Do góry

Piątek: czas na przegląd tygodnia w Emito

Miniony weekend zaczęliśmy od kolejnych wiadomości o katastrofie samolotu malezyjskich linii lotniczych, który rozbił się na Ukrainie.

Jeżeli nie zdążyliście jeszcze w tym tygodniu poczytać wiadomości na Emito proponujemy Wam przegląd wybranych tematów. Fot. © iStock.com/FOTOCROMO

Wieść o wypadku, najprawdopodobniej będącym rezultatem zestrzelenia statku przez rebeliantów, wstrząsnęła Europą. Jej przywódcy stanęli w obliczu (dawno chyba niezaznanego) uczucia bezradności wobec przemocy, która z doniesień prasowych z krańców świata przeniosła się w centrum ich bezpiecznego, uporządkowanego kontynentu i dosięgła ich bezbronnych (cywilnych!) obywateli.

I nie ma tu tak naprawdę większego znaczenia fakt, że - jak zarzuca się Malaysia Airlines, do których należał samolot - cywilne statki powietrzne już od dłuższego czasu nie latają nad Ukrainą. Istotne jest, że oto pocisk z wojskowej wyrzutni wystrzelony w europejskim kraju trafił w cywilny samolot, lecący z innego europejskiego kraju. Tym samym ukraiński konflikt, w mentalności zachodnioeuropejskiej (w niej zwłaszcza) niemal równie odległy jak wojna o Falklandy, przeniósł się do samego centrum zachodniego świata.

I trwa dziwne oczekiwanie na to, co stanie się dalej. Na razie odnieść można wrażenie, że wszyscy uczestnicy wydarzeń zamarli . Seria zapowiedzi, iż “coś należy zrobić” (wymierzyć sankcje w Rosję, grozili premier David Cameron oraz kanclerz George Osborne albo spotkać się, by podjąć jakieś decyzje kryje tak naprawdę niemoc i paraliż - bo co w istocie europejscy przywódcy mieliby zrobić? Na wojnę w samym środku swojego bezpiecznego (czy na pewno? na jak długo?), cywilizowanego świata przecież się nie zdecydują - ani nie pozwolą. Tak naprawdę pozostaje im oczekiwanie na to, co jeszcze nadejdzie od strony wschodu. Ile jednak oczy Zachodu muszą zobaczyć, by jego ręka podniosła się w (samo)obronie?

W książce “1913: The World before the Great War” czytamy, że jeszcze na rok przed Wielkim Kataklizmem świat się bawił: arystokraci wydawali przyjęcia, ich ogrody kwitły, a goście gasili pragnienie szampanem. Ich świat przykrywały jednak już cienie, jego kolory blakły, śmiech cichł, zmieszani tancerze cichli i schodzili z parkietu. Czyżby dlatego, kołatało mi się po głowie, tegoroczne obchody pierwszych urodzin księcia George’a przeszły wyjątkowo ulgowo? Po szaleństwie oczekiwania na narodziny królewskiego potomka obchody pierwszej rocznicy jego przyjścia na świat wydawały się dość skromne. Ale może wcale nie kryje się za tym nic złowieszczego, a wyłącznie rozsądek rodziców, którzy faktycznie chcą maluchowi zapewnić w miarę normalne dzieciństwo? Fakt, że sesja zdjęciowa, którą zorganizowano przy tej okazji prezentuje uroczą rodzinę, a jej sympatyczny wizerunek odgania ponure myśli.

Optymizmem powiało w Wielkiej Brytanii i w środę: oto w Glasgow rozpoczęły się Igrzyska Wspólnoty Narodów. Poczucie wspólnoty znowu połączyło Brytyjczyków i ich Commonwealth-sowskie plemię; sport znowu obudził nadzieję, że jeśli walczyć - to tylko honorowo, jeśli wygrywać - to tylko medale, że jest taka walka, w której są tylko pot i łzy, bezkrwawa.

Tydzień w Emito nie może obejść się bez wzmianki o emigracji. We wtorek pisaliśmy o przedsiębiorczości naszych rodaków, którzy w Wielkiej Brytanii często prowadzą własną działalność gospodarczą i naprawdę nieźle sobie z tym radzą. Sporo o tym piszemy (i rozmawiamy) i często przy tym zastanawiam się, czy to brytyjskie warunki są o tyle łaskawsze dla przedsiębiorczości (oj, chyba tak!), czy przyjechali tu wyjątkowi ludzie, czy może też życie skłania ich do dawania z siebie wszystkiego, podczas gdy w ojczyźnie jakoś łatwiej było nam się poddawać? Zdanie na własne siły, konieczność przetrwania, potrzeba udowodnienia sobie czegoś, klimat sprzyjający przedsiębiorczości - jaka jest tak naprawdę tajemnica rozkwitu polskiej działalności gospodarczej na Wyspach?

Drugie (i konieczne) pytanie, które rodzi się w konsekwencji, to zaś jak długo brytyjska opinia publiczna bawić się będzie w przeciąganie liny? Wyjaśnię: po lewej trzymają ją ci, co imigrację do Wielkiej Brytanii hołubią, po prawej - ci, co potępiają w czambuł i ją i tych pierwszych. Po środku zaś znajdziemy tych, którzy nie chcą drażnić swych aktualnych (o cudzoziemsko brzmiących nazwiskach) sąsiadów, więc łagodzą, że obecna imigracja jest w porządku, byle tylko… nie przyjeżdżali jacyś nowi.

To ostatnie wezwanie zdarza mi się zresztą czytać nie tylko w brytyjskiej i nie tylko w prasie. Rodacy też czasem lubią się wyróżnić swoim imigranckim stażem i - zakładając, że uprawnia on do przywilejów - wzywają, by ich (jako zasłużonych) wyjątkowo traktować, a nowi, jak zawsze “koty” - powinni najpierw przejść swoją falę, a potem dopiero będą mieli jakieś tam prawa.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 4

Arthur_L
1 298 3
Arthur_L 1 298 3
#227.07.2014, 21:36

Oj trzeba było oddać śledztwo Rosjanom przecież oni słyną ze skuteczności.