Sens życia
Straciłeś sens swojego życia
Nie wierzysz w siłę istnienia
tęsknota smutek wielki ból
ciągle wracają wspomnienia.
Spróbuj pokonać sam siebie
otwórz swe serce na nowo
postrzegaj wszystko inaczej
na przyszłość patrz kolorowo.
Poczuj zapach świeżej trawy
ciepło słonecznych promieni
szum lasu i słowika śpiew
wszystko co piękne na ziemi.
Znajdź siłę niepowtarzalną
by odkryć SENS SWEGO ŻYCIA
schowaj głęboko wspomnienia
duszy pozwól wyjść z ukrycia...
W drodze
Niosąc ze sobą bagaż wspomnień z dawnych dni
i tych dobrych i tych złych.
Z moimi marzeniami,
z doświadczeniami które nie raz bolały,
i z przygodami które na zawsze w sercu zostały..
Zbierać po drodze plany.
Odkrywając ścieżki dotąd nieznane.
Nie mają dokładnej mapy.
Nieraz krzyczałam :
Boże ja już nie dam rady!
Ja już nie mam sił na kolejne życia dni...
Upadałam i oczy zamykałam..
w sercu jedno pragnienie wtedy miałam..
Potem usłyszałam kroki..
Poczułam, że to ktoś mi drogi.
Kroki ustały ,słowa zabrzmiały:
Wstań ja Ci pomogę,
Uwierz ja zawsze jestem przy Tobie...
Bajka o Ciepłym i Puchatym
W pewnym mieście wszyscy byli zdrowi i szczęśliwi. Każdy z jego mieszkańców, kiedy się urodził, dostawał woreczek z Ciepłym i Puchatym, które miało to do siebie, że im więcej rozdawało się go innym, tym więcej przybywało. Dlatego wszyscy swobodnie obdarowywali się nawzajem Ciepłym i Puchatym wiedząc, że nigdy go nie zabraknie. Matki dawały Ciepłe i Puchate dzieciom, kiedy wracały do domu. Mężowie i żony wręczali je sobie na powitanie, po powrocie z pracy, przed snem. Nauczyciele rozdawali w szkole, sąsiedzi na ulicy i w sklepie, znajomi przy każdym spotkaniu. Nawet groźny szef w pracy nierzadko sięgał do swojego woreczka z Ciepłym i Puchatym. Jak już mówiłem, nikt tam nie chorował i nie umierał, a szczęście i radość mieszkały we wszystkich rodzinach.
Pewnego dnia do miasta sprowadziła się zła czarownica, która żyła ze sprzedawania ludziom leków i zaklęć przeciw różnym chorobom i nieszczęściom. Szybko zrozumiała, że nic tu nie zarobi, więc postanowiła działać. Poszła do jednej młodej kobiety i w najgłębszej tajemnicy powiedziała jej, żeby nie szafowała zbytnio swoim Ciepłym i Puchatym, bo się skończy, i żeby uprzedziła o tym swoich bliskich. Kobieta schowała swój woreczek głęboko na dno szafy i do tego samego namówiła męża i dzieci. Stopniowo wiadomość rozeszła się po całym mieście., ludzie poukrywali Ciepłe i Puchate, gdzie kto mógł. Wkrótce zaczęły się tam szerzyć różne choroby i nieszczęścia, coraz więcej ludzi zaczęło umierać. Czarownica z początku cieszyła się bardzo, drzwi jej domu na dalekim przedmieściu nie zamykały się. Lecz wkrótce wyszło na jaw, że jej specyfiki nie pomagają i ludzie przychodzili coraz rzadziej. Zaczęła więc sprzedawać Zimne i Kolczaste, co trochę pomagało, bo przecież był to wprawdzie nie najlepszy - ale zawsze jakiś kontakt. Ludzie już nie umierali tak szybko, jednak ich życie toczyło się wśród chorób i nieszczęść.
I byłoby tak może do dziś, gdyby do miasta nie powróciła pewna kobieta, która nie znała argumentów czarownicy. Zgodnie ze swoimi zwyczajami zaczęła całymi garściami obdarzać Ciepłym i Puchatym dzieci i sąsiadów. Z początku ludzie dziwili się i nawet nie bardzo chcieli brać bali się, że będą musieli oddawać. Ale kto by tam upilnował dzieci ! Brały, cieszyły się i kiedyś jedno z drugim powyciągały ze schowków swoje woreczki i znów jak dawniej zaczęły rozdawać. Jeszcze nie wiemy, czym skończy się ta bajka. Jak będzie dalej zależy bowiem od ciebie.
„Będę walczyć”
Nie dam się,
będę walczyć,
nie dam się,
póki sił mi starczy!
Będę tworzyć wokół siebie tarcze
przez którą to, co złe do mnie nie dotrze.
Nie będę słuchała tego, co ma mnie zranić,
będę myślała o tym, co mnie wybawi.
Nie mogę się poddawać, musze odpierać ataki,
muszę psychicznie przygotować się do walki.
Musze być silna, musze mieć nadzieje,
ona skutecznie me serce zagrzeje.
Wierze w swoje zwycięstwo,
ono będzie miała pierwszeństwo.
Moje serce pomoże mi wytrwać,
ono nie pozwoli mi się poddać.
Zwyciężę!
"Każdy dzień przyjmij,
jako podarunek od Boga.
Nie wstawaj za póżno.
Popatrz w lustro,
uśmiechnij się serdecznie i powiedz sobie:
"Dzień dobry"!
A gdy zdobędziesz już w tym wprawę,
postępuj podobnie także wobec innych"
"Szczęśliwym jest tylko ten człowiek,
który nie goni za szczęściem,
jak za motylem,
ale za wszystko,co otrzymuje potrafi być wdzięczny"
"Przyjmij wszystko,
co dany dzień ci niesie:
słoneczna jasność,powietrze,życie.
Płacz i radosny uśmiech.
Przyjmij cud nowego dnia!"
"życzliwie patrzę na ludzi-
to jest moje hobby"
"ludzi zdobywa się tylko miłością,
bez miłości odpychasz ich
od siebie"
"jeśli człowiek dzięki miłości
staje się znowu dla drugiego człowiekiem-
wtedy niebo rozwiera się nad ziemią"
"wraz z każdym dobrym człowiekiem,
żyjącym na tym świecie,
wschodzi słońce uczynności"
“NADZIEJA NIGDY NIE UMIERA”
Nadzieja nigdy nie umiera,
jedynie ludzie odchodzą i
zmieniają się nasze
marzenia, sny…
Nadzieja nigdy nie umiera,
nawet w ciszy i w smutku
żyje zawsze czekając,
aby na nowo się
odrodzić…
Nadzieja nigdy nie umiera,
lecz buduje nam obraz
lepszej przyszłości w
oddali wołając do nas
nigdy nie umieram
lecz trwam…
Tylko nadzieja jest tym,
co chroni nas przed zupełnym zwątpieniem w życie...
wciąż jest w każdym z nas.
(...) nadzieja istnieje zawsze, do ostatniej chwili... dlatego właśnie jest nadzieją. Nie możemy jej zobaczyć, ale ona jest dostatecznie blisko naszych twarzy, byśmy poczuli powiew poruszonego powietrza. Jest zawsze tuż obok i niekiedy udaje się nam ją schwytać i przytrzymać na tyle długo, by wygnała z nas piekło.
Co można widzieć wokół siebie?
Żyła kiedyś osoba, która nie miała przyjaciół, rodziny, żadnych perspektyw. Była w średnim wieku, miała średnie wykształcenie. Żyła dniem. I każdy dzień mógł być dla niej ostatnim. Ale osoba ta nigdy się nie przejmowała. Choć na ulicy za nią szeptano różne rzeczy: "biedactwo", "jakaś ofiara losu", "co to za menelstwo?"... nie słuchała tego. Nie była nieszczęśliwa. Bo, choć ludzie myśleli całkiem na odwrót, miała wszystko. Miała nad sobą gwiazdy nocą i piękne słońce w dzień. Miała wokół siebie i dla siebie lasy, jeziora, cały świat. Ten nasz. Ale miała jeszcze świat należący tylko do niej. Taki, gdzie każdy posiadał swój kąt, gdzie nie krzywdziło się słabszych i bezbronnych, gdzie nie patrzono na siebie spode łba. JEJ świat. Ale w końcu musiała wybrać pomiędzy nimi. Między swą utopią, a realnością. Wtedy spojrzała po raz ostatni na księżyc, pocałowała słońce na do widzenia... i odeszła. Ale czasem możemy ją zobaczyć. Dla każdego przyjmuje inną postać, a widzą ją tylko ci, którzy tego pragną i potrzebują. Niewielu w nią wierzy, lecz każdy zna jej imię. To Nadzieja.
usmiech leczy..
lecz tak czesto tez rani
gdy smiechy dookola
sa tortura Twej duszy
Twego serca wyjacego z bolu
grasz
bo tak umiesz ,bo tak wygodniej
lekki grymas przyklejasz do twarzy
latwiej przebrnac przez labirynt godzin
Nieobecny, odlegly,zlamany
wierzysz..? w jutro ktore nie nadchodzi
cieple, lepsze, radosne
Nie przywiązuje się wagi do przeszłości, gdy wszystko, co istotne wydaje się przyszłością.
Przyszłość jest chaotyczna i niepewna, gdyż chaos i niepewność tkwi w samym człowieku.
Nawet najlepsza teraźniejszość marzy o lepszej przyszłości.
Niektórzy mylą się podwójnie: raz, gdy wierzą w lepszą przyszłość; drugi raz, gdy przestają w nią wierzyć.
Budować przyszłość trzeba jednocześnie z dwóch stron: od szczegółu do ogółu i od ogółu do szczegółu.
;-) Niestety, przyszłość nigdy nie przychodzi - zawsze jest teraźniejszość. ;-)
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.