Z okazji zbliżającego się dnia..erm matki
I gdybym mogła ale nie mogę
Wyszeptać Ci to co dziś czuje
Pomalowałabym źycie Twoje
Na najpiękniejsze kolory świata
Brak mi tak bardzo tego kim byłeś
Dobrego serca ciepła Twych oczu
Brak mi tak bardzo Ciebie samego
Ogromnych gestów dających spokój
Pamiętasz jak mnie kiedyś zgubiłeś
Wybuchła bomba zmieniając wszystko
Dziś wiem że nie mogłeś wiem że nie byłeś
Musiałeś odejść choć biegłam za Tobą
....
....
Pamiętasz kiedy to ja odeszłam
Niszcząc po drodze resztki nadzieji
Okruchy życia które nam dano
nie smakowały już nigdy tak samo
Dziś już rozumiem..?
Dzisiaj już wiem..
Pójdziemy jeszcze kiedyś ta drogą
Zapominając o tym co było źle
(2in1:-( )
Bo kiedy pada
Mogę się schować
W deszczu ukryje miliony mych łez
Bo kiedy pada ukryje się cała
Wtule się w nicość zimnych strumieni
W deszczu ukryje smutek i żal
Dziś ciągle pada padało wczoraj
Jutro zapewne przyniesie deszcz
W deszczu ukryje wszystkie me myśli
Schowam głęboko chore marzenia
Wyjdę na drzewo popatrzeć z góry
Na to co było i czego juz nie ma
Szafy upchane parasolami
Stare i nowe wielkie i małe
Ten bo zepsułam czy zapomniałam
Tamten bo wyszłam i wyjechałam
Czerwony w kuchni złoty za progiem
Czarny ogromny żółty na półce
Pomarańczowo smutny w ogrodzie
I ten najgorszy w kominku zamknięty
Bo kiedy pada mogę się schować
Pod niebem wysłanym parasolami
Tylko ten jeden tak zwykle zagubiony
Rani bo dawał iskre nadziei
Bo kiedy pada
Nie zauważy
Łatwiej się ukryć
I zamknąć oczy
Schować zapomnieć posłuchać ciszy
I już nie marzę i już nic nie chcę
Wygodniej prościej i najbezpieczniej
#8709
film ciekawy, ale mnie nie przekonuje do swoich sugestii
dzieki niemu otworzylem inny film, ktory zaciekawil mnie bardzie
samo nasuwa sie porownanie ze chyba od zawsze odkad zaczynaja sie odkrycia, ci ktorzy ich dokonali bronia ich za wszelka cene, nawet za cene prwdy
swoja droga zawsze mnie ciekawilo, czy to mozliwe ze swiat rozszerza sie w kazdym kierunku w ten sam sposob, podczas obserwacji ktora prowadzimy z ziemi, jestesmy pepkiem swiata?
pozniej doczytalem ze obserwacja rozszerzania sie swiata wygladala by tak samo z kazdego miejsca we wszechswiecie, to dopiero narobilo zamieszania : )
zgadzam sie ze duza czesc nauki jest oparta o wiare, szczegolnie na poczatku, dopiero pozniej przychodzi czas na weryfikacje, bez wiary nie bylo by chyba postepu
rozni ludzie, naukowcy, laicy tacy jak ja, rozne maja podejscie, w jednych jest wiecej wiary w innych wiecej pragmatyzmu, to ze sa te roznice to dobrze, dobrze tez jezeli wzajemny szacunek pozwala im sie spierac i wymieniac spojrzeniem na ta sama sprawe, gorzej jak sie tylko zwalczaja
dla przykładu Teoria Ewolucji - ponad 160 lat i nadal jest teorią. To jest coś w rodzaju religi "naukowej".
Wierzą bez dowodów, wiecznie szukając brakujących ogniw wielokrotnie ocierając się o absurdy itd, etc.
Innym przykładem jest Teoria Wielkiego Wybuchu - a wystarczy logicznie pomyśleć - przecież żade wybuch nie stworzył jeszcze niczego - wybuch to destrukcja itd itc.
Ale powtarzając te twierdzenia w koło przez lata osiągnięto cel. Jeśli macie dzieci w wieku szkolnym to zapytajcie skąd się wzioł człowiek albo jak powstała ziemia i kosmos.
Tak właśnie mówiąc wiara mam na myśli w przypadku wielu dziedzin nauki religie - dosłownie i w przenośni...
wiem o czym piszesz DocEnt i calkowicie sie z toba zgadzam
nauka jest i chyba zawsze byla kierowana przez ludzi ktorzy bronia sie, nawet za cene prawdy, zeby wciaz pozostawac na swieczniku, jakies drastyczne zmiany w widzeniu swiata musialy by pociagnac zmiany wsrod wiodacych opiniotworczych naukowcow, a na tym polu ci starzy wyjadacze sa nie do pobicia
z drugiej strony jest wplyw ludzi, ktorzy dzisiaj opanowywuja nauke, to oni dzisiaj wyznaczaja kierunki badan
kiedys to byli wielmoze, dzis to sa wlasciciele fundacji, swiat jest caly czas taki sam bo ludzie sa tacy sami, zmieniaja sie tylko srodki jakie stosuja do osiagniecia swoich celow, drapieznosc jest wciaz taka sama
oj chopy, czytam was i zastanawiam sie, kto was do matury dopuscil?
nauka jest oparta na dowodach a nie na wierze.
No i jesli ktos twierdzi, ze "wybuch to destrukcja" no to tez ujawnia braki w edukacji i niewiedzy z zakresy podstawowych praw fizyki chocby o zachowaniu energii.
Rozumiem, nie kazdy musi byc einsteinem, ale niestety przez takie gdybania jak Wasze to powstaja pozniej teorie antyszczepionkowe, chemtrails czy teorie pancernej brzozy - to jest wlasnie "nauka- oparta na wierze, a nie dowodach.
Niestety, slusznie Sapkowski napisal: "A ja myślę, że całe zło tego świata bierze się z myślenia. Zwłaszcza w wykonaniu ludzi całkiem ku temu nie mających predyspozycji"
Wiec prosze uprzejmie - darujcie sobie wasze "logiczne myslenie" bo ani to logiczne, ani madre.
Masz swoje zdanie i nikt ci prawa do niego nie zabiera, ja mam swoje i mam do niego takie samo prawo jak ty do swojego.
Zapraszam do dyskusji merytorycznej jeśli masz ochotę.
Więc uważasz że wszystko co w książkach przeczytałeś jest udowodnioną prawdą ?
My po prostu powielamy teorie spiskowe?
Ok, czy przed narodzinami Newtona, Einsteina i wielu innych istniejące wtedy doktryny nie były niepodważalną "prawdą" ?
Czy Einstein nie przewrócił całej dotychczasowej nauki doktryny do góry nogami?
Czy w swoim czasie nie był wywrotowcem? Dziś okrzyknięto by go królem teorii spiskowych.
Ludzie myślący inaczej nadają kierunek rozwoju a raczej go zmieniają.
Czy w 100 % możemy być pewni źe to co jest wtłaczane dzieciom do głowy jest prawdą, a jeśli jednak nie to co?
Powiem ci że im bardziej zagłębiałem się w różne zagadnienia tym częściej tochodziłem do wniosku że są zmanipulowane i pseudonaukowe.
Pozdrawiam!
wielki wybuch, jezeli faktycznie sie wydazyl to wytworzyl ogromne ilosci materii, materii w postaci jednorodnej i corac bardziej rozproszonej, dopiero pozniej zaczely powstawac czastki elementarne takie jakie znamy dzisiaj i jeszcze pozniej dopiero zaczely powstawac gwiazdy ktore zaczely "produkowac" pierwiastki ciezsze
Zgadzam sie DocEnt ze Wielki wybuch byl destrukcja, byl destrukcja tego co bylo przed nim
to nie pierwszy temat gdzie ktos kto nie potrafi rozmawiac i chce zeby "sobie darowac"
mysle ze przyjdzie czas ze i tutaj zaczna nas wyzywac, zeby tylko nie czytac rzeczy, ktore sa dla nich nmiezrozumiale
Myślę że najlepszym lekarstwem dla ludzi używających języka obelg i wyzwisk jest ignorowanie ich. Z czasem sami wymiękają bo to nic przyjemnego być niedocenionym :-)
Wtedy zazwyczaj odchodzą w inne miejsca w poszukiwaniu ludzi na podobnym poziomie rozwoju umysłowego i emocjonalnego.
Tam czują się dobrze między swoimi gdzie mogą sobie ubliżać nawzajem do osiągnięcia forumowej ekstazy
Wybuch mieszanki paliwowej w silniku. Tworzy ruch samochodu:)
Wielki wybuch nie musiał być destrukcyjny dla tego, co było przed nim. Według jednej z teorii, przed WW nie było czasu. Według innej, WW to tylko jeden z etapów wiecznych cykli : WW, ekspansja wszechświata, kurczenie się wszecheświata aż do osobliwości z którego inicjowany jest kolejny WW.
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.