Tym, którzy jej nie znają, kojarzy się z legendą “Walecznego Serca”, podarowaną kulturze masowej przez Mela Gibsona, górami, zamkami i kraciastymi spódnicami facetów, którzy grając na dudach popijają whisky.

Ci, którzy już ją poznali, zapytani, powiedzą przede wszystkim o pogodzie - kapryśnej i zmiennej, potrafiącej każdy zaplanowany weekend obrócić w niwecz, o pubach obleganych przez kibiców rugby - rozpoczęta w piątkowy wieczór impreza przeciągnąć się tam może do sobotniego świtu.
Ci, co się choć trochę znają, z pewnością już nie powiedzą, że szkocki kilt to spódnica.
Szkocja - ile osób, tyle myśli, wrażeń i skojarzeń. A Wy? Jakie macie skojarzenia ze Szkocją? I co właściwie o niej wiecie? My przedstawiamy krótki przewodnik o charakterystycznie “szkockich” artefaktach, które mogą… trochę zaskakiwać.
“Nie żadna Szkocja, tylko Alba!”
No, właśnie. Zacznijmy od tego, że na co dzień używana w wielu językach nazwa kraju (angielska: Scotland, polska: Szkocja, niemiecka: Schottland, francuska: Ecosse) nie ma nic wspólnego z nazwą nadaną tym ziemiom przez jej rdzennych mieszkańców. Posługujący się etnicznym językiem Szkocji celtyccy Gaelowie (nie mylić z Galami!) nazywali swoją ojczyznę “Albą”.
“Scotia” pojawiła się jako nazwa o źródłosłowie… greckim, z którego zaczerpnięte “Scotos” oznaczało ludy mieszkające “tam, gdzie jest ciemno” (prawdopodobnie z powodu mgieł i niepogody). W dodatku początkowo nazywano tak ludy nie z wyspy Brytanii, lecz z Irlandii. Z greckiego “Scotos” do łaciny trafili “Scoti”. Około XI stulecia zaczęto używać tej nazwy na określenie ludów zamieszkujących okolice na północnym brzegu rzeki Forth.
Co ciekawe, całkiem długo kraina nazywana była także… “Albanią” (lub “Albany”), a to z uwagi na ową pierwotną gaelicką nazwę “Alba”. Która zresztą przeszła aż do czasów nowożytnych jako nazwa Wielkiej Brytanii, tradycyjnie określanej wszak “Albionem”. Uff… Niezły, językowy galimatias.
Językowa mieszanka
A propos galimatiasu: jest doprawdy imponujące, jaką mieszanką językową są szkockie ziemie. I nie trzeba nawet zaczynać od wyliczania, iloma językami mówi się tutaj z uwagi na napływ przybyszy z całego świata.
Po pierwsze bowiem, mamy zwyczajny angielski: oficjalne napisy, nazwy, korespondencja urzędowa - to wszystko formułowane jest i odbywa się w języku angielskim, choć może mieć specyficzne naleciałości ze Scots, w tym dość odmienny akcent. Słychać go zwłaszcza, gdy rozmawia się z osobą mieszkającą w Szkocji i mówiącą do nas po angielsku, jednak z naleciałościami z Edynburga, Glasgow, Aberdeen czy Inverness.
Po drugie sam Scots, czyli język, który przybyłego do Edynburga, Glasgow czy Aberdeen turystę zaskakuje brzmieniem zgoła odmiennym od tego, co pamięta z lekcji języka angielskiego, polegających na nagraniach Brytyjczyków z Oksfordu czy Londynu. Spotkałam się nawet z żartobliwym określeniem, iż miejscowi mówią “w języku elfów”. Scots to mowa, którą posługuje się ok. 1,5 mln -2,7 mieszkańców dolnej Szkocji (Lowlands) oraz okolic Ulsteru, przy czym szacunki te różnią się - nie każdy pytany “Do you speak Scots” odpowiada bowiem “Aye” (szkockie “tak”).
(To trochę tak jak ze Ślązakami, czy raczej “Hanysami”. Prawdziwy Hanys nie powie, że “mówi gwarą” - “ino że godo”).
Scots jest językiem germańskim (w odróżnieniu od celtyckiego gaelic). Nie można ze 100-procentową stanowczością stwierdzić, czy jest to język czy raczej dialekt (m.in. z uwagi na brak jednoznacznych kryteriów pozwalających na stanowcze oddzielenie jednego od drugiego). Scots jest zbliżony do angielskiego (uważa się, że jest jedną z form starego angielskiego), jednak wyraźnie słychać różnicę między nimi dwoma. Mowa ta ma też własne dialekty (przede wszystkim Glaswegian, Doric, dialekt z Ayrshire oraz Szetlandów, ale też i inne, nie mniej ważne).
Kto nie jest pewien różnicy między Scots a angielskim niech przeczyta zdanie: “This is the storie o the birth o Jesus Christ. His mither Mary wis trystit til Joseph, but afore they war mairriet she wis fund tae be wi bairn bi the Halie Spírit.” Podobne do angielskiego, ale…? No, właśnie!
Językiem rdzennych mieszkańców północy kraju był zaś gaelic- język celtycki, o niezwykłym “elfim” właśnie jakby brzmieniu. Wywodzi się on z języka irlandzkiego i w X - XII w. dominował na terenie Szkocji. Język ten, niestety, dość mocno podupadł. O ile w 1901 r. posługiwało się nim jeszcze ćwierć miliona osób, to już dzisiaj mówi nim niespełna 60 tys. Na szczęście czyni się (całkiem skuteczne) wysiłki, by go ożywić - gaelic uczy się obecnie coraz więcej młodych osób i populacja używająca “elfiego języka” stopniowo się odbudowuje.
Poza tym zaś mamy w Szkocji dziesiątki języków przywiezionych przez przybyszy z całego świata: mocno etnicznie zróżnicowana populacja tego kraju składa się współcześnie zarówno z przybyszy z innych części Wielkiej Brytanii, Irlandczyków, przybyszy z Unii Europejskiej, jak spoza niej, a w sumie z całego świata. Polska społeczność Szkocji liczy ponad 61 tys. osób, co stanowi 1,2 proc. populacji. To niemal tyle samo, co wszystkich innych białych nie-Brytyjczyków zamieszkujących te ziemie (tych jest 1,9 proc.).
Licznie zamieszkują kraj przybysze z Pakistanu (49 tys.), Chin (33 tys.) i Indii (32 tys.). W sumie Azjaci stanowią 2,7 proc. populacji (ponad 140 tys. osób). Liczna jest także społeczność przybyła z kontynentu afrykańskiego (29 tys.). Niespełna 10 tys. stanowią Arabowie. W walczącej o niepodległość Szkocji samych Szkotów w sumie nie jest znowu aż tak dużo.

Szkocja - geograficzny fenomen
Jest więc “Alba” niezwykłym tyglem kulturowym i etnicznym. Odbywające się w niej mieszanie się kultur odbywa się zaś w wyjątkowo spokojnej, wręcz luźnej atmosferze, a rodowici mieszkańcy często powtarzają, że są bardzo otwarci na świat i ludność napływową, gdyż w niej widzą siłę swojego kraju i szansę na wzrost. Szkocja nie jest bowiem szczególnie ludna - z populacją na poziomie ok. 5,3 mln przy swojej dużej ciotce - Wielkiej Brytanii (60 mln mieszkańców) - jest prawdziwym maleństwem. Powierzchniowo także mieści się raczej w mocno średniej skali - z niespełna 80 tys. kilometrów kwadratowych powierzchni jest ok. czterokrotnie mniejsza np. od Polski.
Mimo tego jednak, że dalece mniejsza od np. Hiszpanii czy Francji ma linię brzegową dwukrotnie dłuższą (!) niż one, a jej niezwykle rozwinięte brzegi otacza aż 800 wysp. Wiele z nich jest bezludnych. Wyspy bywają prywatną własnością - w ubiegłym roku jedna z nich - Tanera Mòr - wystawiona była na sprzedaż za, bagatela, 2,5 mln funtów.
Morze przynosi Szkocji wybitnie morski klimat, o którym ukuto nawet porzekadło “You don’t like the weather? Wait a minute”. Zmienność pogody to zasługa położenia - na chłodnym Morzu Północnym i stosunkowo blisko do Arktyki, z jednoczesnym pozostawaniem pod wpływem ciepłego Prądu Północnoatlantyckiego, Szkocja znajduje się pod wpływem ścierających się mas chłodnego i suchego powietrza z północy oraz wilgotnego i ciepłego znad otaczających ją wód.
Mieszające się prądy powietrza powodują niezwykły pogodowy galimatias, o czym wie doskonale każdy, kto ziemie te odwiedził lub tu mieszka. Są one także przyczynkiem do wiejących nad krajem, potężnych nieraz, wiatrów. Gdyby zeszłoroczna październikowa wichura, która nawiedziła Anglię, wywołując komunikacyjny chaos i paraliż Londynu przytrafiła się w Szkocji, nikt z miejscowych nie tylko by okiem nie mrugnął, ale ledwo co zauważył… Takie “wiaterki” to tutaj chleb powszedni.

Francuski tartan i irlandzka whisky
Rodowici Szkoci na swoją mglistą i deszczową pogodę mają dwa zasadnicze remedia - ciepły, wełniany kilt, który rozgrzewa ciało od zewnątrz i whisky, którą stosuje się wewnętrznie. Charakterystyczny wzór “w szkocką kratę”, czyli tartan oraz whisky są jednymi z najbardziej szkockich artefaktów. Nikogo więc nie powinno dziwić, że jak to w przypadku wszystkich “typowo typowych” tak i typowo szkockie tartan i whisky takie znowu szkockie wcale nie są.
Słowo “tartan” wywodzi się z francuskiego “tiretain” i prawdopodobnie wiąże się z określenia metody (“tirer”) produkcji (czyli tkania) z wełny. Co ciekawe, początkowo “tartan” wcale nie musiał być kraciasty! Aż do początków XIX w. opisywano go często po prostu jako “kolorową tkaninę”. Materiał w kratę nazywany był “breacan”, co w gaelickim szkockich highlanderów oznaczało “wielokolorowy”. Stopniowo oba wyrazy stopiły się jedno słowo, oznaczające charakterystyczny wzór na określonej tkaninie. Układ paseczków, który łącznie tworzy kratkę, nazywany jest sett.
Dziś “tartan” oznacza po prostu wzór, nie tylko na tkaninach. Aby powstał, paski muszą krzyżować się pod odpowiednim kątem. Co ciekawe, w USA zamiast tartanu występuje “plaid” - wyraz, który był źródłem dla określenia koca (nasz staroświecki “pled”, czyli koc właśnie - możecie go odnaleźć np. w pisanym w ponad sto lat temu “W pustyni i w puszczy”).
W pewnym okresie tartan, podobnie jak inne elementy gaelickiej kultury, został zakazany. Tzw. Dress Act z 1746 r., który miał na celu objęcie kontrolą państwa wojowniczych szkockich klanów, zabronił tartanu na kilkadziesiąt lat - po tym okresie jednak ze zwykłego odzienia highlanderów urósł do narodowego symbolu Szkocji.
Aż do połowy XIX w. określone wzory tartanu były specyfiką raczej regionu niż konkretnego klanu. Wynikało to z jednej strony z faktu, że tkaniny produkowane były lokalnie, przez małych wytwórców, przy użyciu dostępnych na danym rynku naturalnych barwników i wedle miejscowej mody, a z drugiej, iż łączenie wzoru z klanowością nie było jeszcze wcale w zwyczaju. Powiązanie tartanu z klanami nastąpiło w przeważającej mierze dopiero w połowie XIX w., kiedy wiele wzorów zostało po prostu zaprojektowanych i celowo przypisanych klanom, które chciały w ten sposób podkreślić swoje szkockie dziedzictwo.
Irlandzka szkocka, czyli sukces ma wielu ojców
Drugi szkocki artefakt, czyli whisky, także ma mocno wątpliwe pochodzenie. Do dziś toczy się spór o to, czy napój ten wywodzi się ze Szkocji, czy z Irlandii (wiadomo, do stworzenia kultowego trunku miło się przyznawać - sukces ma wielu ojców). Jeśli dodać, że pierwotne pochodzenie tego napitku wiąże się podobno nawet z Mezopotamią, egipską Aleksandrią, a także Włochami to faktycznie okazuje się, że “szkocka” nie jest wcale taka znowu szkocka.
Co więcej, pierwotnie jej destylacja nie miała służyć produkcji trunku jako takiego lecz lekarstwa (i nie na smutki życia, to akurat zastosowanie do dzisiaj jest bowiem aktualne).
Pierwsze pisane świadectwo produkcji “szkockiej” w Szkocji pochodzi z końca XV w., z dokumentu… ówczesnej skarbówki, która w 1494 r. w tzw. Exchequer Rolls odnotowywała królewskie zlecenie produkcji 500 flaszek, wysyłane do “braciszka Johna Cor”. Aż do XVI w. produkcja whisky była bowiem domeną klasztorów; trafiła jednak w końcu pod strzechy.
W owych czasach napój ten nie był szczególnie szlachetny - nie dojrzewał i był zanieczyszczony - jego smak był więc raczej, szczerze mówiąc, paskudny. Dopiero po wprowadzeniu destylacji whisky zaczęła szlachetnieć, by osiągnąć wreszcie doskonałość, z której słynie do dzisiaj. I o ile trunek ten produkowany jest niemal wszędzie na świecie, m.in. w USA czy Japonii, to prawdziwa szkocka może być tylko jedna.
Nawet jeśli wymyślono ją w Irlandii.



Komentarze 2
z whisky tak jak z wódką - jedni mówią, że pochodzi z Polski - a inni, że z Rosji
dodal bym jeszcze jedná stará nazwe dla Szkocji - Caledonia
Zgłoś do moderacji