Amerykańscy astronomowie odkryli olbrzymią kosmiczną dziurę - ale nie czarną - w której zupełnie nic nie ma. Badali promieniowanie i w części kosmosu niedaleko naszej galaktyki odkryli miejsce, z którego nie dociera nic. Nie ma tam gwiazd, czarnych dziur czy planet. A dziura we wszechświecie jest olbrzymia, bo liczy aż miliard lat świetlnych. Astronomowie z uniwersytetu stanowego w Minnesocie drapią się po głowach. Z czymś takim jeszcze się nie spotkali. "Nie wiemy nawet, jak to nazwać" - mówi telewizji Fox News profesor Lawrence Rudnick, który zjawisko odkrył. W gigantycznym fragmencie przestrzeni, przez który światło podróżuje przez miliard lat, nie ma nic. Naukowcy podejrzewają, że może to być jakieś zupełnie nowe zjawisko, o którym nic jeszcze nie wiemy.
hehehe wami to mozna zasiac cale pole burakow :)rewerskompleks szkocji.net posiadaja :) z drugiej strony czasem dobrze zektos obnazy pozom swej inteligencji. wiadomo z kim ma sie do czynienie:) tak czy siak swym debilizmem potraficie poprawic czlowiekowi humor.bez urazy :)
to teraz uwazaj, bo najpierw sciagniemy cie do naszego poziomu, a potem wezmiemy przez doswiadczenie !!
Amerykańscy astronomowie odkryli olbrzymią kosmiczną dziurę - ale nie czarną - w której zupełnie nic nie ma. Badali promieniowanie i w części kosmosu niedaleko naszej galaktyki odkryli miejsce, z którego nie dociera nic. Nie ma tam gwiazd, czarnych dziur czy planet. A dziura we wszechświecie jest olbrzymia, bo liczy aż miliard lat świetlnych. Astronomowie z uniwersytetu stanowego w Minnesocie drapią się po głowach. Z czymś takim jeszcze się nie spotkali. "Nie wiemy nawet, jak to nazwać" - mówi telewizji Fox News profesor Lawrence Rudnick, który zjawisko odkrył. W gigantycznym fragmencie przestrzeni, przez który światło podróżuje przez miliard lat, nie ma nic. Naukowcy podejrzewają, że może to być jakieś zupełnie nowe zjawisko, o którym nic jeszcze nie wiemy.