hmmm mozliwe ze sie wyspalas :D moze poprostu zauwazylas ze na emigracji sa mozliwosci mozliwosc zycia na poziomie. Widze czasem starszych ludzi takich np kolo 60tki i widze jak oni zyja to kontrast z naszymi polskimi 60-70latkami jest bez porownania. Wakacje na wyspach, restauracje i fury? Tutaj to na porzadku dziennym ludzie tutaj w wiekszosci nie placza na brak hajsu a co sie z tym wiaze poprostu normalnie zyja. Nie oszukujmy sie ale u nas wysoki procent ludzi w tym wieku raczej prowadzi rodzinne zycie wakacje to rzadkosc samochody tez nie rekawiczki. moze przesadzam ale np na jakichs wyspach to przewazaja ludzie z wysp i to czesto po 60. Moze za bardzo o starszych ale wedlug mnie tu bardziej przyszlosciowo mozna spojrzec. Nie wiem jakos tak mam:D
Mowie, ze to nie emigracja, na pewno. Moze w tym sensie, ze stalam sie niezalezna to pomoglo otworzyc oczy, alr caly ten proces jest dla mnie zagadka. Teraz inaczej sie ubieram, innej muzyki slucham, odkrylam swoje powolanie i zachwyca mnie widok trawki, no ogolnie to brzmi pokrecenie, le to sie wzmacnia i tak jest od 3 lat, a zaczelo sie zanim wyemigrowalam..
Czasmi w zyciu wiekszosci z nas dochodzi do momentu w ktorym otwieramy swoje serca, jestesmy przepelnieni nadzieja i optymizm wyrywa nas z lozek, oczy wcale nie sa zaspane i podpuchniete a nam samym jakos tak lepiej w swoim ciele.. akceptacja, podwyzszona samoocena, zyc nie umierac! Chyba konieczne sa gratulacje - byc moze odnalazlas sens sojego zycia, obralas sobie konkretny cel, chcesz zyc i cieszyc sie usmiechem wszystkich dookola przy okazji obdarowywujac czulym spojrzeniem przechodniow na zatloczonej starowce..
Carpe Diem! Przelom = Szczescie!
pozdrawiam.
Dag7 twoja przemiana to nie przypadek, to konsekwencja tego co robisz. Ty zadajesz sobie pytania dotyczące sfer duszy, świadomości, sensu istnienia i wiele innych. To pewien rodzaj medytacji, nieświadomej ale medytacji. Załoeniem medytacji jest olśnienie (satori), przemiana, zrozumienie. U niektórych ludzi jest to chwila, jest to wyraźny moment, który się czuje jak fale gorąca a u innych jest tyo stopniowe dochodzenie do satori. Wiem, e w twoim przypadku właśnie to sie dzieje. Ludzie po oświeceniu stają się inni. Gasną dotychczasowe poądliwości, skłonności. Odchodzi chciwość, zazdrość, zawiść, chęć oceniania innych, narzucania im swej woli. Bezmyślny rechot zamienia się w uśmiech sercem. Nie czujesz lęku, nawet przed śmiercią. Czy obserwujesz te cechy u siebie? Pytam retorycznie bo wiem, e tak.
kiedy ja wlasnie zaczelam bac sie smierci, bo zrozumialam, ze tak wiele do odkrycia. Juz nie chce tracic czasu na watpliwosci, a z przebudzenia, choc to nie raz bolesne, jestem szczesliwa. Jest to bolesne, bo myslisz inaczej o swojej przeszlosci i jak traciles czas. A tak, czuje jakby ktos wlaczyl swiatlo i to tak nagle, ze mnie oslepilo.
i ciesze sie, ze tego nie doswiadczylam na starosc albo w ogole nie, niestety, wiekszosc nie wie, o czym mowie. Moze niektorzy nie potrzebuja oswiecenia, bo ich zycie jest jednym oswieceniem od narodzin? Ja jednak patrze na te wszystkie zwykle (niezwykle) rzeczy jak drzewo i widze sile, zycie, majestat, piekno, cud, jeden z elementow zycia, nie rzecz, ale prawdziwy byt
...dzien kiedy otworzylo sie moje okno na swiat minal ladnych kilka lat temu... od tego czasu coraz wiecej roznych rzeczy pojawia sie na parapecie, pojawiaja sie same... koniecznosci, zobowiazania, takietam rozne historie zaslaniaja i przymykaja nieco ale swiatlo jeszcze nie przestaje dochodzic... kiedys zrobie porzadek, poustawiam, zetre kurze i znowu otworze okno bardzo bardzo seroko... na razie jednak poki sa wolne miejsca na parapecie mimowolnie zapelniam je czym sie da...
Nie wiem czy masz racje Adrianie? Wydaje mi się, e nie o tym piszesz, e jesteś na początku drogi. Drogi do nikąd. To właśnie z tej drogi trzeba się obudzić, zobaczyć rzeczy których dotąd się nie widziało. Ty poddałeś się pendowi naprzód, do góry, do świata i jego uciech. Brać zycie garściami. Kiedyś moze zatrzymasz się rozejrzysz i zobaczysz, e jesteś sam. Wyprzedziłeś wszystkich, nie poczekałeś. Powiesz wtedy, gdzie tak się spiesze, do czego, za czym tak gnam. Wtedy zaczniesz widzieć rzeczy których nie widziałeś.
filmowiec - nie myśle że to droga do nikąd, to raczej etap w życiu, nie mam zamiaru bawic się na maxa do konca życia bo wiem że to długodystansowo mi szczęścia nie da, wiadomo potem zrodzą się inne cele jak samospełnienie zawodowe, małżeństwo, dzieci, ale teraz chciałbym się tym cieszyć. Czy docenianie piekna świata nazywasz drogą do nikąd? To raczej dogłębna autopsja żeczywistości w jakiej żyjemy.Ogólnie świerze pozytywne emocje budują taki klimat szczęścia który pomoga nam stawiac kolejne kroki, dodaje checi do działania i myśle że tu o tym mówimy.
radosci nie daje, bo szukamy poza soba, a te uczucia sa w nas
"People want feelings, and they already have them. People think they desire things and experiences, but what they actually want is the feelings those things will get them.
Here's how you can find out what you really want. Choose anything you desire (this can be a thing, an experience, a change to yourself or your circumstances), then ask yourself "What would that give me that I wouldn't otherwise have?" Then take the answer and ask the question again, about that. Ask it several times, and you'll end up at a feeling (often something like freedom, security, peace or love).
You may even feel the feeling while you do this exercise. What people really want are feelings, and they already have them."
eh metoda medytacji, uczucia są w nas, ale czasem wiążą się z zewnętrznym światem np stara (żywa) miłość, sami sobie nie wytłumaczymy że bez niej też jest ok bo pamietamy jak było i jak marzymy mogłoby być gdyby trwała, czasem nie da się opróżnić rozumu i zadawalać się samym istnieniem, to troche jak stwarzanie sobie iluzji życia
Dag7 http://pl.wikipedia.org/wiki/Satori oczytaj sobie na tej stronce. Przyciskając odnośniki mozesz trafić na wiele ciekawych zagadnień z zakresun medytacji, filozofii wschodu i religii.
kepo dam ci przykład. Znajdujesz się gdzieś wszystko jedno gdzie moe to być las albo twój dom. Otaczają cię dźwięki, masa dźwięków. Ty jednak na codzień słyszysz kilka, jakieś krzyczące dzieciaki, jadący samochód, telewizor za ścianą. Jednak jak usiądziesz, wyciszysz się, zamkniesz oczy i zaczniesz słuchać, to usłyszysz tych dźwięków znacznie więcej. Usłyszysz wiatr, trzask ognia w kominku, tykanie zegara, plusk rybek w akwarium, dziesiątki dźwięków dochodzących z zewnątrz. Wiesz juz o czym mówie?
a propos medytacji itp w sobote w Edynburgu bedzie swami Vishwananda ( http://www.vishwananda.org/english/index.html ), ktory bedzie udzielal darshanow - ja sie wybieram
znajomi byli w Warszawie i Czestochowie (bo swami akurat byl w Polsce pare dni temu) i sa zachwyceni, podobno wyjatkowe przezycie :)
dokladnie cie rozumiem kepo.. nie da sie ot tak zapomniec o "tym" co bylo naszym calym zyciem przez np. ostatnich kilka lat.. i mimo, ze zauwazasz, ze zycie idzie do przodu i kazdy dzien przynosi ci cos dobrego, wzbogacajacego, chwilami wracaja te "mile" wspomnienia, ktore gdzies gleboko siedza i za cholere nie mozesz sie ich pozbyc.. czyzby czas i myslenie "do przodu" byly na to najlepszym lekarstwem..?
Czy ktos z was przezyl cos takiego, ze przez dlugie lata byl wyprany z emocji, uczuc, patrzyl, ale nie rozumial, a teraz czuje jakby sie urodzil na nowo, a wlasciwie dopiero teraz? Przezywam cos takiego i nie wiem skad to sie wzielo? To nie emigracja, nie milosc (moze milosc do zycia), a jednak..