Mowia, ze nie ma nic gorszego niz spotkac polaka za granica. Ale jest - spotkac polskiego Cygana.
Kolezanki znalazly ogloszenie o mieszkanie - Lincoln Avenue 200 5/5 (wszedzie pisze, w ramach ostrzezenia) w Glasgow. Nazwisko Siwak. Pan, z wygladu Polak pokazal im co i jak, wszystko bylo ok. Wiec zaplacily tydzien czynszu, tydzien depozytu i sie wprowadzily. W jednym pokoju one - w reszcie mieszkania oni - znaczy pan z corka - ok. 20 lat, czarne wlosy, solarium (?).
I wtedy sie zaczela - ciagle pijanstwa, awantury, pol tego bloku zamieszkane jest przez Polskich Cyganow, pan czynil im nieprzywzwoite propozycje, corka robila wszystkim awantury, jezeli ktos sie tam pojawil to tylko po to, zeby sie poklocic.
Pan jak byl trzezwy, to na poczatku nawet byl zyczliwy, kolezanki zaprowadzil do agencji pracy, pomogl szukac, i tak dalej. Ale potem sie okazalo, co jest to dziewczyny uciekly z tego mieszkania - zwalily rzeczy do mnie i wyjechaly do roboty do edynburga. Tymczasem przyszla do nich poczta - z urzedow, z pracy, karty i pin do bankomatu...
Ta coreczka wydzwaniala do nich co chwila i co chwila mowila co innego. Tylko jedno nie zmienialo sie - wyda im poczte jak jej zaplaca od 15 do 80 funtow.
Dziewczyny sa bardzo porzadne, z takich, co jak musza powtorzyc "kurwa" to sie rumienia, wiec byly zaszokowane ale wciaz probowaly pertraktowac, zaczynalo sie robic coraz bardziej niebezpiecznie, z obelg zrobily sie szarpanki, wiec na kolejne spotkanie na ktorym na pewno juz mialy dostac poczte poszedlem z nimi. W centrum miasta w knajpie, rozmawialy z panem, ale rozmowa nie posunela nic do przodu. Dlatego wtracilem sie i poinformowalem pana ze przetrzymywanie cudzej poczty jest przestepstwem. On mi na to, ze jak chce, to moge sobie isc na policje (a tymczasem z knajpy wylaniac sie zaczelo coraz wiecej Cyganow). Wiec ja do niego "na policje- ok!" i zatrzymalem przejezdzajacy radiowoz. Wszyscy Cyganie znikneli momentalnie.
Nastepnego dnia udalismy sie do tego mieszkania w asyscie policji. Co tam sie wyprawialo- ja musialem robic za tlumacza, ale nie na wiele sie zdalo, bo miedzy soba rozmawiali po cygansku a do nas rzucali tylko wyzwiskami. Jednak jak tylko policjantka wspomniala o potrzebie aresztowania okazalo sie, ze wszyscy swietnie rozumieja po angielsku. Odzyskalismy poczte - choc nie wszystka, a czesc byla pootwierana. Na dole juz czekalo na nas kilkunastu Cyganow pochowanych za samochodami i za krzakami, wiec policjanci odwiezli nas pare przystankow w strone centrum.
Musze teraz zmienic image, bo nie chcialbym, zeby poznali mnie, kiedy bede pozna noca wracal z pracy...
Wklejam:
Mowia, ze nie ma nic gorszego niz spotkac polaka za granica. Ale jest -
spotkac polskiego Cygana.
Kolezanki znalazly ogloszenie o mieszkanie - Lincoln Avenue 200 5/5 (wszedzie
pisze, w ramach ostrzezenia) w Glasgow. Nazwisko Siwak. Pan, z wygladu Polak
pokazal im co i jak, wszystko bylo ok. Wiec zaplacily tydzien czynszu,
tydzien depozytu i sie wprowadzily. W jednym pokoju one - w reszcie
mieszkania oni - znaczy pan z corka - ok. 20 lat, czarne wlosy, solarium (?).
I wtedy sie zaczela - ciagle pijanstwa, awantury, pol tego bloku zamieszkane
jest przez Polskich Cyganow, pan czynil im nieprzywzwoite propozycje, corka
robila wszystkim awantury, jezeli ktos sie tam pojawil to tylko po to, zeby
sie poklocic.
Pan jak byl trzezwy, to na poczatku nawet byl zyczliwy, kolezanki zaprowadzil
do agencji pracy, pomogl szukac, i tak dalej. Ale potem sie okazalo, co jest
to dziewczyny uciekly z tego mieszkania - zwalily rzeczy do mnie i wyjechaly
do roboty do edynburga. Tymczasem przyszla do nich poczta - z urzedow, z
pracy, karty i pin do bankomatu...
Ta coreczka wydzwaniala do nich co chwila i co chwila mowila co innego. Tylko
jedno nie zmienialo sie - wyda im poczte jak jej zaplaca od 15 do 80 funtow.
Dziewczyny sa bardzo porzadne, z takich, co jak musza powtorzyc "kurwa" to
sie rumienia, wiec byly zaszokowane ale wciaz probowaly pertraktowac,
zaczynalo sie robic coraz bardziej niebezpiecznie, z obelg zrobily sie
szarpanki, wiec na kolejne spotkanie na ktorym na pewno juz mialy dostac
poczte poszedlem z nimi. W centrum miasta w knajpie, rozmawialy z panem, ale
rozmowa nie posunela nic do przodu. Dlatego wtracilem sie i poinformowalem
pana ze przetrzymywanie cudzej poczty jest przestepstwem. On mi na to, ze jak
chce, to moge sobie isc na policje (a tymczasem z knajpy wylaniac sie zaczelo
coraz wiecej Cyganow). Wiec ja do niego "na policje- ok!" i zatrzymalem
przejezdzajacy radiowoz. Wszyscy Cyganie znikneli momentalnie.
Nastepnego dnia udalismy sie do tego mieszkania w asyscie policji. Co tam sie
wyprawialo- ja musialem robic za tlumacza, ale nie na wiele sie zdalo, bo
miedzy soba rozmawiali po cygansku a do nas rzucali tylko wyzwiskami. Jednak
jak tylko policjantka wspomniala o potrzebie aresztowania okazalo sie, ze
wszyscy swietnie rozumieja po angielsku. Odzyskalismy poczte - choc nie
wszystka, a czesc byla pootwierana. Na dole juz czekalo na nas kilkunastu
Cyganow pochowanych za samochodami i za krzakami, wiec policjanci odwiezli
nas pare przystankow w strone centrum.
Musze teraz zmienic image, bo nie chcialbym, zeby poznali mnie, kiedy bede pozna noca wracal z pracy...