobaczy to moje pisanie bylo tego warte, zainspirowal mnie DocEnt swoim obrazkiem

jezeli obrazek ktory probuje wkleic jest za maly zobaczcie sami z linku
acha no i jezeli ktos bedzie w stanie zobaczyc trojwymiarowy obraz z tego dwuwymiarowego obrazka to niech napisze co zobaczyl, ja wiem co tam jest bo zobaczylem i bede wiedzial czy ktos to zobaczyl faktycznie
mysle ze jest to super doswiadczenie, chociaz boje sie ze nie dla wszystkich
KOŃ
Myślę że chodzi o fakt iż patrząc normalnie zawsze mamy spojrzenie z okiem dominującym tzw. przewodnim
ale aby zobaczyć ten obraz należy szukać głębi tak jak by patrząc w dal i jeszcze dalej zmieniając ogniskową.
Warto patrzeć neutralnie, bez "oka przewodniego"
Zajeło mi to około 3 sekund (byłem strzelcem wyborowym więc szybko sobie radzę ze zmianą oka przewodniego w razie potrzeby :-)
DocEnt powiedz czy nie jest to super sprawa?
mnie to bardzo zaskoczylo za pierwszym razem jak to zobaczylem, nawet nie to co to jest, tylko ta glebia obrazu
faktycznie widzac konia, ale zebysmy mogli poznac czy ktos jeszcze to zobaczyl, zapytajmy jak jaki jest tego konia obraz - z boku z przodu, z tylu, i czy sa jakies szszegoly
nie chodzi kto jest lepszy czy bardziej spostrzegawszy, dla mnie niajwazniejsze zeby wielu z nas to zobaczylo
" Każdy może sam w łatwy sposób sprawdzić, które oko jest dominujące.
Procedura:
Znajdź jakiś punkt w przestrzeni w odległości kilku metrów i skoncentruj na nim wzrok.
Wyciągnij przed siebie rękę i palcem wskazującym wyceluj dokładnie w ten punkt.
Koncentrując cały czas wzrok na wybranym punkcie (patrzysz obojgiem oczu), będziesz mieć w polu widzenia nieco rozmazany obraz jakby dwóch palców.
Teraz zamykaj na zmianę to jedno to drugie oko. Okaże się zapewne, że patrząc jednym okiem zobaczysz swój palec wskazujący dokładnie wybrany punkt, a patrząc drugim, palec nieco przesunięty w bok.
Oko, którym zobaczysz swój palec pokrywający się z wybranym przez Ciebie punktem, jest okiem dominującym. "
Onieznajomy, a wracając do poprzedniej dyskusji z kolegami Bebej i Knapior to jak myślisz udało mi się ich przekonać co do moich racji ? Bo mnie jakoś nie przekonali do swoich :-)
Nauce jakoś bliżej dziś do religii niż dalej. Nie wiem czemu tak broią "podejścia naukowego" jeśli od zawsze a przynajmniej od znanej nam historii to filozofowie, myśliciele oraz głow kościołów wyznaczali kierunki rozwoju lub uwsteczniania.
Nie da się odrzucić filozofii i kierować się jedynie nauką. Nauka i filozofia musi iść w parze ...
Piknik Familijny za 2 Godziny w New Lanark : http://www.emito.net/kalendarz_wyda...
#8901
udalo ci sie przekonac mnie
myslalem o tym kiedys i zastanawiam sie czy nie jest to zwiazane z ludzka natura, z checia posiadania pieniedzy i wladzy, prawie cala nauka i wynalazki, to wszystko dla tego zeby dominowc w wiekszym czy mniejszym stopniu,
naukowcy, ktorzy zdobyli pozycje a co sie za tym wiaze jakies pieiadze i wladze (nawet chocby w srodowisku naukowym) dzieki ich pracy naukowej, beda bronic tej pozycji nawet za cene prawdy
czy nauke mozna wiazac z filozofia trudno mi powiedziec, napewno jest to sposob na uspokojenie ducha i wytlumaczenie spraw niemozliwych do wytlumaczenia, samo to ze pokazujemy ze wiemy wiecej niz inni daje nam nad tymi innymi przewage/wladze
pewnie nie do konca jest to tak jak ty to widzisz, nic nie poradzisz tak juz jest ze kazdy ma troche inne odczucia: )
________________________________
obrazek widze bardzo niewyraznie, jakies polprzezroczyste kulki w srodku uciekaja na zwnatrz czy jakos tak
z tym ze glebia jest wyraznie widoczna
Nie DocEnt, nie przekonałeś. Ja rozumiem, że bez empirycznych dowodów nie mozna było kiedyś przyjąć, że ziemia jest okrągła i kręci się wokół słońca. Dowody pośrednie nie miały znaczenia, datowanie węglęm, widma długości fal... jeszcze wtedy nie były znane.
Nie mam już po prostu siły na uzasadnianie czegoś oczywistego.
Miłego !
Knapior. Wiem, tak działa religia :-) Czy przekonasz wyznawcę Allaha że błądzi i np. Allaha nie ma ?
Nie ! Bo on wierzy że tak jest.
To samo tyczy się czarnych dziur. Wiara w ich istnienie przyćmiewa fakt iż nie da się ich zaobserwować.
Sam fakt wielkiej ilości ich definicji ... Czy nie mogąc czegoś zaobserwować jesteś w stanie opisać jak to powstało, jakie ma fizyczne właściwości, jak działa i jak "umiera" ? A to właśnie jest czynione i tego bronicie i taką samą drogą można podważać lub bronić jeszcze wielu, wielu innych rzeczy - tzw. oczywistych.
Mi wystarczy, że przyznasz że wierzysz że istnieją czarne dziury nie na podstawie dowodów i badań naukowych których nie przedstawiliście a na podstawie doktryny - faktu stwierdzonego - tak jest i już ...
Onieznajomy - fajna impreza wyszła, frekfencja dopisała a pogoda jeszcze bardziej. Dzieciaki się bawiły świetnie, dorośli też. Warto powturzyć .
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.