W przedostatnią sobotę marca wybrałem się do Portsmouth ze sztandarem koła SPK nr 11. Pojechałem na zaproszenie Ottona Hulackiego, czcigodnego prezesa Komitetu Odbudowy Pomnika Powstańców Listopadowych, by uczestniczyċ w poświęceniu tego pomnika.

Otton jest również prezesem Towarzystwa Przyjaciół ORP “Błyskawica” na wyspie Isle of Wight i jednym z najaktywniejszych nestorów Polonii brytyjskiej. Mimo swoich kul i 93 przeszło lat, ten wiecznie uśmiechnięty weteran Drugiego Korpusu jest pełen energii i zapału myślący praktycznie i działający skutecznie w wspieraniu swoich specyficznych projektów. Pozostaje też jedynym członkiem Zarządu SPK Wielka Brytania, który nie uległ pokusie współudziału w likwidacji SPK. Ten niemal jedyny autentyczny kombatant w Zarządzie nie został mianowany jednym z powiernikiem fundacji PCA ze swoim samowybieralnym zarządem.
Trudno ocenić, które było większym poczuciem do dumy - czy powstanie i odnowienie pomnika na brytyjskim cmentarzu w porcie brytyjskiej marynarki wojennej, czy przetrwanie pamięci o tych 212 bohaterach Powstania Listopadowego, którzy zawitali okrętem w Portsmouth w styczniu 1834.
Okrętów z polskimi żołnierzami było oryginalnie trzy. “Elisabeth”, “Union” i “Marianne”, wynajętych przez pruskie wojsko, aby wysłać upartych podoficerów i żołnierzy jak najdalej od Europy. Żołnierze przetrwali nie tylko upadek Powstania, ale również trzy ciężkie lata w twierdzach pruskich w Elblągu i Grudziądzu.
Pruskie wojsko robiło wszystko, aby tych powstańców nakłoniċ do powrotu do podbitego Królestwa Polskiego, gdzie czekał dla nich pobór 15-letni do carskich pułków karnych. Bito ich w pruskich więzieniach, głodzono, torturowano przez przetrzymanie w tzw. “łatach”, czyli celach, gdzie nie mogli ani stać, ani siedzieć, ani się kłaść. Dopiero pod naciskiem rządów Anglii i Francji wypuszczono ich pod warunkiem, że nie zostaną w Europie.
Celem trzech okrętów miały być Stany Zjednoczone. Tymczasem okręty rozdzieliła burza. “Elisabeth” dopłynął do Le Havre we Francji. Po interwencji generała Dwernickiego w Paryżu pozwolono 158 żołnierzom z tego statku osiąść we Francji.
Drugi okręt “Union” zawitał do Harwich, w wschodniej Anglii, skąd przewieziono 219 żołnierzy do Algierii i wcielono do Ligi Cudzoziemskiej. Okręt “Marianne” dobrnął do Portsmouth. 212 polskich żołnierzy, wśród nich już tylko 2 oficerów, ale za to 13 bohaterów odznaczonych orderem Virtuti Militari, domagało się przewiezienia do Francji.
Załoga była zdeterminowana popłynąć po remoncie statku do Ameryki, ale żołnierze nie dopuszczali do odpłynięcia i konfrontacja trwała 5 tygodni. Anglicy i książę Czartoryski proponowali, aby również odpłynęli do Algieru, ale na to nie zgadzali się polscy żołnierze. Nie chcieli służyć w obcym wojsku narzucającym niewole ludom Afryki.
Mieszkańcy Portsmouth przejęli się tym dramatem i interweniowali u premiera. W końcu władze brytyjskie zezwoliły na tymczasowy pobyt w Anglii. Z czasem pobyt okazał się jednak stały.
Żołnierze pochodzili z różnych dyscyplin wojskowych. Byli kawalerzystami (krakusi i poznaniacy), grenadierami, piechurami, artylerzystami, saperami. Najwięcej było “czwartaków”, pochodzili z legendarnego czwartego pułku piechoty. Ich bohaterstwo w czasie bitew z Moskalami, wytrwałość wobec pruskich szykan i głęboki patriotyzm nie podlegały kwestii, ale byli to przeważnie podoficerowie i szeregowcy.
Mieli dużo pretensji do swoich oficerów i “paniczów”, którzy sprzeniewierzyli hasła Powstania swoją uległością wobec Caratu, a na koniec opuścili swoich podwładnych w niewoli pruskiej uchodząc od razu na Zachód. Wobec tego żołnierze z “Marianne” zradykalizowali swoje poglądy polityczne tworząc grupę pod nazwą “Lud Polski – Grudziąż”, który prowadził ostre polemiki z Towarzystwem Demokratycznym i potępiał paryski Hotel Lambert.
Ich radykalizm społeczny posunął się tak daleko, że sprzeciwiali się nie tylko do pańszczyzny, ale w ogóle do pojęcia własności prywatnej. “Kiedy uznajemy prawo do życia równe dla wszystkich ludzi, obalamy już przez to samo potworne prawo własności indywidualnej. Jak prawo do życia jest wspólne, tak i własność jest wspólną.” “Bólem polskiego ludu jest głód, zimno, choroby, chłosta, wzbronienie umysłowego wzrostu. Nędzę sprowadzają posiadacze, cierpią nieposiadacze.”
“Ojczyzna nasza to jest Lud Polski, zawsze była odłączoną od ojczyzny szlachty; i jeżeli było jakie zetknięcie pomiędzy krajem szlachty a krajem Ludu Polskiego, miało one niezaprzeczone podobieństwo styczności, jaka zachodzi pomiędzy zabójcą a ofiarą.”
Gorzkie słowa. Był to jeden z pierwszych zwiastunów polskiego socjalizmu romantycznego poprzedzający późniejszy socjalizm naukowy Karola Marksa. Zresztą późniejszy marksistowski cytat “byt określa świadomość” pasuje do tych zradykalizowanych zgorzkniałych żołnierzy jak ulał.
W Polsce byli często chłopami pochodzenia pańszczyźnianego. Warunki ich życia w Portsmouth były z początku dość podłe. Magistrat miasta Portsmouth ulokował ich w dawnym szpitalu cholerycznym, który był właściwie tylko drewnianym barakiem znajdującym się pod murem fortecy morskiej Portsea.

Angielski autor współczesny opisywał ich byt, jak następuje: “Był to wąski budynek, wzniesiony z drzewa pokrytego słomą, z oknami po obu stronach, także można go było przejrzeć na wylot. (…) Wewnątrz zamieszkiwało ponad stu Polaków”.
W tym baraku wszystkie rzeczy były własnością wspólną. Dzielili chłód i głód i wspólne mienie. Przedstawiciele Towarzystwa Demokratycznego organizowali dla nich nauki czytania, pisania, arytmetyki i historii Polski. Uczyli się też języka angielskiego i francuskiego.
Żołd faktycznie wypłacał rząd brytyjski po 5 szylingów i 3 pensy tygodniowo, zaś 10 szylingów dla oficerów. Żołnierzom - chłopom takie podziały nie odpowiadały. Istniały mocne zatargi z oficerami, które czasem nagłaśniały gazety lokalne. Ale anty-rosyjskie nastroje mieszkańców miasta powoli ocieplały warunki życia.
Z czasem powstańcy zapoznali się bliżej ze środowiskiem brytyjskim, pobrali się z lokalnymi Angielkami, nawiązali kontakt z angielskimi czartystami, znaleźli zatrudnienie w mieście i też często na farmach, szczególnie w czasie żniw. Wielu wyjechało do Londynu, a nawet dalej do Ameryki i Francji. Kilku wróciło do Polski i brało udział w Wiośnie Ludów, a potem w Powstaniu Węgierskim.
Jeszcze w roku 1846 mieszkało w Portsmouth 78 Polaków.Od jednego z tych emigrantów, Józefa Sosnowskiego, pochodzi Len Goodman, sędzia w popularnym serialu telewizyjnym “Strictly Come Dancing”. To pochodzenie wyszło na jaw w zeszłym roku w czasie programu badającego jego drzewo genealogiczne.
“Wszyscy mieszkańcy mający z nimi styczność, chwalą ich postępowanie i pracowitość” - pisał o nich londyński “Times” w roku 1834. Skąd my to znamy. Ta sama praca upokarzająca przy zmywakach i na farmach oczekiwała później wykształconych Polaków-żołnierzy po drugiej wojnie światowej. To samo oczekiwali młodzi Polacy, którzy tu przybyli masowo niemal 10 lat temu już jako obywatele unijni. Ta sama harówka, ale również ta sama pochwała polskiej etyki pracy.
Stulecia i nowe pokolenia nie zmieniły naszej natury na brytyjskiej glebie. Później już zaczęliśmy się dorabiać, zakładać rodziny, obrastać nieco w piórka. Ci powstańcy w Portsmouth to nasi protoplaści.A więc i za to powinnyśmy czcić ich pamięć i pochylić sztandar.
Okazały pomnik ku czci powstańców na cmentarzu Kingston powstał w roku 1970, projektowany przez Halinę Rawicz-Rawę. Powstał z inicjatywy Koła 4 Pułku Piechoty Legionowej w Londynie. Członkowie pułku uważali siebie jako spadkobierców Czwartaków z Powstania. Ale po roku 1971 funduszy zabrakło. Dalszą konstrukcję pomnika zawieszono, a tablicę pamiątkowe zostały złożone w biurze architektonicznym magistratu w Portsmouth.
Sprawa odżyła w roku 1998 i powstał Komitet Odbudowy Pomnika z inicjatywy naszego niezastąpionego Ottona Hulackiego i pod honorowym patronatem prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. W roku 2004 odbyła się uroczystość odsłonięcia i poświęcenia nowego pomnika w obecności burmistrza Portsmouth, polskiego ambasadora, Stanisława Komorowskiego, polskich sztandarów kombatanckich i młodzieży polskiej przebranej w powstańcze mundury. Architektem tym razem był Stefan Jakóbek, syn powstańca warszawskiego i główny architekt magistratu.
Pomnik Powstańców Listopadowych, Pomnik Katyński, Pomnik Sił Zbrojnych, Pomnik Lotników, jak i inne większe czy mniejsze nasze pomniki rozsiane po Wyspach Brytyjskich, pozostają wspaniałym świadectwem naszych osiągnięć i naszą kartą wizytową wobec tubylców. Ale zostawiamy po sobie pomnik jeszcze cenniejszy – przyszłe pokolenia polskich rodzin, które będą świadczyċ o naszych osiągnięciach nie tylko jako bohaterowie wojen, ale również w świecie nauki, kultury i życia gospodarczego tego kraju.


Komentarze 2
1. Wyspa Isle of Wight to tautologia.
2. "Drugi okręt "Union" zawitał do Harwich, w wschodniej Anglii, skąd przewieziono 219 żołnierzy do Algierii i wcielono do Ligi Cudzoziemskiej"
Co to jest Liga Cudzoziemska?
Kto to jest Teacher?
ad3
tego nie wie NIKT
Zgłoś do moderacji