Do góry

raczej nie dla kazdego...

Temat zamknięty
max_pl_taxi_gls
6 723
02.07.2009, 09:49

Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.

Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.

Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.

„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.

Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.

Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.

Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.

max_pl_taxi_gls
6 723
#21129.07.2009, 23:28

Moja klatka jest otwarta
Moje nogi nie są skute
Tylko dusza niewolnika
Jest strażnikiem do drzwi kluczem
Liczę nieszczęść dni ponure
Płaczę sercem oczy suche
Szyję swą otulam sznurem
I chcę krzyczeć uszy głuche

max_pl_taxi_gls
6 723
#21229.07.2009, 23:29

"Jesteś żyjącym magnesem. To, co przyciągasz do swojego
życia jest w harmonii z Twoimi dominującymi myślami."

Profil nieaktywny
niziol
#21329.07.2009, 23:40

zajebioza max dawaj dalej

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#21430.07.2009, 00:16

Chaos. Tak cicho, że aż głośno... Latające myśli przestały lądować tam, gdzie powinny.
A pośrodku ona. Rozgrzana do białości, czująca, zelektryzowana, z napiętym każdym mięśniem ciała. Otwiera oczy, rozgląda się i stygnie. Zakłada biały szal i wychodzi mu na drogę. Łapie je za rękę i przyciska do siebie. Nie. Już teraz go nie puści. Ściska dłoń coraz mocniej i mocniej, ale z biegiem chwili przestaje wyczuwać jego ciepło, przestaje widzieć jego blask, przestaje współ-odczuwać całe dziwne drżenie swojego ciała. Otwiera dłoń i... Zginęło, udusiło się.
Łza jedna, kolejna i nagle przestaje liczyć. Strumyk, morze, ocean łez.

Dlaczego zabiłaś swoje szczęście?

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#21630.07.2009, 00:21

O pogoni za szczęściem

Pewnego dnia człowiek, który szukał szczęścia wpadł na pomysł.

- Bóg musi mieć receptę na szczęście. Idę do niego - powiedział.

Szedł wiele dni aż napotkał lwa.

- Hej człowieku! Dokąd pędzisz? - zapytał lew.

- Idę do Boga po receptę na szczęście - odpowiedział człowiek.

- Poczekaj, mam małą prośbę - rzekł lew. - Straciłem apetyt. Spytaj go, co mam zrobić.

- Spytam go - odparł człowiek i podążył dalej.

Szedł, aż napotkał usychający baobab.

- Człowieku - rzekł baobab. - Coś wielkiego uwiera mnie pod korzeniami. Usycham! Wybaw mnie od cierpienia!

- Kiedy nie mogę - odrzekł człowiek.

- Idę do Boga po receptę na szczęście - powiedział i odszedł.

Goniło go błaganie baobabu:

- Spytaj Boga, co mam zrobić...

Człowiek szedł dalej, aż napotkał piękną dziewczynę. Dziewczyna płakała. Gdy go spostrzegła, zawołała:

- Mógłbyś mi pomóc? Szukam męża, bo już wkrótce będę stara!

- Nic z tego. Idę do Boga po receptę na szczęście. Przede mną długa droga - wymamrotał człowiek i szybko odszedł. Usłyszał jeszcze prośbę dziewczyny, aby w jej imieniu poprosił Boga o radę.

Wreszcie dotarł na miejsce.

- Witaj - rzekł uprzejmie bóg. - W czym mogę ci pomóc?

- Szukam recepty na szczęście - odpowiedział człowiek.

- Mmm - zastanowił się bóg. - Ono jest o krok od twego nosa. Musisz je tylko złapać!

Człowiek ucieszył się, że szczęście jest blisko i przypomniał sobie lwa, baobab i dziewczynę. Opowiedział o ich kłopotach. Bóg rzekł:

- Powiedz dziewczynie, że jest najpiękniejsza i ma najlepsze serce. Pierwszy mężczyzna, którego napotka po usłyszeniu tych słów, będzie jej mężem. Drzewu powiedz, że pod jego korzeniami jest ukryty największy skarb na ziemi. Ktoś musi go odkopać... A lwu przekaż, że jeśli zje pierwszą napotkaną osobę, natychmiast odzyska apetyt.

Człowiek był tak podniecony, że nie zastanowił się dokładniej nad słowami Boga. Chciał jak najszybciej złapać szczęście, więc zaczął biec. Po kilku godzinach napotkał dziewczynę, która spytała:

- Hej, no i jak?

- Bóg powiedzial, że szczęście jest tuż przede mną. Spieszę się, żeby mi nie uciekło - wysapał człowiek.

- A spytałeś Boga o mnie? - zapytała nieśmiało dziewczyna.

- Owszem - rzekł człowiek. - Bóg powiedział, że jesteś najpiękniejsza i masz najlepsze serce. Pierwszy mężczyzna, którego spotkasz po usłyszeniu tych słów, to idealny kandydat na męża.

- Zaczekaj - powiedziała dziewczyna. - Przecież to właśnie ty!

Ale mężczyzna odrzekł:

- O, może nie teraz. Muszę gonić moje szczęście. Ale wrócę, gdy je złapię - i pobiegł dalej.

Po kilku dniach pogoni spotkał usychający baobab. Ten zapytał:

- Spotkałeś Boga? Znalazłeś szczęście?

- Spieszę się - wydyszał człowiek. - Bóg powiedział, że szczęście jest tuż-tuż.

- Spytałeś o mnie?

- Bóg powiedział, że pod twoimi korzeniami jest ukryty skarb. Ktoś musi go odkopać i będziesz mógł się napić.

- Kop - rzekł baobab. - Będziesz bogaty, a mnie ulżysz!

- Nie teraz. Najpierw muszę znaleźć szczęście, które mi umyka - wykrzyknął człowiek.

Aż wreszcie spotkał lwa. Wynędzniały lew zapytał go słabym głosem:

- Spotkałeś Boga?

- Spieszę się - krzyknął człowiek. - Szczęście mi umyka!

- A spytałeś o mój problem z apetytem?

- O tak - odrzekł człowiek. - Bóg powiedział, że musisz zjeść pierwszego napotkanego człowieka, a wtedy odzyskasz apetyt.

I tak historia człowieka, który gnał za szczęściem, dobiegła końca.

max_pl_taxi_gls
6 723
#21730.07.2009, 00:24

"Prawdą-li to, żem niegdyś marzył sny szalone?
Rojenia me płomienne, zuchwałe, niesforne
Ktoś pognębił, podeptał, aż padły pokorne,
Złamane, na kolana i szatę pokutną
Przywdziały, i odeszły gdzieś w dal... Jak mi smutno..."

max_pl_taxi_gls
6 723
#21830.07.2009, 00:25

Samotność w me progi wkracza
wszystkie pola i łąki otacza
ptaszek drepce cicho
i ucieka tam gdzie licho
drzewa pokryte liśćmi, kwiaty rosą
wszystko odżywa wiosną
A w mym sercu pustka gdzieś głęboka
uciekając z tego świata
Drzewa kwiaty mnie nie cieszą
ptaki chmury gdzieś sie śpieszą
i wołają wracaj do nas
a ja nie chę, ja nie mogę
ciągle czuje wielką trwogę

keytt
60
keytt 60
#21930.07.2009, 05:59

Porozmawiajmy o miłości
takiej mężczyzny do kobiety i na odwrót.
Na przykład o tym skąd wiadomo, że ona jest?...

Czy, kiedy tęsknię, to już kocham?...
Albo, kiedy myślę o niej i myślę?...
A może chodzi o dziurę po strzale głupawego Amora, który wycelował?...
A może miłość sprowadza się zaledwie do tej dziury?...

A kiedy wiesz, że już - nie kochasz?...
A może prawdziwa miłość nie może się skończyć?...
...

Zobacz...
Całą tę rozmowę sprowadziłam do pytań,
jakbym wiedziała o tym, że nie ma właściwych odpowiedzi.

Z całą pewnością mogę wypowiedzieć jedno,
kiedy przydarzy ci się - kochaj po prostu

piszcie dalej__niech oczy sie naciesza pozdrawiam

max_pl_taxi_gls
6 723
#22030.07.2009, 10:21

*Kiedy jest Ci ciężko w życiu, gdy jesteś zmęczony walką i zmaganiami,
kiedy pojawiają się ciągle nowe problemy... pomyśl o pewnej różnicy w
strukturze trzech znanych Ci rzeczy: marchewki, jajka i ziaren kawy.**
Kiedy każde z nich poddasz działaniu gotującej się wody, zmiany jakie w
nich zajdą są diametralnie różne!

**Marchewka, na początku mocna, twarda i bezlitosna, poddana działaniu
gotującej się wody, mięknie i staje się słaba.
Jajko jest delikatne - cienka skorupka chroni płynne wnętrze, lecz po
przejściu przez gotowaną wodę, jego wnętrze twardnieje.
**Ziarna kawy są unikalne. Po zetknięciu z gotującą się wodą powodują,
że to woda się zmienia :) *

*Czym jesteś, gdy przeciwności pukają do twoich drzwi, jak reagujesz?
Pomyśl o tym.

Czy jesteś jak marchewka, która wydaje się mocna, lecz w bólu i
przeciwnościach słabnie, staje się miękka i traci swe siły?*

*Czy może jesteś jajkiem, które zaczyna jako plastyczne serce, lecz
zmienia się pod wpływem gorąca? Czy masz płynnego ducha, który zmienia
się pod wpływem problemów, który po śmierci, rozbitym związku,
finansowych trudnościach czy jakiejś innej próbie, staje się twarde i
sztywne? Czy na powierzchni wyglądasz tak samo, lecz wewnątrz jesteś
zgorzkniały i twardy, ze sztywnym duchem i stwardniałym sercem?*

*A może jesteś jak ziarno kawy, które zmienia gorącą wodę, te
okoliczności, które przynoszą ból. Gdy woda staje sie gorąca, ziarno
uwalnia zapach i smak. Jeśli jesteś jak ziarno kawy, gdy dzieje się
coraz gorzej, ty masz się dobrze i zmieniasz okoliczności wokół siebie.
Gdy nadchodzi czarna godzina i najcięższe próby, gdy dzieje się coraz
gorzej... ty wznosisz się na wyższy poziom... *

*Obyś miał tyle szczęścia, abyś stał się słodki; tyle prób,
abyś stał się mocny; tyle smutku, abyś zachował ludzką twarz i tyle
nadziei, abyś był szczęśliwy.*
*Najszczęśliwsi ludzi niekoniecznie mają wszystko co najlepsze; oni po
prostu wykorzystują maksymalnie wszystko, co staje im na drodze. Ich
najjaśniejsza przyszłość zawsze będzie oparta na *zapomnianej*
przeszłości; nie możesz iść w życiu do przodu, dopóki nie pozwolisz
odejść minionym niepowodzeniom i bólom serca. A co najważniejsze: wiedz,
że nie możesz zmieniać ludzi, lecz możesz zmieniać sposób w jaki znosisz
trudności,... a to może też zachęcać innych, aby dążyli do zmiany. *

max_pl_taxi_gls
6 723
#22130.07.2009, 10:58

Dzisiaj w półśnie naszła mnie wizja: każde życie jest jak jeden dzień, przerwy pomiędzy nimi to czas snu i wypoczynku :) Dawno temu Budda powiedział jednemu ze swoich uczniów, że każdy człowiek przeżywa więcej wcieleń, niż rośnie liści na drzewie Bodhi. To, co zobaczyłam, jest bardzo podobne do tego przekazu. Wyobraź sobie, że jednego dnia idziesz spać jako zadowolona, szczęśliwa istota, kiedy indziej nie jest ci ani szczególnie dobrze, ani źle, w następnego dnia idziesz spać wściekły, albo niezadowolona, a może nawet płaczesz... Rano budzisz się wydarzenia poprzedniego dnia mogą mieć wpływ na twoją sytuację i stan ducha, a czasem wcale. Rankiem jest piękna pogoda albo pada deszcz i to też może wpływać - chociaż nie musi - na twoje samopoczucie.

Niekiedy się zdarza, że decyzje, jakie podejmujesz, mają wpływ na wiele innych dni i konsekwencje pojawiają się np. za pół roku albo pięciu latach. Inne decyzje w ogóle nie mają takiego zasięgu i znaczenia. Kiedy jednego dnia nabijesz sobie guza - ślad po nim zniknie w ciągu tygodnia, zmieniając kolor na coraz jaśniejszy i coraz mniej będzie cię boleć. Złamana noga to już dłuższa rekonwalescencja, możesz być czasem zirytowany, że nie możesz sobie pójść pobiegać, albo pograć w kosza, a inni mogą, i to z łatwością. Z drugiej strony - jeśli ćwiczysz jakaś umiejętność bardzo długo, stajesz się w tym wirtuozem. Inni mogą uważać, że to szczęście i talent, a ty tak długo nad czymś pracowałeś, aż stało się to czynnością równie naturalną i łatwą, jak oddychanie. U jednych ludzi to będzie słuch absolutny, pociąg do białej broni albo sokole oczy, u innych - mądrość życiowa, żyłka do interesów albo umiejętność rozmowy ze zwierzętami.

Wszystkie twoje marzenia = zamierzenia się spełniają, choć niekoniecznie tego samego dnia - jeśli masz ochotę na lody, po prostu idziesz do sklepu i je kupujesz, jeśli chcesz spotkać sie z przyjacielem, możecie sie spotkać dziś, ale równie dobrze za tydzień, ponieważ dziś przyjaciel jest chory abo nie ma czasu; a jeśli chcesz wybudować dom albo nauczyć się gry na flecie - zajmie ci to nieco więcej czasu.

Każdego kolejnego dnia są koło ciebie ludzie - rodzina, przyjaciele, ukochana osoba, współpracownicy. Jedni znajomi stają się przyjaciółmi, z innymi oddalacie się od siebie. Czasem nie widzisz kogoś przez kilka miesięcy, ale to nie zmienia esencji w waszej znajomości - kiedy sie znów spotkacie, będzie o czym pogadać.

Z niektórymi ludźmi jesteś w niezgodzie, niektórym jesteś coś winien, inni są coś winni tobie. Z niektórymi się pogodzisz, innych unikasz, póki zachowują sie w sposób, który ci nie odpowiada. Są też takie osoby, które straciłeś z oczu i żałujesz tego, więc skoro nie możesz teraz odwdzięczyć im się za pomoc, modlisz się albo po prostu prosisz Wszechświat, żeby im się dobrze wiodło, gdziekolwiek są. Są tacy, którzy to samo czynią wobec ciebie.

I jeszcze jedna sprawa - możesz być dzieckiem, nastolatkiem, dorosłym lub staruszkiem. Poza tym - żebyś nie wiadomo jak mocno się opierał - dorastasz, zmieniasz się i rozumiesz coraz więcej, nawet jeśli w niektórych sprawach nie masz na to ochoty ;)

Dzisiaj też jest dzień - jak go spędzasz?

max_pl_taxi_gls
6 723
#22230.07.2009, 11:07

Jesli nie ma szczęścia we dwoje, to może szczęście w pojedynkę? Przyznam ,że większość związanych zadaje sobie to pytanie.
W sumie zawsze jesteśmy samotni: samotni się rodzimy, sami umieramy, sami podejmujemy decyzje, sami doświadczamy ich skutków, - dlaczego zatem chcemy być jeszcze bardziej samotni. Co w tym " nowym wspaniałym świecie" powoduje taką alienację. miliony związków się rozpada - dlaczego - oczywiście jest wiele powodów - szarość codzienności, wyrachowanie, chęć bycia wolnym, etc
brak szacunku dla drugiej osoby( jedna ze stron np:), pycha , duma. PROSZę MI PODAć JEDEN POZYTYWNY POWóD ROZSTANIA SIę PARY, A ZAPRASZAM NA WINKO. Przyjżyjmy się zatem, jakim niskim wibracjom poddajemy się, czy na jakich współistniejemy.
Czy uwalniając się od partnera przeskakujemy na jakiś wyższy poziom? A może nie uwalniamy się od siebie nawet.

Historia uczy, że ten , który ma oczekiwania( w rozumieniu kontroli swojego partnera), nie stworzy zdrowego związku
- tworzy związki czy rodziny toksyczne. LUDZIE NATOMIAST DELIKATNI - NA WYżSZYM POZIOMIE DUCHOWYM - zwykle
wolą wycofać się z takiego związku i znajdują sobei jakąs jego protezę

Nie od dziś wiadomo,że jakiś tam procent ludzi żyje samotnie( bez próby łączenia się w pary, bądź z próbami, ale bez rezultatu, czy wreszcie po przejściach).
Każdej osobie na tym świecie należy się szacunek do jego prywatnych wyborów. Poznałem tez ludzi, którzy naturalnie nie mają potrzeby, bądź drażni ich obecnosć( bliska) - osób zarówno przeciwnej, jak i tej samej płci. Mam tu na myśli łączenie się w pary, trójkay, czworokąty, itd. Po przeprowadzonym przeze mnie wywiadzie, okazało się nie urodzili się bez takowej potrzeby - potrzeby bliskości innych osób, co oczywiście nierozerwalnie łączy się z seksem. Ale o tym nie będziemy pewnie tu rozmawiać, bo....... tak.
Oni nie mają tez i tych milych potrzeb - zresztą coraz bardziej popularna najnowsza opcja aseksualnych.
Postawa np: Krakena i np: Claire jest zgoła inna - tzn, były jakieś zdarzenia, potrzeby, ale coś się nie udało, coś nie spełnilo oczekiwań, i doszło do zmęczenia materiału. No bo ileż można czekać na drugą połowę: 10 , 20 lat? A może te drugie polowy maja nam służyć podobnie jak my im - do zabicia samotności, miłego przebywania, niepopularnej w " rozwiniętych " krajach prokreacji. jeszcze raz powtarzam - SZANUJę CZYJEś WYBORY - ale czy nie dochodzi na podstawie przerostu rozumu, czy wybujałej listy życzeń -do wynaturzeń? Też mam podobne dylematy, toteż i sobie to pytanie zadaję . Albo po prostu mamy do czynienia Z NOWYM GATUNKIEM LUDZI. :-O

A teraz pytanie do nieateistow: Jeśli założymy istnienie BOga , i jeśli gnostycznie założymy , że jest on dla nas dobry, to
czy wbudowywałby nam " mikroprocesory " odpowiedzialne za konkretne potrzeby( potrzebę miłości) nie dając nam możliwości
ich realizacji?

A teraz pytanie dla ateistów: Jeśłi światem rządzi przypadek i racjonalne wersje rzeczywistości - to czy nie szkoda czasu na nie spełnianie tych potrzeb - choćby cząstkowo - stopniowo - w jakimś procencie( ekonomicznie rozumiując). Przecież namiastka to też jakas częśc całości :lol:

Jest jeszcz inna opcja : samotność we dwoje, która wcale nie wyklucza osiągania pełni w samym sobie. Wspomaganie , wtedy , kiedy trzeba, bycie , kiedy by się tego oczekiwało, ALE OCZYWIŚCIE WYBÓR NALEŻY DO PAŃSTWA.

Ja na swój użytek myślę, że najszczęśliwszym związkiem będzie związek dwóch samotników, kochających tak bardzo swoją
samotność, że nie zauważą w byciu razem ani nudy , ani samotności, ani " żadnej rzeczy , ktora jego jest"

max_pl_taxi_gls
6 723
#22330.07.2009, 11:12

Żył sobie pewien jegomość. Życie swe wiódł oparte na fali, raz obfitował w radość i dobytek, innymi czasy gościł u niego smutek, żal, jak i znacznie mniejszy dostatek. Można by rzecz - dostatek pozwalający jakoś przeżyć.
Jegomość zaczął dostrzegać różnice pomiędzy tymi okresami swego życia. Czynił usilne starania, aby swe obserwacje przelać na użyteczną wiedzę. Jednak zawsze kończyło się to na chwilowym byciu na wierzchołku fali życia. Te chwile na fali obfitowały w każdego rodzaju dobro. Był to doskonały stan zdrowia, nadmiar energii życiowej oraz nieskrępowana radość do wszystkich objawów świata w około. Był także wtedy i twórczy zapał oraz przypływ środków materialnych. Bycie na fali sprawiało wszelką pomyślność jakiej pragną jegomość, nawet tej, o której jeszcze nie zdążył pomyśleć.

Jednakże każdorazowo, po dłuższym lub krótszym pobycie na fali, następował z niej zjazd, a następnie powtórne poszukiwanie tej czarodziejskiej wręcz wiedzy.
Tak, czarodziejskiej myślał jegomość, ponieważ wydawała się ona magiczna, ponieważ tak lotna, tak nieuchwytna była i choć każdorazowo jegomość myślał, że już ją posiadł, to każdorazowo wpadał w czeluście smutków i zmartwień oddalając się od wierzchołka swojej życiowej fali. Każdorazowo kończyło się to bytowaniem w ciemnych zakamarkach jego egzystencji. Przychodziły wtedy boleści jego jaźni i ciała. Pojawiały się trudne sytuacje międzyludzkie, nieprzewidziane wydarzenia komplikujące odnajdywanie upragnionej drogi na falę. Okresy te wyglądały na pozór jak odciąganie od drogi do upragnionego miejsca. Jednakże każde bytowanie w dołku zawsze ukazywało wyjście, dawało rozwiązania i nowe idee, które jegomość najczęściej potrafił wykorzystać. Działo się tak, ponieważ przeczuwał on, że na tym fizycznym świecie nic nie trwa wiecznie, tak więc dołek prędzej czy później zostanie tam, gdzie jego miejsce, czyli daleko w dole.

I tak wiódł życie bohater tej opowieści. Dni wydawały się płynąć. Mijały miesiące i lata, i przychodziły i odchodziły kolejne życiowe wierzchołki i dołki.
Wiele razy jegomość zasmakował wszechdobrostanu, który wyrażał się w jego życiu w chwilach na fali.
Pewnego normalnego najzwyklejszego dnia nadszedł czas kolejnego opuszczenia szczytu fali. Poranek jegomość przywitał z uśmiechem, jednak krótko po tym nastąpiły drobne wydarzenia, które uśmiech skradły. Jegomość pozwolił sobie wykradać radość z każdą minutą i godziną tego kolejnego dnia schodzenia do dołka.
Gdy zrobiło się późno i przyszła pora na toaletę oraz przytulenie poduszki, wtedy akurat jegomość chował rzeczy do szafy, robiąc ostatnie czynności przed snem. Nie miał już siły szybko i sprawnie wykonywać pracy, jego ruchy były mozolne. Raptem jegomość dostrzegł wolne miejsce w szafie. Pomyślał, że to bardzo duża i pojemna szafa. Pomyślał - to wyjątkowa szafa, tyle rzeczy już w niej pomieściłem i jeszcze nowych mogę nanieść. Jegomość mimochodem uśmiechnął się na tą myśl. Potem przyszła kolejna rzecz, jegomość wyraził wdzięczność dla kolegi, który tą szafę mu zbudował - dzięki ci Stachu za dobrą robotę, to piękna szafa, no i niesamowicie pakowna.

W tym momencie jegomość skończył pakowanie rzeczy w szafie. Wstał i żwawym krokiem udał się do łazienki. Gdy stanął przed lustrem dostrzegł jakąś całkiem inną twarz. Uśmiechnął się, bo jej widok sprawił mu radość. Jeszcze nie taką radość wylewną na zewnątrz, lecz delikatnie tlącą się w jego wnętrzu. Twarz wydała mu się pogodna i miła. Następnie jegomość usadowił się w wannie, odkręcając kran ucieszył się, że leci z niego ciepła woda. W ciszy, w swoim wnętrzu podziękował za ten strumień. I znowu się uśmiechnął, tym razem mocniej. Podczas mycia ciała zauważył, że nie odczuwa już takiego osłabienia i apatii, jak to było przez resztę dnia.
Jegomość rozejrzał się po łazience. Robił to z pewnym skupieniem i z nieukrywaną radością zauważył, że widok rzeczy sprawia mu radość, że wyraża wdzięczność za to co dostrzega. Jegomość spokojnie przenosił swój skupiony wzrok na poszczególne rzeczy. Widok pralki sprawił mu radość, czuł wdzięczność za czyste i pachnące rzeczy, które mógł nosić dzięki wykorzystaniu pralki. Patrząc na miękki ręcznik poczuł się dobrze na wspomnienia, gdy ociera on jego mokre ciało i mimochodem w ciszy swojego wnętrza podziękował, wyraził wdzięczność swoimi uczuciami.

Po kilku takich obserwacjach jegomość czym prędzej skończył toaletę i przespacerował się po mieszkaniu. Jego wzrok przenosił się kolejno na każdą rzecz, która stała po drodze. Każdorazowo jegomość z pełną świadomością i nieskrępowaną radością mówił "dziękuję" i dodawał coś, za co jest wdzięczny w nawiązaniu do rzeczy której to właśnie dziękował. I tak podziękował żaluzjom, że chronią przed ostrym słońcem za dnia, a wieczorem przed wzrokiem wścibskich obserwatorów. Podziękował lampce w rogu pokoju, że daje ciepłe i delikatne światło. Podziękował dużej ławie, że jest pojemna i bardzo praktyczna. Podziękował narożnikowi, że jest wygodny i przestronny. Podziękował dywanikowi, że można na nim bawić się z córą i żoną. Podziękował telefonowi, że tyle miłych rozmów dzięki niemu wykonał.

I tak jegomość dziękował bez opamiętania, aż zamieniło się to w jedną radosną pieśń dziękczynną. Jegomość nie był w stanie przestać. Wyrażanie wdzięczności sprawiało mu tak wiele radości, że zapomniał o dołku. Zapomniał o nim, bo właśnie niezauważalnie wskoczył na swoją falę, do której każdorazowo zmierzał wychodząc ze swoich dołków.

Wnętrze jegomościa wyrażało wdzięczność, radość, pewność i spokój. Można by to opisać innymi słowami jako przejaw miłości do wszystkiego co doświadczył i doświadcza.
Jegomość zwiedził prawie całe mieszkanie, dziękując w duchu i uśmiechając się, aż w pewnej chwili wyrwało mu się na głos: dziękuję dziękuję dziękuję...
Prawie tańczył wymawiając w kółko bez opamiętania te słowa. Gdy skończył, stanął jak porażony piorunem. Zrozumiał, że ponownie jest na swojej upragnionej fali. Zrozumiał także, że nie potrzeba do tego wiele. Ogarnął go spokój, a zasypiając dziękował dalej. Dziękował także ze swoje dołki, za osoby które go skrzywdziły, za swoje potknięcia i błędy, za niewłaściwe zachowanie, za kłopoty i porażki.
Nie było miejsca na ocenianie, na kategoryzowanie ani na jakąkolwiek wybiórczość. Jegomość wyrażał wdzięczność śląc radość i spokój do wszystkiego czego doświadczył, do każdej osoby i rzeczy która przyszła mu do głowy. Wszyscy i wszystko co wyłaniało się z otchłani jego pamięci, zostało oblane uczuciem wdzięczności. Wdzięczności, która jest radością i spokojem, jest ukojeniem i wybaczeniem, jest zrozumieniem i akceptacją. Tak właśnie czuł jegomość mówiąc proste słowo - dziękuję.

Budząc się następnego dnia jegomość otworzył oczy, a odczuwając spokój i radość zastanawiał się czy to był sen to, co mu w uszach jeszcze dźwięczało. A było to wyrażenie wdzięczności, które niosło całe spektrum uczuć z tym związanych - radości, spokoju, pewności, wdzięczności, uznania, akceptacji. Chciał się uszczypnąć, lecz pomyślał, że w snach przecież też może się uszczypnąć, więc może inaczej to sprawdzić. Jeszcze nigdy nie śnił długiego i pogodnego snu, stąd też przyszła mu do głowy myśl, aby zacząć robić swoje, to co zawsze za dnia czynił, a w międzyczasie wyrażać wdzięczność i obserwować jak długo utrzyma się na fali.
Gdy wyszedł na ulice jego oczy zaczęły śpiewać tą pieść, którą dnia poprzedniego rozpalił w sobie. Na cokolwiek nie spojrzał, z kimkolwiek nie miał do czynienia, wyrażał wdzięczność i radość. Dostrzegał piękno i pozytywne cechy. Dostrzegał po prostu dobro.

Kolejne dni upływały na lekkim kołysaniu. Jegomość utrzymywał się na swojej fali, a gdy następowały zwroty jego nastroju, które wyrażały się spadkiem radości, uznania i wdzięczności do otoczenia, wtedy starał się dziękować w duchu za cokolwiek co znalazło się w jego otoczeniu. Dziękował za cokolwiek co przyszło mu pierwsze na myśl. Doszło do tego, że proces ten jegomość nazwał "bombardowanie wdzięcznością" i kilka razy na dzień, nawet będąc na szczycie fali, przeprowadzał świadome celowe bombardowanie.
W ten sposób kolejne dni upływały jegomościowi zupełnie inaczej niż jego poprzednie dni, miesiące i lata. W dalszym ciągu jegomość wiódł życie oparte na fali, jednakże teraz jego dołki były znacznie znacznie mniejsze.

I jegomość z uśmiechem na twarzy zapytał samego siebie - Czy to już będzie ostatnia wielka fala?
I jeszcze bardziej uśmiechnął się myśląc, że to nie ma żadnego znaczenia, bo przypomniał sobie jak łatwy jest sposób powrotu na falę.

max_pl_taxi_gls
6 723
#22430.07.2009, 11:41

"Wszelkie niezadowolenie z tego, czego nam brak, płynie z braku wdzięczności za to, co posiadamy."
-- Daniel Defoe
„Szaman chce pomóc pacjentowi w odzyskaniu dobrego samopoczucia, a nie udowodnić, że jego metoda jest jedyną skuteczną.”
-- Michael Harner

"Są rzeczy, w które trzeba wierzyć, by je zobaczyć."
-- Miguel de Cervantes

Tu i w Teraz.
Zgodzić się na ten Los, który teraz jest, żeby mogła być zmiana, --> dobrze jest.
Uszanować to, co się ma, ten czas i miejsce, w którym się jest teraz, --> też! Jeśli się jest w takich okolicznościach tzn. że są one potrzebne do rozwoju, przecież nic nie dzieje się przypadkiem. Można powiedzieć sobie, że to ja chce, żeby tak było, jak jest... A potem zrobić porządek tam gdzie się da i obserwować, i Siebie, i zmiany swojej reakcji na to, co się widzi. Ale najpierw zgoda na własny Los niech jest, na akceptacje z szacunkiem tego, co jest. Bez tego, co jest nic innego nie mogłoby sie wydarzyć, To, co jest, jest potrzebne, żeby mogło zajść zmiana na to, co może być. Żeby zaznać spokój, miłość, moc i sukces. Dobrze jest wiedzieć i znać odczucie --> niepokoju, niekochania/braku miłości, niemocy/bezsilności i smak porażki/nieporządku. Najkrótsza droga do sukcesu prowadzi przez porażki. Jesteś na tyle bogaty na ile straciłeś ale potrafiłeś się z tego podnieść. Podnieść umysłowo, duchowo i fizycznie.
Najważniejsza jest uwaga i koncentracja na tym, co prowadzi Ciebie do entuzjazmu wewnętrznego/zintegrowanego/prawdziwego. Entuzjazmu do miłosci, do przynależności,.. do bycia docenianym, do bycia zadowolonym, do bycia kochanym. entuzjazmu --> do czego? Może najpierw do życia samego w sobie bez nadmiernego oczekiwania jego przejawów ale do uwagi na chwili obecnej, na jednym oddechu, na kształcie tego, co się widzi, na objętości tego, czego sie dotyka, na cieżarze tego, co akurat trzymasz w dłoniach. Na mentalnym obrazie samego siebie stanowczego i radosnego. Szcześliwego z tego co jest tu i teraz.
Uszanowanie dnia, błosławienie tego, co jest, jest najlepszą drogą do wzbogacenia swego życia ale celem niech będzie (droga) uszanowanie i zgoda na Los a nie wzbogacenie czy przyjemność. Wzbogacenie i przyjemność jest efektem ubocznym przy uszanowaniu, zgodzie na to, co jest. A Los prowadzi Ciebie w dobrą stronę, ufaj proszę, że tak jest i doceń to w sobie.
Zasługujesz na lepsze jutro ale najpierw doceń ten dzień, jedyny i niepowtarzalny, każdy oddech jest pierwszym i ostatnim, koniec jest początkiem a początek końcem. Puls życia bije, jest w Tobie i nic więcej nie ma..albo --> czy jest coś wiecej?, co trwa zawsze i nigdy? --> czas relatywny jest tylko w Twoim umyśle, po to go masz, sam sobie go wybrałeś (jako świadomość duchowa) ten ludzki Los, po to żeby zrozumieć te właśnie ograniczenia ciało-umysłu aby potem móc pomóc innym swoją inspiracją jak już „wyjdziesz” z Ciałoumysłu. ..więc nie denerwuj się za mocno, wszystko, co przeżywasz jest Ci potrzebne do Życia i rozwoju i do póżniejszej pomocy innym podobnym Tobie ludziom/istotom z podobnymi doświadczeniami „ziemskimi”. Nic więc nie jest bez celu, wszystko ma sens, teraz też Tobie pomagają Istoty Ci życzliwe, „Wszechświat robi wielką! Pracę aby nie było przypadków” więc Ciesz się i pamiętaj nigdy nie jesteś sam. Wszystko zależy od punktu widzenia, kąta patrzenia na Siebie, na czas i doświadczenia. Strach w niczym nie pomaga jest tym do czego należy sie przyznac i nazwać : „tak tego się boję..i co z tego?” Przecież własnie po to jesteś człowiekiem, po to wybrałeś sobie taki los, takie życie. To Twoja umowa z Losem przed wejściem w Ciałoumysł na tę Ziemię. Takie właśnie doświadczenia dnia i nocy wybrałeś sobie aby je przeżyć, przepracować, nauczyć się na nie reagować i zmieniać, przetranformować reakcje aby móc pójść dalej. Umieć je tak nazywać, że pod nazwą masz odpowiedni obraz emocjonalny, który rozumiesz i szanujesz. Juz Cię to nie „kłuje”, zrozumiałeś lekcje, przeżyłeś właśnie to, co miałeś do „PrzeŻycia”. Teraz on Cię wzmacnia aby móc pomagać sobie w tym, co następuje i innym, kiedy zajdzie taka potrzeba. Sprawia, że rozpoznajesz siebie jako Istote fizyczną, umysłową i duchową. Możesz pomóc sobie zrozumieć i znaleźć rozwiązanie z trudnej sytuacji. Jeśli odnajdujesz świadomość duchową w sobie, to wiesz, że po to zorganizowałeś sobie taka sytuację aby odnaleźć inspiracje, działającego ducha w sobie bo może inaczej bys nie uwierzył, że jest coś po za piecioma, pierwotnymi zmysłami rozpoznania..Rozwiazanie zawsze jest i znajdujesz je. Możesz mieć wątpliwości ale wiedz!, że Twój Duch, który jest w Tobie, coraz bardziej wspiera Ciebie i pomaga w każdym, każdym doświadczeniu jakie otrzymujesz do przeżycia, OK?
Staraj się badziej, żeby nie przeceniać innych doświadczeń, które mają nadejść a doceniać te, które są! Doceniać siebie, takim jakim sie jest, umieć sobie wybaczać i odpuszczać niedociagnięcia też innym. Trwać w oczekiwaniu najlepszego nie będac zależnym od wyników...bo doceniając i szanując Siebie, obojętnie co sie stanie i wydarzy pózniej --> to może to tylko wyrosnąć z teraz i tu --> to jutro jest pochodna dziś. Jak dzis o sobie myślisz tak jutro na to zasługujesz i jesteś godny przyjąć taki Los. Trzymaj się dobrej wersji o Sobie dziś aby jutro było następnym dobrym Dziś dla Ciebie. Zasługujesz na to!
Życie jest wsparciem dla Ciebie i Ty jesteś wsparciem dla Życia. Powtarzaj to swojemu Ciału i Podświadomości. Powtarzaj tak często jak możesz i uważasz za słuszne, niech stanie sie to Twoim nawykiem. Powtarzaj sobie: cokolwiek sie wydarzy dam rade, jeszcze nie wiem jak ale poradze sobie. Zamieniaj negatywne watpliwosci na pozytywne emocje. Masz wiare i dasz rade, wszystko działa w sposob doskonały i to Ty dałes sobie taki problem, jaki jestes sam w stanie rozwikłać, nie wiesz jeszcze jak ale uwierz, że nie jesteś sam w znaczeniu pojedynczy oddzielony od Ducha i Ciala. Wszystko jest współzależną wspierającą się jednością. Wszystko jest energią, która płynie. Nawyki myślowe decydują o Twoich wyborach i decyzjach a Są dwa rodzaje nawyków: zdrowe i chore. Chore prowadza na manowce, do choroby, do chodzenia w kółko nad powtarzajcymi się oklicznościami w różnych doświadczeniach. Zdrowe prowadzą do rozwoju i radości chwili, do progresu Życia w Tobie, do poszerzania świadomosći, do czynienia nastepnego kroku. Jeśli już zrozumiesz, że dobrze jest uszanować swoich Przodków i Siebie, to resztę Sam wybierasz! I Ty decydujesz, masz wolną wole.

„Dobrze jest znac swoje miejsce ale to nie wystarczy, jeszcze trzeba je zająć” Bert Hellinger

,,Z chaosu wyłania sie porządek" , który jest tym własciwym, odpowiednim porzadkiem...,

Podsumowanie:
Czego się nie robi dla Przynalezności?? Bez poczucia przynależności można się zatracić w szukaniu jej dla siebie w każdej sytuacji. Tak, więc najpierw poczuj się przynależny samemu sobie, swojemu duchowi, swojemu ciału, swojemu umysłowi. Niech integracja Twych świadomości sprawi, że poczujesz, iż nie jesteś sam, nie jesteś oddzielny, że wszyscy i wszystko jest połączone. Poczuj siebie wszystkimi zmysłami i myślami, poczuj, że jestes przynależny swojej niepowtarzalnej całej Istocie. Istocie, która przynależy do wszystkiego co jest, było i będzie. Badż wierny takiemu poglądowi a Duch wypełni Twoje ciało i umysł. Rozpuści wszystkie cienie schowane w ciele, pomoże umysłowi nazwać swoje lęki, tak, że się rozpłyną w świetle wyzszej wibracji jego częstotliwości.
Bez cienia nie ma lęków i ograniczeń, nie mają sie gdzie podziać, nie ma dla nich miejsca, nie mają się pod czym schować.
Nie mają już możliwości istnienia i działania na Ciebie i Twoje Życie. Jest światło i Jasność. Czysta Matryca. Matryca Życia, która chcę się rozwijać, poznawać i być kreatywna. Chce spełniać się i mieć wpływ na wszechświat. Chce rozprzetrzeniać się, rozszerzać promień swego światla i oświetlać mroki Twojej niepewnosci. Chce się powielać i być powielana w miłości, spokoju, mocy osiągania i Sukcesu Tworzenia. Sukcesu bycia Twórca i tworzywem.
Niech Ci się wiedzie! Z każdą chwilą Coraz lepiej!! W zgodzie z Twoim, wspierającym Cię Losem!!!

edimka.1
1 334 35
edimka.1 1 334 35
#22530.07.2009, 12:29

Mam tylko jedno skrzydło
To prawie tak jak anioł
A Ty masz skrzydło drugie
Rośnie u Twoich ramion

Gdy staniesz przy mnie blisko
I mocno mnie przytulisz
Bez trudu popłyniemy
Prosto w wysokie chmury

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

Zatrzymamy się w locie
Nad szczytem i urwiskiem
I będziemy nad Ziemią
Nieziemskim zjawiskiem

To będzie nasza pierwsza
Komunia bez końca
Przytul mnie tylko mocno
Lecimy do słońca

Szczęśliwe chwile to motyle
Miłość wieczna tęsknota

/Maanam , Anioł/

max_pl_taxi_gls
6 723
#22630.07.2009, 18:09

Nie interesuje mnie, czym się trudnisz.

Chcę wiedzieć, nad czym bolejesz i czy śmiesz marzyć o spotkaniu z tym za czym tęskni Twoje serce.

Nie interesuje mnie ile masz lat.

Chcę wiedziesz czy gotów jesteś wyjść na głupca dla miłości, dla marzeń, dla przygody, jaką jest życie.

Nie interesuje mnie jakie planety zrównują się z Twoim księżycem.

Chcę wiedzieć, czy dotknąłeś środka własnego smutku; czy zdradzony otwarłeś się, czy skurczyłeś i zamknąłeś w sobie ze strachu przed dalszym cierpieniem! Chcę wiedzieć czy potrafisz siedzieć z bólem, moim lub Twoim, nie poruszając się, by go ukryć, stłumić lub uleczyć.

Pragnę wiedzieć, czy możesz współistnieć z radością, moją lub swoją; czy umiesz zapamiętać się w tańcu i pozwolić, by ekstaza wypełniła Cię po czubki palców dłoni i stóp, nie każąc
zachowywać ostrożności, myśleć realistycznie czy pamiętać
o ograniczeniach kondycji ludzkiej.

Nie interesuje mnie, czy opowiadasz mi prawdziwą historię.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz rozczarowywać innych, aby pozostać wiernym sobie; czy umiałbyś znieść oskarżenie o zdradę i nie zdradzić własnej duszy.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz zaufać, a zatem i być godnym zaufania.
Chcę wiedzieć, czy potrafisz dostrzec piękno, nawet gdy nie co dzień jest ładna pogoda, i czy umiesz wywodzić swe życie z obecności Boga.

Chcę wiedzieć, czy potrafisz żyć z porażką, nie tylko swoją, stanąć nad brzegiem jeziora i do srebrnego księżyca krzyczeć: TAK!

Nie interesuje mnie gdzie mieszkasz i ile masz pieniędzy.

Chcę wiedzieć czy umiesz wstać po nocy żalu i rozpaczy,
wyczerpany, zbity jak pies, i robić to co trzeba, dla swoich dzieci.

Nie interesuje mnie, kim jesteś, skąd tu się wziąłeś.

Chcę wiedzieć, czy staniesz ze mną w środku ognia, i nie cofniesz się.

Nie interesuje mnie, gdzie, jakie i u kogo pobierałeś nauki.

Chcę wiedzieć co Cię podtrzymuje od środka, gdy wszystko inne odpada.

Chcę wiedzieć, czy umiesz być sam ze sobą; i czy naprawdę lubisz tego, z którym przystajesz w chwilach pustki.”

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#22731.07.2009, 00:58

Andre Auw

Zepsuta Maszyna

"-Nie kupisz cukierków, synku. Maszynka jest zepsuta. Spójrz, tu wisi wywieszka."
Lecz on nie rozumiał. Miał przecież chęć i pieniądze, a mógł oglądać cukierki tylko przez szybkę.
Bo jednak coś, gdzieś, jakoś było zepsute, nie mógł otrzymać swoich cukierków.
Chłopiec odszedł ze swoją mamą. Zachciało mu się płakać.
I ja, Panie, poczułam, że płaczę, płaczę nad ludźmi, zaklętymi w zepsutej zamkniętej machinie, wypełnionej po brzegi skarbami, których inni tak potrzebują i pragną, a nigdy tego nie otrzymują, bo tam w środku coś, gdzieś, jakoś potoczyło się nie tak..."

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#22831.07.2009, 01:13

"W deszczu maleńkich żółtych kwiatów"

Pójdziemy ze sobą powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo

Bez słowa i snu w zachwycie nocą
A bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością

Będziemy tam nago biegali po łąkach
Okryja nas drzewa gdy zajdą wszystkie słońca

I czując cię obok opowiem o wszystkim
Jak często się boję i czuję się nikim

Twoje łzy miażdżą mi serce
I opadam i wzbijam się i ciągle chcę więcej

Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Tańczy mój czas
W strugach deszczu dni toną
Dotykam stopą dna

Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Czy to ty?
Ktoś głaszcze mnie po włosach
Nie mówiąc prawie nic

Pójdziemy ze soba powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo

W deszczu maleńkich żółtych kwiatów
W spokoju przy sobie nie czując czasu

Twoje łzy miażdżą mi serce
I usycham i kwitnę i ciąglę chcę więcej

Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Tańczy mój czas
W strugach deszczu dni toną
Dotykam stopą dna

Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Czy to ty?
Ktoś głaszcze mnie po włosach
Nie mówiąc prawie nic

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#22931.07.2009, 01:17

Choćbyśmy cały świat przemierzyli
w poszukiwaniu Piękna,
nie znajdziemy go nigdzie,
jeśli nie nosimy go w sobie...

(Ralph Waldo Emerson)

eva111
637
eva111 637
#23031.07.2009, 01:34

they raped you again
pain pain pain
your dark past came back
exploded like volcan
how many times did you cry
how many times did you try
to many to hard
the stupid heart will never learn
learn how forget
how run away
happines....true

eva111
637
eva111 637
#23131.07.2009, 01:46

okrutny usmiech grymas na twarzy
falszywa prawda
zapadle w szalenstwie oczy
to ty braciszku....? zmieniles sie
rzeczywistosc zabija
zgubilam te dobre wspomnienia o Tobie
przeblysk jak iskra
bol zdrada swiatlo rzeczywistosci
skrzywdziles mnie
ucieklam w zapomnienie
lecz wystarczyla chwila............
i pokazales na co Cie stac
prawdziwy Ty
ten lepszy.............
wybacz nie potrafie cie juz kochac
dla mnie umarles
jestem wolna jak nigdy dotad
wylize rany a prawda...jak ostrze
porani do lez i krwi

max_pl_taxi_gls
6 723
#23231.07.2009, 10:03

To niezwykłe, jak układa się życie. Żyjemy w teraźniejszości wiedząc o tym, że zaraz ta chwila będzie przeszłością. Żyjemy teraz myśląc o tym co wydarzy się w przyszłości. Czasami (a u niektórych często) powstaje lęk dotyczący tego czy sobie poradzi, czy będzie w stanie, czy w ogóle cokolwiek osiągnie.
Nakładają się wątpliwości, obawy i strach. Osoba szuka dalej i gubi się, ponieważ nie odnajduje żadnego rozwiązania.
Dlaczego?
Ponieważ szuka w pustce, patrzy tam gdzie jest jeszcze większe zagubienie.

Doświadczyłem takiego stanu ... Obudziłem się w piątek i ogarnął mnie niepokój. Nie wiedziałem co się dzieje. Czułem się jak na huśtawce, jak wrzucony do głębokiej wody, która co chwilę zmieniała temperaturę.
Przez dwa tygodnie zasypiałem i budziłem się wypełniony strachem.
Nie wiedziałem jaki jest mój cel, jaki kierunek, co mam robić, jaka jest moja przyszłość!
Nie miałem pojęcia co zrobić. Nawet nie wiedziałem dlaczego tak się czuję. Skąd te wszystkie emocje i myśli.

Do czasu! Nagromadziło się tego tak wiele, że miałem dość. Powiedziałem do siebie STOP! Czas to zmienić!

Wstałem wtedy z łóżka, usiadłem przy biurku i zapisałem swoje wszystkie aktualne myśli.
Następnie zadałem sobie pytanie: Co zamierzam z nimi zrobić? Czy schować kartkę do kieszeni i nimi nasiąkać, czy zmienić je.
Wybrałem to drugie!

Kolejnym krokiem było zapisanie sposobów na to jak mogę to zmienić:
- zapytać bliskich, co mogę zrobić i opowiedzieć im o swoich uczuciach
- odnaleźć swoje wartości, to co jest dla mnie najważniejsze i dlaczego chcę żyć
- odnaleźć w swoim życiu najpiękniejsze chwile
- odnaleźć w swoim życiu chwile słabości, które pokonałem i z których wyszedłem

Wszystko to zapisałem i krok po kroku mój stan zaczął się zmieniać.

Dlaczego o tym piszę?
Ponieważ chcę podzielić się z Tobą doświadczeniem, które wiele mnie nauczyło. W chwili nagromadzenia się problemów, kryzysu i wątpliwości im wcześniej powiesz STOP i skierujesz swoje myśli na Fundamenty, jakimi są: Twoi Bliscy, Twoje Wartości i Najważniejsze wydarzenia to pozwoli Ci poczuć siłę w środku, Twoją wewnętrzną moc!

Nie daj się zamknąć w kole strachu. Wyjdź z niego, zatrzymaj je i przesiądź się, aby jechać w najlepszym dla Ciebie kierunku.

max_pl_taxi_gls
6 723
#23331.07.2009, 10:05

"Jesteśmy tym wolniejsi, im bardziej działamy z inspiracji rozsądku, a tym bardziej zniewoleni, im więcej pozwalamy sobą rządzić namiętnościom."

"Teraźniejszość obciążona jest przeszłością i brzemienna w przyszłość."

max_pl_taxi_gls
6 723
#23431.07.2009, 10:13

"Życie jest zbyt krótkie, by miało być mierne."

eva111
637
eva111 637
#23531.07.2009, 18:47

Lezec w lozku przez dwa przerazliwie zle lata
duzo czasu zajelo mi sie "pojcie do lozka"
a myslalam jestem silna-nic bardziej blednego
gralam....?...nie- wierzylam w dobro
naiwnosc ludzka nie zna granic
nie przecze spieprzylam tysiace razy....
licz licz kuzwa licz do dziesieciu....ale to nie ja nie umiem
i nagle tu cos peklo na drobne kawlki
i nie chce juz sklejac latac ach - wybuchlam znowu
przerazil mnie ten przeblysk prawdy!!!
i tu wojna- pozwolic na dzien swistaka...?
pozwolic by skrzwdzono innych
co jeszcze mam zrobic -znow wyjdzie nie tak
mala lekcja okrucienstwa....
co jesli dobro spozni sie znowu
sila zielonych ironia w spojrzeniu
czy trzeba byc slepym...kochany "tata"
sprawdza by sie nie rozkopaly...........ta cisza smutek pokornosc
co jesli....????bawil sie mna...jak on i ona
magiczna tabletka wybiorcza pamiec
lozko ich- troje
szydercze slowa przestrzeni ci sie chce..........zapomnial
jak bolaly rany..zagubil sie w w prawdzie i klamstwie
misia ci przynioslem-pamietasz ...? moj mis wygladal inaczej pamietam
a ty???????? czy ty pamietasz.....?
nie sadze stajesz sie taki jak ona.......!!!!
a ja sie tak balam....

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#23601.08.2009, 21:49

" Do Ciebie!

Mówicie, że 100 lat życia to długi okres i że ludzie, którzy żyją sto lat są długowieczni. Ale przecież 100 lat to jedynie 36500 dni. Liczba wygląda imponująco? Pójdźmy dalej - te nasze 100 lat życia to 876 000 godzin. Czy to wiele? Całe stuletnie życie sędziwego człowieka to 52 560 000 minut. Sekunda oznacza 1/3 153 600 000 część twojego życia - o ile dane ci będzie żyć sto lat? Jeżeli jednak nie będziesz żył stu lat tylko mniej, to zwróć uwagę, że wartość ułamkowa sekundy rośnie! W tym tkwi sedno sprawy. Pod koniec twojego życia położone na szali twego sumienia zostaną wszystkie sekundy w oparciu o wartość gatunkową każdej z nich. ... "

DocEnt
1 409 20
DocEnt 1 409 20
#23701.08.2009, 21:51

... Te przepełnione prawdą, miłością, dobrocią, miłosierdziem i innym pozytywnym ładunkiem będą przeciwwagą dla tych, którym nadałeś wartości negatywne. Tu właśnie znajduje się miejsce dla wolnej i nieprzymuszonej woli - sam decydujesz jaką wartość zapiszesz w danej sekundzie.
Staniesz kiedyś naprzeciw wagi życia i zauważysz, że dla różnych ludzi sekunda miała inne znaczenie. Obyś mógł zrozumieć, że klucz do szczęścia świata i ludzi kryje się właśnie w sekundzie. To z niej wyłonią się godziny, dni., lata i eony przyszłych wieków. Pielęgnuj każdą sekundę swojego życia, zapomnij o nudzie, szanuj aktywność
i odpoczynek a zobaczysz, że życie twoje wypełni się głęboką treścią, której poszukiwałeś gdzieś daleko poza sobą. Uznaj, że każda sekunda poświęcona na kłamstwa, złość, nienawiść, itp. rzeczy będzie sekundą straconą. Nie trać sekund na daremnie! To tak naprawdę jedyne twoje dobro, które zostało dane tobie przez Boga i czy tego chcesz, czy też nie, wykorzystasz cały przypisany tobie zasób sekund.

Pytanie, które powinieneś sobie postawić jest następujące: "Ile moich sekund mi pozostało?" Być może odpowiedź na to pytanie zna twoja dusza, lecz tobie w obecnej postaci nie jest to potrzebne. Oczywiście dusza, to "ty" stworzony na obraz i podobieństwo Boga. To co czujesz w tej chwili to efekt pracy twojego umysłu, który włada rozumem, dzięki któremu uznać można ciebie za istotę o wysokim stopniu inteligencji. A to co siedzi, chodzi, oddycha, używa zmysłów to ciało z krwi i kości, które jest twoim domem na tej ziemi. Oto wyłożyłem tobie troistą istotę twego bytu.

Zapamiętaj sobie te słowa, bo kiedyś pomogą tobie zrozumieć, że te sekundy, które tobie pozostały mają dużo większą wartość ułamkową, niż te z początku twego tutaj żywota. Wiedząc to możesz wiele zmienić w ostatecznym bilansie pomiaru masy sekund twojego życia poczynając od teraz. Zalecam ci kolekcjonowanie sekund pozytywnych. Dlaczego warto? Bo będziesz zadowolony z ostatniej sekundy! Mówię ci, że warto! Zobaczysz! Obiecuję! I życzę tobie szczerze, byś miał przed sobą jeszcze wiele sekund, ale nie lękaj się, jeśli się okaże, że jednak wiele ich już nie zostało. Wszystko idzie zgodnie z planem! Więc uśmiechnij się, rozchmurz twarz, rozjaśnij spojrzenie i kochaj życie w każdej postaci. Szanuj siebie i innych, gdyż w szacunku kryje się klucz do powszechnego pokoju, którego tak bardzo brakuje na tej ziemi. Nie ważne jest to, ile kto posiada, lecz ważne kto jakim jest. To nie kwestia ilościowa, lecz jakościowa. Właśnie dostałeś odpowiedź na pytanie: "mieć czy być ?"

keytt
60
keytt 60
#23802.08.2009, 04:42

Przyjdź do mnie nocą kiedy świat uśpiony
I ludzki wzrok nie zagra na sumieniu
Żądzą namiętności będziesz tu wabiony
Pospiesznym krokiem idąc ku zbawieniu.

Przyjdź, świat tej nocy przecież istnieć nie przestanie
Będzie biegł dalej tak jak oszalały
Zanurz swe usta w moich ust czerwonym dzbanie
By połączone sobą dziś się upajały.

Tylko my dwoje tutaj bez tajemnic
Otwarci przed sobą bezwstydem skąpani
Z nami ten pokój ciasny bez okiennic
Z widokiem na rynek z trzema fontannami.

A kiedy przyjdzie czas na pożegnanie
Jeszcze raz pocałunek na twych ustach złożę
Na krótką chwilę będzie to rozstanie
Bo przecież o mnie zapomnieć nie możesz..

keytt
60
keytt 60
#23902.08.2009, 04:46

mieliśmy.
mieliśmy pójść na samotny spacer
w świetle naszych małych łez
z parasolem zwierzeń
i szkarłatną drogą przed nami

miałeś żyć dla dzieci
a ja miałam się już nie kaleczyć
a ja miałam się modlić
wiecznie
pod kurtyną niewinnego śpiewu

nic już nie miałoby znaczenia
żadne skazy
i żadne kłamstwa zewsząd serwowane

teraz wiem że w końcu
osądzą cię sprawiedliwie

ale nie wiem co mam wymyślić
żeby znowu ułożyło się
po kolorowemu.

po kolorowemu nocą

max_pl_taxi_gls
6 723
#24002.08.2009, 19:19

eva bee
#235 | 18:47, 31.07.2009
Lezec w lozku przez dwa przerazliwie zle lata
duzo czasu zajelo mi sie "pojcie do lozka"
a myslalam jestem silna-nic bardziej blednego
gralam....?...nie- wierzylam w dobro
naiwnosc ludzka nie zna granic
nie przecze spieprzylam tysiace razy....
licz licz kuzwa licz do dziesieciu....ale to nie ja nie umiem
i nagle tu cos peklo na drobne kawlki
i nie chce juz sklejac latac ach - wybuchlam znowu
przerazil mnie ten przeblysk prawdy!!!
i tu wojna- pozwolic na dzien swistaka...?
pozwolic by skrzwdzono innych
co jeszcze mam zrobic -znow wyjdzie nie tak
mala lekcja okrucienstwa....
co jesli dobro spozni sie znowu
sila zielonych ironia w spojrzeniu
czy trzeba byc slepym...kochany "tata"
sprawdza by sie nie rozkopaly...........ta cisza smutek pokornosc
co jesli....????bawil sie mna...jak on i ona
magiczna tabletka wybiorcza pamiec
lozko ich- troje
szydercze slowa przestrzeni ci sie chce..........zapomnial
jak bolaly rany..zagubil sie w w prawdzie i klamstwie
misia ci przynioslem-pamietasz ...? moj mis wygladal inaczej pamietam
a ty???????? czy ty pamietasz.....?
nie sadze stajesz sie taki jak ona.......!!!!
a ja sie tak balam....

ewa bee - to wlasne przemyslenia? czy cytat czegos dluzszego? bo jakos tak znajomo...

,,... w labiryncie wlasnych mysli... :( ... ,,

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis