nie zmotywuje; taka nasza slowianska uroda. lepiej gdakac jaki to ch.. ze mnie, niz wziasc sie za siebie. Czlowieki bardzo nie lubia ziarno prawdy uslyszec o sobie.
Byly sobie dwa gospodarstwa, jeden gosc mial duze stado bydla, drugi nic.
Gdyby mozna bylo wypowiedziec zyczenie to facet z zachodu powiedzial by:
- Chce miec takie samo stado
A slowianin:
- Chce, zeby mu wszystkie zdechly
To mówisz, że Amerykę Południową na koszt szefa zwiedzasz, Ameryka, kraina skuta lodem gdzie kangury gniazda wiją.
A tak na serio to co mnie to do kur... nędzy obchodzi? kiedy ja na koszt monu zwiedzałem Liban to myślisz, że kogoś to interesuje? albo jak 6 razy w ukeju byłem zamknięty w police custody to też będę się tym chwalił a wszyscy wtedy "wow! my też tak chcemy" dla mnie bardziej ekscytujące jest leżenie na plaży w Polsce czy zwiedzanie Krakowa na własny koszt niż zwiedzanie Nepalu czy Madagaskaru na koszt szefa.
Podoba mi się jak walisz w zaparte, nawet wtedy kiedy walniesz gafe i inni ci jadą.
Tylko nie oglądaj teledysków miley cyrus bo jeszcze zaczniesz młotki lizać.
Oto jak widzę Polaka w Anglii:
Śmierdzący papierosami albo kiełbasą skunks z niedomytym ryjem i ropą w oczach,
Nosi ubranie polowe czyli takie jakby dopiero z wykopków wrócił - dekatyzowane spodnie, kamizelka w kolorze mysiej cipy i koszulka prosto z teskacza,
Dziewczyna Polaka obowiązkowo zapierdala gdzieś na szmacie z mopem albo na zmywaku,
Starsi Polacy mają obowiązkowo wąsy i okrągłe ryje uśmiechnięte w księżyc,
Młodsi Polacy mają na dziko zarośnięte ryje,
Śmierdzi mu spod pach, bo w ramach oszczędności kąpie się tylko 2 razy w tygodniu,
W...dala w autobusach i parkach pęta kiełbasy z jajkiem na twardo, które to atrybuty ma zawsze w swoim plecaku,
Pracuje w fabryce azbestu albo jest drobnym kanciarzem,
Codziennie rano w...dala fasolkę z ASDY,
Ma braki w uzębieniu, bo nie myje zębów już od lat,
Wieczorami bronksy albo wóda z takimi jak on w parku albo za lidlem bo tanio
Od czasu do czasu chodzi na polskie panny - o spróbowaniu innej nacji (np. azjatek) nawet nie myśli, bo jest zbyt wstydliwy i nie dogada się po angielsku
Ogolone paly na irokeza i napompowane muly sterydami
Ekipa disco polo w pasku tdi
Tlenione panny pchajace wozki z ruskim cigaretem w gebie itp itd co za obciach
Sortuje materialy w demolitons kompany. Drewno na jedna kupkę, szklo i porcelanę z potłuczonych kibli i zlewów na drugą, metal jeszcze gdzie indziej smieci do kontenera.
Lubie swoja prace bo można dorobić na boku. Czasem zostaje w pracy dluzej to i jest szansa zeby wyniesc pare rurek miedzianych pod kurtką coby pozniej na złom zawiezc Laguną kolegi. Brałbym dluższe ale nie mom samochodu a dłuższe jak wystają to nie wygodnie za bardzo w autobusie, a to pod pachą cisną a do w nogi gnietą.
O curwa ale kyrk :)
@kosa77
A czy nie przyszło Ci do głowy, że opisany przez Ciebie model jest zwyczajnie najbardziej widoczny? Nie dlatego, że określa i definiuje naszą emigrację, a głównie z powodu rzucania się w oczy?
Gorzkie są Twoje słowa, a przy tym i zabawne, i w jakiejś mierze prawdziwe. Są tacy emigranci i nie są wcale mniejszością. Prawie każdy z nas ma sobie coś do zarzucenia z listy grzechów i potknięć jakie tu wymieniasz: od pracy poniżej możliwości, poprzez posiadanie Volkswagena w TDi, na brakach w uzębieniu kończąc. Mimo to nie stawia nas to wszystkich w jednym szeregu, z opisanym przez Ciebie modelem.
Większość Polaków z jakimi utrzymuję kontakty diametralnie się od niego różni! Dlaczego więc nie odciskają żadnego piętna na Twojej opinii? Bo wtapiając się w tłum, nie są przez Ciebie dostrzegani. Na promie śpią w kabinie (często z widokiem ponad linią wodną), więc nie potkniesz się na nich na schodach, mieszkają bez tłoku i w dzielnicach, do których nie wiem czy zaglądasz. Jedzą smacznie, zdrowo, cenią sobie podróże kulinarne i nie kupują jedynie w polskim sklepie. Pracują, uczą się, podnoszą swoje kwalifikacje, a przy tym zarobki i możliwości. Po angielsku rozmawiają swobodnie, pewnie z akcentem i błędami, ale potrafią powiedzieć co myślą. Ich obecności nie zdradza ani plugawe słowo, ani ubiór. W sklepie, na ulicy, w odpoczynku, w pracy, w podróży wyglądają tak samo, jak otaczający ich tłum wielu nacji i dopiero bliższe przysłuchanie się ich rozmowom zdradza ich pochodzenie. Są dla Ciebie przeźroczyści, nie są uciążliwi i nie ma za co się za nich wstydzić. Mijasz ich (lub mijałeś) na ulicach Aberdeen wielokrotnie, nie wiedząc nawet, że potrafią powiedzieć: soczewica, koło, miele, młyn, a może nawet wiedzą skąd pochodzi ten zestaw?
Prawda jest taka, że różnimy się od siebie ogromnie, jak obywatele różnych nacji i te różnice widać było przecież już w Polsce! Od głupców i chamów, poprzez całą paletę osobowości i możliwości, aż po intelektualistów i geniuszy. Emigracja stanowi odbicie tego zróżnicowania. Zgodzę się, że znaczna część ludzi sukcesu nie potrzebuje emigrować. Nie dotyczy to naukowców i specjalistów, których zawodowa kariera zmusza ich do podróży. Oni często muszą konfrontować swoją wiedzę z wiedzą innych narodów, są jednak ułamkiem promila naszej tu obecności. Większość z nas faktycznie odniosła jakąś porażkę w kraju własnego pochodzenia, która sprawiła że podjęliśmy decyzję o wyjeździe - choć często była ona porażką emocjonalną, a nie ekonomiczną. Nie świadczy to jednak ani o naszej nieudolności, ani nie stawia nas w jednym szeregu. Celowo pomijam ciekawych świata i młodzież, która nie miała jeszcze czasu na porażkę a już woli życie zagranicą, albowiem można by o tym napisać pracę doktorską z socjologii. Ten portal nie jest też odzwierciedleniem naszej zbiorowej osobowości. Lata tolerancji dla chamstwa i głupoty* przetrzebiły szeregi jego użytkowników, i co najgorsze - odeszła większość ludzi wartościowych. Dlatego profilowanie naszej emigracji na podstawie obserwacji z promu, wyłapywania z tłumu rodaków "na wygląd", czy pobieżnemu poczytaniu kłótni na Emito jest albo głupotą, albo nadużyciem.
Prawda jest taka, że należy się zwyczajnie powstrzymać od pobieżnych osądów, gdyż te są domeną głupców. Trzeba pracować nad sobą, troszczyć o własny wizerunek i dawać dobry przykład we własnym środowisku. A nawet, jeśli nie masz na to ochoty, zwyczajnie robić swoje. Bo co mnie obchodzą opisani przez Ciebie przysłowiowi "Mariani i Irenki"?(Przepraszam Marianów i Irenki tak przy okazji...) Ważne jest to, że widząc napiętnowane przez Ciebie cechy niektórych moich rodaków wiem, że jest to jedynie część obrazu, a nie jego całość. I tu właśnie popełniasz błąd - wrzucając prawie wszystkich do jednego worka! Na koniec powiem, że przykro mi czytać Twoje pogardliwe oceny miejsca naszego pochodzenia: "Rzeszow, Konskie, Sanok, Pcim" nie świadczą o byciu gorszym niż Warszawa, Kraków, Gdańsk i Poznań. Pozbądź się tej maniery, bo obniżasz wartość swojej wypowiedzi. A ta, w swym kabaretowym aspekcie, jest całkiem udana literacko. Dlatego potraktuję ją z przymrużeniem oka i pozdrowię z emigracji. ;)
*"...Lata tolerancji dla chamstwa i głupoty..." Zdaję sobie sprawę, że ten fragment jest nieco krzywdzący dla ekipy Emito. Ciężko jest balansować na linie łączącej sukces finansowy i dostępną, zainteresowaną społeczność, gdy pod spodem jest staw pełen krokodyli. Mimo to szkoda wielu fajnych użytkowników, którzy przestali pisać pod wpływem wyczerpania. Jeśli któryś z nich to przeczyta - pozdrawiam serdecznie.
#259
Mazio, ale mi sie opisany stworek wcale w oczy nie rzuca. Pacze i pacze, i nic. Same Szkoty naokolo. Mam sciage z literackiego opisu kosy77 i w wolnej chwili udam sie na poszukiwania w okolicy.
A oto moja pomoc naukowa:
Polak jaki jest, kazdy widzi.
To znaczy widzialby, gdyby nie niepozornosc Polaka odzianego w kolory mysiej cipy.
W poszukiwaniu Polaka trzeba zatem kierowac sie wechem: smrod papierosow, kielbasy, pach i niemytych zebow wskazuje, ze w poblizu znajduje sie Polak.
Zamieszkuje on fabryki azbestu, Asde, parki.
Wytropiony usmiecha sie w ksiezyc, ale jako zwierzatko plochliwe zaraz chowa swoj okragly, niedomyty i dziki ryjek w krzajurach.
@harrier
Obraz Polaka opisany w temacie jest wyolbrzymiony, ale nie jest mi obcy. Parokrotnie spotkałem podobne mu postaci i choć pełen zestaw wymienionych cech należy traktować alegorycznie, to nie znaczy, że takich nas tu nie ma.
Dla jednego zapas tuszonki, kiełbas i domowej roboty ogórki kiszone w bagażniku auta powracającego od mamy, to przezorność i sentymentalna wędrówka, a dla drugiego wieśniactwo i przypał. Mieszkanie w dziesięciu, czas jakiś po przyjeździe, to konieczność i zapobiegliwość, a dla drugiego farsa na buraka i dwa cidery. Praca w fabryce na taśmie, przenoszenie kartonów lub sprzątanie to sposób na przeżycie i pożyteczna działalność, a dla kogoś powód do kpin - co gorsza oparty na pensji wyższej zaledwie o parę funtów za godzinę, przy wypełnianiu i sortowaniu dokumentów.
Oceny takie pozostawiam każdemu z osobna, bo i każdego trzeba z osobna oceniać. Ich jakość często jest oceną samego oceniającego, a nie ocenianego. Wielu z was wyraziło przypuszczenie, że autor tak dobrze zna negatywne realia emigracji, że z pewnością musiał w nich uczestniczyć i stąd celność obserwacji. I mnie podobna myśl przemknęła przez głowę. Niektórzy negują istnienie podobnych osobników lub snobują się na nieutrzymywanie kontaktów z rodakami. Ja uważam, że to klasyczny przykład wyparcia - istnieją tu fabryki, w których podczas pracy pracownicy puszczają przez wewnętrzną sieć i bluetootha piosenki disco polo. Co zapewne naganne nie jest, ale z mojego punktu widzenia jest zawstydzające. Widziałem bijących się na i pod klubem w Edynburgu polskich osiłków bez koszulek, którzy nie tylko okładali się pięściami i brzydkim słowem, ale połowa z nich była tam za ochronę owego przybytku. Widziałem takich co na Leithwalku, w biały dzień zaczepiali przechodniów staropolskim - co się kurwa gapisz - siedząc w wiosennym słońcu, bez koszulek, na skwerku przed kamienicą lokalnej przychodni i pijąc dla ochłody z niebieskich, trzylitrowych butelek podejrzany płyn ze sfermentowanych jabłek. Słyszałem klaskanie w samolocie, widziałem cekinowe panny z tapetą grubą jak kreska impresjonisty, znam takich, którym kurwa zastępuje przecinek, takich co do minimalnej krajowej dorobią na oszukaniu kolegi, najczęściej sprzedając mu "zioło". Słyszę nieraz ciekawe dialogi w lokalnym Lidlu czy Coopie, których swojskość przywołuje rumieniec na mojej twarzy.
To wszystko jednak nie jest jednak opisem naszej emigracji. Wszędzie istnieje margines, wszędzie istnieją ludzie na bakier z prawem, chamy, prostacy i cwaniactwo. Szkocja pod tym względem nie jest, jak wiemy, przedsionkiem do raju, choć zachód słońca w Sutherlandzie potrafi go przypominać. Negowanie istnienia przesadnie napiętnowanych tu zjawisk jest tak samo niezgodne z prawdą, jak twierdzenie, że tacy wszyscy jesteśmy. I to chciałem głównie powiedzieć. To, że w oczy rzuca się dużo łatwiej krzykliwy cham najebany ciderem, niż dziewczyna, która przesiaduje osiem godzin w uniwersyteckiej bibliotece, przygotowując się do napisania eseju w academic English. I że wszyscy jesteśmy od siebie bardzo różni. Żałuję, że autor nie miał okazji mnie poznać, gdyż pośród goryczy i złośliwości wydaje się on być bystrym człowiekiem. I może nie tylko zmieniłby nieco zdanie po spotkaniu w naszym gronie znajomych, ale również pobawił się nieco i rozluźnił,i przede wszystkim poczuł jak pośród dobrych znajomych, a nie marginesu który w nas widzi. Ale to już zupełnie inna bajka. Niewiele we mnie z Judyma, pracy u podstaw i zapału zostało mi już jedynie dla najbliższych.
Bebej ja Ciebie również lubię i szanuję. Pozdrowienia.
''Żałuję, że autor nie miał okazji mnie poznać, gdyż pośród goryczy i złośliwości wydaje się on być bystrym człowiekiem. I może nie tylko zmieniłby nieco zdanie po spotkaniu w naszym gronie znajomych, ale również pobawił się nieco i rozluźnił,i przede wszystkim poczuł jak pośród dobrych znajomych, a nie marginesu który w nas widzi''
Nieee... naprawde? Naprawde chcialbys spedzic czas z czlowiekiem, ktory w krotkim tekscie ( tym ostatnim, lenie sie wracac do poczatku) czepia sie ludzi, ze:
sa zle ubrani
usmiechaja sie
kupuja tanie jedzenie
wykonuja proste i zle platne prace ?
Zwroc uwage, jak on ich 'literacko' opisuje: ryje mezczyzn i geby ich kobiet, nie 'jedzenie', a 'wpierdalanie', nie praca, a 'zapierdalanie' itd.
Serio powiem: wierze, ze tacy ludzie jak kosa77 gdzies TU sa. I boje sie trafienia na takie typki.
Natomiast ludzie zle pachnacy... no coz. Z brakami w uzebieniu... no coz. Bieda rzadko bywa estetyczna, chyba ze w dawnym malarstwie. Na zywo lepiej nie wtykac nosa pod pache spoconemu biedakowi, ktory jedzie z pracy, zeby zjesc cos taniego i moze miec troche biedackiej radochy ( ta wodka w parku) na koniec dnia.
Nie jestem w stanie nic poradzić na to, że od zawsze cenię złośliwą ironię i sarkazm. Dlatego przymknąłem oko na część jego wypowiedzi. Nie mogę też śmiać się z niego, ze względu na braki w uzębieniu na mej kartoflanej twarzy. Sądzę też, że świadomie lub nie, używa tu hiperboli - co jest przecież jedynie środkiem do osiągnięcia celu. Jak już napisałem - widziałem ludzi, którzy zachęcili go do napisania tych złośliwych postów. Różnica między nami jest taka, że ja traktuję ich jak dobrodziejstwo inwentarza, a nie urodzaju. Pozdrowienia harrier i uśmiechy.
Jestem przerażona tymi opisami.
Wiem, że istnieje takie zjawisko, Polacy-Polsatowcy, którzy nie za bardzo się asymilują, ale to, co Wy tu - żartem bądź nie - opisujecie jest absolutnie koszmarne. Jakby cała wieś Ferdków przeniosła się do Anglii.
Wyjeżdżam tam - nie wiem jeszcze na ile - na jesień. Mam w PL własne mieszkanie, pracę (chciałam napisać "dobrą", wiecie, przy biurku, taką, którą lubię, zarobki powyżej minimalnej krajowej, ale co to jest w stosunku do tego ile można zarobić w UK).
Zależy mi jednak na podróżowaniu, poznawaniu czegoś więcej niż własnej strefy komfortu i wybrałam Szkocję, to nie pieniądze są priorytetem a to, czy będę się dobrze czuła tam, gdzie będę. W PL nie mam możliwości odłożyć na podróże, urlop trwa 2 tyg...
I czytam Wasze opisy... i zastanawiam się czy za cenę tego "a może wystarczy i na te podróże, i na życie?" będzie też "czuję się dobre"...
Po tych opisach ... ciemność, widzę ciemność!
Emigracja to porazka, kto byl to wie. Zajacowanie na tasmach, w fabrykach, sortowniach smieci I odpadow, paint shopach wdychajac toksyczne smrody, azbest, cynk, farby, w domach opieki podcierajac koncowki przewodu pokarmowego u brytow I ich brazowych braci. Praca czesto przez agencje, za minimalne stawki, najgorsza robota ktora zaden angol nie bedzie robil, czesto na telefon. Wielu siedzi po 10 na flatach, czesto wspoldzielac ten sam spiwor /nocka-dniowka), jak rowniez te sama bezzebna Irenke czy mariole.
Odzywianie sie byle czym, zazwyczaj wycieczki po marketach pod wieczor po ''okazje'' z zolta naklejka przecenione, fasola, gliniasty chleb, bekony, a potem zabryzgiwanie toalety.
SRODKI TRANSPORTU
Koniecznie pasek w tdi, albo przerdzewiala stara betka wypierdziana po jakims paku albo innym troglodycie, majacym passaty w spodniach po przecenionych puszkach fasoli I gliniastym plesniejacym loaf'ie Hovisa.
Na dachu koniecznie bat antenowy /co za obciach/ zeby miec lacznosc z innymi bzdzicielami na trasie I policja ktora nadaje: sciezka czysta mobilki na Rzeszow, Konskie, Sanok, Pcim.
Pod tylna szyba palety z jajami, w bagazniku kabanina niewiadomego pochodzenia zalarwiona insektami, smierdzace skisniete ogorki od mamusi, surchary chlebowe, browar etc tzw wyprawka emigranta do UK.
Na promie naszych latwo rozpoznac po tzn zolwiu na glowie, potato head czyli wygolona glowa.
Auta to same passaty, bmki etc wszystko kupuje auta za wszystkie pieniadze zeby sie na wsi pochwalic czym to nie jezdza (jaby nikt w polsce auta nie mial hehe)
Na promie spanie pod schodami na podlodze zdaleka od sklepu a jakze (bo drogo, lepsze jaja zawiniete w gazete, popite cocacola), chodzenie szeroko, wycie, pokrzykiwanie, nawolywanie sie jak dzikusy, szare dresy zakleksione odchodami podczas postojow na trasie w krzaczorach (na toalete szkoda), dresy przepasane saszetka z calym dorobkiem z jukeja, czesto laptop wiszacy na ramieniu. W autach czesto siedzi po 7dmiu nedzarzy wygolencow, 7 zeby bylo taniej, czasami jeden w bagazniku na zmiane, czesto przystanki na autostradach I odlewanie sie /wszyscy na raz na asfalt/
W samolocie klaskanie, wielu cuchnie piwskiem i czosnkiem w samolocie, awanturuje sie o wszystko, dajac sie tym samym rozpoznac na odleglosc nie tylko po szczerbatym glupkowatym usmieszku. Czesto konsumowanie zjelczalych jaj zawinietych w gazete w samolocie jak tylko wystartuje.
Na lotniskach odgrywanie ''bananowego songa'' tj lyse paly z piwem w reku, obok nabijane cekinami irenki mariolki szczerbate, reszta towarzystwa czekajaca w przerdzewialych audikach czy innych passatach na trawie bo parkingi drogie.
Obraz nedzy I rozpaczy- tak was idzie na kilometr rozpoznac.
PODSUMOWANIE EMIGRACJA
Wiekszosc trwa na emigracji niczym smrod po przykrym baku bo boi sie wrocic do macierzy przed wstydem przed rodzina i strachem przed bezdomnoscia (poczciwe staruchy nie wezma juz starych koni pod strzeche)
Wiekszosc stracila zdrowie (hemoroidy, garb, zylaki, gosciec, wagry, jelito, STD) odzywiajac sie byle czym i byle gdzie, zabryzgujac toalete I tak przez lata...od 2004
Nie jeden zlapal chorobe weneryczna wspoldzielac ta sama bezzebna Irenke z konskich co inny pryczmejci dosiadali wczesniej. Troglodyci wachaja swoje baki siedzac po robocie w przepoconych bokserkach i popijajac ciderek przy klejacym sie laptopie I czytajac onet pisza jak to w polsce zle, jak to im polska pracy I zyc nie dala, niezastanawiajac sie przez moment dlaczego wyladowali na emigracji w poniewierce- dlatego ze nic nie potrafia, jezyka nie znaja, slowem nic. W polsce dlugo jeszcze nie beda dawac 800£ za zajacowanie na tasmie czy bycie przenosicielem skrzynek z miejsc na miejsce.
Czesc na emigracji cos zbuchala z byle kim I byle gdzie I teraz placi alimenty, czesc siedzi na benefitach albo na socjalnych zaplesnialych flatach w slabych dzielnicach, podjadajac sobie fasolke z lodowki, I podkradajac cukier.
Pojawiaja sie idiotyczne imiona jak: Okuku Oleule, Mgembe, Koleslaw, Dzak, Vanessa, Dzefrej, -tu jest ciekawa zaleznosc bo angielskosc I dziwacznosc imienia nadawanego dziecku jest wprost proporcjonalna do wiesniactwa rodzicow I do ich nedzy umyslowej. Za kilka lat jak powroca do pl bedzie obciach w szkole bo od razu bedzie widac ktorys z rozicow byl na emigracji.
Czy choc jedna mariola czy inna irenka nie zostala konkwistadorka oliwkowych bolcow, i tym samym narzedziem w islamizacji europy?
Podsumowujac wiekszosc klepie biede za to w polsce opowiadaja jakie to maja luksusy hehehe ciekawe czy ktos lyka :P
Ilu z was zajace tasmowe, przenosiciele skrzynek z miejsca na miejsce, wdychacze azbestu, czysciciele koncowek jelita- nie zawdziecza pelnego garnka krolowej, no ilu z was by sobie dalo rade w polsce
zwiń