tyle Salah popisalas a na moje pytanie nie odpowiedzialas
- ile kosztowalo L4 w Niemieckim Obozie Koncentracyjnym w Oswiecimu ?
no dobrze to moze p. Bartoszewski sam odpowie bo nie tylko ja bym chcial wiedziec:
Pytania do Bartoszewskiego
- Dlaczego ...
http://niezalezna.pl/23996-sikorski...
Nie będę się wypowiadać na ten temat,wyczytałam tylko w Wikipedii :
We wrześniu 1939 uczestniczył w cywilnej obronie Warszawy jako noszowy. Od maja 1940 pracował w administracji Przychodni Społecznej nr 1 Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie.
19 września 1940 został zatrzymany na Żoliborzu w masowej obławie zorganizowanej przez hitlerowców. Od 22 września 1940 był więźniem niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz (numer obozowy 4427). Z obozu został zwolniony 8 kwietnia 1941, prawdopodobnie dzięki działaniom Polskiego Czerwonego Krzyża.
Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne,po za tym obóz w Oświęcimiu przed 1942 był bardziej "ludzki" i szanse na opuszczenie go żywym były większe niż w póżniejszych latach,
Nie potępiam Bartoszewskiego,ani jego rodziny ,uważam że jeśli chodzi o ratowanie życia to wszystkie chwyty są dozwolone. Gdyby spotkało coś podobnego kogoś mi bliskiego (lub mnie),wykorzystałabym każdą okazję aby ujść z życiem ! chuj z ideami - życie najważniejsze! mamy je w końcu tylko jedno !!!
Nowa władza w ramach likwidacji święta państwowego w dniu 22 lipca próbuje zafundować nam nowe obchody, równie sensowne.
Z pompą godną króla w obecności prezydenta, premiera i całego rządu zaanektowano Zamek Królewski na obchody urodzin jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci w naszej polityce. Człowieka, który zmienił znaczenie słowa przyzwoitość.
Ten najwspanialszy życiorys, jak go określają łże elity, to mieszanka kłamstwa, dwuznaczności i wręcz nieprzyzwoitości.
Człowiek, którego Niemcy 70 lat temu zwolnili z Oświęcimia ze względu na stan zdrowia (bodajże jedyny taki przypadek w historii) tak ich za to pokochał, że odtąd do końca wojny, jak stwierdził nie bał się już więcej hitlerowców, tylko okupowanych przez nich Polaków.
Ta miłość wykroczyła także poza wojnę i urosła do wzajemnych kontaktów bez końca, niemieckich grantów dla oblubieńca, a także nadania mu profesury, którą dumnie się posługuje, mimo, że po drodze zabrakło nawet matury.
W tym "chlubnym" życiorysie jest także akcent powstańczy z Powstania Warszawskiego, być może także napisany przez Niemców, bo nikt z powstańców, akurat tego dzielnego zucha z okresu Powstania dziwnym trafem nie zapamiętał.
Późniejszy okres działalności jest równie ciekawy. Asystowanie przy pomawianiu i oskarżaniu Polski, wybielanie nazistów, przyjmowane zaszczyty i synekury bez posiadania odpowiednich uprawnień i zdolności.
"Lubię życie i lubię ludzi, lubię ludzi takimi, jakimi są" - powiedział Władysław Bartoszewski podczas swojego jubileuszu na Zamku Królewskim i pewnie dlatego połowę społeczeństwa polskiego, która myśli trochę inaczej niż dostojny jubilat zdarzyło mu się określić publicznie mianem bydła. Mimo, że ta połowa także łoży na te jego niezasłużone synekury i utrzymanie Zamku, miejsca wczorajszej uroczystości.
Jakże smutno obok tego minęła zapomniana i przemilczana okrągła 70 rocznica powstania największej podziemnej armii świata, jaką była Armia Krajowa.
Tysiące autentycznych bohaterów, którzy oddali zdrowie i życie za swoją Ojczyznę. Mordowani także wiele lat po wojnie i to najczęściej przez rodaków, czy wręcz kuzynów tych, którzy dzisiaj decydują o tym, jakie święta wypada nam obchodzić.
I to jest może właśnie przyczyną tego przemilczenia?