Przeżył wiele chwil grozy walcząc z żywiołami. Jako pierwszy kajakarz przepłynął cały Ocean Atlantycki. O samotności, spotkaniu oko w oko z wielorybem i planach na przyszłość z Aleksandrem Dobą rozmawia Kinga Plich.

Kinga Plich: Jesteś pierwszym człowiekiem, który przepłynął kajakiem Atlantyk.
Aleksander Doba: Na pewno jako pierwszy przepłynąłem Atlantyk z Afryki do Ameryki Południowej. Było to kilka lat temu, w czasie mojej pierwszej wyprawy transatlantyckiej w latach 2010–2011. Przede mną tylko trzech kajakarzy przepłynęło Atlantyk, ale oni zaczynali i kończyli na wyspach, można zatem powiedzieć, że “prawie” przepłynęli ocean. Ostatnio chciałem ambitnie przepłynąć z kontynentu europejskiego do Ameryki Północnej, ale niestety musiałem zrobić przerwę na Bermudach.
Co cię zatrzymało?
Przeżyłem na trasie pięć sztormów. W czasie ostatniego, który złapał mnie w Trójkącie Bermudzkim, urwał mi się ster. Skontaktowałem się z ekipą w Polsce. Powiedzieli, żebym płynął do najbliższego lądu, a najbliżej były Bermudy oddalone o 200 mil morskich. Z trudem, ale dopłynąłem.
Jak wygląda Twój dzień na morzu?
Mogę powiedzieć, jak wygląda moja doba, bo płynę i w dzień, i w nocy. Wiosłuję około 8–12 godzin na dobę. Mój kajak jest duży, dzięki temu mogę zabrać ze sobą jedzenie na kilka miesięcy; ma też kabinę, w której mogę się schronić. Niestety, przez swoje gabaryty wystaje mocno nad wodę i jest bardzo wrażliwy na wiatry. Najtrudniej było w Trójkącie Bermudzkim, gdzie wiało głównie z południowego zachodu. Musiałem płynąć pod wiatr, który był tak silny, że nie dawałem rady – pęd powietrza cofał mnie i kręciłem kajakiem pętle. Mam też w kajaku 120-litrowy zbiornik z pitną woda, ale traktuję go jako awaryjną rezerwę. Zwykle korzystam z wody z oceanu, uzdatnionej do picia ręczną odsalarką. Dodaję ją też do liofilizowanego jedzenia – na pokład zabieram kilkanaście drugich dań, cztery rodzaje zup, trzy rodzaje śniadań i owoce, więc mogę urozmaicać sobie posiłki.

Radzisz sobie z samotnością?
Byłem przygotowany na to, że przez kilka miesięcy będę skazany na swoje towarzystwo. Jednak świadomość, że dużo ludzi mi kibicuje, przesyła życzenia i wiadomości, podtrzymywała mnie na duchu i pozwalała lepiej znosić tę samotność.
Na morzu jesteś sam, uzależniony od kaprysów natury i żywiołów. Jakie jeszcze niebezpieczeństwa czyhają na morzu?
W ciągu dnia prowadzę obserwacje, natomiast w nocy włączam światła. Przez cały czas mam również aktywną antenę radarową, która odbiera sygnały wysyłane przez statki. Kiedyś jednak, w rejonie Wysp Kanaryjskich, zobaczyłem statek płynący prosto na mnie. Starałem się wysłać mu sygnał, ale chyba coś nie zadziałało, bo statek przepłynął 30 metrów ode mnie – uwierz mi, że na oceanie to bardzo mała odległość. Co prawda Andrzej Armiński, strateg mojej wyprawy, pocieszył mnie później, że taki statek nie mógłby mnie uderzyć, bo piętrzące się za sprawą kadłuba fale odepchnęłyby mnie na bok, ale i tak najadłem się strachu.
Innym razem wiosłowałem i poczułem nagle, że ktoś na mnie patrzy. Oglądam się za siebie i widzę wielki łeb wieloryba kaszalota – to jego wzrok poczułem na sobie. Patrzyłem na niego, on na mnie. Po chwili przepłynął obok mojego kajaka, wynurzył się cały, nabrał rozpędu, pokazał ogon i zanurkował głęboko. To było dziwne, ale jednocześnie miłe i ciekawe doświadczenie.
Ile czasu byłeś na morzu od momentu wypłynięcia do przymusowego przystanku na Bermudach?
Niecałe 142 doby. To rekord, bo najdłużej kajakarz był na oceanie 76 dób.

Czy masz już plany na najbliższą przyszłość?
Myślę już o kolejnej wyprawie, z Ameryki Północnej do Europy, a konkretnie z Nowego Jorku do północnej Francji. Jest to północna trasa Atlantyku, na zimniejszych wodach, zdecydowanie trudniejsza, ale to mnie nie przeraża. Jestem bardzo doświadczonym kajakarzem i mam mocny, sprawdzony kajak. Muszę tylko zebrać odpowiednie fundusze.

Aleksander Doba - polski podróżnik, który jako pierwszy człowiek w historii przepłynął kajakiem Atlantyk. Czytaj więcej na stronie poświęconej wyprawie kajakarza.



Komentarze 9
Moje gratulacje Panie Aleksandrze za pasję i osiągnięcia!
Jestem pełen uznania i chylę czoła za determinację oraz odwagę.!
Czapki z głów Panie i Panowie!
Życzę 100 lat!!!
Gosc mosi miec w domu ladna hetere skoro decyduje sie cyklicznie spedzac po kilka miesiecy w kajaku... sam jeden jak palec na wielkim oceanie...\
Pewnie jak by mial w domu ugotowane. Kobieta by go nie zaczepiala pytaniami jak ci minal dzien, w momencie kiedy chce o nim zapomniec... I nie uszczesliwiala na sile robiac wszystko za niego. To siedzial by w domu i wypoczywal na stare lata.. A kajakiem to by plywal sobie rekreacyjnie po Mazurach...
Szacunek i za rekordy, i za to ze ja znosi przez tyle lat...:)
fajny gość! :)
urko uprzedzil. co nie zmienia faktu- fajny gosc.
urodzony w 46 roku. to nie jest typowy polski emeryt .dzialka-przychodnia-dom.