@Delirium #185:
Ławeczka koszmarna, widoczki ładne, ale fotosik morduje zdjęcia a aparat w fonie spłaszcza górki jak premier RP krzywą zachorowań. ;)
Widok przeprzedni, a poprawkę na aparat biorę zawsze, bo urok takiego krajobrazu ciężko oddać fotką.
Karol, tak jak pisałem niedawno pisałem: nie pogadamy o ekologii, dopóki na każdym przebytym kilometrze zostawiam 100-200 g CO2 mniej od ciebie. ;p
Ja w pełni rozumiem, że jesteś eko świadomy etc. Ale ten argument jest na wskroś dziurawy, więc wybacz, że go odrzucę ;P
Karol, gdy planuję wypady, używam brzydkiej, granatowej butelki Sistema, wyprodukowanej w której 31% plastiku pochodzi z recyklingu. Na ogół jednak nie planuję bliższych, popołudniowych wypadów, i wtedy kupuję coś po drodze.
Oczywiście nie jestem wrogiem aut, ekstremalnych mięsożerców, ani tym bardziej ludków paradujących na bosaka w lnianej, niefarbowanej odzieży. ;) Wiem też, że nie chodzi o to, żeby bezrefleksyjnie zapełniać kontenery plastikiem, dopóki sąsiad jeździ autem, ;) i zawsze mogę zrobić dla środowiska (a więc i dla siebie) więcej. Dopóki jednak żartuje się na tym forum z Busa37 i jego tesli, czy też "niemania" przeze mnie auta, pozwolę sobie patrzeć przez palce na próby ekologicznego uświadamiania mojej skromnej postaci przez osoby przemieszczające się blaszankami, do wyprodukowania których zużywa się 380 tys. litrów wody (a do ratyfikacji tony ropy - 15000 litrów) i nie zrezygnuję z taplania się 1-2 razy dziennie w wannie pełnej wody. ;) Właśnie wracam do chaty i zaraz będę robił spaghetti, do którego użyję quorna zamiast wołowiny (8-14 tys. litrów wody/kg mięsa, w zależności od źródeł), jutro rano zjem kawałek pieczywa z pomidorem (60 l wody/kg) zamiast chabaniny (nie, nie jestem wege, czasem coś capnę), i być może znowu wychłepcę na mieście kawę z papierka, wiedząc że "ślad węglowy mielonki Quorn w UK jest szacowany na nie więcej, niż 20% wartości generowanej przez produkcję wołowiny":
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Quorn_(substytut_mi%C4%99sa)
Pozwolę sobie też nie rezygnować ze smaku Muszynianki, mając świadomość, ile wycięto lasów deszczowych żeby wyprodukować cztery opony plus używany od wielkiego dzwona "zapas" czy dojazdówkę. ;) A że dość często się przeprowadzam, co też bywa przedmiotem złośliwości, jestem pewny, że nie gromadzę zdecydowanej większości klamotów obecnych w domach niejednego forumowego eko-aktywisty. ;)
Dziękuję za uwagę w temacie "inwalidów". ;)
Dla jasności: nie, nie jestem lepszy, dopóki mogę zrobić więcej (plastikowa butelka, jak słusznie zauważyłeś, podczas wypadów odwiedzam greggsy i mcdonaldsy, nie muszę pluskać się w dwóch wannach wody, itd). Chodzi mi raczej o to, że ci, co uświadamiają, bardzo często sami mają "brud za pazurami", a swoje ewentualne nieekologiczne poczynania czy zakupy tłumaczą "wyższą koniecznością", przy okazji tłumacząc innym, jak to bez pewnych rzeczy wspaniale się obywają. Rozumiem, że auto to standard ułatwiający -a więc uprzyjemniający życie". Ja bez tej "wyższej konieczności" radzę sobie przez całe życie, które uprzyjemniam sobie butelką muszynianki czy pełną wanną. I owszem, przepultam parę funtów w macu, ale na co dzień nie zwożę nadmiaru jedzenia czy zgrzewek napojów do domu (nie mam czym ;D ), zamiast tego wlewając do mojej buteleczki z recyklingowanego plastiku kranówę z paroma kroplami syropu. Ponoć to takie biedne i smutne. ;(
Przy okazji, dla zainteresowanych:
https://www.google.com/amp/s/www.focus.pl/artykul/amp/to-czerwony-alarm-...
Pełny raport (eng., można pobrać, 254 MB, blisko 4000 stron):
A tego ten... Karol, nie bierz tego tam, wyżej (zbyt) osobiście, może tylko troszeczkę. ;)
Wiesz, czasem jest tak, że dochodzi się do pewnego punktu, po przekroczeniu którego chciałoby się bez nerwów, na spokojnie i z premedytacją, pokazać wszystkim środkowy palec.
Mówienie o tym wszystkim jest potrzebne, ale że temat palący, to i stał się modny i niemalże każdy chciałby pokazać, jaki jest eko i jak zdrowo się odżywia. Dochodzi do tego, że o zdrowiu, diecie, ekologii i zmianach klimatu brzęczy mi (edukuje mnie) np. koleś nałogowo pizgający żelazem, który w drodze na siłkę i wracając z niej wypluwa z rury 1,5 kg CO2, a po powrocie do chałupy wrzuca najtańsze, szprycowane kurzęce cycki albo pół kilograma najtańszej wołowiny (ze 2 tony zmarnowanej wody), kilka razy w tygodniu walący pod papieroska gorzałę. No ale fakt: butelka jest eko, szklana. ;)
W dzisiejszych czasach ciezko jest byc eko, z postepem zawsze pojdzie zanieczyszczenie. Za 20 lat to co bedzie szlo w glebe, dzis dopiwro jest w fazie testow.
Kiedys pisalem o tym ale czesto im bardziej nad tym mysle, tym bardziej popieram naszego emigracyjnego kolege T Kaczynskiego. Owzzem, metody mial paskudne ale mimo wszystko mial racje. Czlowiek uzalwznia sie od technologii, postep niestety jest zly i zawsze beda ofiary. Chyba juz taka destrukcyjna natura czlowieka. Mozna zyc jak hermit w chacie w lesie, mnie by to pasowalo ale jakby tak kazdy zrobil to bym nam lasow braklo :)
#200 Trocki juz probowal.
Patrzac chlodno na liczby, to mi wychodzi ze walka z ociepleniem za pomoca bardzo drogich, malowydajnych i dotowanych przez rzad technologii ma nabic kabze bogatym i podnies samozachwyt niektorym mieszkancom bogatego Zachodu.
Bo temperatury raczej nie obnizy w znaczacy sposob.
Zastanawiam się czy po tych paru ładnych latach osiedlenia się tu, gdzie w obecnym miejscu jesteśmy skupiamy się bardziej na tym, co nas otacza- korzystamy z serwisów, odwiedzamy lokalne puby, knajpki i sklepiki, w najbliższych supermarketach rezygnujemy z kas samoobsługowych na rzecz kasjerów zatrudnionych spośród lokalnej społeczności. Jednym zdaniem- czy wspieramy lokalne biznesy w tym trudnym czasie?