"W jednym z artykułów zwrócono uwagę, że gdy w 1987 roku zaobserwowano potężną supernową (SN 1987A), pochodzące z niej neutrino dotarły na Ziemię trzy godziny wcześniej niż zauważono emitowane przez eksplozję światło. Wówczas wyjaśniono to zjawisko faktem, że dla neutrino cała materia jest praktycznie przezroczysta, mogą one podróżować bez przeszkód. Tymczasem fotony są wielokrotnie pochłaniane, odbijane i ponownie emitowane."
http://kopalniawiedzy.pl/neutrino-s...
niewiem dlaczego ale naukowcow interesuje tyko czy neutrina sa szybsze od swiatla czy nie a wyjasnienie tego powyzszego zjawiska wyraznie wyglada ze jest zrobone na sile, zeby udowodnic ze neutrino jednak nie jest szybsze
pan Osiak tlumaczy to tym ze na swiatlo grawitacja dziala bardziej niz na neutrina, chcociaz te podobno maja jakas mase, jezeli ma racje to by to moglo tlumaczyc przesuniecie ku czerwieni najbardziej odleglych galaktyk, tlumaczenie tego wielkim wybuchem staje sie z czasem coraz trudniejsze do obrony, naukowcy boja sie go podwazac, bo chyba nie maja nic w zamian
2 godziny słuchania?? Można to strescić w 2 minuty? Podobno tachiony nie wykluczają Teorii, więc póki co tego sie trzymam. Pomimo tego, że dowodów na ich istnienie brak. Jednorazowa obserwacja 30 lat temu, według mnie wskazuje raczej na błąd pomiarowy lub niedoskonałość urządzeń pomiarowych. Czy są jakies nowe (w przedziale 2 lat) informacje o tej osobliwości? Generalnie uważam, że fantastyczną sprawą byłoby wykazać neutrina szybsze od światła. Jakie wspaniałe mozliwosci otwarłyby się przed nami?
Zapomniałeś o fizyce - to też religia w większości oparta na wierze, wiem że to trudne do przyjęcia dla większości ludzi którzy "twardo" stąpają po ziemi ale takie są fakty. (bozony, kwarki, czarne dziury i tysiące innych rzeczy które najczęściej pojawiają się w postaci teorii i odchodzą w postaci teorii ewentualnie znajdują potwierdzenie kolejną teorią). Czasami warto posłuchać argumentów strony przeciwnej ...
Nie zapominajmy, że fizyka nie wyklucza istnienie duszy . . . boska cząsteczka spajająca wszystko - bozon . . .
DocEnt, chyba nie nadajemy na tych samych falach :)
Jeszcze mogę zroumiec, że uważasz teorie fizyki kwantowej za filozofię (w sensie, że nie ma jednolitej teorii wyjasniającej co i jak, bo nie może byc... to dopiero począteki), tak za cholerę nie łapię w kontekście faktów:
1. Negowania istnienia czarnych dziur
2. Negowania istnienia cząstek elementarnych: kwarków, neutrin, bozonu Hicksa
3. Fizyka nie jest oparta na wierze, to kilkaset lat obiektywnych badań, vide wszelkie stałe fizyczne, prawa itede.
4. Fizyka nie wyklucza istnienia duszy. Nie zajmuje się po prostu czymś równie abstrakcyjnym.
Nie rozumiem Twojego upartego porównania, że fizyka=religia.
To dobrze że nie nadajemy na tych samych falach i myslimy inaczej. W przeciwnym wypadku odnosilybyśmy wrażenie dyskusji z samym sobą. Tak możemy się pospierać. Sama przyjemność.
Ad.1 proszę o dowód (niepodważalny i nie będący teorią) na istnienie czarnych dziur.
Ad.2 Nie zanegowałem ich istnienia choć zrobie to z chęcią bo dowodów na ich istnienie nie znam :-) Badania z CERN to kwestja interpretacji.
Ad.3 Nie zgadzam się
Ad.4 wielokrotnie zajmuje się rzeczami wielokrotnie bardziej abstrakcyjnymi jak np. Czarne dziury, kolejne wymiary których nikt poza fantastami nie jest w stanie stwierdzić itd itd
Moje uparte porównanie cały czas udowadniam :-) i nie mam z tym problemu
Zanim przejdziemy do dalszej dyskusji:
1. Co rozumiesz przez niepodważalny dowód? Jak rozumiem, fale grawitacyjne nie wchodzą w rachube (vide wczesniejszy post o dowodzach na czarną dziurę).
2. No właśnie. Tu mamy punkt kolizyjny. Badania CERN uważam za wiarygodne. Powiedzmy, że bozon to jeszcze nie do końca prawda, tak jak i ten najnowszy 4 razy cięższy, który ma być badany po przegryzieniu kabla przez łasicę:) Ale nie zaprzeczasz istnieniu pozostałych cząstek elementarnych?
3. Uzasadnij:)
4. Myślę, że należy rozróznić stopień abstrakcji : czarne dziury ( w których istnienie nie zaprzecza nikt poważnie zajmujący się fizyką), od światów równoległych (bo chyba to miałes na myśli? ).
Czy przyspieszenie ziemskie (9,81), prędkość światła w próżni (299 792 458 km/sek), i inne stałe: https://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C...
To też filozofia?
Galaktyka M87. Ze środka owej wylatują dwa dżety. Wyjaśnienie tego zjawiska jest szeroko opisywane. Dżety widać na zdjęciach. Ten oddalający się od nas też, aczkolwiek trudniejszy do uchwycenia. Skąd się biorą? A zachęcam do odszukania informacji o tym, w kontekscie istnienia/lub nie czarnych dziur.
A to co jest w CERN, to po prostu duuuuużyyyy mikroskop. A jak działa mikroskop, to chyba każdy wie :)
Ad1. Dowód naukowy, coś co potwierdza istnienie zjawiska i wyjaśnia jego naturę. Mogę stwierdzić że istniejesz, mogę cie zobaczyć, dotknąć, usłszeć etc. (to tylko przykład) A teraz coś o czarnych dziurach : http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc...
Ad2. Nie, niezaprzeczam choć jeśli Cię spytam czy możesz stwierdzić ich istnienie to będziesz musiał posłużyć się wiarą bo zapewne ich nie widziałeś i pewnie nigdy nie zobaczysz.
Ad3. Ad1 i Ad2 niech będą za uzasadnienie
Ad4. Czarne dziury są w sferze teorii i fantazji - (Ad1 ;-) ) Swiaty równoległe to taka sama fantazja i ezoteryka.
No co ci mogę napisać co do stałych, że pi jest w układzie dziesiętnym liczbą nieskończoną tak jak i fi ale np w dwunastkowym już nie. Być może jesteśmy jeszcze na bardzo niskim poziomie rozwoju aby stwierdzać że stałe są stałe.
Ale widzę że nieustępujesz. Więc twierdzisz że przyśpieszenie ziemskie jest stałą. A jak Ci powiem że nie jest i zmienia się w zależności od miejsca , a liczba którą podałeś to tylko uśrednienie. A jeśli ci powiem że prędkość światła w próżni nie wynosi tyle ile napisałeś bo nie ma czegoś takiego jak próżnia - fizycznie nie występuje.
Ale nawet gdybyś ją stworzył to obecność światła zniszczyła by prużnie bo fotony to fala ale i materia. A prużnia z materią to już nie prużnia.
I tak w fizyce jedno drugie wyklucza, a teoria potwierdza teorie aby uwiarygodnić inną teorie ...
Czasami warto się nad niektórymi sprawami zastanowić a nie brać wszystkiego z mądrych książek na "wiarę"
Te książki ktoś pisał i też mógł być omylny tak jak i ja mogę się mylić. Ale mam swój punkt widzenia.
No to jak z tą fizyką wierzyć nie wierzyć ?
Bebej - To nie potwierdza istnienia czarnych dziur - to kolejna teoria.
Zastanówcie się, nie wiemy co jest w głębi ziemi a opisujemy zjawiska w niesamowitych odległościach od Ziemi.
Nie wiemy czym jest grawitacja i dlaczego jest.
I nic się nie zmieni dopuki nauka będzie nie dla ludzkości a dla pieniędzy (granty, dotacje i patenty na których nabijają kabze) . Sorry, takie jest moje zdanie.
A teraz z innej beczki ;-) Dlaczego na drzewie rosną jabłka ?
A teraz tylko zacytuję:
"Fundamentalne Prawo Przyrody.
" Zasada zachowania energii."
i mutacja zasady zachowania energii
tak zwane :
" Prawo zachowania energii."
Wykonaj druk całości. Umieść całość na stole. Wszystko stanie się zrozumiałe.
index html
Zapotrzebowanie na pracę wykonywaną nie własnymi rękoma i nie własnym wysiłkiem istnieje prawdopodobnie od momentu pojawienia się myślącego człowieka na naszym globie. Chęć posiadania i wykonania czegoś więcej i więcej skłoniła ludzkość do odkrycia energetycznych kopalin. Zmusiła myślicieli do zainteresowania się energią. Wielu myślicieli i wielu konstruktorów usiłowało wynaleść i zbudować maszynę, zdolną do wyprodukowania i oddawania na zewnątrz użytecznej energii. Po wielu latach rozmyślań i wielu nieudanych próbach zbudowania maszyny, którą nazwano "Machina Perpetuum Mobile", naukowcy zamknęli problem energii uznając t.zw. zasadę zachowania energii, jako naukowy dogmat. Jego brzmienie jest następujące:
" Energia całkowita układu izolowanego jest niezmienna."
{ENCYKLOPEDIA POPULARNA P.W.N. Wydanie siódme. Warszawa 1982 str. 194}
{ Promieniowanie uszkodzonego reaktora atomowego w Czernobylu jest dowodem, że nie istnieje idealna izolacja zapobiegająca promieniowaniu, a więc wydzielania energii na zewnątrz układu. Nie istnieje także idealna izolacja termiczna, zapobiegająca wydzielaniu się ciepła na zewnatrz układu.
Jaka jest wartość użyteczna takiego dogmatu?}
Tak zredagowany dogmat był zbyt skromny dla tak obszernego tematu jakim jest energia, i chyba dlatego prof. Sorbony, Henry Poincare /1854 - 1912 / podał do uwierzenia natępującą jego interpretację:
"Ponieważ nie możemy podać ogólnej definicji energii, to zasada zachowania energii znaczy tyle, że istnieje coś takiego co pozostaje stałe, i że bez względu na to, w jaki sposób przyszłe doświadczenia zmienią nasz pogląd na świat, wiemy z góry, że coś będzie pozostawać stałe, i że wolno nam będzie nazwać to energią."
"Fizyka dla dociekliwych," E.M.Rogers, P.W.N. 1972, tom 3 "Cząsteczki i energia" str.154, w połowie wysokości jest zamieszczona interpretacja zasady zachowania energii, dokonana przez H. Poincare'a.
Autor uznał, że ilość energii jest stała, nie wiedząc czym jest energia. Jak można opisać właściwości czegoś o czym wiadomo tylko, że to jest "coś takiego."?
Prawdopodobnie zwolennicy H.Poincare'a wzorowali się na prawie zachowania materii sformułowanym przez L.Lavoisier'a w 1707 r, rozumując nastepująco: jeżeli istnieje prawdziwe prawo zachowania materii, to dlaczego nie może istnieć prawo zachowania energii i podali do wierzenia coś co nazwali:
"prawem zachowania energii."
i w ten sposób powstał nowy dogmat, który stał się bardziej znany i bardziej ceniony i bardziej wygodny niż "zasada zachowania energii."
Energia jest pojęciem abstrakcyjnym takim samym jak: dobroć, głupota, inteligencja. Możemy tylko obserwować skutki występowania energii, podobnie jak skutki występowania np. głupoty. Ilość występowania głupoty jest stała czy zmienna???
Teologia była i jest nauką opartą na wierzeniach. Kościół katolicki, wygłaszał dogmaty, które są uważane za prawdziwe tylko przez wyznawców wiary katolickiej.
Osoby wątpiące w prawdziwość dogmatów katolickich skazane są na wieczne
potępienie.
Fizyka, w odróżnieniu od teologii, była w przeszłości nauką opartą na eksperymentach. H.Poincare zredagował i wygłosił dogmat, który został przyjęty i uznany za prawdziwy przez intelektualistów całego świata. W ten sposób fizyka upodobniła się do religii o światowym zasięgu. Osoby wątpiące w prawdziwość dogmatu o nazwie "prawo zachowania energii", skazują siebie na potępienie w swoim środowisku.
Wiara, że ilość energii jest wielkością stałą nie stanowi żadnego dowodu. Jest to tylko wyznanie "wiary," niezależne od miejsca pobytu, wyznawanej religii, systemu społecznego, języka czy poziomu kultury. Prawdopodobnie we wszystkich podręcznikach szkolnych całego świata wielokrotnie powtarza się, że ilość energii jest stała. Pojęcia: energia kinetyczna i energia potencjalna zostały tak zdefiniowane aby równanie;
E.P. + E.K. = constans,
stało się przekonywujące, wobec braku eksperymentu potwierdzającego to równanie.
********************************************************************
*********************************************************************
Fizyka - jest nauką korzystająca z doświadczeń.
W połowie XIX wieku Holender Willem s'Gravesande upuszczał kule o różnej masie na miekką glinę. Kratery, które robiły kule w glinie zależały od masy kuli i wysokości, z której spadała. Opis ten znajduje się na stronie 15 księżeczki p.t. "ENERGIA " , której autorem jest Jack Challoner. Wyd. "Arkady".
Prawdopodobnie nikt nie wie jak obliczyć wielkość energii kinetycznej, której śladem istnienia jest tylko krater w miekkiej glinie.
Wg. E.M.Rogers'a , autora pięciu tomów " Fizyka dla dociekliwych" [ przetłumaczone i podane dla polskiego czytelnika w sposób doskonały ] w części nr. 3 p.t."Cząsteczki i energia" na str. 87 , jest zdanie, cytuję dosłownie:
W wielu zwykłych mechanicznych procesach ( spadanie głazów, rozkręcanie sprężyny, ruch układu ciężarów i bloków) suma energii kinetycznej (E. K ) i energii potencjalnej ( E.P.) pozostaje stała. To zachowanie energii ( E.K. + E.P. ) = constans, nie jest niczym zaskakującym, skoro, jak zobaczymy później , E.K i E.P są tak zdefiniowane i dobrane, aby równanie uczynić prawdziwym.
Powyżej wspomniane równanie nie jest wynikiem dokładnych, przemyślanych doświadczeń. Jest tylko zwykłym
domysłem naukowców podanym szerokiej publiczności do uwierzenia w postaci dogmatu naukowego.
Ten fundamentalny dogmat fizyki jest przypuszczeniem naukowym nie udowodnionym żadnymi obliczeniami.
*******************************************************************
*******************************************************************
Wielokrotne powtarzanie przekonania, że ilość energii jest wielkością stałą, zgodnie z twierdzeniem b. min. propagandy III-ciej Rzeszy Niemców,dr. fil. Joseph'a Geobels'a
o brzmieniu:
"Prawda może być być funkcją wielokrotnie powtarzanej, najbardziej nieprawdopodobnej bzdury."
1 / uniemożliwia naukowcom, zapoznanie się z doświadczeniami i pomysłami, które
nie spełniają wymagań t. zw. "prawa zachowania energii"
2 / wywołało przewagę znaczenia dogmatu nad eksperymentem, w nauce nazywanej fizyką, która podobno jest nauką ścisłą i opiera się właśnie na eksperymentach;
3 / umożliwia wpływ na naukę rozmaitym naukowym i energetycznym hochsztaplerom;
4 / uniemożliwia zapoznanie się z cyklem " prostowanie " modelu maszyny " METOZ" 5 / likwiduje możliwość logicznego rozumowania. Wiara jest przeciwieństwem rozumu.
Wg. naukowców ilość energii jest wielkością stałą. Obecnie zwolennicy stałej ilości energii twierdzą, że jest jej za dużo i dlatego glob ziemski jest przegrzany co objawia się huraganami i powodziami.
{ Nikt nie wie jakie kataklizmy spotkają ludzkość za kilka czy za kilkanaście lat. }
Ale gdy przestaniemy produkować spaliny, niebo stanie się z powrotem czyste a nadmiar ciepła zostanie wypromieniowany w kosmos.
Ilość energii jest wielkością stałą - czy nie jest ???
Uwielbiane przez naukowców t.zw."prawo zachowania energii", bez względu na to czy jest oszustwem czy nie jest oszustwem , pozostaje jednak w dalszym ciągu naukowym dogmatem, ma bardzo wielu zwolenników wśród naukowców, miliardy nieświadomych zwolenników i jest traktowane przez ogół jak uniwersalny dogmat religijny.
Model "METOZ" udowadnia, że dogmat " prawo zachowania energii " jest fałszywy. Proces wywołujący cykl "prostowanie" maszyny METOZ nie jest zrozumiały dla każdego. Prawdopodobnie dla zrozumienia potrzebny jest jakiś trybik w mózgu, którego brak w wielu naukowych głowach. Podobnie jest z eksperymentami. Jeżeli eksperyment dot. fizyki { nauki, która podobno opiera się na eksperymentach } nie pasuje do dogmatu tejże fizyki, oznacza to, że eksperyment jest fałszywy a dogmat jest wiecznie prawdziwy.
Dzieje się tak także z powodu braku odpowiedniego trybika w mózgu.
Podstawą METOZ jest paradoks grawitacyjny, nie opisany dotychczas w literaturze naukowej. Z powodu braku takiego opisu w języku obcym, ten paradoks / łatwy do powtórzenia / nie znalazł uznania u polskich naukowców.
Który naukowiec zna odpowiedź na następujące pytanie:
Jak byłby przyjęty METOZ w przeszłości gdy ludzkość była ciemna i nie znała dogmatu:
o nazwie
" Zasada zachowania energii.
i
i jego mutacji t.zw.
" Prawo zachowania energii."
Naprawdę ilość energii na naszym globie jest stała???
Polska, Gdynia, październik 2002 r / Zygmunt Orłowski / "
No i doleje jeszcze oliwy, bo nie tylko ja myślę w podobny sposób :
http://sady.up.krakow.pl/filnauk.po...
Henri POINCARÉ
NAUKA I HIPOTEZA
fragmenty, tłum. Ignacy Bukowski
SPIS TREŚCI
Wstęp
Część pierwsza: Liczba a wielkość
Rozdział I. O istocie rozumowania matematycznego
Rozdział II. Wielkość matematyczna a doświadczenie
Część druga: Przestrzeń
Rozdział III. Geometrie nieeuklidesowe
Rozdział IV. Przestrzeń a geometria
Rozdział V. Doświadczenie a geometria
Część trzecia: Siła
Rozdział VI. Mechanika klasyczna
Rozdział VII. Ruch względny a ruch bezwzględny
Rozdział VIII. Energia a termodynamika
Część czwarta: Przyroda
Rozdział IX. Hipotezy w fizyce
Rozdział X. Teorie fizyki współczesnej
Rozdział XI. Rachunek prawdopodobieństwa
Rozdział XII. Optyka i elektryczność
Rozdział XIII. Elektrodynamika
Rozdział III
GEOMETRIE NIEEUKLIDESOWE (fragment)
[1] O naturze pewników. - Większość matematyków uważa geometrię Łobaczewskiego tylko za zwykłą ciekawostkę logiki; niektórzy z nich posunęli się jednak dalej. Ponieważ jest możliwych wiele geometrii, czy jest więc pewne, że tylko nasza byłaby prawdziwa? Nie ulega wątpliwości, ze doświadczenie uczy nas, iż suma kątów trójkąta równa się dwóm kątom prostym; jest tak dlatego, że operujemy jedynie trójkątami zbyt małymi; według Łobaczewskiego, różnica jest proporcjonalna do powierzchni trójkąta: czy nie mogłaby stać się dostrzegalną, gdy będziemy operowali trójkątami większymi lub gdy nasze miary staną się bardziej precyzyjne? Czy w takim razie geometria euklidesowa nie byłaby tylko geometrią prowizoryczną?
[2] Aby móc dyskutować na ten temat, powinniśmy najpierw zapytać się, jaka jest natura pewników geometrycznych.
Czy są to sądy syntetyczne a priori, jak mówił Kant?
Narzuciłyby się nam zatem z taką mocą, że nie moglibyśmy wysunąć przeciwnego wniosku, ani zbudować na nim gmachu teorii. Nie byłoby geometrii nieeuklidesowej.
[3] Aby się o tym przekonać, weźmy prawdziwy sąd syntetyczny a priori, na przykład ten, którego dominującą rolę widzieliśmy w rozdziale pierwszym:
Jeśli jakieś twierdzenie jest prawdziwe dla liczby 1, jeśli udowodniono, że jest ono prawdziwe dla n+1, jeśli tylko było prawdziwe dla n, będzie ono prawdziwe dla wszystkich dodatnich liczb całkowitych.
Gdyby spróbowano następnie z tego się wyłamać i zbudować, negując ten wniosek, fałszywą arytmetykę analogiczną do geometrii nieeuklidesowej - nie będzie mogło się to udać; powstanie nawet pokusa, aby na pierwsze wejrzenie uważać te sądy za analityczne.
Zresztą powróćmy do naszej fikcji zwierząt nie mających grubości; nie możemy nawet przypuszczać, by istoty te, jeśli mają umysł skonstruowany tak jak nasz, przyjęły geometrię euklidesową, której będzie przeczyło wszelkie ich doświadczenie.
[4] Czy powinniśmy zatem wyciągnąć wniosek, że pewniki geometryczne są prawdami doświadczalnymi? Przecież nie prowadzi się doświadczeń z idealnymi prostymi czy okręgami; można je prowadzić jedynie z przedmiotami materialnymi. Do czego zmierzałyby więc doświadczenia, które służyłyby jako podstawa geometrii? Odpowiedź jest łatwa.
Widzieliśmy już uprzednio, że stale rozumujemy, jak gdyby figury geometryczne zachowywały się tak, jak ciała stałe. To właśnie własności tych ciał geometria zapożyczyła od doświadczenia.
Własności światła i jego prostoliniowe rozchodzenie się dały także okazję do powstania niektórych twierdzeń geometrii, w szczególności geometrii rzutowej, tak że z tego punktu widzenia można by się pokusić, aby powiedzieć, ze geometria metryczna jest nauką o ciałach stałych, a geometria rzutowa - nauką o świetle.
[5] Istnieje jednak pewna trudność nie do pokonania. Gdyby geometria była nauką eksperymentalną, nie byłaby nauką ścisłą, ulegałaby nieustannym rewizjom. Co mówię? Dowiedziono by natychmiast, że jest błędna, ponieważ wiemy, że nie istnieją ciała stałe ściśle niezmienne.
Pewniki geometryczne nie są więc ani sądami syntetycznymi a priori, ani faktami eksperymentalnymi.
Są to konwencje; naszym wyborem, spośród wszystkich konwencji możliwych, kierują fakty eksperymentalne; wybór ten jednak jest swobodny, a ogranicza go tylko konieczność unikania wszelkiej sprzeczności. W ten sposób postulaty mogą pozostać ściśle prawdziwe, gdyby nawet prawa eksperymentalne, które zadecydowały o ich przyjęciu, były tylko przybliżone.
Innymi słowy, pewniki geometrii (nie mówię o pewnikach arytmetyki) są jedynie ukrytymi definicjami.
[6] Wobec tego, co należy myśleć o pytaniu: czy geometria euklidesowa jest prawdziwa?
Pytanie to nie ma żadnego sensu.
To tyle, co zapytać, czy system metryczny jest prawdziwy, a dawne miary fałszywe; czy współrzędne kartezjańskie są prawdziwe, a współrzędne biegunowe fałszywe. Jedna geometria nie może być prawdziwsza od drugiej; może być ona jedynie wygodniejsza,
Otóż geometria euklidesowa jest i pozostanie najwygodniejsza:
Po pierwsze, dlatego że jest najprostsza; a nie jest taką tylko z powodu naszych przyzwyczajeń umysłowych, czy też nie wiem już jakiej intuicji bezpośredniej, którą mielibyśmy w odniesieniu do przestrzeni euklidesowej; jest ona najprostsza sama w sobie, tak jak jeden wielomian pierwszego stopnia jest prostszy od wielomianu drugiego stopnia; formuły trygonometrii sferycznej są bardziej złożone od formuł trygonometrii płaskiej i wydadzą się one również takie analitykowi, który nie będzie znał ich znaczenia geometrycznego.
Po drugie, dlatego że dość dobrze odpowiada ona własnościom ciał stałych naturalnych, tych ciał, do których zbliżają się nasze członki i nasze oczy, i z których sporządzamy nasze instrumenty pomiarowe.
Rozdział VI
MECHANIKA KLASYCZNA (fragment)
[7] Anglicy uczą mechaniki jako nauki eksperymentalnej; na kontynencie zawsze przedstawia się ją mniej więcej jako naukę dedukcyjną i a priori. Rozumie się samo przez się, że to Anglicy mają rację; ale jak można było tak długo trwać przy błędnych poglądach? Dlaczego uczeni z kontynentu, którzy usiłowali uciec od przyzwyczajeń swych poprzedników, najczęściej nie potrafili całkowicie od nich się uwolnić?
Z drugiej strony, jeśli zasady mechaniki nie mają innego źródła poza doświadczeniem, czy zatem nie są tylko przybliżone i prowizoryczne? Czy nowe doświadczenia pewnego dnia nie zmuszą nas do ich zmodyfikowania lub nawet porzucenia?
Takie są problemy, które powstają w sposób zupełnie naturalny, a trudność ich rozwiązania wynika głównie z tego, że rozprawy na temat mechaniki nie mówią dość wyraźnie, czym jest doświadczenie, rozumowanie matematyczne, konwencja i hipoteza.
To jeszcze nie wszystko:
[8] Po pierwsze. Nie istnieje przestrzeń absolutna i my pojmujemy tylko ruchy względne; tymczasem najczęściej przedstawia się fakty mechaniki tak, jak gdyby istniała przestrzeń absolutna, do której można byłoby je odnieść;
Po drugie. Nie istnieje absolutny czas; powiedzenie, że dwa okresy czasu są równe, to twierdzenie, które samo w sobie nie ma żadnego sensu i które może nabrać jakiegoś sensu tylko na zasadzie konwencji;
Po trzecie. Nie tylko nie mamy bezpośredniego odczucia równości dwóch okresów, lecz nawet odczucia równoczesności dwóch wydarzeń, które zachodzą w różnych miejscach; to właśnie wyjaśniłem w artykule zatytułowanym Miara czasu [1898, zob. Wartość nauki, rozdz. II]
Po czwarte. Nasza geometria euklidesowa sama jest tylko pewnego rodzaju konwencją językową; moglibyśmy przedstawić fakty mechaniki odnosząc je do przestrzeni nieeuklidesowej, która byłaby mniej wygodnym punktem odniesienia, lecz także w pełni uzasadnionym jak nasza zwykła przestrzeń; twierdzenie stałoby się w ten sposób daleko bardziej skomplikowane, ale byłoby możliwe.
Tak więc przestrzeń absolutna, czas absolutny, a nawet geometria nie są pojęciami narzuconymi mechanice; nie poprzedzają one istnienia mechaniki, podobnie jak język francuski logicznie nie poprzedza prawd, które wyraża się po francusku.
[9] Można byłoby starać się sformułować podstawowe prawa mechaniki w języku, który byłby niezależny od tych wszystkich konwencji; w ten sposób niewątpliwie lepiej można by było zdać sobie sprawę z tego, czym prawa te są same w sobie; pan Andrade to właśnie usiłował uczynić, przynajmniej częściowo, w swych Wykładach mechaniki fizycznej.
Sformułowanie tych praw stałoby się naturalnie daleko bardziej skomplikowane, ponieważ wszystkie te konwencje zostały wymyślone właśnie w celu skrócenia i uproszczenia tego sformułowania.
Jeśli idzie o mnie, pozostawię na uboczu wszystkie te trudności z wyjątkiem tego, co dotyczy przestrzeni absolutnej; nie dlatego, żebym ich nie uznawał, jestem od tego daleki, ale już wystarczająco zbadaliśmy je w dwóch pierwszych częściach.
Przyjmę więc prowizorycznie, że istnieje czas absolutny i geometria euklidesowa.
[10] Zasada bezwładności. - Ciało nie poddane działaniu żadnej siły może mieć tylko ruch prostoliniowy i jednostajny.
Czy jest to prawda, która nasuwa się umysłowi a priori? Gdyby tak było, to dlaczego Grecy jej nie znali? Dlaczego mogli oni wierzyć, że ruch ustaje, gdy tylko ustaje przyczyna, która go zrodziła? Lub też, że każde ciało, jeśli nic mu nie przeszkodziło, nabierze ruchu kołowego, najszlachetniejszego ze wszystkich ruchów?
Jeśli mówi się, że prędkość ciała nie może się zmienić, gdy nie ma przyczyny, aby się zmieniła, czy nie można byłoby równie dobrze utrzymywać, że położenie tego ciała nie może się zmienić lub że krzywizna jego krzywej ruchu nie może się zmienić, jeśli jakaś przyczyna zewnętrzna ich nie zmieni?
[11] Czy zatem zasada bezwładności, która nie jest prawdą a priori, jest faktem eksperymentalnym? Czy jednak kiedykolwiek zrobiono doświadczenie z ciałem nie podlegającym działaniu żadnej siły, a jeśli tak, to jak dowiedziano się, że ciało to nie było poddane działaniu żadnej siły? Przytacza się zwykle przykład kuli bilardowej, toczącej się bardzo długo po stole marmurowym; ale zapytamy, dlaczego nie jest ona poddana działaniu żadnej siły? Czy dlatego, że jest zbyt oddalona od wszystkich pozostałych ciał, by móc doświadczyć jakiegoś oddziaływania dostrzegalnego? Nie jest ona jednak dalej od ziemi, chyba że się rzuciło ją swobodnie w powietrze; a każdy wie, że w tym przypadku ulegałaby wpływowi siły ciężkości, będącej wynikiem przyciągania ziemi.
Profesorowie mechaniki mają zwyczaj szybko prześlizgiwać się nad przykładem kuli bilardowej; dodają jednak, że zasada bezwładności jest sprawdzona pośrednio dzięki jej skutkom. Wyrażają się oni niewłaściwie; chcą oczywiście powiedzieć, że można sprawdzić różne skutki zasady ogólniejszej, której zasada bezwładności jest jedynie przypadkiem szczególnym.
Zaproponuję dla tej zasady ogólnej sformułowanie następujące:
Przyspieszenie jakiegoś ciała zależy wyłącznie od położenia ciała i ciał sąsiednich oraz od ich prędkości.
(...)
[12] W fizyce jednak sytuacja nie jest taka [prosta]: Jeśli zjawiska fizyczne są wynikiem ruchów, to są one wynikiem ruchów drobin, których nie widzimy. Jeśli zatem przyspieszenie jakiegoś ciała, które widzimy, wydaje się nam być zależne od czegoś innego niż położenia lub prędkości innych ciał widzialnych albo drobin niewidzialnych, których istnienie poprzednio musieliśmy uznać, nic nam nie przeszkodzi przypuszczać, że tym czymś innym jest położenie lub prędkość innych drobin, których obecności dotychczas nie podejrzewaliśmy. Prawo zostanie obronione.
Niech mi będzie wolno użyć na chwilę języka matematycznego w celu wyrażenia tej samej myśli w innej formie. Zakładam, że obserwowaliśmy n drobin i że stwierdziliśmy, iż ich współrzędne 3n odpowiadają układowi 3n równań różniczkowych czwartego stopnia (a nie drugiego stopnia, jak wymagałoby prawo bezwładności). Wiemy, że wprowadzając 3n zmiennych pomocniczych układ 3n równań czwartego stopnia można sprowadzić do układu 6n równań drugiego stopnia. Jeśli zatem przyjmiemy, że te 3n zmiennych pomocniczych reprezentują współrzędne n niewidzialnych drobin, wynik znów będzie zgodny z prawem bezwładności.
Krótko mówiąc, prawo to, sprawdzone doświadczalnie w kilku przypadkach szczególnych, może być bez obawy rozszerzone na przypadki najbardziej ogólne, ponieważ wiemy, że w tych przypadkach ogólnych doświadczenie nie może już ani go potwierdzić, ani mu zaprzeczyć.
[13] Prawo przyspieszenia. - Przyspieszenie jakiegoś ciała jest równe sile na to ciało działającej, podzielonej przez jego masę.
Czy prawo to można sprawdzić doświadczalnie? W tym celu należałoby zmierzyć trzy wielkości figurujące w twierdzeniu: przyspieszenie, siłę i masę.
Przyjmuję, że można by było zmierzyć przyspieszenie, gdyż pomijam trudność wynikającą z pomiaru czasu. Ale jak zmierzyć siłę lub masę? Nie wiemy nawet, co to jest.
[14] Co to jest masa? Jest to, odpowiada Newton, iloczyn objętości przez gęstość. - Byłoby lepiej powiedzieć, odpowiadają Thomson i Tait, że gęstość jest ilorazem masy przez objętość. - Co to jest siła? Jest to, odpowiada Lagrange, przyczyna, która powoduje ruch jakiegoś ciała lub usiłuje ten ruch wznowić. - Jest to, powie Kirchhoff, iloczyn masy przez przyspieszenie. A w takim razie, dlaczego nie powiedzieć, że masa jest ilorazem siły przez przyspieszenie?
Trudności te są nie do rozwikłania.
[15] Gdy mówi się, że siła jest przyczyną ruchu, wkracza się w metafizykę i definicja ta, jeśli mamy na niej poprzestać, będzie absolutnie jałowa. Aby jakaś definicja mogła się do czegoś przydać, powinna nauczyć nas mierzyć siłę; i skądinąd to wystarczy, nie jest wcale konieczne, by nas uczyła, co to jest siła sama w sobie, ani czy jest ona przyczyną czy skutkiem ruchu.
Należy zatem najpierw określić równość dwóch sił. Kiedy powiemy, że dwie siły są równe? Wtedy, odpowiemy, gdy przyłożone do tej samej masy nadadzą jej jednakowe przyspieszenie lub gdy bezpośrednio sobie przeciwstawione się równoważą. Definicja ta jednak daje tylko obraz łudzący. Nie można bowiem odczepić siły przyłożonej do jednego ciała, aby przyczepić ją do innego ciała, tak jak odczepia się lokomotywę, by ją przyczepić do innego pociągu. Nie można zatem dowiedzieć się, jakie przyspieszenie taka siła, przyłożona do danego ciała, nada ciału innemu, jeśli zostałaby do niego przyłożona. Nie można dowiedzieć się, jak zachowałyby się dwie siły, które nie są bezpośrednio przeciwstawione sobie, gdyby zostały sobie bezpośrednio przeciwstawione.
To właśnie tę definicję staramy się zmaterializować, że się tak wyrażę, gdy mierzymy jakąś siłę dynamometrem lub równoważymy ją jakimś ciężarem. Dwie siły F i F'; - które, dla uproszczenia zakładam, że są pionowe i skierowane z dołu do góry - zostały przyłożone odpowiednio do dwóch ciał C i C';; przywieszam to samo ciało ważące P najpierw do ciała C, później do ciała C';; jeśli w obu przypadkach występuje równowaga, wyciągam wniosek, że obie siły F i F'; są sobie równe, ponieważ obie są równe ciężarowi ciała P.
[16] Czy jednak mam pewność, że ciało P zachowało ten sam ciężar, gdy je przeniosłem z pierwszego ciała do drugiego? Ależ jestem pewien czegoś wręcz przeciwnego; wiem, że siła ciążenia zmienia się zależnie od miejsca i że jest większa, na przykład, na biegunie niż na równiku. Niewątpliwie różnica jest bardzo mała i w praktyce nie brałbym jej pod uwagę, ale definicja dobrze zbudowana powinna mieć ścisłość matematyczną; ta ścisłość zaś tu nie istnieje. To, co mówię o ciężarze, odnosiłoby się oczywiście do siły sprężyny dynamometru, którą temperatura i mnóstwo innych okoliczności mogą zmienić.
To nie wszystko: nie można powiedzieć, że ciężar ciała P zostaje przyłożony do ciała C i równoważy bezpośrednio siłę F. Do ciała C jest przyłożone działanie A ciała P na ciało C; ciało P z kolei podlega z jednej strony działaniu swego ciężaru, a z drugiej strony reakcji R ciała C na działanie P. Ostatecznie siła F jest równa sile A, ponieważ ją równoważy; siła A równa się R na mocy zasady równości akcji i reakcji; wreszcie siła R równa się ciężarowi P, ponieważ także go równoważy. To właśnie w wyniku tych trzech równości wyprowadzamy wniosek równości F i ciężaru P.
Jesteśmy zatem zmuszeni do użycia w definicji równości dwóch sił nawet zasady równości akcji i reakcji; zgodnie z tym zasady tej nie powinno by się już uważać za prawo doświadczalne, lecz za definicję.
[17] Oto zatem do stwierdzenia równości dwóch sił dysponujemy dwiema regułami: równości dwóch sił, które się równoważą, i równości akcji i reakcji. Ale widzieliśmy już przedtem, że te dwie reguły nie wystarczają; musimy uciec się do trzeciej reguły i uznać, że pewne siły, jak na przykład ciężar ciała, są stałe co do wielkości i kierunku. Ta trzecia reguła jednak, jak już to powiedziałem, jest prawem doświadczalnym; jest prawdziwa tylko w przybliżeniu; jest ona złą definicją.
[18] Doszliśmy zatem do definicji Kirchhoffa: siła jest równa masie pomnożonej przez przyspieszenie. To "prawo Newtona" z kolei przestaje być uważane za prawo doświadczalne, jest ono już tylko definicją. Ale definicja ta jest jeszcze niewystarczająca, ponieważ nie wiemy, co to jest masa. Niewątpliwie pozwala nam ona obliczyć stosunek dwóch sił działających na to samo ciało w różnym czasie; nie mówi nam jednak ona nic o stosunku dwóch sił działających na dwa różne ciała.
[19] Aby ją uzupełnić, musimy znów uciec się do trzeciego prawa Newtona (równości akcji i reakcji), uważanego jeszcze nie za prawo doświadczalne, lecz za definicję. Dwa ciała A i B wzajemnie na siebie oddziałują; przyspieszenie A pomnożone przez masę A równa się oddziaływaniu B na A; tak samo iloczyn przyspieszenia B przez jego masę równa się reakcji A na B. Ponieważ zgodnie z definicją akcja równa się reakcji, to masy A i B są odwrotnie proporcjonalne do przyspieszeń tych dwóch ciał. Oto określony stosunek tych dwóch mas, do doświadczenia zaś należy stwierdzenie, że stosunek ten jest stały.
Byłoby bardzo dobrze, gdyby obydwa ciała A i B istniały same i nie podlegały oddziaływaniu reszty świata. Nic podobnego; przyspieszenie A nie jest wywołane jedynie oddziaływaniem B, lecz oddziaływaniem mnóstwa innych ciał C, D... Aby zastosować poprzednią regułę, trzeba więc rozłożyć przyspieszenie A na wiele części składowych i rozpoznać, że jest ono tą częścią składową, która jest wynikiem oddziaływania B.
Ten rozkład byłby jeszcze możliwy, gdybyśmy przyjęli, że oddziaływanie C na A dodaje się po prostu do oddziaływania B na A, nie uwzględniając tego, że obecność ciała C modyfikuje oddziaływanie B na A lub że obecność B modyfikuje oddziaływanie C na A; gdybyśmy zatem przyjęli, że jakiekolwiek dwa ciała się przyciągają, że ich oddziaływanie wzajemne jest skierowane po łączącej je prostej i zależy jedynie od odległości pomiędzy nimi; jednym słowem, jeśli przyjęlibyśmy hipotezę sił centralnych.
[20] Wiemy, że do określenia mas ciał niebieskich posługujemy się zupełnie odmienną zasadą. Prawo ciążenia mówi, że przyciąganie się dwóch ciał jest proporcjonalne do ich mas; jeśli r jest odległością pomiędzy nimi, m i m'; ich masami, a k stałą, to ich przyciąganie będzie:
kmm' / r2
Mierzy się zatem nie masę, stosunek siły do przyspieszenia, lecz masę przyciągającą; nie bezwładność ciała, lecz jego zdolność przyciągania.
Jest to metoda pośrednia, której zastosowanie teoretycznie nie jest niezbędne. Można by z powodzeniem powiedzieć, że przyciąganie jest odwrotnie proporcjonalne do kwadratu odległości, nie będąc proporcjonalne do iloczynu mas, że jest ono równe:
f / r2
ale bez tego, żeby:
f = kmm'.
Gdyby tak było, można byłoby jednak zmierzyć masy tych ciał niebieskich przez obserwację ich ruchów względnych.
[21] Ale czy mamy prawo przyjąć hipotezę sił centralnych? Czy hipoteza ta jest bezwzględnie ścisła? Czy jest pewne, że nigdy nie będzie sprzeczna z doświadczeniem? Któż śmiałby to twierdzić? A jeśli będziemy musieli porzucić tę hipotezę, to cały gmach z takim trudem wzniesiony się zawali.
Nie mamy już prawa mówić o składowej przyspieszenia A, która jest wynikiem oddziaływania B. Nie mamy żadnego sposobu, by ją odróżnić od tej, która jest wynikiem oddziaływania C lub innego ciała. Reguła stanie się niezastosowalna do pomiaru masy.
Cóż pozostaje zatem z zasady równości akcji i reakcji? Jeśli hipoteza sił centralnych zostanie odrzucona, zasada ta oczywiście powinna być sformułowana następująco: wypadkowa geometryczna wszystkich sił działających na różne ciała jakiegoś układu, nie podlegającego żadnemu oddziaływaniu zewnętrznemu, będzie równa zeru. Innymi słowy, ruch środka ciężkości tego układu będzie prostoliniowy i jednostajny.
Oto, wydaje się, sposób na określenie masy; położenie środka ciężkości zależy oczywiście od wartości przypisywanych masom; trzeba będzie rozmieścić te wartości tak, aby ruch tego środka ciężkości był prostoliniowy i jednostajny; będzie to zawsze możliwe, jeśli trzecie prawo Newtona jest prawdziwe, to zaś będzie w ogóle możliwe tylko w jednym przypadku.
[22] Ale nie istnieje układ nie podlegający żadnemu oddziaływaniu zewnętrznemu; wszystkie części wszechświata podlegają w większym lub mniejszym stopniu oddziaływaniu wszystkich pozostałych jego części. Prawo ruchu środka ciężkości jest absolutnie prawdziwe tylko w tym przypadku, gdy się je zastosuje do całości całego wszechświata.
Wtedy jednak, aby uzyskać wartości mas, trzeba byłoby obserwować ruch środka ciężkości wszechświata. Absurdalność tego wniosku jest widoczna; znamy tylko ruchy względne; ruch środka ciężkości wszechświata pozostanie dla nas wieczną niewiadomą.
Nic zatem nie pozostaje i nasze wysiłki były bezowocne; nie mamy innego wyboru poza następującą definicją, która jest jedynie wyznaniem bezsilności: masy są współczynnikami, które jest wygodnie wprowadzić do obliczeń.
[23] Moglibyśmy przerobić całą mechanikę, nadając wszystkim masom różne wartości. Ta nowa mechanika nie byłaby sprzeczna ani z doświadczeniem, ani z zasadami ogólnymi dynamiki (zasadą bezwładności, proporcjonalności sił do mas i przyspieszeń, równości akcji i reakcji, ruchu prostoliniowego i jednostajnego środka ciężkości, zasadą pól).
Tylko równania tej nowej mechaniki byłyby mniej proste. Zrozummy się dobrze: mniej proste byłyby jedynie pierwsze wyrazy, to znaczy te, z którymi zapoznaliśmy się już dzięki doświadczeniu; być może, można byłoby zmienić masy małych wielkości bez tego, by całe równania zyskiwały lub traciły na swojej prostocie.
[24] Hertz zadał sobie pytanie: czy zasady mechaniki są bezwzględnie prawdziwe? "Zdaniem wielu fizyków - mówi on - będzie uchodziło za niepojęte, żeby najdalej posunięte doświadczenie mogło kiedykolwiek zmienić cokolwiek w niewzruszonych zasadach mechaniki; a jednak to, co wynika z doświadczenia, zawsze może być przez doświadczenie poprawione".
Po tym, co przed chwilą powiedzieliśmy, obawy te wydadzą się zbędne. Zasady dynamiki ukazują się nam przede wszystkim jako prawdy doświadczalne; zostaliśmy jednak zmuszeni do posługiwania się nimi jako definicjami. Właśnie z definicji zaczerpnęliśmy to, że siła jest równa iloczynowi masy przez przyspieszenie; oto zasada, która od tej chwili znajduje się poza zasięgiem jakiegokolwiek późniejszego doświadczenia. Tak samo, na podstawię definicji akcja jest równa reakcji.
[25] Ale wtedy można by powiedzieć, że te niesprawdzalne zasady są pozbawione absolutnie wszelkiego znaczenia; doświadczenie nie może im zaprzeczyć, ale nie mogą one też niczego użytecznego nas nauczyć; po co w takim razie studiować dynamikę?
To zbyt szybkie potępienie byłoby niesłuszne. W przyrodzie nie istnieje układ doskonale izolowany, zupełnie wolny od wszelkiego oddziaływania zewnętrznego; istnieją natomiast układy prawie izolowane.
Jeśli obserwuje się taki układ, można badać nie tylko ruch względny jego różnych części, jednej w stosunku do drugiej, lecz także ruch jego środka ciężkości w stosunku do innych części wszechświata. Stwierdza się wtedy, że ruch tego środka ciężkości jest prawie prostoliniowy i jednostajny, zgodnie z trzecim prawem Newtona.
Oto prawda doświadczalna, nie będzie mogła być ona jednak obalona przez doświadczenie; czego w istocie nauczyłoby nas dokładniejsze doświadczenie? Nauczyłoby nas ono, że prawo jest tylko w przybliżeniu prawdziwe, ale to już i tak wiedzieliśmy.
Wyjaśnia się teraz, w jaki sposób doświadczenie mogło służyć za podstawę zasadom mechaniki, a jednak nie będzie mogło nigdy im zaprzeczyć. (...)
Rozdział VIII
Energia a termodynamika
Wnioski ogólne z części Trzeciej
[26] Zasady mechaniki przedstawiają się więc nam w dwóch różnych aspektach. Z jednej strony są to prawdy oparte na doświadczeniu i sprawdzone z bardzo znacznym przybliżeniem, jeśli idzie o układy prawie izolowane. Z drugiej strony zaś mamy postulaty stosowane do całości wszechświata i uważane za absolutnie prawdziwe.
Jeśli postulaty te mają wartość uogólnienia i pewność brakującą prawdom doświadczalnym, z których zostały one wysnute, to dlatego, że ostatecznie sprowadzają się do zwykłej konwencji, co mamy prawo zrobić, ponieważ z góry jesteśmy pewni, że żadne doświadczenie jej nie zaprzeczy.
Konwencja ta nie jest jednak wcale dowolna; nie jest ona wynikiem naszego kaprysu; przyjmujemy ją, gdyż pewne doświadczenia wykazały nam, że byłaby wygodna.
Wyjaśnia się w ten sposób, jak na podstawie doświadczenia mogły powstawać zasady mechaniki i dlaczego, pomimo to, nie będzie ono mogło ich obalić.
[27] Zróbmy porównanie z geometrią. Podstawowe twierdzenia geometrii, na przykład postulat Euklidesa, także są tylko konwencjami i jest równie nierozsądne doszukiwanie się, czy są one prawdziwe czy fałszywe, jak pytanie, czy system metryczny jest prawdziwy czy fałszywy.
Ale konwencje te są wygodne, a tego uczą nas pewne doświadczenia.
[28] Na pierwsze wejrzenie analogia jest całkowita; rola doświadczenia wydaje się być ta sama. Pojawia się więc pokusa, aby powiedzieć: albo mechanikę należy uważać za naukę eksperymentalną, a wtedy powinna być nią również geometria; albo też, przeciwnie, geometria jest nauką dedukcyjną i wtedy można powiedzieć to samo także o mechanice.
Tego rodzaju konkluzja byłaby bezpodstawna. Doświadczenia, które doprowadziły nas do przyjęcia jako wygodniejszych podstawowych konwencji geometrii, odnoszą się do problemów, nie mających nic wspólnego z tymi, którymi zajmuje się geometria; odnoszą się one do własności ciał stałych, do prostoliniowego rozchodzenia się światła. Są to doświadczenia z zakresu mechaniki i optyki; w żadnym razie nie można ich uważać za doświadczenia z zakresu geometrii. A nawet główna przyczyna, z powodu której nasza geometria wydaje się nam wygodna, jest ta, że różne części naszego ciała, nasze oko, nasze członki, posiadają właśnie własności ciał stałych. Zgodnie z tym nasze podstawowe doświadczenia są przede wszystkim doświadczeniami fizjologicznymi, odnoszącymi się nie do przestrzeni, będącej przedmiotem, który powinien badać matematyk zajmujący się geometrią, lecz do jego ciała, to jest do instrumentu, którym musi on posługiwać się przy tym badaniu.
[29] Przeciwnie, podstawowe konwencje mechaniki i doświadczenia, które wykazują nam, że są one wygodne, odnoszą się właśnie do tych samych przedmiotów lub do przedmiotów analogicznych. Zasady konwencjonalne i ogólne są naturalnym i bezpośrednim uogólnieniem zasad doświadczalnych i szczególnych.
Proszę nie mówić, że w ten sposób wytyczam sztuczne granice pomiędzy naukami; że jeśli oddzielam barierą geometrię właściwą od nauki o ciałach stałych, mógłbym równie dobrze wznieść takową pomiędzy mechaniką eksperymentalną a mechaniką konwencjonalną zasad ogólnych. Któż nie dostrzega w istocie, że oddzielając te dwie nauki okaleczam i jedną, i drugą, i że to, co pozostanie z mechaniki konwencjonalnej, gdy zostanie ona odizolowana, będzie tylko czymś bardzo nikłym, co nie będzie mogło być absolutnie porównane z tym wspaniałym zespołem teorii, naukowej, który zwiemy geometrią?
[30] Rozumiemy teraz, dlaczego mechanika powinna pozostać nauką doświadczalną.
Tylko w ten sposób będzie można bowiem wytłumaczyć sobie genezę nauki, a to jest niezbędne do całkowitego zrozumienia samej nauki.
Zresztą, jeśli studiuje się mechanikę, to po to, by ją zastosować; można ją zaś stosować tylko wtedy, gdy pozostanie ona obiektywna. A więc, tak jak to widzieliśmy wcześniej, ile zasady zyskują na ogólności i na pewności, tyle tracą na obiektywności. Tak więc przede wszystkim ze stroną obiektywną zasad wypada się oswoić wcześniej, a można to uczynić jedynie idąc od szczegółu do ogółu, zamiast odbywać drogę odwrotną.
[31] Zasady są ukrytymi konwencjami i definicjami. Wysnute są one jednak z praw doświadczalnych, prawa zaś te, że tak powiem, przedzierzgnęły się w zasady, którym nasz umysł przypisuje wartość absolutną.
Niektórzy filozofowie zbytnio generalizowali; uważali oni, że zasady stanowiły całą naukę, a zatem że cała nauka jest konwencjonalna.
Ta paradoksalna doktryna, którą nazwano nominalizmem, nie zdaje egzaminu.
W jaki sposób jakieś prawo może stać się zasadą? Wyrażało ono stosunek pomiędzy dwoma członami rzeczywistymi A i B. Nie było ono jednak bezwzględnie prawdziwe, tylko przybliżone. Wprowadzono arbitralnie mniej więcej fikcyjny człon pośredni C i C ze swej istoty jest tym, którego stosunek do A jest dokładnie taki, jaki wyraża prawo.
Zatem nasze prawo rozłożyło się na zasadę absolutną i ścisłą, która wyraża stosunek A do C, oraz na doświadczalne prawo przybliżone i podlegające rewizji, które wyraża stosunek C do B. Jest jasne, że jakkolwiek daleko posunęlibyśmy ten rozkład, pozostaną zawsze prawa.
A teraz jak już kilkaset lat doświadczeń naukowych i eksperymentów podsumowano to pomyślmy czy masa twojego ciała będzie taka sama w UK i w Polsce i na przykład w Sydney w Australii ?
No bo skoro przyspieszenie ziemskie będzie inne to i masa się zmienia.
A czas ? Czym jest czas ? Na ten temat już kiedyś pisaliśmy - tutaj link do mojego wpisu : http://blog-n-roll.pl/en/node/11719...
bardzo ciekawe teksty
coraz bardziej wciaga mnie twoje podejscie DocEnt
zgadzam sie , ze jest bardzo mozliwe ze istnieje istota wyzsza, ktora moze miec na nas ludzi wiekszy lub mniejszy wplyw, mozliwe nawet ze jest tu na ziemi, przy nas, tylko nie jestesmy w stanie jej zauwazyc
to moze byc tak ze przy zbyt duzej roznicy w rozwoju nie mozemy jej zarejestrowac, tak jak mrowka czy dzdzownica zauwaza tylko jakas przeszkode na swojej drodze a nie czlowieka
____________________
"I nic się nie zmieni dopuki nauka będzie nie dla ludzkości a dla pieniędzy (granty, dotacje i patenty na których nabijają kabze) . Sorry, takie jest moje zdanie."
zanim uwierzymy w te wszystkie rewelacje naukowe, warto pomyslec o tym co napisales
dziwne by nawet bylo gdyby bylo inaczej, ludzie zdobywaja coraz to lepsze narzedzia, ale wciaz sa tacy sami w swojej naturze
na zmiany w nauce pozwalaja tylko sponsorzy nauki i to tylko wtedy kiedy sie to zaczyna to oplacac
___________________________
problem ze zrozumieniem fizyki, to moze byc problem ze nasze zmysly czy moze sesory sa niekompletne, natura czy istota wyzsza wyposazyla nas tylko w te ktore sa nam potrzebne do przetrwania gatunku
mozliwe a raczej pewne jest ze istnieja pewne oddzialywania czy wymiary, ktorych ani nasze zmysly ani tez nasze narzedzia nie potrafia zarejestrowac
do takiego podejscia przekonal mnie kiedys tekst ze jezeli byly by istoty zyjace tylko w dwuwymiarowym swiecie, to nie byly by w stanie zauwazyc, zrozumiec swiata trojwymiarowego
jest to zalozenie pomocnicze, wiadomo ze nie prawdziwe, ale pomaga zrozumiec ze jezeli zyjemy w swiecie trojwymiarowym plus czas to nie jestesmy w stanie zrozumiec swiata z innym/innymi wymiarami
=======================================
ciesze sie ze Bebej wlaczyl sie do naszego dumania o tym dziwnym swiecie
jezeli chodzo o CERN to mysle ze jest bardzo potrzebny i dowiadujemy sie dzieki niemu rzeczy nowych, potrzebnych do lepszego zrozumienia, ktyrych tylko garstka jest dzis w stanie pojac
ale zgadzam sie tez ze wyniki tych doswiadczen sa tylko pewnymi teoriami jakie wysuwamy z odczytow urzadzen rejestrujacych pewne obserwowalne dla czlowieka zdazenia
ciekawe porownanie dal jeden z braci Szostkow
wieki temu jak ktos palil drewno, to po spaleniu ilus kilogramow drewna zostawalo tylko troche popiolu, mial prawo myslec ze czesc drewna zamienila sie w energie, czy z zamiana masy w energie (i odwrotnie)jaka obserwujemy dzis, moze byc podobnie, tylko musi uplunac jakis czas zebysmy mogli zrozumiec to lepiej?
Dzięki za miłe słowo.
Najbardziej w tym wszystkim boli to że człowiek (czytaj. ludzie) ma się za istotę rozumną i oświeconą.
Nie zgadzam się a przynajmniej w stosunku do większości współmieszkańców tej planety.
Większość działań człowieka wynika z pewnego "programu" polegającego na chęci bogacenia się i chęci posiadania.
Nie zauważa on, że jest niewolnikiem i to nie tylko fizycznym ale i psychicznym.
Jeśli uważamy siebie za istotę rozumną - cywilizowaną - rozwiniętą .... . .....
- dlaczego nawzajem się zabijamy
- z chęci zysku pozwalamy umierać innym
- dlaczego dajemy się wkręcić w konsumpcjonizm (który pogłębia stan niewolniczy)
- dlaczego "każdy ma swoją cenę"
- dlaczego znajdują się tacy którzy chcą tę cenę zapłacić
- dlaczego nauka nie służy ludzkości a pojedynczym jednostkom
I można by tak długo długo ale niestety narazie jeszcze jestem częścią systemu niewolniczego i muszę jechać
do pracy.
I jeszcze jedno pytanie zasadnicze, czy gdybym był w innym punkcie (np. byłbym naukowcem otrzymującym wielkie granty) to czy zadawał bym takie same pytania ?
Ciekawy tekst o czasie. Kilka razy napisałeś DocEnt u urządzeniach mierzących czas. Ale ani razu nie stwierdziłeś czym jest czas. Wiesz czy nie? Zakładam że podobnie jak wszyscy nie wiesz. Tak więc zegary nie mierzą czasu, one pokazują nam tylko rytm swojej pracy. To jedno :)
Drugie, nie chcesz przyjąć do wiadomości istnienia czarnych dziur. Mimo tego że światowy autorytet, czyli Stephen Hawking uznał się za pokonanego i przyznał że przegrał pewien zakład. I wybacz, lecz jemu uwierzę, Tobie niekoniecznie.
Na koniec, wciąż przewija się w Twych rozważaniach żądanie dowodu. A bezkrytycznie założyłeś że Sumerowie bez posiadania teleskopu wiedzieli o tym że Ziemia jest kulą. Ale skąd? Odpowiedź na to pytanie, przenosi nas w sferę daleko idących spekulacji, ktorych nie lubisz. Wolisz dowód. Owszem, można skupić się na jednym drzewie, obserwować je latami. Na tej podstawie nie napiszesz dzieła o dendrologii, życia zabraknie. Czy nie warto pokusić się więc o spekulacje - jeśli "moje" drzewo tak się zachowuje, to mam prawo przypuszczać że pozostałe robią to samo. Ale to tylko spekulacja, a tej nie lubisz. Chcesz dowodu. Nie dasz rady zobaczyć wszystkich drzew. Tak więc albo przyjmiesz do wiadomości że jest podobnie, albo...?
Dysk akrecyjny, jest tego w kosmosie od cholery i trochę. Czy jeśli zrozumie się działanie jednego, w oparciu o dostępną wiedzę naturalnie. To czy można stwierdzić - każdy jest taki sam? Tak jak ludzie, w swej rożnorodności są jednak do siebie podobni.
Kiedyś toczyłem jałową dyskusję. Próbowałem człeka przekonać że analiza linii widmowych gwiazdy, daje nam dużą wiedzę o tejże. Między innymi o temperaturze. Nie przyjmował tego do wiadomości, bo, by stwierdzić czy coś jest gorące lub zimne, trzeba tego dotknąć.
Zdenerwowałem go pytaniem
- czy ogień jest gorący?
Tak, a dotykałeś ognia?
Nie, no to skąd wiesz?
Bo czuję, padła odpowiedź.
No właśnie! Urządzenia też "czują" i nam mówią co i jak :)
Obraził się na mnie, i dowiedziałem się że jestem głupi :)
---
A teraz masz i myśl :)
Pytanie - czy można zobaczyć nieskończoność?
Chyba tak, skoro każdy widzi koło/okręg. Aby zmierzyć jego obwód, trzeba pomocy nieskończonej wartośći czyli liczby "pi"
Lub też trójkąt prostokątny, równoramienny. Gdzie przyprostokątne mają długość 1 ( jednostki dowolne) Wtedy przeciwprostokątną oblicza się według znanego wzoru. Pierwiastek z dwóch. Nasza matematyka sobie z tym nie radzi. I podaje wartość nieskończoną. A taki bok jednak widać :)
Twoje rozważania, ciekawe skądinąd, moim zdaniem zawierają jednak pewien "grzech pierworodny" Nie chcesz przyjąć do wiadomości tego co ja nazywam faktem. Zgódź nie najpierw że czarne dziury są częścią naszej rzeczywistości, a potem dopiero powiedz - a ja ciebie i tak "franco" zniszczę. I... Ameryki nie odkryjesz, bo w fizyce kwantowej, jeśli na coś nie patrzysz, to tego nie ma.
Jak odkryto planety zewnętrzne Układu Słonecznego wiesz? Te dalsze oczywiście. Odkryto je na kartach matematyków. Dopiero po wyliczeniach, astronomowie, na podstawie danych odkryli te planety. Czy w takim razie, skoro ich nie było widać, czy one nie istniały? No przecież tu są! mówią matematycy, widać czarno na białym. Nikt ich nie widział! Był dowód czy nie? Dowodem jest fakt obserwacji? A przecież czarne dziury są niewidoczne z definicji, tu potrzebna jest detekcja pośrednia. Czy działa? Dla mnie tak, skoro bez faktu obserwacji, udowodniono istnienie planet transaturnowych.
---
Przeczytaj bardzo ciekawy tekst - http://www.academia.edu/18438901/Is...
Wyzywałem po nim i przeklinałem okrutnie ;)
A że miałem okazję rozmawiać z autorem, to mu trochę "wygarnąłem" Rechotał się złośliwie, drań taki ;) Ksiązka ma kilka rozdziałów, jeden ( moim zdaniem) potraktowany "po łebkach" Argumentacja? Bo tak, i już! Poczytaj :)
---
W swych rozmyślaniach, dryfujesz od nauk ścisłych w stronę filozofii. A to znów czysta spekulacja, a tej nie lubisz. Wolisz dowody. A jak już są dowody, to... W przypadku wspomnianego już trójkąta, greccy matematycy dopuścili się zbrodni zabójstwa.
I już zupełnie na koniec - napisałeś - dlaczego nauka nie służy ludzkości a pojedynczym jednostkom
Znów błąd. Zobacz ilu ludzi korzysta z kamery CCD. A to na potrzeby nauki ją stworzono :)
Nasza matematyka jest ułomna( mi też nie podobają się liczby urojone) , ale taką mamy i to ona jest naszym fundamentem, czy też początkiem. Nie można jej negować, bo jakby nie patrzeć, jakoś z nią żyjemy.
A teraz idę jeść, bo to też w życiu jest potrzebne :)
Bądź pozdrowiony DocEnt :)
Też mnie trochę zastanawia upieranie się DocEnta przy dowodach empirycznych. Z jednej strony neguje stałe fizyczne (bo nie sa takie same w różnych miejscach, wysokościach etc.), nie bierze pod uwagę dowodów posrednich (jeśli 5razy 2 jest 10, to logicznym byłoby wysnuć wnisoek, że (5razy2)razy 2 jest 10, a całkowicie z drugiej strony twierdzi, że jak mnie widzi, to wie, że ja istnieję i jestem tu i teraz, nie stosując się do Swoich teorii, że wszystko to... teoria?
Tylko jak ma się to do tego, że widział mnie w pierdylion sekundy wcześniej (czas!), ziemia sie porusza względem jakiegoś punktu odniesienia, siła grawitacji w tym danym miejscu jest o jakies 0,000000000000000000000000000000000005% mniejsza, lub wieksza niż dane z tabeli? Czyli istnieję, czy to tylko moje widmo i jednak wynik wychodzi, że tylko w 99,99999999999999999999999% jednak jestem?
Tak przy okazji, różnica w upływie czasu na orbicie satelitów ustalajacych pozycję gps jest na tyle poważna, że bez wcześniejszych korekt, margines błędu wynosiłby około 300 metrów :P
No dobra, trochu mnie zaatakowaliście ale no problemo. Co do empirycznych dowodów to już wyjaśniam. Moje podejście jest czysto filozoficzne i ci którzy śledzą ten temat od dłuższego czasu są zapewne o tym przekonani, a empirycznych dowodów oczekuję jedynie od rozmówców którzy bronią fizyki - jakoby nie posiadała znamion religii - ponieważ ja tak uważam a wy koledzy jesteście tego potwierdzeniem jak sami piszecie.
Więc na potrzeby chwili na przykład poprosiłem kolegę Knapiora o potwierdzenie istnienia "czarnych dziur" i jak do tej pory nie otrzymałem takowego. Więc czy to filozoficznie czy analitycznie - jeśli nie możemy stwierdzić że coś jest to możemy stwierdzić że tego nie ma, zgadza się? Bo w innym wypadku wchodzi w grę wiara. A kolega Knapior stwierdził że fizyka nie jest wiarą czy religią z czym oczywiście się nie zgadzam :-)
Podsunąłeś mi temat stałych - na co dałem odpowiedź - Jeśli możesz to się do niej ustosunkuj.
Ja rozumiem, że to wszystko miesza człowiekowi w głowie bo od początków szkoły coś nam "wtłaczano" że jest tak, tak i tak. Że stale są stale, że to czy tamto.
Potem zamieściłem fragment książki Henri POINCARÉ'a "NAUKA I HIPOTEZA" którą potraktuj jako odpowiedź na twoje 3 pytanie :
3. Fizyka nie jest oparta na wierze, to kilkaset lat obiektywnych badań, vide wszelkie stałe fizyczne, prawa itede.
Henri POINCARÉ - opisuje te kilkaset lat badań oczywiście obiektywnych i czysto naukowych.
Ja nie neguje całej fizyki panowie, ja tylko nazywam rzeczy po imieniu. Kiedy chodziłem jeszcze do podstawówki i tłoczono nam na geografii, że wiek skamielin określa się po tym w jakiej warstwie przewodniej się ją znajduje.
No super, ale ciekawska głowa kazała mi zapytać a jak a skąd wiemy ile lat ma warstwa ?
Na co z rozbrajającą szczerością pani odpowiedziała mi że to oczywiste - po skamienielinach jakie się w warstwie znajdują. I dostałem kapuche jak jej odpowiedziałem że to nie ma sensu bo to jest to samo i zacząłem drążyć pytaniami co i jak. Później jeszcze w wolnych chwilach wracałem do tego zagadnienia i wielu innych jak tematy tutaj przez nas podejmowane.
Tutaj ciekawa dyskusja pod moim wpisem, w tym rozmowa z młodym geologiem : http://blog-n-roll.pl/pl/kim-jeste%...
A wracając do dyskusji :
Knapior napisał : (jeśli 5razy 2 jest 10, to logicznym byłoby wysnuć wnisoek, że (5razy2)razy 2 jest 10
Błąd kolego - logicznym było by wysnuć wniosek, że to 20.
"...a całkowicie z drugiej strony twierdzi, że jak mnie widzi, to wie, że ja istnieję i jestem tu i teraz, nie stosując się do Swoich teorii, że wszystko to... teoria? ..."
To był tylko przykład obrazujący jakiego typu dowodu na istnienie czarnej dziury oczekuję i tak to powinieneś odczytać. Chodziło mi o to że mogę stwierdzić empirycznie twoje fizyczne istnienie.
Niestety nauka nie oferuje nam tego typu dowodu na istnienie czarnych dziur. Więc idąc drogą empiryczną - jeśli nie ma dowodu że coś jest to tego nie ma :-).
Teraz do kolegi Bebej.
Dzięki za twoją odpowiedź, na pewno dyskusja będzie ciekawsza w szerszym gronie.
Co do czasu to mam kilka teorii na ten temat, ale stwierdzając empirycznie to nie wiem. Zostanę zaranie przy wersji oficjalnej, że jest to umowna wielkość pomiędzy następującymi zdarzeniami. Ale czas jest o wiele bardziej skomplikowany niż nam się może wydawać.
Bebej napisał : " .... Na koniec, wciąż przewija się w Twych rozważaniach żądanie dowodu. A bezkrytycznie założyłeś że Sumerowie bez posiadania teleskopu wiedzieli o tym że Ziemia jest kulą. Ale skąd? Odpowiedź na to pytanie, przenosi nas w sferę daleko idących spekulacji, których nie lubisz. Wolisz dowód. ..."
No tak, nie rozwinąłem tej myśli ale uważam że posiadali wiedzę o wiele większą niż nam się wydaje. Pytanie tylko skąd? Są różne teorie na ten temat w tym Wedy, ale nie wszyscy uważają je za dowody czy dokumenty.
Bebej napisał : " .... W swych rozmyślaniach, dryfujesz od nauk ścisłych w stronę filozofii. A to znów czysta spekulacja, a tej nie lubisz. Wolisz dowody. A jak już są dowody, to... W przypadku wspomnianego już trójkąta, greccy matematycy dopuścili się zbrodni zabójstwa. ..."
Dlaczego tak uważasz ? Od nauki oczekuję dowodów nie fantazjowania i dorabiania teorii które jak już napisałem mają potwierdzić inne teorie ( teoretyczne odkrycie fali grawitacyjnej która ma potwierdzić istnienie czarnych dziur ) Na ten temat już pisałem. Wykrycie , złapanie czy stwierdzenie fali grawitacyjnej jak dla mnie potwierdzi istnienie - a jak że - GRAWITACJI a nie czarnych dziur. Jest zapotrzebowanie na potwierdzenie czarnych dziur to je potwierdzimy. To nie jest koledzy nauka.
Bebej napisał : " .... I już zupełnie na koniec - napisałeś - dlaczego nauka nie służy ludzkości a pojedynczym jednostkom
Znów błąd. Zobacz ilu ludzi korzysta z kamery CCD. A to na potrzeby nauki ją stworzono :) ...."
To nie jest służenie ludzkości - to jest zarabianie pieniędzy.
Powszechna ściepa w postaci podatków na pracę naukowców w postaci podatków powinna być zobowiązaniem do rozpowszechnienia technologii powszechnie z równym dostępem dla wszystkich.
Odkrycia naukowców pracujących za nasze pieniądze nie mogą być blokowane patentami - po pierwsze to nieuczciwe (bo my za ich pracę płacimy) po drugie to spowalnia rozwój.
Tekst z linka który wkleiłeś z chęcią poczytam w wolnej chwili.
Pozdrawiam !
I jeszcze raz wracając do "czarnych dziur" to z waszych wpisów i teorii naukowych można wysnuć jeden logiczny wniosek :
" DOWODEM NAUKOWYM NA ISTNIENIE CZARNYCH DZIUR JEST BRAK MOŻLIWOŚCI ZAOBSERWOWANIA ICH "
Podobny wniosek odnośnie ufo kiedyś wysnuł Albert Einstein odnośnie UFO ale myślę że to byl tylko żart i nie ma co przesadzać z naśladowaniem go w innych kwestiach :-)
" Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują. "
Albert Einstein
Pozdrawiam i udanego weekenda życzę !
DocEnt: Knapior napisał : (jeśli 5razy 2 jest 10, to logicznym byłoby wysnuć wnisoek, że (5razy2)razy 2 jest 10
Błąd kolego - logicznym było by wysnuć wniosek, że to 20.
Nie zauważyłeś poprawki jeden post niżej? :)
Jako, że nie uznajesz za dowód fali grawitacyjnych, to nie mam takiego bezposredniego dowodu.
Oczywiście tego typu obiektów nie da się zaobserwować przez teleskop, można jedynie zaobserwować, że w jakimś rejonie kosmosu materia w tajemniczy sposób znika.
Zacytowany przez Ciebie artykuł http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc... według mnie nie zaprzecza absolutnie istnieniu czarnej dziury, po prostu inaczej ją nazywa i proponuje nieco inną teorię jej dotyczącą!!
Teraz trochę filozofii fizycznej:) Czy masz jakiś namacalny dowód na istnienie słońca? Dotykałeś, smakowałeś, wąchałeś?
A może widziałeś? Jeśli tak, to co właściwie widziałeś? To co było 8 minut temu, bo tyle mniej więcej czasu potrzebuje światło, by dotrzeć ze słońca na ziemię. Ale moment! Przecież nie ma czegoś takiego jak światło! Ktoś kiedyś widział fotony? No, ale przecież też nie dotrze do ziemii, bo po drodze jest próżnia, a tam nic nie może istnieć?
Stałe fizyczne są ZAWSZE stałe w danych warunkach. To, że mierzysz je na wysokośći Everestu, gdzie będzie trochę mniejsze niż na wysokości 0, nie oznacza, że jest zmienne. Zresztą na Evereście zauważysz również, że cas biegnie nieco inaczej. Czyli sekunda tam nie jest dokładnie tak samo długa jak nad oceanem.
A metr? Im szybciej będziesz się poruszał, to też pewnie jego relatywna długość się zmieni.
Jeszcze granty. Znowu się nie zgadzamy w części. Państwo lub prywatne osoby przyznaja pieniadze na badania naukowe. Nie robia tego z dobrego serca, tylko w nadzieii na przyszłe wymierne zyski. Te zyski mogą być w tej chwili dla nas nieosiagalne, ale np, nasze prawnuki, dzieki rozwinieciu badań nad grawitacja, ciemną materią, antymaterią i innymi pierołami - może uratują się od zagłady. Może zyski będą przejawiac się równiez w jakichś super urządzeniach usprawniajacych nasze życie.
Rację muszę przyznać twierdzeniu, że wynalazki opłacane z podatków nie powinny być chronione patentem, z zastrzeżeniem - że służą dobru! ( jeśli wynajdzie się jakiś super trujący gaz bojowy stworzony domowymi sposobami, to niepowinno byc to chronione przed wiedzą ogółu)?
Moi drodzy, DocEnt jest osobą ciekawą. Rozmowa z nim twarzą w twarz, z pewnością byłaby rozrywką intelektualną. A takie lubię :)
Wątek jest nadzwyczaj ciekawy. Ale!!! Toż mamy Astronomię, czemu by nie tam o tym dyskutować? Tutaj zniknie w codzienności!
Aż żal, by tak ciekawe rozwazania, się plątały po kątach!
Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość, zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę – pomyślała. – Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać – stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej namiętności, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on, nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz głębszym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły – a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdyby mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałaby, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
– Czemu przyszłaś? – zapytała ją udręczona kobieta.
– Abyście mogli być znów razem – odpowiedziała śmierć. – Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć.