Do góry

Ekoemigranci

Ekologia. Lubimy szafować tym słowem. Ekologiczna jest marchewka i energia odnawialna. Metkę “ekologiczne” mogą mieć i plastikowe klapki, i skórzane buty. Okazuje się, że to bardzo pojemne pojęcie. A naprawdę ekologiczny oznacza tyle, co “możliwie najbardziej zgodny z naturą (ożywioną i nieożywioną), charakteryzujący się możliwie najmniejszym wpływem antropogenicznym na środowisko naturalne oraz jak najmniej zaburzający odwieczne prawa rządzące przyrodą”.

Gdy spojrzeć na rządowe dane statystyczne dotyczące recyklingu, Anglia ma się czym pochwalić. Fot. © viperagp - Fotolia.com

Surowce wcale nie wtórne

– Gdy przyjechałam do Anglii 3 lata temu, byłam zachwycona tym, że nawet w małej miejscowości zachęca się ludzi do sortowania odpadów. Mam wrażenie, że w Polsce to nadal tylko jakiś pic na wodę – zaznacza Anna.

W jej wsi obowiązkowo mieszkańcy muszą sortować odpady na recyclable (czyli papier, plastik i puszki umieszczane w przezroczystych workach) i na general waste (cała reszta pakowana do czarnych).

– A niedaleko od wiejskiej świetlicy stoją kontenery na szkło i stare ubrania. Dodatkowo niepotrzebną odzież można przekazać też organizacjom charytatywnym, a z odpadków organicznych zrobiliśmy za domem pryzmę kompostową. Dzięki temu tych ogólnych śmieci mamy dużo mniej niż w Polsce – podkreśla 39-latka.

Gdy spojrzeć na rządowe dane statystyczne dotyczące recyklingu, Anglia ma się czym pochwalić. W ciągu 12 lat liczba ton surowców wtórnych wzrosła średnio 3-krotnie, a w niektórych regionach (North-East) nawet 9-krotnie. Dziś do recyklingu trafia średnio 40-60 proc. odpadów.

– Gdy zamówiłam kartridże do drukarek, dostałam je od razu z kopertą zwrotną i informacją, że zużytych nie wolno wyrzucić do śmieci, tylko trzeba odesłać do sprzedawcy – zaznacza Anna. – W Polsce też tak było, ale tylko na papierze. Szef mówił, że jak mnie zapytają, co robimy ze zużytym sprzętem, to mam powiedzieć, że przekazujemy firmie X, a w rzeczywistości wszystko lądowało w śmietniku.

W statystycznej polskiej gminie poziom selektywnej zbiórki odpadów wynosi zaledwie od 2 do 5 proc., w Szwecji czy Niemczech jest to ponad 90 proc. Przepisy, które weszły w życie w połowie zeszłego roku w ramach tzw. ustawy śmieciowej, zakładają niższe rachunki za już posegregowane odpady. Mimo iż 70 proc. ankietowanych przez ProjektGospodarni.pl deklaruje, że postępuje dokładnie w ten sposób – ci, którzy tego nie robią, jako główne przyczyny wymieniają brak przyzwyczajenia (35 proc.), czasochłonność (20 proc.) oraz niewygodę (15 proc.) – nadal nie możemy zbliżyć się do wyników innych państw europejskich.

Bliżej natury, czyli angielskie ogrody

– Znajomi nie uwierzyli, gdy na Gwiazdkę zażyczyłam sobie trymer do gałęzi. Ja, informatyczka, która nie odróżniałam wierzby od brzozy, mieszkając w Anglii, stałam się ekspertką od kosiarek do trawy – kpi 28-letnia Beata Lipiec z Fulham.

– Polacy, przyjeżdżając do Anglii, zaczynają się interesować ogrodami, zielenią, dbają o przydomowe trawniki, choć wcześniej tego nie robili. Widzą, że inni to robią, i sami się wciągają – tłumaczy Katarzyna Bellingham, dyplomowana ogrodniczka i projektantka zieleni, która od lat wraz z mężem Andrew prowadzi ogród ekologiczny na Kaszubach. Pracowała także w Highgrove, prywatnym ogrodzie przy rezydencji księcia Karola.

– Z własnego doświadczenia wiem, że nawet ci zamieszkujący najbiedniejsze dzielnice starają się wystawić przed drzwiami chociaż doniczkę z pelargoniami. Specjalistka podkreśla, że Polacy – w porównaniu z Anglikami – mają bardzo niską świadomość ekologiczną. – Większość ludzi na terenach wiejskich widzi drzewo jedynie jako materiał na opał, a w miastach jest ono problematycznym “zaśmiecaczem”, gdyż gubi liście lub obsypuje jagodami karoserie samochodów na parkingu.

Różni się też samo podejście do ogrodnictwa. W Polsce rzadko kiedy można dostać jakiekolwiek naturalne nawozy i wiele osób nadal jest przekonanych, że od używania np. obornika dostaną zarazy i robactwa. W Anglii jest ich ogromny wybór.

Ale nie tylko chemiczne nawozy są problemem przy produkcji żywności. Od pewnego czasu dyskutuje się o genetycznie modyfikowanych gatunkach. – Sprawdzam, czy jedzenie, które kupuję, zawiera GMO – przyznaje 39-letnia Agnieszka Lach z Greenwich.

Nad obowiązkiem oznaczania zawartości GMO w żywności czuwa brytyjska Food Standard Agency. Gdybyśmy chcieli jednak sprawdzić polskie produkty, napotkamy trudności: w Polsce nadal nie ma obowiązku umieszczania tego typu informachi na produktach spożywczych. Trzeba jednak przyznać, że mimo wielu kontrowersji związanych z GMO, nie uciekniemy od niego – prawo unijne nie pozwala na wprowadzenie całkowitego zakazu upraw i jego rozpowszechniania.

– Ale klienci powinni mieć możliwość wyboru, świadomego podejmowania decyzji – denerwuje się Agnieszka. – A jak na razie w Polsce niewiele firm dba o ten aspekt.

Ekotransport

Za wysoki poziom zanieczyszczeń powietrza oraz jedną czwartą emisji gazów cieplarnianych w UE odpowiedzialny jest transport. Kolejnym efektem wzmożonego ruchu samochodowego jest przekroczona norma hałasu. Dlatego m.in. w Londynie w 2008 roku wprowadzona została tzw. London low emission zone. Ma to celu poprawę jakości powietrza w stolicy Wielkiej Brytanii dzięki wyeliminowaniu z ruchu kołowego pojazdów najbardziej zanieczyszczających środowisko naturalne.

Właściciele samochodów, które nie spełniają specjalistycznych norm, muszą zapłacić za wjazd do strefy od 100 do 200 funtów dziennie. Oprócz tego, jednorazowy wjazd do ścisłego centrum Londynu kosztuje każdego 10 funtów. Czy zakorkowanej i zadymionej Warszawie nie pomogłaby opłata za wjazd do śródmieścia?

– Uważam, że trzeba będzie o tym pomyśleć za kilka lat, kiedy uda się wreszcie domknąć budowę w pełni spójnego systemu komunikacji publicznej: drugą linię metra, nowe linie tramwajowe, częściej jeżdżące SKM-ki i więcej parkingów park and ride oraz drogi i ścieżki rowerowe, a także wypożyczalnie rowerów miejskich – tłumaczy Ingeborga Janikowska-Lipszyc, radna dzielnicy Ochota. – Na pewno pomysł spotka się z ogromnym oporem społecznym, bo u nas nadal jeżdżenie wszędzie samochodem jest dla większości osób symbolem ich statusu, a nie tylko wynikiem praktycznej potrzeby, której nie da się inaczej zaspokoić.

– Chciałem kupić elektrycznego mitsubishi, ale nie dojadę nim do rodziny w Polsce – przyznaje 32-letni Michał z Orpington, który od 8 lat mieszka w Anglii. – Z tego, co wiem, parkingi dla samochodów hybrydowych i elektrycznych są tylko w nielicznych miejscach.

Tymczasem na wielu londyński parkingach można znaleźć miejsca przeznaczone dla samochodów elektrycznych. Ich właściciele są zwolnieni z podatku drogowego. W Birmingham postanowiono rozszerzyć dotychczasową ofertę 36 punktów ładowania samochodów elektrycznych o następne. Docelowo ma ich być w West Midlands aż 500. Ministerstwo Transportu na rozwój sieci stacji elektrycznych przeznaczyło 11 mln funtów. Politycy mają nadzieję, że, dzięki większej liczbie punktów ładowania aut, więcej kierowców zdecyduje się na zakup tego typu pojazdu.

Z kolei w Polsce największą barierą dla rozwoju rynku samochodów elektrycznych i hybrydowych jest brak zachęt finansowych i administracyjnych. Znaczenie mają też wysokie koszty eksploatacji w stosunku do samochodów jeżdżących na paliwach tradycyjnych, w szczególności LPG, oraz niechęć branży paliwowej. Na przykład po Wrocławiu, czwartym co do wielkości mieście w Polsce, jeżdżą tylko dwa auta hybrydowe. Jednym z nich jest taksówka.

Ekoedukacja

Jak zbadała Ilona Żeber-Dzikowska z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, od momentu przyjęcia Polski do Unii Europejskiej zauważa się wzrost świadomości środowiskowej młodych ludzi, ale niestety w dużej mierze pozornej, która nie przekształca się na wprowadzanie tej wiedzy w życie i nie prowadzi do zmiany stylu życia.

Nie dziwi to Katarzyny Bellingham, która edukację ekologiczną w Polsce ma szansę porównać z tą w Wielkiej Brytanii. – Prawie przy każdej angielskiej szkole jest ogródek warzywny lub chociażby rabatka z ziołami. Dzieci uczą się o ekologii “na żywo”, wychodząc na dwór z łopatką w ręku. U nas jest zupełnie inaczej. W szkole podstawowej i w gimnazjum większość dzieci uczy się o ekologii z książek. Pamiętam, jak w technikum podczas zajęć z roślinoznawstwa nauczycielka przynosiła nam liście zebrane w drodze do pracy. To był nasz jedyny kontakt z prawdziwymi drzewami czy krzewami. U syna w polskim przedszkolu widziałam dwa karmniki, w których nigdy nie ma karmy dla ptaków. W Anglii dzieci obowiązkowo dokarmiają ptaki zimą i często same budują karmniki oraz domki dla owadów. W Polsce w większości przypadków drzewa, krzewy czy owady są nadal dzieciom obce.

Według Katarzyny Bellingham główną przyczyną szacunku Anglików, również młodzieży, do przyrody jest ogólny stan świadomości tego narodu. Wysoki stopień rozwoju społeczeństwa pozwala ludziom patrzeć dalej niż tylko na zapewnienie bytu swojej rodzinie.

– Oni są o krok dalej – podkreśla. – Potrafią zauważyć otaczający ich świat naturalny i użalać się nad ogólnie złym stanem naszej planety. W Polsce takich ludzi jest jeszcze zdecydowanie za mało.

Katalog firm i organizacji Dodaj wpis

Komentarze 9

Profil nieaktywny
Jaruzel
#131.05.2014, 05:53

Masa bezzwrotnych opakowan ktore kupujac nalezy oddac do ufylizacji. Za darmo
Jak dotad szklane opakowania na wymiane to butelki po Irnbru. Mogly by byc zwrotne butelki po piwie oranzadach winach.
Jesli w UK jest tak super ECO wedlug tej pani to polecam zalukac jak wygladaja maszyny skanujace opakowania ktore znajduja sie w kazdym wiekszym sklepie w skandynawii. Nawet sa poddawane skupowi puste 2.5 litrowe plastikowe kluchy po fantach colach. Za trzy takie mozna cjleb kupic.
O ile czysciej byloby w miastach i poza nimi gdyby sknerowaci Sz natury Szkoci mieliby taka mozliwosc.Sobota rano a tu ulice bez puszek i butelek.
A poza tym to ekologia to syf bo Polska weglem stoi to nam o zostalo dane
i powinniśmy kopcić. Ale od unii jest zakaz bo jakis baroso kaze zakladac atomowki. Most my sie grzac weglem ale nie bo gaz ttrzeba u ruskich kupować bo ci z kolei musza czyms zaplacic Zabojadom za okrety wojenne typu Minstral

Profil nieaktywny
Jaruzel
#231.05.2014, 06:19

Nadęty ten artykuł, ja pojechal bym do polski 5 litrowym Lincolnem a nie gowmem typu Prius dobrym na impreze pod szyldem. Fuckparada zielonych.
Za robote sie wziac Fukushime posprzatac, reaktor w Czarnobylu a nie tylko puste gadanie o dupie maryni i dzrzewkach. Zacznijcie od wycinki drzew ktore rosna w polsce przy drogach, lepiej zrobicie.Ciekawe co napedza krypa ktora plyniecie lub samolot ktory wozi wasze zielone tyłki.

Profil nieaktywny
Jaruzel
#331.05.2014, 06:30

Jeszcze sie odniose do dokarmiania zima. Ptaki sa dokarmiane resztkami z mc pizzy frytek a mewy zywia sie nawet wymiocinami niestrawionych kolacji z pijanych szkockich tommy a nie z seryjnie produkowanych karmnikow przez dzieci przedszkolne.

anija
792 2
anija 792 2
#431.05.2014, 10:07

Codex Alimentarius jest tylko kodeksem . Zaznaczam niestosowanym .

Profil nieaktywny
nick_na_emito
#531.05.2014, 13:25

O tak, bo ci Brytyjczycy to tacy wspaniali i ekologiczni, nie to co te brudasy Polaki...

http://goo.gl/maps/hcxMR (Centrum Glasgow)

Profil nieaktywny
Beton_Gawel
#631.05.2014, 15:05

rodziny tych z rzadu wiedzieli jakie lewe firmy eko otwierac,zeby dojic unie na gruba kase......

Zbychu_zPlebani
7 988
#731.05.2014, 20:34

Gdy przyjechałam do Anglii 3 lata temu, byłam zachwycona tym, że nawet w małej miejscowości zachęca się ludzi do sortowania odpadów. Mam wrażenie, że w Polsce to nadal tylko jakiś pic na wodę – zaznacza Anna.

w Polsce od ponad 20lat sa mobilne służby ekologiczne. Goscie ciagna swoje wozki i co jakis czas nurkuja w smietnikach i segreguja smieci.

Profil nieaktywny
Konto usunięte
#831.05.2014, 22:30

Wszystko zależy od charakteru i ... chęci.
Znam wiele osób na tak i na nie, nie ma znaczenia pochodzenie.

Ale w y d a j e. mi się , że niektórych dobrobyt pozbawił resztek rozumu, nie segregują odpadów ,do sklepu mają 5minut ale jadą samochodem po np. colę ip. , itd

Arthur_L
1 298 3
Arthur_L 1 298 3
#901.06.2014, 04:29

Parkowanie w Markach a dalej już tylko PKS albo rower. Będzie ekologiczne i znikną korki. Albo lepiej - 200 za wjazd do centrum. Ekologionomia.