Mam znajomego weterynarza w warszawie. Przychodzą do niego panie ze swoimi zapasionymi pieskami i mówią, pusia jest chora, nie uśmiecha się jest apatyczna, nie biega, nie merda ogonkiem. Kolega bierze pusie na obserwacje za którą mamcia pusi słono płaci. Pusia trafia do klateczki i przez pięć dni siedzi o samej wodzie. Po tej kuracji biega jak szalona rzuca się mamci na szyje i zjada wszystko az miska chodzi. Tak ze pomysł moze wypalić a ja proponuje rozszerzyć go o aerobik i jazde konną.
Co myslicie o jodze dla psow, zwanej doga? Czy wyslalibyscie pieska, jakbyscie mieli kase? Dla mnie to juz przegiecie.