Do góry

Brexit sprawił, że polska kultura stała się w UK bardziej widoczna

Artykuł „Brexit made Polish culture more visible: how the diaspora is changing Britain” opublikowany przez The Guardian przygląda się rosnącej obecności polskiej kultury w Wielkiej Brytanii po Brexicie. Autor tekstu James Jackson spotkał się z artystami, którzy osiągają sukcesy w muzyce, literaturze i filmie.

Pomimo braku obecności w brytyjskiej telewizji, polska kultura coraz bardziej zaznacza swoją obecność na scenie muzycznej, literackiej i filmowej w Wielkiej Brytanii.

Przykładem jest Patryk „Pat” Wójcik, raper pochodzący ze Śląska, który przeprowadził się do Anglii w 2007 roku. Jego utwór „Five”, który według Guardiana stał się hymnem polskich imigrantów, oddaje uczucia melancholii i dezorientacji związane z pracą na nocnych zmianach. W swojej twórczości Pat łączy elementy angielskie i polskie, jak w utworze „I chase cash like I’m Mateusz Gotówka”, nawiązującym do piłkarza klubu Aston Villa Matty Casha.

Kuchnia i literatura

Innym przykładem wybijającego się polskiego artysty jest Ren Behan (Renatka Marczak), brytyjska piekarka i autorka książki kucharskiej „The Sweet Polish Kitchen”, która spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, co pokazuje rosnące zainteresowanie polską kulturą kulinarną.

Gabriel Krauze (ur. 1986), londyński pisarz z polskimi korzeniami, również wnosi swój wkład w brytyjską scenę literacką. Krauze we wczesnej młodości należał do gangu na osiedlu South Kilburn. Dopiero pisanie pozwoliło mu porzucić działalność przestępczą.

Jego debiutancka powieść „Who They Was” („Tu byli, tak stali”) otrzymała nominacje do Nagrody Bookera oraz Nagrody im. Dylana Thomasa, a także tytuł najlepszej książki roku przyznawanej przez magazyn Spectator.

To inspirowana własnymi przeżyciami opowieść o trudnej codzienności młodych ludzi skazanych na nieustanne kombinowanie i życie poza prawem. To również gorzka historia dorastania w czasach, gdy łatwiej być bezwzględnym chuliganem, niż zdjąć maskę agresora i pokazać prawdziwe, wrażliwe oblicze. Krauze podkreśla, że polska literatura i kino, z ich ciemnymi narracjami, mają na niego duży wpływ.

Nieobecni w telewizji

Polska społeczność w Wielkiej Brytanii, licząca prawie 700 000 osób, jest jedną z największych w kraju, jednak w brytyjskich mediach i kulturze jest niemal niewidoczna. Juliette Bretan, doktorantka z Cambridge, zwraca uwagę, że Polacy stanowią największą mniejszość językową w UK, ale rzadko są przedstawiani w telewizji.

Zdaniem autora tekstu jednym z powodów niewidoczności polskiej kultury w brytyjskich mediach jest wewnętrzne zróżnicowanie polskiej diaspory na Wyspach. Polacy przybywali do Wielkiej Brytanii w trzech falach: arystokraci i oficerowie podczas II wojny światowej, dysydenci polityczni w latach 70. i 80. oraz migranci ekonomiczni po 2004 roku, kiedy Polska weszła do UE. Ta różnorodność sprawia, że Polakom w UK trudno jest zdefiniować wspólną tożsamość.

Wielu Polaków szybko zintegrowało się z brytyjskim społeczeństwem, starając się uniknąć dyskryminacji. Przykładem jest Wojtek van Portek, główny stylista marki Reiss, który przyznaje, że starał się być jak najbardziej angielski, aby uniknąć negatywnych doświadczeń związanych ze swoim akcentem.

Pomimo tych trudności, polska kultura w Wielkiej Brytanii zaczyna być coraz bardziej dostrzegana. Coroczne Polish Heritage Days, festiwal promujący polską kulturę, przyciąga coraz większą uwagę i uczestników. Pokazy filmowe, takie jak adaptacja klasycznej polskiej powieści „Chłopi” w reżyserii DK i Hugh Welchmana, cieszą się dużym zainteresowaniem – czytamy w artykule.

Cały tekst dostępny jest na stronie The Guardian.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 3

omegan
15 127
omegan 15 127
#115.06.2024, 10:52

Prawda jest taka ze pomimo masowej obecnosci Polakow od 20 lat, jestesmy tutaj ignorowani niemal w kazdej dziedzinie. Nie ma nas w mediach, w serialach ktore kreuja mentalnosc przecietnego zjadacza ryby z frytkami, nie istniejemy w polityce (choc to w pewnym stopniu nasza wina), a rzad UK przypomnial sobie o nas gdy potrzebowal chlopców do bicia dla odciagniecia uwagi od kolejnego fakapu. W stosunku do grup etnicznych z bylych kolonii brytyjskich, ktore ewidentnie wniosly mniej do budzetu, nie zaharowywaly sie w budowlance czy rzadko kiedy mogly sie pochwalic obecnoscia w branzach ktore byly jak smar w kolach zamachowych gospodarki, a za to znane sa z handlu narkotykami, prowadzeniu szemranych biznesow w corner shopach i wysysaniu podatkow, to wlasnie Polacy i generalnie przybysze z tej czesci europy sa pariasami UK. W Szkocji sytuacja wyglada oczywiscie lepiej niz w pozostalej czesci UK, ale pisanie nadetych artykulów o tym ze ktos nas troche zauwazyl po tak dlugim czasie, jest slabe.

eptereptep
1 781
eptereptep 1 781
#215.06.2024, 12:47

"Pat z Piekar Śląskich na brytyjskie listy przebojów", "Polak swoim rapem podbija Wielką Brytanię" - nie róbcie sobie jaj, bo właśnie takie dęte, rozmijające się z prawdą pierdololo świadczy o kompleksach i desperackiej potrzebie sukcesu. Jakiegokolwiek. Pat ma pewną popularność w specyficznych kręgach i tyle. Z językiem polskim radzi sobie... jako tako. :)

O babce od książki kucharskiej wiem nic, dla mnie całe to kucharzenie, kolorowe książki kucharskie, służące głównie do ustawiania na półkach, to jakiś alternatywny, zamknięty świat celebrytów znanych z tego, że są znani wśród kwok domowych, popindalających do supermarketów po szpatułkę albo patelnię sygnowaną nazwiskiem gościa, który udaje, że gotuje. Coś tam miesza, merda, potem pcha łychę do dzioba i z rozanieloną miną rozpływa się w zachwytach nad własną zajebistością. :p Oczywiście już po kilku minutach od emisji programu nikt nie pamięta przepisów z telepatora, książka kucharska kurzy się na półce, a zajebiaszcza, przepłacona patelnia służy kwokom głównie do smażenia jajcec. ;p.

Popularyzacja lokalnej kuchni - jestem na tak, jednak nie widzę szturmu lokalsów na polskie półki w marketach.

Gabriel Krauze - tak, tu jest spory sukces... dla tych, co czytają coś innego, niż debilne "shorts" na fejsbuniu i tiktoczku. Rodzi się pytanie, czy to nie jest jednorazowy strzał i czy po wyprztykaniu się z wątków autobiograficznych Gabriel będzie potrafił napisać coś jeszcze - od trzech lat chyba nie przepracowuje się zbytnio?

Poza tym Gabriel to łobuz, urodził się już tutaj, więc liczy się jako pół. ;p